LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSL
ZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPNPopularne strony |
AktualnościPrzygody z inflacją: spada wolniej, ale to się może zmienić [HIRSCH O GOSPODARCE]Inflacja w Polsce spada, ale wolniej niż oczekiwano, chociaż dane za styczeń jeszcze się zmienią. Zmienić mogą się też dane Eurostatu o tym, że jesteśmy na trzecim miejscu w Unii, jeśli chodzi o wzrost PKB. Zmienia się też rentowność polskiego długu, na szczęście w tę dobrą stronę, czego niestety nie można powiedzieć o sytuacji na polskim rynku pracy. Nie pomaga nam też mróz, który obniża nam produkcję przemysłową i budowlaną. Oto pięć wydarzeń w gospodarce, na które warto zwrócić uwagę.
Kategorie: Portale
Nowy format meczu gwiazd NBA. Edwards bezkonkurencyjnyEksperymenty z formatem Meczu Gwiazd trwają już blisko dekadę, bo spotkania przestały być choć w minimalnym stopniu emocjonujące. W 2017 roku mecz Zachodu ze Wschodem zakończył się absurdalnym wynikiem 192:182. Teraz w kalifornijskim Inglewood, gdzie swoją halę ma Los Angeles Clippers, trzy drużyny rywalizowały systemem „każda z każdą”, a następnie dwie najlepsze zmierzyły się w finale. Każdy mecz trwał 12 minut. Najciekawszy był pierwszy, w którym Team Stars dopiero po dogrywce pokonał Team World 37:35. Edwards zdobył w tym spotkaniu 13 punktów, a celnym rzutem z dystansu lider Minnesota Timberwolves doprowadził do dogrywki. W międzynarodowej ekipie najbardziej poważnie rywalizację traktował Victor Wembanyama. Francuz z San Antonio Spurs zdobył 14 pkt. Później Team Stripes pokonał Team Stars 42:40, a na koniec części zasadniczej Team Stripes wygrał z Team World 48:45. W tym ostatnim Kawhi Leonard z Los Angeles Clippers uzyskał dla zwycięzców aż 31 pkt, a Wembanyama 19. Finał był pozbawiony emocji. Zaczął się od prowadzenia Team Stars 16:3, który ostatecznie wygrał 47:21. Edwards w finale miał osiem punktów. W sobotę tradycyjnie odbyły się konkursy. W rozgrywanych od 1986 roku rzutach za trzy punkty po raz trzeci wygrał Damian Lillard (Portland Trail Blazers). Wcześniej trzy wygrane zanotowali jedynie Larry Bird i Craig Hodges. W konkursie wsadów najlepszy był Keshad Johnson (Miami Heat), a rywalizację „Rzucających Gwiazd” wygrało trio z New York Knicks. Przyszłoroczny Weekend Gwiazd odbędzie się w Phoenix. Czytaj również: Świetny drugi przejazd. Marynie do medalu zabrakło tylko trzynaście setnych Kategorie: Telewizja
Kabel pod biegunem północnym. Nowe połączenie zmieni globalną siećProjekt zakłada poprowadzenie kabla z Kiruny na północy Szwecji do Norwegii, następnie przez Svalbard i pod lodami Oceanu Arktycznego aż do Azji. Trasa o długości około 10,5 tysiąca kilometrów ma być najkrótszym cyfrowym połączeniem między kontynentami. Inwestycja została uznana przez Komisję Europejską za strategicznie ważną. Obecnie około 99 procent międzykontynentalnego ruchu internetowego odbywa się za pośrednictwem kabli podmorskich, które – w związku z napiętą sytuacją bezpieczeństwa – są coraz częściej traktowane jako infrastruktura krytyczna. Kabel zostanie wyposażony w specjalne czujniki mierzące temperaturę i zasolenie wody, co pozwoli naukowcom monitorować zmiany klimatyczne w Arktyce. Inwestycja jest wspólną inicjatywą państw nordyckich oraz instytucji badawczych. Uruchomienie połączenia planowane jest na około 2030 rok. Czytaj też: Cyberatak na wodociągi. Zatrzymano podejrzanego operatora infrastruktury Kategorie: Telewizja
Zandberg: Braun rośnie, kiedy państwo zapomina o obywatelachKatarzyna Przyborska: Trzeba zdelegalizować partię Brauna? Adrian Zandberg: Uważam, że to bez sensu. Debatowanie o delegalizacji napędza mu tylko zwolenników. Braun to symptom choroby. Problemów, z których czerpie siłę, nie da się zdelegalizować. To skąd się wziął Grzegorz Braun? Z braku nadziei. Z niepewności, samotności w świecie, który się zmienia i w którym nie jest łatwo znaleźć sobie miejsce. Z życia, które się sypie. Polski się rozjechały – ta wielkich miast i ta wyludniających się wsi, powiatów, które się zwijają. Wygodnie myśleć, że Braun to tylko wynik kremlowskich botów w internecie. Ale kogoś te boty musiały jeszcze przekonać. To demografia. Ludzie wyjeżdżają za pracą, edukacją. Dzieci rodzi się mniej, nie da się łatwo tego naprawić. No i jak sobie z tą zmianą poradziliśmy? Elita pouczała całą resztę, że każdy jest kowalem swego losu. A jak jest źle, to twoja wina i się wstydź. Takich miejsc jest dużo, za dużo. Wsi, gdzie nie dojeżdża komunikacja. Miast bez porodówek, bez lekarzy-specjalistów. Sieci społecznego wsparcia od dawna nie ma. Został kościół, ale też ledwie stoi na nogach. A równocześnie świat tych, którzy czerpią z życia pełnymi garściami, widać bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Jak ma się z tego nie rodzić poczucie krzywdy? To jest pożywka, na której urósł Braun. Jak ktoś myśli, że wystarczy powiedzieć „za skrajną prawicą stoi Kreml” i to coś załatwi – to jest naiwny. Mamy ładne cyferki o wzroście gospodarczym, a za nimi smutek i samotność. Co tu miałaby zmienić delegalizacja? Że zamiast twarzy Brauna będzie inna? Poprzednią