LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
AktualnościRośnie kumulacja w Eurojackpot
Piątkowe losowanie Eurojackpot nie przyniosło głównej wygranej, więc kumulacja rośnie do 70 milionów złotych. W Polsce najwyższa wygrana, jaka padła była czwartego stopnia. Oto wyniki losowania z 6 marca 2026 roku.
Kategorie: Telewizja
Harry Styles powrócił z nowym albumem. Wyjątkowy koncert w streamingu na Dzień KobietW piątek, 6 marca, ukazał się nowy, czwarty studyjny album Harry'ego Stylesa "Kiss All The Time. Disco, Occasionally". Specjalnie z okazji Dnia Kobiet, na jednej z czołowych platform streamingowych już 8 marca zostanie wyemitowany nagrany w Manchesterze koncert "One Night Only" promujący nową płytę. Gdzie i o której godzinie będzie można zobaczyć wydarzenie?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
„Dusiłem je pasem bezpieczeństwa”. Tak działał „krwawy rektor”Początek lata w ponad półmilionowym Barnaule, stolicy Kraju Ałtajskiego w Rosji, miał dla nich posmak nadziei. Do tamtejszego Ałtajskiego Państwowego Uniwersytetu Technicznego zjeżdżały wtedy tysiące kandydatów z całego regionu. Chłopcom łatwiej było wyrwać się z prowincji, alternatywą było wojsko, zawsze mogli szukać pracy fizycznej w całej Rosji. Za to dziewczyny – szczególnie ze wsi – wierzyły, że to ich jedyna szansa na lepsze życie. Wierzyły też, że dorośli – zwłaszcza ci mili, schludnie ubrani, mówiący spokojnym, ojcowskim tonem mężczyźni – nie mogą chcieć ich krzywdy. Dziś wiadomo, że tę wiarę wykorzystał prawdziwy agresor. Witalij Maniszin nie wzbudzał podejrzeń. Miał niezgorsze maniery, łagodny głos i dar przekonywania. Miejscowe gazety pisały o nim jako o „patriocie swojej wsi”, człowieku, który „zna każdego mieszkańca po imieniu i otczestwie”, czyli zna też drugie imię, odojcowskie. W 2013 roku w gazecie „Zaria Priobja” chwalono go, że nie chce startować w wyborach na radnego, dopóki nie poczuje realnego poparcia mieszkańców. Ideał lokalnego społecznika, ojciec dzieci i cóż, że w tak młodym wieku dwukrotnie żonaty. A bo to jednemu życie się nie od razu ułożyło. Nikt nie wiedział, że ten sam człowiek zna na pamięć leśne bezdroża w rejonie kałmańskim (40-60 km na południe od Barnaułu). I że ma tam swoją tajną nekropolię. Schemat działania tego „Krwawego Rektora” (jak później ochrzciły go media) był zawsze bardzo podobny. Maniszin podjeżdżał pod uniwersytet białym „szestakiem” – a więc popularną niegdyś i w Polsce Ładą 2106, zwaną też żigulą. Wybierał ofiarę: zagubioną, zestresowaną, taką, której zabrakło kilku punktów na egzaminie. Kto pamięta własne egzaminy na studia, ten wie – przed uczelnią gromadzą się i ci, którym się powiodło, i ci, którym powinęła się noga. Nietrudno rozpoznać, kto jest kto. Maniszin podchodził, przedstawiał się jako wpływowa osoba z uczelni, ktoś, kto „ma dojścia”. – Dam radę załatwić ci dodatkowe punkty – mówił. Albo – Przeniosą cię na dzienne studia, zobaczysz. Pojedźmy do mojego znajomego za miastem, on wszystkim zarządza – dodawał cicho, niemal po ojcowsku. I dziewczyny wsiadały. To była ich ostatnia przejażdżka. Za miastem, na bezludnych polach, Maniszin je gwałcił. A potem dusił – gołymi rękami, paskiem od spodni, w samochodzie pasem bezpieczeństwa. Jedną zabił, uderzając gaśnicą w głowę. Ciała zakopywał koło wsi Buranowo w ziemi zatrutej jeszcze z radzieckich czasów pestycydami. Nikt niczego tam nie szukał, bo gleba i tak była jałowa. Na liście udowodnionych ofiar Maniszina jest jedenaście nazwisk. Jedenaście przerwanych życiorysów. Ludmiła Obidina, 17 lat. Pierwsza ofiara. Był wrzesień 1989 roku, miejscowość Zielona Dąbrowa, ok. 100 km na zachód od Barnaułu. Maniszin miał wówczas niespełna 18 lat, a Zielona Dąbrowa to jego rodzinna wieś. Dostrzegł dziewczynę na przystanku. Przyjechała do dziadków. Wspólnie pili alkohol, doszło do próby gwałtu, dziewczyna się opierała, więc zaczął ją dusić… Ciało wywiózł potem wozem zaprzężonym w konia i zakopał w polu. Milicja ustaliła, że był jednym z tych, którzy ostatni widzieli Ludmiłę. Przesłuchano go nawet, ale wykręcił się kłamstwem: „Rozeszliśmy się w różne strony”. Ciało znaleziono dopiero po roku, sprawę umorzono. To była jego pierwsza lekcja, jak manipulować, kłamać. I mordować. Czoduraa Oorżak, 21 lat. Przyjechała z republiki Tuwy, by studiować. Zaginęła 28 czerwca 1999 roku. Jej