Aktualności

Zastrzelono byłego przewodniczącego ukraińskiej Rady Najwyższej

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 10:51

W kierunku Parubija oddano osiem strzałów, twierdzi dziennikarz Witalij Głagoła, po czym zabójca schował broń do torby i odszedł. Sprawca zamachu jest poszukiwany.


„Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Ihor Kłymenko oraz prokurator generalny Rusłan Krawczenko właśnie poinformowali o pierwszych znanych okolicznościach makabrycznego zabójstwa we Lwowie. Zginął Andrij Parubij. Składam wyrazy współczucia rodzinie i bliskim” – napisał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w komunikatorze Telegram.


Wcześniej o śmierci Parubija poinformowały media. Wiadomość potwierdził następnie szef lwowskiej administracji obwodowej Maksym Kozycki.


„W obwodzie lwowskim poszukiwany jest człowiek, który zastrzelił byłego przewodniczącego Rady Najwyższej Andrija Parubija. Zaangażowane są wszystkie służby” – poinformował Kozycki.


Według jego relacji Parubij zmarł przed przyjazdem karetki pogotowia.


Zobacz także: Rosyjski zamach udaremniony. Eksplozja miała być większa niż w Bejrucie


„Wszystkie niezbędne siły i środki zostały zaangażowane w śledztwo i poszukiwanie sprawcy” – dodał prezydent Zełenski.


Kategorie: Telewizja

Unijne sankcje działają. Białoruś musi liczyć na wsparcie Chin

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 10:30

Alaksandr Łukaszenka weźmie udział w paradzie wojskowej w Pekinie, upamiętniającej 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Oprócz niego u Xi Jingpinga mają się stawić między innymi rosyjski zbrodniarz Władimir Putin i północnokoreański dyktator Kim Dzong Un.


Przed Łukaszenką do Chin polecieli przedstawiciele jego reżimu. Rządowa agencja BiełTA podała, że największy chiński producent sprzętu elektrycznego wprowadzi swoje technologie na Białoruś.


– Współpraca z Chinami rozwija się nie tylko dynamicznie, ale i w przyspieszonym tempie. Jesteśmy bardzo wdzięczni stronie chińskiej za gotowość dzielenia się z nami najnowocześniejszymi technologiami, osiągnięciami i oprogramowaniem. Odwiedziliśmy wiodące przedsiębiorstwo w dziedzinie energetyki w Chinach. To, co robią w swoim kraju, to kosmos – oświadczył Ryżankou.


Chińskie technologie na Białorusi


Według ministra, wprowadzenie takich technologii na Białoruś pozwoli między innymi na zmniejszenie strat w transporcie energii elektrycznej, optymalizację kosztów energii elektrycznej, stworzenie nowych przedsiębiorstw, „co ostatecznie przyczyni się do realizacji celów i założeń rozwoju białoruskiej gospodarki” – twierdzi agencja.


– To tylko jeden z przykładów, w których możemy z powodzeniem współpracować z Chinami. Chiny mają dziś ogromne doświadczenie w niemal wszystkich obszarach swojego rozwoju, będąc pod wieloma względami całkowicie autonomiczne wobec technologii europejskich i amerykańskich. Pozwala im to na suwerenny rozwój gospodarki. I to również nas interesuje – przekonywał szef białoruskiej dyplomacji.


Minister podkreślił, że „szczere, serdeczne relacje między liderami Białorusi i Chin są gwarancją politycznego poparcia dla takiej współpracy i gwarancją, że strony będą mogły realizować swoje najśmielsze plany”.


BiełTA przyznała, że Białoruś szczególnie potrzebuje technologii z Chin wobec sankcji Unii Europejskiej. – To, co robią dziś Chiny, jest w wielu obszarach nawet o rząd wielkości poważniejsze i bardziej przyszłościowe niż to, co robią Europa i Ameryka – rachował Ryżankou. – To czas, aby przyciągnąć te technologie, aby zmodernizować naszą gospodarkę zgodnie z chińskim modelem. Widzimy, jak rozwijają się Chiny i jakie odnoszą sukcesy. To świetny przykład, który warto naśladować – dodał.


Czytaj więcej: Zaginął kolejny przeciwnik Łukaszenki. Opozycjonista ukrywał się w Polsce

Kategorie: Telewizja

Wyjaśniła się przyszłość Andrzeja Dudy. "Jeszcze o nim usłyszymy"

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 10:22
Osoby z najbliższego otoczenia byłego prezydenta Andrzeja Dudy twierdzą, że nie ma on planów założenia własnej partii, walki o przywództwo w PiS czy uczestnictwa w innych stricte politycznych przedsięwzięciach - informuje PAP. Jednocześnie wskazują, że zamierza przełamać schemat "prezydenckiej emerytury". Dodają, że to na pewno nie koniec aktywności Dudy i "jeszcze o nim usłyszymy". Jakub Laskowski
Kategorie: Prasa

Koniec wielkiego romansu. Sojusz z Moskwą „bezużyteczny” dla Iranu

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 10:15

W styczniu 2025 roku doszło w Moskwie do podpisania umowy o strategicznym partnerstwie między rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem a prezydentem Iranu Masudem Pezeshkianem. Putin określił umowę jako „przełomową”, podkreślając ambitne cele, zwłaszcza w zakresie współpracy wojskowej. Wielkie plany nie zostały jednak wdrożone w życie.