twarzą był Tadeusz Rydzyk, któremu samotne kobiety, mieszkające w chałupach, w których woda w wiadrze zamarzała, wysyłały ostatnie pieniądze. To się nazywało kiedyś Polska B i już niejedna partia opozycyjna obiecywała z tym skończyć. Na frustracji i biedzie można piec różne pieczenie. Braun mówi: to wina Ukraińców, lekarzy, Unii Europejskiej. Teraz mapujecie to zjawisko wy. Czytam gazetkę Razem, a w niej „koryciarstwo” i prywatyzacja. Oskarżacie elity. Bo jest za co. Nie będę gryźć się w język, jak widzę patologię. Koryciarstwo to jest patologia, instrument politycznej korupcji. Nas przecież też dwa lata temu kusili: dostaniecie stołki, ale zapomnijcie o tym, co mówiliście w sprawie ochrony zdrowia, w sprawie nauki, w sprawie edukacji, w sprawie mieszkań. Wiedzieli, że mają większość bez nas, ale oczywiście byłoby wygodniej, żebyśmy siedzieli cicho. Tak to działa. Jak usłyszeliśmy, że przedwyborcze obietnice nie będą realizowane, zobaczyliśmy przygotowania do podziału spółek i agencji w starym PiS-owskim stylu, to podziękowaliśmy. Zarządzanie majątkiem publicznym, naszymi wspólnymi miliardami złotych, trzeba powierzać według kompetencji, a nie według legitymacji partyjnej. Mówiłem tak przed wyborami i nadal tak uważam. Bez dobrego zarządzania własnością publiczną, bez inwestycji publicznych Polska w ciągu najbliższej dekady stanie w miejscu. Politycy są od tego, żeby wyznaczać cele: transformacja energetyczna, redukcja nierówności regionalnych. Politycy nie są od tego, żeby wskazywać regionalnego dyrektora do spraw nie wiadomo czego za trzydzieści tysięcy miesięcznie. Podobne hasło niósł na sztandarze Szymon Hołownia. Inna polityka jest możliwa, nie idziemy po stołki – nie przetrwał. O złożonej przez nich ustawie o odpartyjnieniu rad nadzorczych, konkursach, jawności zarobków w zarządach jest cicho od roku. Realia są takie, że potrzebne są struktury partyjne, tym strukturom trzeba coś dać, choćby miejsca w radach miejskich i powiatowych. PSL ma zerowe poparcie, ale ma liczne struktury, rozdaje co może i ma w rządzie wiodące ministerstwa, ma wpływ. Podobnie pozostałe trzy partie z największymi strukturami. Wy odmawiacie grania według tych reguł. Tak jak Hołownia. Hołownia został wyśmiany, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz być może będzie rozważniejsza. To jest praktyka władzy. To jest gówniana praktyka, która niszczy państwo. Ale mam dobrą informację – nie trzeba tak robić polityki. Pamięta pani wybory prezydenckie? Nowa Lewica miała te mityczne, post-SLD-owskie struktury, zbudowane na zasadzie, że aparat ma się najeść w agencjach i spółkach, kosztem publicznego majątku, miało wielomilionowy budżet z subwencji. My mieliśmy ludzi, którzy działają po godzinach, a naszą kampanię zrobiliśmy ze zrzutki – i z nimi wygraliśmy. Bo świat się zmienia. Ci lokalni koryciarze dawali partiom siłę w czasach, kiedy były dwa sposoby na robienie polityki: albo kasa i oparcie się na nich, albo błogosławieństwo od Wyborczej i telewizorów. Inaczej nie było jak dotrzeć do ludzi. Tego świata już nie ma. Ludzie przed czterdziestką mają inne źródła informacji. Bez tych monopoli cały PO-PiS-owy system się kruszy. Nawet jeśli ciągle stoją za nim potężne pieniądze. Czy aby? Konfederacja, PO, PSL, Polska 2050 – wszyscy walczą o to, by niższymi podatkami, deregulacją przyciągnąć przedsiębiorców. Wielkie korporacje w USA na to poszły. Demokraci, żeby ich przebić, musieliby przemeblować rzeczywistość polityczno-społeczno-gospodarczą. Wygracie zrzutkami? Wiadomo, że milionerzy będą pompować pieniądze w Koalicję Obywatelską. Oczywiście, jeśli się stoi przeciw nierównościom, po stronie pracowników, sprawiedliwości społecznej, zawsze będzie się miało mniej pieniędzy niż partie, które siedzą w kieszeni biznesu. Ale są na to sposoby. Nauczyliśmy się sporo od ludzi, którzy organizowali kampanie Berniego Sandersa. Mobilizacja ludzi, żeby dołożyli swoją cegiełkę, dorzucili parę złotych, poświęcili godzinę-dwie na pomoc w kampanii, daje efekty. To jest siła, którą można przeciwstawić sile wielkich pieniędzy. Zresztą są rzeczy, których nie da się kupić za pieniądze. To nie przypadek, że ani PiS, ani KO nie mają czego szukać wśród wyborców przed 30. Wasz podstawowy elektorat to młodzi, wykształceni, z wielkich miast. To jednak za mało, by stać się języczkiem u wagi. Do młodych docieracie przez internet. Gazetki są dla starszych? Pierwszy numer gazety Razem trafił do 49 dawnych miast wojewódzkich. Nie tylko do starszych, po prostu chcemy dotrzeć do ludzi, którzy nie obserwują jeszcze naszych mediów społecznościowych, kanału na YouTube. Cel jest taki, żeby zbudować widoczność we wszystkich okręgach wyborczych. W Poznaniu mieliśmy w ostatni weekend zjazd organizacji wielkopolskiej. Przed wyborami prezydenckimi Poznań akademicki to była trochę taka samotna twierdza. Mieliśmy ludzi w Gnieźnie, w Pile, ale w wielu miastach po prostu nas nie było. Teraz Razem ma struktury we wszystkich wielkopolskich powiatach. W Lesznie i w Koninie, w Szamotułach i w Gnieźnie. Na uczelniach i w przemyśle. Próbujecie sięgnąć po inny elektorat? Jesteście