ciało znaleziono rok później w wąwozie w rejonie kałmańskim. Pierwsza z „serii studenckiej”. Maniszin poznał ją pod akademikiem, obiecał pomoc w złożeniu dokumentów na uniwersytecie, po czym wywiózł za miasto. Swietłana Filipczenko, 27 lat. Przyjechała z Nowosybirska szukać pracy. Maniszin spotkał ją w centrum Barnaułu, przedstawił się jako osoba z wpływami na uniwersytecie i obiecał posadę na uczelni. Wywiózł, zgwałcił, udusił. Natalia Berdyszewa, 25 lat. Z Zarinska, miasta leżącego ok. 100 km na północny-wschód od Barnaułu. Zdawała do technikum dla dorosłych. Ostatni raz widziano ją na Ałtajskim Państwowym Uniwersytecie Technicznym 9 sierpnia 1999 roku. Maniszin zwabił ją obietnicą pomocy w znalezieniu pracy. Wywiózł pod pretekstem spotkania z „ważną osobą”, zgwałcił i zabił. Ciało znaleziono miesiąc później. Liliana Woźniuk, 16 lat. Pochodziła z Turkmenistanu. 28 lipca 2000 roku poszła na ostatnią konsultację przed egzaminem wstępnym na uczelnię i zniknęła na zawsze. Jej szczątków nie można było przez lata zidentyfikować, bo… Głowę znaleziono już w 2001 roku, ale resztę ciała – dopiero w 2023, po tym jak sam Maniszin wskazał miejsce, gdzie zakopał jej korpus i członki. Olga Szmakowa, 17 lat. 1 sierpnia 2000 roku poszła sprawdzić wyniki egzaminów. Nie dostała się – zabrakło trzech punktów. Maniszin podszedł do niej w holu uniwersytetu, gdzie była z przyjaciółmi i obiecał „załatwić” brakujące punkty. Przekonał, by pojechała z nim do „wpływowego znajomego”. Anżela Burdakowa, 17 lat. Przyjechała z Kamienia nad Obem, by złożyć dokumenty na studia. Wzięła blankiet, wyszła na korytarz, by go wypełnić. Maniszin podszedł, gdy zapisywała rubryczki. Zwabił ją obietnicą pozyskania tzw. celowego obuczenija, czyli dodatkowego stypendium i miejsca w akademiku. I tak zniknęła. Ksenija Kirgizowa, 17 lat. Córka zamożnego biznesmena z Bijska. Zdała, ale punktów starczyło tylko na zaoczne. Chciała przenieść się na studia dzienne, a Maniszin obiecał „pogadankę z wpływowym człowiekiem”. Zniknęła 15 sierpnia 2000 roku. Jej ojciec, zorganizował własne śledztwo, wynajął detektywów, oferował 50 tysięcy dolarów nagrody. Szukał córki do śmierci – zmarł w szpitalu, nie doczekawszy się sprawiedliwości. Były też kobiety, które nie zamierzały zostać studentkami ani nie szukały pracy. Na przykład Walentina Michajlukowa, 53 lata, przyjechała pomóc córce w dostaniu się na studia. Maniszin wyczuł łatwy łup – kobieta miała przy sobie 9 tysięcy rubli na łapówkę (dziś odpowiadałoby to ok. 3 tys. zł). Obiecał pomoc, wywiózł za miasto, ukradł pieniądze, zgwałcił i zabił. Wszystkie ofiary łączyło jedno: zaufały nieznajomemu, który obiecywał im lepszą przyszłość. Choć faktycznie tę przyszłość im brutalnie odebrał. Aby zrozumieć, jak Maniszin mógł działać bezkarnie przez tyle lat, trzeba przypomnieć kontekst epoki. Lata 80. i 90. w ZSRR i wczesnej Rosji to czas głębokiego kryzysu. Upadek imperium w 1991 roku przyniósł hiperinflację, bezrobocie, korupcję i rozpad struktur państwowych. W odległych regionach, takich jak Kraj Ałtajski, milicja była niedofinansowana, śledztwa chaotyczne, a społeczeństwo skupione na przetrwaniu. Maniszin wpasował się w ten schemat idealnie. Urodzony w 1971 roku w biednej wsi, ale w rodzinie bez patologii, dorastał w czasach, gdy edukacja była jedyną drogą ucieczki z prowincji. Po szkole wstąpił do instytutu weterynaryjnego. Ukończył go w latach 90., gdy kraj pogrążał się w chaosie. Został weterynarzem, ale szybko wszedł w lokalną politykę. W 2001 roku został szefem rady wsi Szadrino, potem deputowanym, a od 2013 – zastępcą szefa administracji rejonu kałmańskiego. Pod tą fasadą lokalnego polityka czaiła się jednak ciemna strona jego wypaczonej, ale bynajmniej nie patologicznej osobowości. Psychiatrzy po aresztowaniu uznali go za w pełni poczytalnego, bez poważnych traum z dzieciństwa. Motyw? Głównie seksualny, podszyty frustracjami. Jak mówiła psychiatra Jelena Starenkowa w wywiadzie dla barnaulskiego portalu NGS22.RU: „Tacy ludzie często nie realizują się w życiu prywatnym. Mają rodziny, ale nie czerpią z tego satysfakcji. Zbrodnie stają się substytutem aktu seksualnego”. Oczywiście już latem 2000 roku w Barnaule wybuchła histeria – media nagłośniły sprawę zaginięć pięciu abiturientek, których ciała po kolei odkrywano w okolicznych wąwozach i lasach. Sprawca