na protestach. Ostatnio w Dino, w którym pracownicy marzli. Razem jest partią pracowniczą, więc jesteśmy tam, gdzie pracownicy się organizują. Kiedy wybuchł protest w Jeremiasie, byliśmy na miejscu, żeby pomóc. A jak teraz przyjeżdżam na spotkanie, to spotykam Mariusza Piotrowskiego, lidera strajku w Jeremiasie – członka koła Razem w Gnieźnie. Tak to działa. Przypomnijmy, że strajk w Jeremiasie był sukcesem. Załodze udało się wywalczyć podwyżki, dłuższe przerwy, uznanie istnienia związku zawodowego. A spór trwał od 2021 roku. To było ważne zwycięstwo, inspirujące dla innych. Zwłaszcza na produkcji, gdzie ludziom łatwiej się skrzyknąć, mieć realną pozycję negocjacyjną, a w przypadku strajku – zatrzymać maszyny. Przypadek Mariusza Piotrowskiego jest charakterystyczny. Długo był on przekonany, że powinien głosować na Konfederację. Dopiero potem zorientował się, że Konfederacja palcem nie kiwnie w jego interesie. Mnie zupełnie nie dziwi, że w wyborach sporo ludzi się zastanawiało: Zandberg czy Mentzen. Ludzie są wkurzeni na stare partie, którzy mają ich w nosie. A poza starymi partiami są dwie spójne propozycje: Razem albo Konfederacja. Solidarność albo egoizm. Konfederacja ciągle prowadzi. Większość ludzi wciąż jest przekonana, że jest klasą średnią i że obniżanie podatków jest w ich interesie. Polityka działa tak, że masz coś w opcjach do wyboru, przekładasz to na własne życie, własne doświadczenie, własny interes. A nasze zadanie to przekonać do rozwiązań opartych na solidarności i współpracy. Na YouTube i na ulicach, z gazetką w ręku. I to konsekwentnie robimy. W gazetce piszecie o pełzającej prywatyzacji ochrony zdrowia, wręcz o głodzeniu. Ale zamykanie porodówek wynika ze spadku urodzeń. Zamykał je PiS, zamyka KO, bo przy niskim poziomie urodzeń nie są rentowne. Kolejki były i są. Ci, którzy zarabiają na kryzysie publicznej ochrony zdrowia, chcą, żebyśmy tak myśleli – że nic się nie da zrobić. Bo kiedy kolejki rosną, ludzie idą ratować się prywatnie. Często u tego samego pana ordynatora, tylko w jego prywatnej klinice, wyciągają z kieszeni tysiące złotych, choć przecież płacą już na NFZ. Trzeba powiedzieć to głośno – powolna zapaść system jest na rękę wielu biznesom. Dużo podmiotów prywatnych nauczyło się ten niewydolny system ssać. Z tymi interesami trzeba się skonfrontować. Uważam, że czas zrobić to, co zrobiły inne kraje – rozdzielić prywatne od publicznego. To patologia, że dostęp do publicznej ochrony zdrowia prowadzi przez prywatny gabinet lekarza, że miejsce w szpitalu zależy od tego, czy zapłaciło się najpierw za prywatną wizytę. Warunkiem jest to, że płace w państwowych i publicznych placówkach będą zbliżone. Czy sami podjęlibyście się odpowiedzialności za Ministerstwo Zdrowia? Ministerstwo – klątwę, na którym każdy się musi wyłożyć? Bardzo chętnie weźmiemy odpowiedzialność za Ministerstwo Zdrowia, tak jak byliśmy gotowi wziąć ją dwa lata temu. Pod warunkiem, że zostaną zapisane gwarancje finansowania zmian. Co to znaczy? Ile proc. PKB? Teraz to jest 5,79 PKB. Może nie bardzo dużo, ale więcej niż na wojsko. 8 proc. PKB. Zresztą w krajach Europy Zachodniej na ochronę zdrowia idzie jeszcze więcej. Dziś wydajemy niemal najmniej w Europie. Nie da się zarządzać pustą kasą. Przy finansowaniu na poziomie średniej europejskiej i ucięciu patologii na styku prywatne-publiczne nie tylko uratujemy NFZ przed zapaścią, ale rozwiniemy usługi. Musimy zwiększyć budżet NFZ-u również dlatego, że się starzejemy jako społeczeństwo. Już dziś system się zatyka – dostęp do lekarza jest najgorszy, odkąd zaczęliśmy robić pomiary. Bez zmian będzie gorzej. Nasza posłanka Marcelina Zawisza wyliczyła, że dziura w budżecie NFZ wynosi 22 - 23 mld zł. W Sejmie usłyszeliśmy, że przesadzamy, przepchnęli wadliwy budżet. Po trzech miesiącach pani minister przyznała, że brakuje 23 mld zł. To o czym mówi Razem, to nie teorie, tylko twarde liczby. Niestety, pod rządami Tuska usługi publiczne są głodzone. To nie dotyczy tylko ochrony zdrowia, ale też edukacji, nauki. Jak my chcemy zachęcić młodych naukowców do pozostania w Polsce, za 3600 złotych na rękę? Narodowe Centrum Nauki nie realizuje dobrych projektów badawczych, bo jest zagłodzone. Od strony systemu edukacji nie wygląda lepiej. Idzie przez Polskę fala likwidacji przedszkoli. Dosłownie dzisiaj walczyliśmy na sejmowej podkomisji w obronie przedszkoli, które są likwidowane w Warszawie, w Bielsku-Białej, w Kielcach… Czemu miały być zlikwidowane? Argument jest taki, że nie ma kasy, bo dzieci jest mniej. Ale równocześnie wielkie pieniądze z budżetu idą na dopłaty do przedszkoli prywatnych. Warszawa wydaje na to około miliarda złotych. To jest postawione na głowie: w najbogatszym mieście w Polsce likwidują przedszkola publiczne, bo „nie ma pieniędzy”, a równolegle pieniądze idą do prywatnych biznesów. Tak było na Pradze Południe, gdzie naszym radnym udało się likwidację zatrzymać. To są przedszkola ze świetną kadrą, z kilkudziesięcioletnią tradycją, nie mają problemu z rekrutacją, rodzice chcą tam wysyłać dzieci. Ale miasto, w którym pełnię władzy ma KO – likwiduje je. To jest praktyczna, stopniowa prywatyzacja. Dopłacamy do nierównej konkurencji – wszyscy, w tym rodzice z biedniejszych rodzin. Skąd chcecie wziąć pieniądze na ratowanie usług publicznych? Wszyscy wiedzą, skąd można te pieniądze wziąć, to nie jest żadna tajemnica. Polski system podatkowy jest zbudowany tak, że państwo utrzymują dziś pracownicy najemni, a im ktoś jest bogatszy, tym w mniejszym stopniu dorzuca się do budżetu. Jak się spojrzy na całość, na podatki i składki, to mamy w praktyce nie progresywny, tylko degresywny system podatkowy. Bogaty przedsiębiorca rolny płaci składki zdrowotnej mniej niż pracownik na średniej pensji w mieście. Wiele korporacji nie płaci nic albo płacą jakieś fistaszki. To są podatkowe święte krowy. Potrzebujemy w Polsce jednolitej, progresywnej daniny. Ryszard Bugaj mówił o tym dwie dekady temu, zanim ta cała patologia się rozkręciła. Ale KO nie chce tego zmienić. Sondaże dają teraz partii Razem 3,7 proc. poparcia, do wyborów zostało półtora roku. Jakie Razem ma szanse, by wejść do przyszłego rządu i mieć w nim coś do powiedzenia? Raz dają nam 4 procent, innym razem 6 procent. W realnym teście, czyli w wyborach, dostałem milion głosów. Dla Razem kluczowa jest kampania wyborcza. Pokazaliśmy w kampanii, że potrafimy pomnożyć poparcie, z którym wchodzimy w wybory. Teraz przygotowujemy się do kolejnej kampanii. Śpię spokojnie. Dwa lata temu zmieniła się władza, bo do wyborów poszli młodzi, poszły kobiety, poszli pracownicy sektora publicznego, wreszcie ludzie, którzy chcieli uczciwości w zarządzaniu majątkiem publicznym. Ludzie mieli dość PiS-owskich tłustych kotów, biedujących szkół, uniwersytetów, kolejek w ochronie zdrowia. Chcieli zmiany – a zmiany nie ma. Nie ma nawet obiecanej ustawy legalizującej aborcję, nie ma prawdziwych związków partnerskich. Jest rząd, który – bardzo zadowolony z siebie – jedzie na ścianę. Bardzo wielu ludzi jest rozczarowanych. Jeśli rząd oczekuje, że pójdą jeszcze raz i na nich zagłosują, to się zdziwią. Razem jest po to, żeby ludzie rozczarowani tą polityką mieli po co pójść na wybory. Od wyniku Razem będzie zależeć, w którą stronę pójdzie Polska po wyborach. Chcę, żeby po kolejnych wyborach większość zależała od Razem. Ale trzeba się jeszcze dostać do Sejmu i przyprowadzić najlepiej co najmniej dwadzieścia posłanek i posłów. Skoro nie z Lewicą, to może z Polską 2050, jeśli przetrwa turbulencje. Pełczyńska-Nałęcz ma podobne poglądy np. na mieszkaniówkę, jak partia Razem. Wprowadzimy posłów, nie mam co do tego wątpliwości. Walczymy o to, żeby zależała od nas większość. Wybraliśmy samodzielność, więc przygotowujemy się na samodzielny start. Niezbyt mnie w związku z tym zajmuje, kogo teraz rozmontowuje Tusk. Koncentruję się na docieraniu tam, gdzie dotąd było o nas mniej słychać. Mamy teraz trasę po 49 dawnych stolicach województw. Na spotkaniach w Nowym Sączu, w Piotrkowie, w Bielsku-Białej nie gadamy o układankach wyborczych, tylko o inwestycjach: o nowym przemyśle, o blokach jądrowych, z którymi trzeba zdążyć, zanim zaczną nas niszczyć blackouty. O budowie centrów obliczeniowych, których dziś nie mamy – a od tego wkrótce będzie zależeć nasza siła gospodarcza. O pracy, którą przemebluje robotyzacja i sztuczna inteligencja. O tym wreszcie, jak uruchomić potencjał rozwojowy, który mamy – o tym, czy wykorzystamy świetnie wykształcone pokolenie 20, 30-latków, czy też ten potencjał zmarnujemy. To są sprawy ważne. Przepychanki wewnątrz rządu – nie są ważne. Znam te zachęty publicystów, którzy mówią: „idźcie z nimi na starych zasadach, róbcie politykę na starych zasadach, inaczej się nie da”. Tylko po co? Żeby tak jak Nowa Lewica zapomnieć, co żeśmy ludziom obiecywali? Głosować przeciwko własnemu programowi, przeciwko własnym wyborcom? Udawać tę mityczną sprawczość i modlić się, żeby cesarz Donald pozwolił nam przeżyć? No można, tylko po co komu taka partia? My trzymamy się konsekwentnie tego, co obiecywaliśmy. Nie kręcimy, mówimy to samo przed wyborami i po wyborach – i jesteśmy gotowi płacić za to cenę. A w 2027 roku wyborcy ocenią, komu ufają i jakiej chcą reprezentacji w Sejmie. To nie my mamy się czego bać. Czytaj też: Jarosław Kaczyński trafił na lepszego. Czy Karol Nawrocki w końcu przegiął? Kategorie: Telewizja
"Niemcy uratowały NATO". Co musi zrozumieć Europa?Podsumowując Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa, niemiecka prasa zwraca uwagę na utrzymującą się – pomimo pozornie pojednawczego wystąpienie Marco Rubio – przepaść między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Europa stała się bardziej samodzielna, ale jeszcze nie może powiedzieć Ameryce "Goodbye" – zauważają Niemcy.
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Płace, zatrudnienie i dane o przemyśle. Taki będzie tydzień w gospodarce
W tym tygodniu Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje dane dotyczące zatrudnienia, wynagrodzeń, produkcji przemysłowej oraz produkcji budowlano-montażowej. Ministerstwo Finansów wraz z Bankiem Gospodarstwa Krajowego przeprowadzą aukcje sprzedaży obligacji. Swoje wyniki finansowe przedstawią kolejne spółki giełdowe.