zyskał wówczas w prasie i wśród mieszkańców pseudonim „politechniczny maniak” – od nazwy uczelni, przy której uprowadzał ofiary. Maniszin spanikował. Bał się, że lada dzień zapukają do jego drzwi. Ale wtedy wydarzyło się coś, co uratowało mu skórę na kolejne 23 lata. Śledztwo w 2000 roku było chaotyczne. Przesłuchano bagatela 35 tysięcy osób – studentów, wykładowców, pracowników. Sporządzono aż 71 portretów pamięciowych, z rosyjska zwanych fotorobotami, przedstawiających potencjalnego sprawcę. Psychiatrzy stworzyli też profil osobowościowy: mężczyzna 35-40 lat, żonaty, z dziećmi, ma auto, praca pozwala mu na wyjazdy. Zdawać by się mogło, że już go namierzą. Ale presja społeczna była ogromna – media grzmiały o „maniaku w Barnaule”. Policja potrzebowała winnego już, natychmiast. I znalazła. Jedna ze świadkiń wskazała na niejakiego Aleksandra Anisimowa, 45-letniego handlarza obuwiem na miejskim targu. Mężczyzna miał kryminalną przeszłość (wyroki za chuligaństwo i kradzież), pasował do rysopisu i jeździł białym samochodem. Zatrzymano go 27 października 2000 roku. Przez trzy dni nic nie mówił. A potem… napisał obszerne zeznania i przyznał się do winy. Służby były w euforii. Prowadzono rekonstrukcje zdarzeń i 1 listopada 2000 roku śledczy konwojowali Anisimowa do miejsca, gdzie jakoby sprzedał biżuterię ofiar. Na klatce schodowej, na ósmym piętrze, na chwilę strażnicy spuścili go z oczu. Anisimow rzucił się w dół przez okno. Roztrzaskał się na betonie. Śledztwo stanęło. Sprawa została formalnie zamknięta, a Anisimowa przez lata uznawano za „politechnicznego maniaka”. Ale w 2019 roku odchodzący na emeryturę generał Nikołaj Turbowiec, który w 2000 roku kierował milicją w Barnaule, wyznał w wywiadzie: „Do dziś nie jestem pewien, czy to był on. Ta sprawa do dziś mnie uwiera. Gdybym miał pewność, że to on, byłoby mi lżej”. I miał rację. Prawdziwy potwór przez cały ten czas był na wolności. Co więcej, doszło do wydarzenia, które mogłoby posłużyć za scenariusz mrocznego thrillera – jak w filmie „Siedem”, gdzie morderca przez pół filmu pozostaje w cieniu, by nagle wkroczyć do akcji i zagrać z policją w swoją grę. Tak i tu, gdy w październiku 2000 roku znaleziono kolejne ciało, milicjanci pojechali na miejsce odkrycia zwłok. Nagle ich samochód się zepsuł. Los chciał, że pierwszą osobą, która się im nawinęła w pobliżu, był właśnie Maniszin – mieszkaniec okolicy. Poprosili go o podwiezienie. Maniszin pomógł, a potem… podpisał protokół oględzin jako „poniatoj”, czyli w rosyjskim prawie niezależny obserwator. Patrzył na wykopane zwłoki swojej ofiary i zachował kamienną twarz. I tu dochodzimy do najbardziej niezwykłego elementu tej historii. W powieści Eleny Klisziny „Krysy-Mysy”, będącej fabularyzowaną, ale opartą na faktach opowieścią o tych wydarzeniach, pojawia się motyw kluczowy dla zrozumienia, jak Maniszin mógł unikać kary przez ćwierć wieku: babcine zamówienie. Według książki, po pierwszym morderstwie w 1989 roku, pijany i przerażony Witalij przywlókł się do swojej babki – znachorki, szeptuchy z ałtajskiej wsi. I powiedział jej wszystko. Wówczas, trzymając nad nim płonącą świecę, miała rzucić na niego „nieprzejrzany pokrow” – klątwę ochronną, która ukryła go przed wzrokiem ludzi, milicji i… duchów ofiar. W książce babka mówi: „Za granicą ukrywam, pod wodę opuszczam, w ziemię chowam… Co uczynione, przed oczyma obcymi zakryte, przed knowaniami wrogów schowane”. Od tego momentu Maniszin miał być „związany ze swoimi ofiarami sznurami przywiązanymi do cmentarnego płotu”. Duchy dziewcząt błąkały się po polach, nie mogąc znaleźć ukojenia i nie mogąc dotrzeć do swojego kata. To zaś miało sprawić, że morderca pozostawał bezkarny. Oczywiście to fikcja, wymysł, o czym wyraźnie informuje autorka. Jednak jest w tym pewna informacja. Tytuł powieści Klisziny to gra słów „krysy” (szczury) i „mysy” (zniekształcone „myszi” – myszy), bo Maniszin chował ciała ofiar na polach nasączonych pestycydami, gdzie szczury i myszy były plagą. W książce czytamy też, że nazywał swoje ofiary „szczurami” lub „szmatami”. Poza tym sama metafora jest porażająco prawdziwa: zło, by przetrwać i kwitnąć w społeczeństwie, potrzebuje zasłony dymnej. Tą zasłoną była dla Maniszina jego społeczna pozycja, nienaganna opinia i fakt, że nikt nie chciał uwierzyć, że potwór może wyglądać jak sympatyczny