Kategorie: Telewizja
Kobieta znalazła porzuconego szczeniakaW sobotę do Schroniska Miejskiego w Opolu trafił szczeniak znaleziony w okolicy Turawa Park. Psa zauważyła kobieta, która jechała tą drogą. Zwierzę zostało porzucone w worku – na szczęście udało się mu z niego wydostać. Szczeniak jest pod opieką weterynarzy i wolontariuszy.
Kategorie: Telewizja
Śmiertelny wypadek na S8. Zderzenie busa z ciężarówkąW poniedziałek około godziny 4:40 na S8 w kierunku Białegostoku doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący busem Renault najprawdopodobniej najechał na tył pojazdu ciężarowego Volvo z naczepą. Chwilę później w tył busa uderzył Mercedes Sprinter. Renaultem podróżowało 9 osób. W wyniku zdarzenia na miejscu zginał kierowca busa Renault oraz pasażer siedzący z przodu. Do szpitala trafił kierujący Mercedesem Sprinterem. Kierowcy Volvo i Mercedesa byli trzeźwi. Na miejscu pracują służby. – 2 osoby zginęły w wypadku na drodze S8 w okolicy Nagoszewa. Zderzyły się bus i samochód dostawczy. Droga w kierunku Białegostoku jest nieprzejezdna – powiedział na antenie TVP Info asp. Marcin Sawicki z Mazowieckiej Komendy Wojewódzkiej Policji. Policjanci wyznaczyli objazdy przez Węzeł Poręba, a następnie w kierunku miejscowości Brok. Czytaj także: Kierowca jechał pod prąd drogą z ograniczeniem do 100 km/h Kategorie: Telewizja
Obama tłumaczy się z zaskakujących słów o UFO. „Naprawdę!”„Statystycznie wszechświat jest tak ogromny, że prawdopodobieństwo istnienia życia jest duże. Ale odległości między układami słonecznymi są tak duże, że prawdopodobieństwo, że odwiedzili nas kosmici, jest znikome, a podczas mojej prezydentury nie widziałem żadnych dowodów na to, że istoty pozaziemskie nawiązały z nami kontakt” – napisał Barack Obama we wpisie na swoim koncie na Instagramie. „Naprawdę!” – dodał. Słowa Obamy były komentarzem dotyczącym jego wypowiedzi z sobotniego wywiadu w podcaście Bryana Tylera Cohena. Podczas „rundy błyskawicznej” pytań gospodarz zapytał byłego prezydenta, czy kosmici istnieją naprawdę, na co Obama odpowiedział twierdząco. – Ale nie widziałem ich i nie są przetrzymywani w (...) Strefie 51 – powiedział, odnosząc się do bazy wojskowej w Nevadzie, gdzie według popularnej spiskowej teorii przechowywane są zwłoki istot pozaziemskich. – Nie ma żadnego podziemnego ośrodka, chyba że istnieje jakiś gigantyczny spisek, który ukryli przed prezydentem Stanów Zjednoczonych – mówił pół żartem pół serio. Wypowiedź byłego prezydenta – której nie rozwinął w wywiadzie – wywołała zdziwienie komentatorów. W niedzielę Obama tłumaczył, że odpowiedział w ten sposób, bo „starał się trzymać ducha” konwencji szybkich pytań i odpowiedzi. Sprawa UFO lub jak się je ostatnio nazywa UAP (niezidentyfikowany powietrzne zjawiska – przyp. red.) w ostatnich latach rozpala wyobraźnie miłośników teorii spiskowych. Amerykańska administracja odtajniła wiele materiałów, których wojskowi eksperci nie byli w stanie wytłumaczyć, między innymi nagrania kontaktów z tajemniczymi obiektami. W ubiegłym roku kongresmenka Anna Paulina Luna powiedziała dziennikarzowi Joe Roganowi w jego podcaście, że widziała dowody na istnienie „istot międzywymiarowych”. – Na podstawie zdjęć, które widziałam, jestem przekonana, że istnieją rzeczy, których nie stworzyła ludzkość – powiedziała Republikanka, która wcześniej służyła w Siłach Powietrznych USA. Czytaj także: Trump usunął rasistowski filmik o Obamach. Przepraszać nie zamierza Kategorie: Telewizja
W finale Meczu Gwiazd NBA Team Stars pokonał Team Stripes. Edwards najlepszym zawodnikiem75. Mecz Gwiazd ligi NBA miał formułę turnieju z udziałem trzech drużyn - dwóch złożonych z koszykarzy z USA (Team Stripes i Team Stars) i jednej z zawodników zagranicznych (Team World). W finale Team Stars pokonał Team Stripes 47:21. Najlepszym zawodnikiem (MVP) został Anthony Edwards.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Quiz z geografii, który zmiażdży Twoją wiedzę. Dla 50 proc. śmiałków 5/10, to szczyt możliwościLekko nie będzie. Poprzeczka jest zawieszona wysoko. Ten quiz z geografii to spore wyzwanie. Te 10 pytań zmiażdży Twoją wiedzę. 5/10 dla 50 proc. śmiałków to szczyt możliwości.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
„Władcy Siedlec” oskarżeni o przemyt milionów paczek papierosów z BiałorusiAktem oskarżenia w sprawie jednej z najbardziej prężnych organizacji przestępczych parających się przemytem papierosów z Białorusi objęto 33 osoby, w tym dwóch osławionych bossów „gangu siedleckiego”: Artura Ch. ps. Gruby i Mirosława G. ps. Grochal vel „Bazyl”. To bohaterowie cyklu portalu TVP.Info: Narcos Siedlce, w którym od kilku lat opisujemy metody działania zorganizowanych grup przestępczych na Mazowszu.
Śledztwo w sprawie przemytu na niemal przemysłową skalę prowadzi Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku. Postępowanie dotyczy „działalności zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się sprowadzaniem z terenu Republiki Białorusi do Polski przez Drogowe Przejście Graniczne w Bobrownikach i Kolejowe Przejście Graniczne w Terespolu wyrobów akcyzowych w postaci papierosów bez akcyzy”.
Gang ten w okresie listopada 2018 roku do października 2021 roku przemycił do Polski „co najmniej 29 441 178 paczek papierosów różnych marek bez znaków skarbowych akcyzy, powodując ten sposób uszczuplenie należności Skarbu Państwa w wysokości nie mniejszej niż 497 955 419 zł”. Przestępcy mieli też wręczyć kilku celnikom łapówki w wysokości blisko 100 tys. zł oraz 898 tys. euro.
Mirosław G. odpowie za „kierowanie w latach 2017-2018 w Siedlcach, Łukowie (…) i za granicą tj. w Białorusi, Ukrainie, Anglii zorganizowaną grupą przestępczą, mającą na celu popełnianie przestępstw, w tym polegających na sprowadzaniu z Białorusi i Ukrainy na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej 2,5 mln paczek papierosów, a następnie ich dalszej sprzedaży, w tym na terenie Anglii”.
Drugi zarzut dotyczy udziału w 2020 roku w gangu przemytniczym działającym w Białymstoku, Łapach, Warszawie, Siedlcach, który po skorumpowaniu kilku celników z przejścia w Bobrownikach, przerzucił do Polski co najmniej łącznie 16 950 000 paczek papierosów. Na działalności tej Skarb Państwa miał stracić łącznie ponad 440 mln zł.
Z kolei Artur Ch. odpowie za udział w dwóch grupach przestępczych. Pierwszej – w latach 2017-2018 – kierowanej przez „Grochala” i przemyt 2,5 mln paczek papierosów oraz „eksport ich do Anglii”. I drugiej – w latach 2019-2021, która miała przemycić do Polski z Białorusi co najmniej 26,6 mln paczek papierosów. Przy czym Skarb Państwa w tym przypadku stracił co najmniej 487 mln zł.
Czytaj także: „Władcy Siedlec” skazani. Najważniejsi bandyci uciekli przed wyrokiem
W maju 2021 roku funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej oraz KAS z Białegostoku odkryli na terenie terminala przeładunkowego w Terespolu próbę największego w historii przemytu papierosów.
Trzy wytypowane kontenery przyjechały do Polski pociągiem z Białorusi. Podczas ich sprawdzania okazało się, że do deklarowanego towaru: wermikulitu (używanego w ogrodnictwie) i elementów grzewczych dołożono gigantyczną papierosową kontrabandę. Łącznie doliczono się blisko 2,5 mln paczek nielegalnych papierosów wartych prawie 37 mln zł. Gdyby nielegalny towar trafił do sprzedaży, Skarb Państwa straciłby ponad 60 mln zł.
To nie był szczęśliwy traf, ale pokłosie złamania w 2020 roku przez europejskie służby specjalnego komunikatora EncroChat, będącego szyfrowaną siecią telefoniczną powszechnie wykorzystywaną przez organizacje przestępcze z całego świata. Śledczy otrzymali miliony zdjęć i wiadomości dokumentujących np. przemyt i handel narkotykami, przemyt papierosów czy broni.
Wśród użytkowników EncroChatu znaleźli się m.in. Artur Ch. ps. Gruby i Mirosław G. ps. Grochal. Zdaniem policjantów i prokuratorów obaj są szefami „gangu siedleckiego”, których krajanie nazywają „Władcami Siedlec”. Grupa operowała także w Łukowie, Mińsku Mazowieckim oraz Sokołowie Podlaskim. Zajmowała się handlem i produkcją narkotyków i czerpała miliony z prostytucji, ale okazało się, że największe pieniądze bossowie zarabiali na przemycie białoruskich papierosów.
Czytaj także: „Dom zły” na Woli. Kiedy wypił zmieniał się w demona. Zabił dwie osoby
„Gruby” i „Grochal” mieli związać się z Jackiem C. To on miał stać za przemytem białoruskich papierosów na ogromną skalę. A gangsterzy wyczuli koniunkturę. „Rzeczpospolita” doniosła po rozbiciu tej organizacji przestępczej, że C. formalnie prowadził trzy firmy, z czego dwie mające białoruskich wspólników. Miał zamawiać papierosy, organizować ich dostawę do Polski i dalszy „eksport”, głównie do Wielkiej Brytanii, gdzie zarobek na jednej paczce był największy.
Według ustaleń „Rz” w apartamencie bossa odkryto m.in. 190 tys. zł, 95 tys. euro i 6 kg złota. Znaczne sumy znaleziono w lokalach członków jego rodziny.
Tak dobrze zorganizowany przemyt nie byłby możliwy, gdyby grupa nie „kupiła” sobie kilku celników z przejścia w Bobrownikach. Na liście płac gangu znalazło się siedmiu funkcjonariuszy KAS. Brali oni od 5 tys. euro do 45 tys. euro, w zależności od tego, jak duża kontrabanda miała zostać „niezauważona”. Nadzorcą celników miał być – wedle „Rz” – 49-letni Marcin O., który zbierał od nich informacje o organizacji służb i wręczał łapówki. W jego mieszkaniu znaleziono 582 tys. zł w gotówce.
„Władcy Siedlec” oraz ich partner biznesowy w branży papierosowej byli przekonani, że wiadomości z EncroChat nie były archiwizowane (o czym zapewniał dostawca komunikatora). Okazało się jednak, że dane były gromadzone w chmurze. Nadto w telefonach podejrzanych natrafiono na wiele obciążających ich dowodów.
To m.in. zdjęcia z miejsc, w których zostawiane były pieniądze za dostawę papierosów, fotografie z dużymi ilościami gotówki, miejscami, w których przechowywano kontrabandę.
Czytaj także: Bezradna Temida. Sędzia dalej nie chce sądzić „Piotruli”, ale będzie musiał
Mirosław G. będzie czekał na proces w „sprawie papierosowej” w więzieniu. Jego kompan Artur Ch. jest poszukiwany listem gończym i ukrywa się prawdopodobnie na Malcie lub Cyprze.
W drugiej połowie czerwca 2025 roku zostali nieprawomocnie skazani w procesie 16 osób z „grupy siedleckiej”. Prok. Arkadiusz Jaraszek z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie oskarżył podsądnych o popełnienie łącznie 164 przestępstw.
„Gruby” i „Bazyl” odpowiadali m.in. o „założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym, czerpanie korzyści z nierządu innych osób, a także wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków, dokonanie i zlecenie szeregu pobić, w tym z użyciem niebezpiecznych narzędzi oraz za zniszczenie mienia, w tym spalenie samochodów osób, które nie chciały podporządkować się grupie”.