pan Witia z urzędu gminy. Pan, który leczy krowy, szczepi naszych pupili i uśmiecha się do swoich wyborców. Po latach, w maju 2023 roku, śledczy wrócili do sprawy sprzed 34 lat – zabójstwa Ludmiły Obidiny. Dzięki nowym technikom analizy genetycznej i determinacji nowej ekipy, na tapecie pojawił się on – Witalij Maniszin. Gdy pokazali mu dowody, pękł. A potem zaczął mówić. Mówił o wszystkim. O tym, jak dusił dziewczyny pasami bezpieczeństwa, jak jedną zabił gaśnicą, jak inną pociął nożem. Pokazywał miejsca ukrycia ciał, o których nikt nie wiedział – w tym szczątki Liliany Woźniuk, której głowę znaleziono w 2001 roku, ale reszty ciała szukano 21 lat. Co ciekawe, w trakcie śledztwa podczas przeszukania znaleziono u niego broszurę o tym, jak wymazać sobie pamięć. Próbował więc zapomnieć, ale demony wracały. Z dokumentów śledztwa wyłania się obraz człowieka, który przez lata prowadził podwójne życie. Jak już wspomnieliśmy, Maniszin był dwukrotnie żonaty, miał dzieci, a w swojej miejscowości uchodził za osobę szanowaną i godną zaufania. Krewni i znajomi charakteryzowali go pozytywnie, zwracając uwagę na jego wysoką inteligencję, samodyscyplinę i wykształcenie. Sąsiedzi z czasów, gdy pracował jako weterynarz, wspominali, że „lubił zwierzęta” i był człowiekiem przyjaznym. Jedna z mieszkanek opowiadała, że gdy jako mała dziewczynka bywała z siostrą w Zielonej Dąbrowie, Maniszin częstował je cukierkami i sprawiał wrażenie „spokojnego, grzecznego człowieka, który nigdy nie wtrącał się w cudze sprawy”. Nikt z otoczenia nie przypuszczał, że ten sam człowiek jest bestią. A jednak… Śledztwo nabierało rozpędu, do prasy przedostawało się coraz więcej szczegółów, portale społecznościowe huczały od plotek. Wtedy też media ochrzciły Maniszina mianem „krwawego rektora”. Ten pseudonim szybko przylgnął do niego, bo nawiązywał do roli, jaką kilkukrotnie odgrywał podczas wabienia ofiar – udawał rektora uczelni, obiecując pomoc w rekrutacji, bądź sugerował, że zna rektora i właśnie do rektora się udadzą. 1 października 2025 roku Sąd Rejonowy w Kałmańskim skazał Witalija Maniszina na 25 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Uniknął dożywocia tylko dzięki przedawnieniu części zbrodni (dla tych sprzed 2000 roku) i współpracy ze śledztwem. Pierwsze siedem lat spędzi w więzieniu, resztę w kolonii o zaostrzonym rygorze. Ale śledczy nie wykluczają, że ofiar może być więcej. Aktualnie sprawdzane są cztery dodatkowe zabójstwa z lat 1998-2000. Dziś mieszkańcy Barnaułu i okolicznych wsi zadają sobie pytanie: jak to możliwe, że człowiek, który podpisywał dokumenty w urzędzie, odbierał odznaczenia, leczył zwierzęta i uśmiechał się do sąsiadów, zamieniał się w demona? Odpowiedź jest przerażająco prosta. Bo nikt nie chciał uwierzyć, że bestia może mieszkać tuż obok. Że może mieć ciepły uścisk dłoni, urzędniczą teczkę i nieposzlakowaną opinię. Ale historia Witalija Maniszina to nie tylko opowieść o potworze. To przestroga: w chaosie, czy to po upadku ZSRR, czy w innych czasach kryzysu, także podczas wojen, potwory rozkwitają. I często mają twarz sąsiada, urzędnika, człowieka, któremu ufamy. Kategorie: Telewizja
Bagdad: zatrzymanie pięciu PolakówIracka Służba Bezpieczeństwa Narodowego poinformowała o zatrzymaniu pięciu Polaków. Pojawiły się doniesienia, że mieli szpiegować na rzecz Izraela, ale władze w Bagdadzie zdementowały te informacje. Szef MSZ Radosław Sikorski zapewnił, że zostali już zwolnieni.
Kategorie: Telewizja
Kolejne samoloty wojskowe poleciały po PolakówDwa samoloty Sił Powietrznych wystartowały z Polski, aby wesprzeć działania związane z ewakuacją polskich obywateli z rejonu Bliskiego Wschodu; kierują się na lotnisko w Arabii Saudyjskiej – poinformowało w sobotę rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Polskie Linie Lotnicze LOT zawiesiły natomiast rejsy do Dubaju do 11 marca włącznie – poinformował narodowy przewoźnik.
Kategorie: Telewizja
Tadeusz Woźniak prowadził podwójne życie. "Spotykaliśmy się po cichu"Tadeusz Woźniak był znanym muzykiem. Jednym z jego najbardziej znanych przebojów była piosenka "Zegarmistrz światła". Artysta przez pewien czas prowadził podwójne życie. Jego druga żona wróciła wspomnieniami do początków ich znajomości i opowiedziała, jak się w sobie zakochali. "Spotykaliśmy się po cichu" - wyznała wdowa po Woźniaku.