Pozostałym oskarżonym prokurator zarzucił w większości popełnienie podobnych przestępstw. Podsądni nie przyznawali się do zarzutów, podnosząc, że padli ofiarą spisku prokuratora, funkcjonariuszy CBŚP oraz tzw. 60-tek (czyli przestępców, którzy poszli na współpracę z organami ścigania w zamian z nadzwyczajne złagodzenie kary).
„Grochala” skazano na 13 lat i więzienia 25 tys. zł grzywny, tyle samo nawiązki, a także orzeczono przepadek 44 tys. zł. „Gruby” zaś usłyszał wyrok 15 lat odsiadki, 40 tys. zł grzywny, ponad 80 tys. zł nawiązki i przepadek aż 2,1 mln zł korzyści z przestępstw.
Śledztwo w sprawie działalności „grupy siedleckiej” – nazywane „Narcos Siedlce” (w nawiązaniu do popularnych seriali o największych narkobaronach z Kolumbii i Meksyku) – od 2019 r. prowadzą mazowieckie „pezety” i funkcjonariusze CBŚP. Pierwsze uderzenie w bandę miało miejsce latem 2020 r. Od tego czasu zarzuty usłyszała ponad setka osób należących do gangu lub z nim związanych.
Czytaj także: „Co 20 zatrzymany kibol idzie na współpracę. Głównie z wierchuszki gangu”
Niestety śledczym niedane było ucieszyć się z wygranej batalii. Wydając wyrok, Sąd Okręgowy w Siedlcach zadecydował o aresztowaniu pięciu oskarżonych: „Grochala”, „Grubego”, „Pako”, „Koguta” i Tomasza B. ze względu m.in. na surowe kary, jakie wobec nich orzeczono.
Cala piątka wyszła jednak na wolność 30 maja 2025 roku. Wówczas to Sąd Apelacyjny w Lublinie, po zażaleniu obrońców na przedłużenie im aresztów (znajdowali się za kratami ponad cztery lata), uchylił ten środek, zamieniając go na dozór policyjny 2 razy w tygodniu oraz zakaz opuszczania kraju. Żadnych kaucji czy zabrania paszportu. Choć w uzasadnieniu decyzji SA znalazło się stwierdzenie, że „groźba wymierzenia oskarżonym surowej kary jest bardzo prawdopodobna”.
W dniu wyroku ze wspomnianej piątki w sądzie pojawił się tylko „Grochal”. Był już spakowany i po zakończeniu procesu pojechał od razu do aresztu. Policjantom udało się jeszcze zatrzymać Tomasza B. Jak wynika z ustaleń portalu TVP.Info, trzech gangsterów „zniknęło”.
– „Gruby”, „Pako” i „Kogut” się zawinęli. Z naszych informacji wynika, że przygotowali się do dłuższego ukrywania. Niewykluczone, że wyjechali z Polski. Wiemy, że „grupa siedlecka” uwiła sobie bezpieczne gniazdko w jednym z europejskich krajów, gdzie wcześniej kilkukrotnie korzystali ze schronienia – opowiadał portalowi TVP.Info jeden ze śledczych.
Czytaj także: Narkorodzina oskarżona. Tylko córka została na wolności… bo się ukrywa
Siedlce są czwartym pod względem liczby ludności miastem na Mazowszu. W latach 2010-2020, rocznie popełniano tam średnio ponad 900 przestępstw kryminalnych. Nie wiadomo, ile z nich miało związek z najbardziej prężnym w rejonie gangiem nazywanym po prostu „grupą siedlecką”. Pewne jest, że jej członkowie byli przez lata właściwie bezkarni.
Bo właśnie w tym okresie działała tam wspomniana banda, która zdaniem śledczych rządzona była twardą ręką przez Mirosława G. ps. Grochal oraz Artura Ch. ps. Gruby vel „Bazyl”.
Gang nie ograniczał się tylko do swojego matecznika, ale operował także w Łukowie, Mińsku Mazowieckim oraz Sokołowie Podlaskim. W ciągu kilku lat opanował te tereny i zyskał monopol na handel narkotykami oraz dopalaczami. Gangsterzy wykorzystali też fakt, że stołeczne ekipy, takie jak „Mokotów”, „Ożarów” czy tzw. szkatułowi są wciąż w rozsypce i nie musieli się im opłacać lub brać od nich „towaru”. Rzeźnicy z Podlasia Jeśli chodzi o bossów „grupy siedleckiej”, to można powiedzieć, że obaj zdobyli dobre doświadczenie w przestępczym fachu. Niezbyt wiele wiadomo o „dokonaniach” Artura Ch. Jednak już jego partner: „Grochal” był przed laty bohaterem kronik kryminalnych, za sprawą udziału w bardzo groźnej bandzie braci Leszka i Piotra S. nazywanych „Rzeźnikami z Podlasia”.
Grupa ta zamordowała na pewno pięć osób, a o drugie tyle jest podejrzewana. Na początku lat 90. bracia S. skupili wokół siebie młodych, gotowych na wszystko przestępców. Gang wymuszał haracze, a opornym podpalano domy lub firmy. Potem przestępcy zaczęli napadać na domy biznesmenów. Podczas jednego z takich skoków, w nocy z 15 na 16 września 1997 roku, bandyci zamordowali po torturach dwóch synów właścicieli ubojni w Feliksinie koło Garwolina.
W lipcu 1998 roku w grupie doszło do dintojry w lesie przy trasie Iganie-Żelków. Dwóch mężczyzn posądzono o „nadmierną gadatliwość”. Najpierw na spotkanie zwabiono 26-letniego Jacka P. Ten wsiadł do poloneza trucka, zabierając ze sobą dziewczynę, 18-letnią Dominikę W. wraz z jej szczeniakiem. Niedługo potem na miejsce dowieziono Sylwestra W. Przez kilkadziesiąt minut cała trójka była torturowana pod pretekstem przesłuchania. Herszt bandy zaczął od rozprucia nożem szczeniaka. Gdy umilkł skowyt psa, jeden z uczestników kaźni chwycił za pistolet i strzałem w głowę zabił obu „gadatliwych” oraz dziewczynę, która miała pecha znaleźć się w samochodzie z ukochanym.