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
Opolska komentuje. SAFE 0 proc., kandydat na premiera z PiSOkazuje się jednak, że Kancelaria Prezydenta wyszła z propozycją proaktywną. Karol Nawrocki, razem z Adamem Glapińskim, prezesem Narodowego Banku Polskiego, zaproponował nowe rozwiązanie o wpadającej w ucho nazwie „SAFE 0 proc.”. W ogromnym skrócie chodzi o to, że modernizacja polskiej armii i wydatki tak niezbędne dla naszego bezpieczeństwa miałyby zostać sfinansowane przez NBP, a nie z unijnego programu SAFE. Szczegóły ekonomiczne wciąż nie są do końca jasne. Mówi się o wykorzystaniu rezerw złota albo o skupowaniu przez bank obligacji. Kwestie ekonomiczne zostawmy jednak ekonomistom czy też konstytucjonalistom, bo jedna z wątpliwości, które pojawiają się przy propozycji prezydenta, dotyczy artykułu 220 Konstytucji RP, który zakazuje NBP finansowania długu publicznego. Natomiast jeśli chodzi o kwestie polityczne, jest to na pewno ruch nieco utrudniający życie rządowi. Prawo i Sprawiedliwość prowadziło bowiem dość toporną narrację przeciw programowi SAFE, w której przewijały się hasła o „niemieckim bucie”, kredycie, który będą musiały spłacać nasze wnuki, czy też – jak stwierdziła posłanka PiS Teresa Pamuła–- że za pieniądze z SAFE kupowany będzie złom, z którym nie wiadomo, co potem zrobić. Przypomnijmy: ten „złom” to sprzęt produkowany w polskich zakładach, na przykład w Hucie Stalowa Wola, w Skarżysku-Kamiennej, w Kędzierzynie, w Tarnowie czy w Poznaniu. Polski sprzęt jest na tyle konkurencyjny, że kupują go od nas zachodni sojusznicy. Ta argumentacja proponowana przez PiS była więc na rękę koalicji 15 Października, gdyż – jak podkreśla premier, czy odpowiedzialna za program ministra Magdalena Sobkowiak-Czarnecka – z pewnymi ograniczeniami, ale program SAFE można by wprowadzić nawet przy prezydenckim wecie. To z kolei oznaczałoby, że w kampanii przed wyborami w 2027 roku rząd mógłby chwalić się inwestycjami i zakupami z programu SAFE, które udało się zrealizować mimo sprzeciwu prezydenta i Prawa i Sprawiedliwości. Teraz jednak prezydent dodał do tej układanki nowy element. Odkładając bowiem na bok kwestię, czy jest to rozwiązanie realne do wprowadzenia, czy nie, na pewno zachęcająco brzmi program „0 procent”, bez zagranicznego kredytu. Pytanie: jaka będzie odpowiedź rządu? Chyba największym refleksem wykazał się wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który – upraszczając – powiedział: świetnie, kawa nie wyklucza herbaty. Realizujmy potrzeby polskiej armii, korzystając z obu źródeł finansowania. W podobnym tonie wypowiada się Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. A co zrobi prezydent, wracając do pierwotnego pytania? Choć wielu komentatorów wciąż podkreśla, że weto byłoby ruchem politycznie samobójczym, nawet z wykorzystaniem pomysłu „SAFE 0 proc.”, przecież zarówno sondaże, jak i badania opinii publicznej mówią jasno: Polacy chcą programu SAFE, jednoznaczne są też wypowiedzi wojskowych (a prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych), mam jednak wrażenie, że zapowiedź forsowania pomysłu wspólnego finansowania zakupów przez NBP zapowiada nam prezydenckie weto. *** W sobotę, 7 marca prezes Jarosław Kaczyński wskaże potencjalnego kandydata na premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Wybory parlamentarne odbędą się dopiero za półtora roku, natomiast obóz PiS od wielu tygodni toczony jest wewnętrznymi problemami. Walki frakcyjne, wzajemne złośliwości, a wręcz ataki przedstawicieli różnych skrzydeł największej partii opozycyjnej możemy śledzić na bieżąco, bo politycy PiS z radością dzielą się nimi na platformach cyfrowych. To wszystko przekłada się także na sondaże, które dla PiS są coraz słabsze. Dla przykładu najnowszy sondaż pracowni Opinia24 daje PiS-owi 22 procent poparcia. W tym samym badaniu Koalicja Obywatelska ma 34,2 procent. Z zapowiadanych przez Jarosława Kaczyńskiego ponad 40 procent nic już nie zostało. A jak doskonale wiemy, PiS najlepiej radzi sobie w kampanii wyborczej, czyli wtedy, kiedy jest jasny cel, prosta linia i jednoznaczny przekaz partyjny. Dlatego potencjalny przyszły premier ma być postacią, która zjednoczy zwaśnione strony i zmobilizuje PiS, żeby znów działał jak jedna pięść. Gdy piszę ten felieton w piątek po południu, wciąż nie wiadomo, kto jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem z giełdy nazwisk podejrzanie przypominającej tę samą listę, o której mówiliśmy jeszcze zanim Jarosław Kaczyński wskazał kandydata na prezydenta, Karola Nawrockiego. A więc po pierwsze: Zbigniew Bogucki. To jego miał stawiać na czele Jarosław Kaczyński. Tu jednak padło weto z Pałacu Prezydenckiego. Bogucki jest dziś szefem kancelarii Karola Nawrockiego. Kogo mamy dalej? Tobiasza Bocheńskiego, Przemysława Czarnka, Lucjusza Nadbereżnego (prezydenta Stalowej Woli), Jakuba Banaszka (prezydenta Chełma) i Jarosława Margielskiego (prezydenta Otwocka). Na liście pojawia się też Anna Krupka, aczkolwiek to najmniej prawdopodobna kandydatura, a jej nazwisko znalazło się tam głównie za sprawą starań samej posłanki, by pojawić się przy okazji dywagacji o przyszłym premierze. Choć prezes Jarosław Kaczyński przekonuje, że w sercu nosi już nazwisko kandydata, wybór nie jest prosty. Wskazanie Tobiasza Bocheńskiego albo Przemysława Czarnka, czyli tak zwanych „maślarzy”, byłoby mocnym uderzeniem we frakcję Mateusza Morawieckiego, tę najbardziej zbuntowaną, wzywaną przed komisję etyki, ale też (na razie nieśmiało) grożącą opuszczeniem Prawa i Sprawiedliwości. Przemysław Czarnek, na którego chętnie stawiałyby media sprzyjające PiS, jest też mocno obciążony rządami Prawa i Sprawiedliwości. Coraz głośniej mówi się więc o