Ciała zamordowanych znaleziono następnego dnia w porzuconym aucie. „Grochal” odsiedział dziewięcioletni wyrok za współudział w porwaniu i katowaniu ofiar. W więzieniu poznał wielu bossów i watażków półświatka centralnej i wschodniej Polski.
Czytaj także: Kokaina dla „Pruszkowa” i tajemnicze zniknięcie dwojga osób
O tym, jak wielkie zyski osiągała „grupa siedlecka”, świadczy fakt, że kontrolowana przez nią sieć agencji towarzyskich zarobiła przez niespełna trzy lata ponad milion złotych. Bossowie byli też zamieszani w przemyt papierosów z Białorusi na ogromną skalę. I to oni zarabiali najwięcej.
Najlepszym tego dowodem było zatrzymanie 19 grudnia 2020 roku „Grubego”, który razem z „Pako” wybrali się do stołecznej Galerii Mokotów, aby kupić prezenty dla bliskich. Obaj gangsterzy ukrywali się od pewnego czasu. Mieli jednak pecha, ponieważ zauważył ich policjant CBŚP, który z synem wybrał się do galerii także po świąteczne sprawunki. Funkcjonariusz zawiadomił kolegów, a potem śledził mężczyzn, aż do ich zatrzymania.
Artur Ch. i Paweł P. byli całkowicie zaskoczeni. „Gruby” miał przy sobie blisko 100 tys. zł w gotówce, a „Paco” około 50 tys. zł. Pieniądze zostały zabezpieczone na poczet przyszłych kar w przypadku skazania przed sąd.
Gdy miesiąc później zatrzymano „Grochala”, w jego domu policjanci znaleźli skrytkę, w której znajdowały się paczki z nowiutkimi banknotami o nominale 200 euro. W sumie było to 200 tys. euro. Podczas akcji zatrzymania część funkcjonariuszy podziwiała drewniany domek na posesji. Okazało się, że to gołębnik, którego pozazdrościłby gospodarzowi sam Henryk N. ps. Dziad, (nieżyjący już boss gangu ząbkowsko-praskiego), znany z miłości do gołębi.
Czytaj także: Po 20 latach zapadł wyrok w sprawie groźnego bossa „Pruszkowa” Kategorie: Telewizja
Kryminał o genialnych detektywkach. Już dziś telewizja pokaże przedostatni odcinek serialuPonad rok po premierze piątego sezonu nastąpił długo wyczekiwany powrót francuskiego serialu kryminalnego "Astrid i Raphaëlle". Gdzie i o której godzinie można oglądać siódmy odcinek szóstego sezonu popularnego hitu o dwóch genialnych detektywkach, który nad Wisłą cieszy się niewiele mniejszym powodzeniem niż nad Sekwaną?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Polacy polubili luksus. W tym segmencie popyt rośnie
Na polskim rynku nieruchomości rośnie zainteresowanie segmentem premium – wynika z najnowszej analizy Grupy Morizon-Gratka. Domy i mieszkania o wartości co najmniej dwóch milionów złotych przyciągają obecnie uwagę niemal pięciu procent kupujących. Największe zainteresowanie nieruchomościami o wyższym standardzie notuje się w stolicy.
Kategorie: Telewizja
Tragiczny wypadek na drodze S8 w okolicach NagoszewaW poniedziałek koło godziny 5.00 doszło do tragicznego wypadku. Bus zderzył się z samochodem dostawczym na drodze S8 w okolicach Nagoszewa, przy węźle Poręba na Mazowszu. W wyniku wypadku zginęły dwie osoby. Droga w kierunku Białegostoku jest całkowicie zablokowana.
Kategorie: Telewizja
Piłkarze Legii Warszawa boją się swoich kibiców. Czują się zagrożeniLegia Warszawa broni się przed spadkiem z Ekstraklasy. Piłkarze ze stolicy mieli grać o mistrzostwo Polski, a tymczasem są tuż nad dnem tabeli. Sytuacji nie ułatwiają najzagorzalsi kibice z Łazienkowskiej, którzy rozczarowani wynikami grożą zawodnikom. Ci zaś boją się o swoje bezpieczeństwo.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
QUIZ z wiedzy ogólnej. Komplet punktów prawie dla każdegoTen quiz z wiedzy ogólnej nie jest zbyt trudny. Prawie każdy odpowie na zadane w nim pytania. Nad niektórymi trzeba się chwilę zastanowić. To co? Zaczynamy?
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
Nielegalne połowy u wybrzeży Afryki napędzają rosyjską inwazję
Rabunkowe połowy ryb wzdłuż wybrzeży zachodniej Afryki pomagają Rosji finansować inwazję na Ukrainę - wynika z informacji "ADF", magazynu wojskowego Dowództwa USA w Afryce. Nielegalne rybołówstwo rozciąga się na wyłącznych strefach ekonomicznych od Maroka niemal po RPA.
Kategorie: Telewizja
Wielkanoc w PRL. Konkretne przepisy na świąteczny stół bez luksusu i udziwnieńWielkanoc w PRL była świętem skromnym, ale zaplanowanym z dużą starannością. Gotowało się z tego, co było dostępne, a potrawy musiały być sycące, powtarzalne i takie, które można było podać przez kilka dni. Poniżej znajduje się jeden, spójny zestaw przepisów wielkanocnych z PRL – konkretnych, oszczędnych i opartych na realiach tamtych czasów. Bez historii i sentymentów, wyłącznie kuchnia.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
Bigos domowy z PRL. Gęsty, kwaśny i zawsze gotowany bez pośpiechuBigos domowy z PRL był daniem, które wymagało czasu i cierpliwości. Nie gotowało się go w jeden wieczór i nie przyspieszało procesu. Liczyła się kapusta, mięso, odpowiednia kwasowość i kilkukrotne podgrzewanie. Ten przepis skupia się wyłącznie na technice przygotowania – krok po kroku.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio OpiniiTVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i Świat
PortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 31 tygodni temu
18 lat 14 tygodni temu