Lucjuszu Nadbereżnym, czyli włodarzu ze Stalowej Woli. Jak pisał o nim Jacek Gądek w „Newsweeku”: „cherubin w średnim wieku z charakterystycznymi kręconymi włosami, sympatyczny i uśmiechnięty”. Mniej więcej tak przedstawia się Nadbereżny, którego nazwisko pojawiało się także przy dyskusji o kandydacie na prezydenta, zanim dowiedzieliśmy się, że będzie nim Karol Nawrocki. Nadbereżny faktycznie spełnia wszystkie warunki prezesa: jest młody, energiczny, niekojarzony z obciążeniami i aferami ośmiu lat rządów PiS. Nie wywodzi się też z żadnej ze zwaśnionych frakcji, a więc nie wywołuje wewnętrznych konfliktów. Pytanie jednak, czy Lucjusz Nadbereżny ma wystarczająco dużo charyzmy i siły, by – mówiąc kolokwialnie – wziąć za twarz Prawo i Sprawiedliwość i zmusić je do wspólnego marszu oraz zakończenia wewnętrznych sporów. Tu postawiłabym spory znak zapytania. Odpowiedź poznamy już w ciągu najbliższych godzin. Ja jednak pragnę przypomnieć trzy rzeczy. Po pierwsze: PiS nie może mieć pewności, że to właśnie on będzie wskazywać przyszłego premiera. Wynik wyborów za półtora roku jest dziś nie do przewidzenia. Po drugie: nawet gdyby spełniła się nadzieja prezesa i PiS byłby w stanie stworzyć większość z Konfederacją, lub Konfederacjami, może się okazać, że to właśnie koalicjanci będą na tyle silni, by chcieć decydować o tym, kto stanie na czele rządu. Po trzecie wreszcie: to, że prezes Kaczyński w hali Sokoła – miejscu, które tradycyjnie przynosi PiS-owi szczęście, bo to tam ogłaszano kandydatury Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego – wskaże nazwisko przyszłego premiera, nie oznacza jeszcze niczego definitywnego. Pamiętamy przecież sytuację, gdy ministrem obrony narodowej miał zostać Jarosław Gowin i na pewno nie miał być nim Antoni Macierewicz, a ostatecznie skończyło się właśnie na Macierewiczu. Dlatego nazwisko wskazane w Krakowie może być jedynie pewnym wabikiem, tematem do rozmowy, i równie dobrze może ulec zmianie w ciągu najbliższych miesięcy, a nawet dopiero po wyborach. *** Wspomniany Mateusz Morawiecki nie zasypia jednak gruszek w popiele. W piątek w Warszawie przedstawia raport gospodarczy zatytułowany „Power by Poland” i prezentuje go jako własną strategię budowania silnej polskiej gospodarki. Samo podkreślenie, że jest to jego autorska propozycja, pokazuje, że Mateusz Morawiecki myśli o pewnej politycznej niezależności. Ta inicjatywa miała nie spodobać się w partii i zostać odebrana jako swoisty afront wobec kierownictwa PiS. Sam Morawiecki zapewnia jednak, że jego projekt nie tylko nie stoi w kontrze do programu partii, ale wręcz jest jego doskonałym uzupełnieniem. Przekonuje także, że nikt nie wywierał na niego presji, by odwołał piątkowe spotkanie. O możliwym odejściu Morawieckiego z PiS mówi się zresztą już od pewnego czasu. I faktycznie, jeśli miałby się na taki krok zdecydować, to mniej więcej półtora roku przed wyborami byłby na to najlepszy moment, czyli właśnie wiosna i lato tego roku. Mam tu jednak spore wątpliwości. W grę wchodzą bowiem kwestie finansowe i strukturalne, a także coraz większe rozproszenie sceny po prawej stronie. Do tego dochodzi niewątpliwa ambicja Mateusza Morawieckiego. Choć zapewne zdaje on już sobie sprawę, że nie zostanie ponownie wystawiony jako kandydat na przyszłego premiera, to wciąż może liczyć na coś innego: że w którymś momencie uda mu się przejąć schedę po Jarosławie Kaczyńskim i objąć przywództwo w Prawie i Sprawiedliwości. Kategorie: Telewizja
Zatrzymanie Polaków w Iraku. Bagdad zaprzecza „siatce szpiegowskiej”Informację o zatrzymaniu podała za lokalnymi źródłami część polskich mediów. Pojawiły się też informacje, powołujące się na iracką Służbę Bezpieczeństwa Narodowego, że w Bagdadzie zatrzymano domniemanych izraelskich szpiegów, posiadających polskie paszporty. Miał to być efekt odkryciu „podejrzanej komórki szpiegowskiej w kraju”. Sensacyjne doniesienia zdementował zatrzymany youtuber Dawid Fazowski, autor kanału „Przez świat na fazie”, który był wśród zatrzymanych. „Nic mi się nie stało. Zostałem zatrzymany, pogadali ze mną i mnie odwieźli” – napisał w sobotę rano w mediach społecznościowych. Kilka godzin wcześniej oficjalne dementi wydało irackie MSW. Podkreśliło, że krążące doniesienia o aresztowaniu w Bagdadzie siatki szpiegowskiej są fałszywe. Potwierdziło, że grupę Polaków zatrzymano, ale jedynie do kontroli. „Ministerstwo potwierdza, że doszło do zatrzymania pięciu obywateli polskich, którzy wjechali do kraju legalnie przez oficjalne przejścia graniczne około dziesięciu dni wcześniej. W związku z podejrzeniami dotyczącymi ich obecności w pobliżu placu Tahrir, siły bezpieczeństwa podjęły niezbędne kroki prawne i zatrzymały ich w celu weryfikacji tożsamości. Po sprawdzeniu dokumentów tożsamości, procedur wjazdowych i statusu pobytu ustalono, że wszystkie ich działania oraz obecność w kraju były legalne” – brzmi komunikat irackiego MSW. Także minister spraw zagranicznych Radek Sikorski przyznał, że sprawa nie była tak poważna. „Co prawda polecieli wbrew ostrzeżeniom MSZ w pierwszy dzień wojny, ale – wedle informacji naszego konsula w Iraku – już zostali zwolnieni” – napisał na platformie X. Czytaj także: Trump stawia warunki Iranowi. Wskazał nowego przywódcę Kategorie: Telewizja
"Te trzy części to archiwum naszego dorastania"Amelia Fijałkowska, Maciej Karaś i Patryk Siemek ponownie spotkali się na planie filmu "Za duży na bajki 3". W tym odcinku Kawki z...mówią, na co powinni przygotować się widzowie, jak wspominają pracę na planie wszystkich trzech części i co mają zamiar robić w przyszłości. "Będzie bardzo dużo emocji, będzie dużo zwrotów akcji, retrospekcje też będą, więc nie możemy się doczekać waszego odbioru" - mówią.
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
Ta książka liczy tylko 68 stron. Była jej debiutem, wygrała NikeTa książka była jej debiutem literackim. Zrobiło się o nim dosyć głośno, gdy otrzymała za nią jedną z najważniejszych polskich nagród literackich, czyli Nike. Książką ta liczy zaledwie 68 stron. O jakiej książce dokładnie jest mowa? Kto jest jej autorką?
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
W marcu dodatkowy egzamin dla ósmoklasistów. Wezmą w nim udział po raz pierwszyW marcu w wybranych szkołach podstawowych przeprowadzone zostaną trzy ważne badania edukacyjne: badanie główne Międzynarodowego Badania Postępów Biegłości w Czytaniu - PIRLS oraz badania pilotażowe TIMSS 2007 i ICCS 2027, w których badane są kompetencje matematyczne, przyrodnicze oraz obywatelskie. W jednym z tych testów po raz pierwszy wezmą udział uczniowie 8 klasy.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Pilny komunikat z aptek. Popularny lek z ibuprofenem wycofany z rynkuGłówny Inspektorat Farmaceutyczny wydał pilny komunikat dotyczący popularnego leku przeciwbólowego z ibuprofenem. Jedna z jego serii została natychmiast wycofana z obrotu w całej Polsce. Powodem jest potencjalne zagrożenie dla zdrowia pacjentów wykryte podczas badań jakościowych.
Dominik Kulig
Kategorie: Prasa
Rosja pomaga atakować Amerykanów. Ale Trump, "kumpel Putina", nie chce o tym słyszećRosja pomaga Iranowi atakować Amerykanów. Ale Donald Trump, krytykowany jako "kumpel Putina", nie chce o tym słyszeć. Prezydent USA zbył w piątek doniesienia o rosyjskim wsparciu wywiadowczym dla Iranu, twierdząc że jest to "łatwy problem" w porównaniu do omawianej przez niego reformy systemu uniwersyteckich rozgrywek sportowych.
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Kultowy serial kostiumowy wrócił po raz ostatni. Polacy mogą już oglądać wszystkie odcinkiTajemnicze kamienne kręgi, podróże w czasie, surowy szkocki klimat i miłość, która oszukała czas. Dobiega końca 12 lat wędrówki przez wieki z "Outlanderem" – wyjątkowym serialem, który niespodziewanie stał się światowym fenomenem. Gdzie Polacy mogą oglądać finałowy, ósmy sezon kultowej serii kostiumowej?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Braciole - soczyste zrazy wołowe po włosku. Zakochacie się w ich smaku [PRZEPIS]Braciole, czyli zrazy wołowe po włosku, to wyjątkowe danie. Świetnie smakuje podane z makaronem, ale można je jeść także z bagietką czy świeżym chlebem. Pieczywo idealnie nadaje się do tego, żeby wytrzeć pyszny sos z talerza.
Kategorie: Prasa
Rosyjska rakieta trafiła w wieżowiec, wybuchł pożar. Jest wiele ofiarDo uderzenia doszło w sobotę rano. Rosyjski pocisk trafił w wielopiętrowy budynek mieszkalny, powodując poważne zniszczenia i pożar. Na miejsce natychmiast skierowano służby ratunkowe. Ratownicy przeszukują gruzy zniszczonego budynku. Według lokalnych władz pod zawalonymi fragmentami konstrukcji mogą znajdować się kolejne osoby. Atak na Charków był częścią kolejnej fali rosyjskich uderzeń na Ukrainę. W nocy z piątku na sobotę Rosja przeprowadziła zmasowany ostrzał, wykorzystując drony oraz rakiety. „Najbardziej ucierpiał Charków, w Kijowie wybuchy słyszeliśmy między 1 a 2 w nocy” – relacjonuje korespondent TVP w Kijowie Piotr Kaszuwara. Z powodu rosyjskich ataków poderwane zostały także polskie myśliwce. „Uwaga. W związku z atakami rakietowymi Federacji Rosyjskiej, wykonującej uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie wojskowego lotnictwa w naszej przestrzeni powietrznej” – podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Czytaj też: Rosja szykuje się na kolejną wojnę. Służby wywiadowcze zdradziły datę Kategorie: Telewizja
Bolesna porażka Amerykanów. Irańskie drony zniszczyły im cenny radarOprócz obrazów satelitarnych w social mediach pojawiły się już także zdjęcia zniszczonego w Jordanii urządzenia. Nieoficjalne informacje mówią, że do udanych ataków mogło dojść także w dwóch innych lokalizacjach. Według CNN były to bazy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Nie jest jednak jasne, czy radary zostały tam uszkodzone. Zniszczony radar jest kluczową częścią zaawansowanego systemu przechwytywania rakiet, który służy do „neutralizowania” pocisków balistycznych lecących w kierunku celu. Stany Zjednoczone posiadają osiem baterii THAAD, Zjednoczone Emiraty Arabskie dwie, a Arabia Saudyjska jedną. Ta znajdowała się w bazie lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii, ponad 800 kilometrów od Iranu. Zniszczony radar AN/TPY-2 jest produkowany przez firmę Raytheon. Jak informują amerykańskie media, zgodnie z danymi z budżetu Agencji Obrony Przeciwrakietowej na rok 2025, koszt takiego urządzenia wynosi niecałe pół miliarda dolarów. Zobacz także: Iran: Trafiono ośrodek nuklearny. Kompleks służył do wzbogacania uranu „Na zdjęciach satelitarnych widać dwa 4-metrowe kratery w piasku w pobliżu radaru, co sugeruje, że do uderzenia w system, podzielony na pięć 12-metrowych przyczep, mogło dojść kilkakrotnie. Wszystkie wydawały się zniszczone lub poważnie uszkodzone” – informuje CNN. Amerykańskie media informują też, że w pierwszych dwóch dniach wojny uszkodzonych zostało co najmniej siedem budynków w dwóch amerykańskich bazach w ZEA – Ruwais i Sader. Zniszczeniu uległy m.in. hangary, w których przechowywano systemy radarowe dla baterii THAAD. Nie jest jednak pewne czy był to sprzęt należący do USA, czy do armii Zjednoczonych Emiratów Arabskich. – Radar AN-TPY/2 jest zasadniczo sercem baterii THAAD, umożliwiając wystrzeliwanie pocisków przechwytujących i przyczyniając się do sieciowego obrazu obrony powietrznej. To również niezwykle kosztowny element wyposażenia. Utrata nawet jednego radaru tego typu byłaby zdarzeniem o znaczeniu operacyjnym. Prawdopodobnie konieczne będzie przeniesienie jednostki zastępczej z innego miejsca, co będzie czasochłonne i pracochłonne – powiedział CNN NR Jenzen-Jones, specjalista ds. broni i dyrektor firmy badawczej Armament Research Services (ARES). Zobacz także: Amerykańska baza w Katarze ocalona „dwie minuty” przed bombardowaniem Rzecznik Pentagonu stwierdził, że „ze względu na bezpieczeństwo operacji nie będzie komentował stanu konkretnych możliwości w regionie”. Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran 28 lutego. Kategorie: Telewizja
Misja ewakuacja. Kolejne samoloty wojskowe poleciały po Polaków„PKW Bliski Wschód ponownie w drodze po rodaków. Dwa samoloty B737 z 1. Bazy Lotnictwa Transportowego wystartowały dziś o godzinie 6:30 i kierują się na lotnisko w Rijadzie” – przekazało DORSZ na platformie X. Operacja prowadzona jest w ramach polskiego kontyngentu wojskowego utworzonego decyzją prezydenta na wniosek premiera. Całością działań dowodzi Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, natomiast siły i środki do operacji zostały wystawione przez Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych. Minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki poinformował w piątek, każdego dnia z Omanu wylatuje kilka samolotów polskich z ewakuowanymi rodakami. – Absolutnie w tej chwili priorytetem jest udrożnienie lotów z Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Polski – zaznaczył. Rutnicki oświadczył, że przygotowywany jest transport części Polaków z Kataru do Rijadu. Zaznaczył, że jest już też lista pozostałych osób, które chcą wyjechać i jak dodał, „Rijad będzie zabezpieczony najprawdopodobniej w sobotę”. Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran w sobotę, 28 lutego, zabijając najwyższego przywódcę ajatollaha Alego Chameneia i innych wysokich rangą przedstawicieli władz. Teheran w odwecie przystąpił do ataków między innymi na bazy amerykańskie w regionie, w wyniku czego wiele linii lotniczych anulowało swoje loty w regionie. Łącznie z Bliskiego Wschodu ściągnięto już około 4 tysiące Polaków. Czytaj także: Loty do Dubaju odwołane. Nowy komunikat PLL LOT Kategorie: Telewizja
Horoskop dzienny na sobotę 7 marca 2026 r. dla Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, RybySobota 7 marca 2026 wnosi inny rytm niż tydzień roboczy - to dzień sprzyjający refleksji, spotkaniom i planowaniu drobnych zmian, które zaprocentują w przyszłości. Przeczytaj horoskop przygotowany specjalnie dla czytelników serwisu magia.dziennik.pl - znajdziesz tu praktyczne wskazówki dotyczące Zdrowia, Miłości, Pieniędzy, Pracy oraz przebojową Radę na dziś. Skorzystaj z energii weekendu, wybierz jedną rzecz do uporządkowania i pozwól sobie na chwilę przyjemności.
Helena Tarotis
Kategorie: Prasa
Quiz. Masz bogate słownictwo? 11/11 to poziom mistrzaChcesz wiedzieć, czy masz bogaty zasób słów? Ten quiz to zweryfikuje. Podajemy słowo, a Ty wybierz jego właściwe znaczenie. Niektóre z nich są rzadko używane, inne powinien znać każdy. Powodzenia!
Justyna Topolska
Kategorie: Prasa
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i ŚwiatPortaleTVP.Info300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 30 tygodni temu
18 lat 13 tygodni temu