Kreml zawiódł podczas wojny Iranu z Izraelem


Ważnym sprawdzianem wzajemnych więzi była czerwcowa 12-dniowa wojna między Izraelem a Iranem. Według Teheranu Moskwa nie zdała zupełnie egzaminu. Wprost przeciwnie – zdradziła Iran, ujawniając Izraelczykom ważne dane wojskowe.


Irański doradca polityczny Seyed Mohammad Sadr, członek Rady Celowości (organ zarządzający, pełniący funkcję organu doradczego Najwyższego Przywódcy), powiedział portalowi „Al Arabiya”, że w czerwcu 2025 r. Moskwa miała przekazywać Izraelowi informacje o irańskich instalacjach obrony powietrznej. 


Sadr dodał, że wojna z Izraelem obnażyła ograniczenia strategicznego sojuszu Iranu z Rosją. 


Zobacz także: Rosja współpracuje z Iranem także w kosmosie. Misja utajniona


Ta wojna dowiodła bezużyteczności strategicznego sojuszu z Moskwą. Na przykład, oni (Rosja-red.) stwierdzili jedynie: „Nie jesteśmy zadowoleni z ataku Izraela na Iran” – powiedział doradca Najwyższego Przywódcy.


Rosyjscy turyści nie mile widziani w Iranie


W wyniku wojny pomiędzy Izraelem a Iranem, która trwała od 13 do 24 czerwca, izraelskie siły powietrzne niemal całkowicie zdławiły irańską obronę powietrzną i przejęły kontrolę nad przestrzenią powietrzną nad centralnym Iranem, atakując kluczowe obiekty nuklearne. W tym czasie Rosja zaoferowała Teheranowi niewiele realnego wsparcia. 23 czerwca irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi odwiedził Moskwę, prosząc o nowe systemy obrony powietrznej i pomoc w odbudowie infrastruktury energetyki jądrowej. W praktyce Rosja ograniczyła się do werbalnego poparcia i potępienia ataków izraelskich.


Już w 2024 roku Izrael zniszczył już wszystkie rosyjskie systemy S-300 rozmieszczone w Iranie w odwecie za irańskie ataki rakietowe, a nowsze systemy S-400 obiecane przez Moskwę nigdy nie zostały dostarczone.


Niezadowolenie Iranu nie ogranicza się tylko do werbalnej krytyki Kremla. Rosyjscy turyści nie będą już mogli samodzielnie ubiegać się o wizy na wyjazdy do Iranu. Od sierpnia wizy turystyczne mogą uzyskać wyłącznie za pośrednictwem irańskich biur podróży, z którymi będą współpracować rosyjscy touroperatorzy. Poinformowało o tym Stowarzyszenie Organizatorów Turystyki Rosji (ATOR), powołując się na ambasadę Iranu w Moskwie.


Zobacz także: Iran woli chińskie wyrzutnie. Rosja traci kolejny rynek zbytu


Jak wyjaśniła ambasada – cytowana przez rosyjskie media – takie działania są związane z zaostrzeniem sytuacji na Bliskim Wschodzie i mają na celu „zapobieżenie wjazdowi osób niepożądanych”. Prawdopodobnie Iran już teraz postrzega obywateli Rosji jako osoby, które będą specjalnie sprawdzane nie tylko na granicy, ale jeszcze przed wyjazdem do Iranu.


Kategorie: Telewizja

Od 10 września nowe prawo dla kierowców. Słona kara za spóźnienie

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 10:09
10 września 2025 roku wchodzą w życie zmiany dotyczące kierowców oraz rolników. Nowe prawo jest szczególnie ważne, ponieważ za zaniedbanie obowiązku przewidziano wysokie opłaty karne. Na czym polega rewolucja? Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa

Nowy Volkswagen już w Polsce. Cena? Silnik 1.5 zamiast 1.0 będzie hitem

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 10:05
Nowy Volkswagen T-Roc jest większy, bardziej przestronny i zaskakuje modną stylistyką. Pod maską nie obyło się bez rewolucji w gamie silników. Pojemność bagażnika wzrosła aż o 30 litrów. Do wyboru są aż cztery wersje wyposażenia. Ceny? Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa

Polski hit serialowy wraca. "Wierzę, że dla widzów będzie równie ekscytujący, co dla mnie"

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 10:00
Nowe emocje, nowe pionki na cmentarnej planszy, kolejne szantaże, groźby, tajemnice i trupy w szafie. A w tle branża pogrzebowa, która wciąż pozostaje tematem tabu. Drugi sezon hitowego serialu "Minuta ciszy" już wkrótce będzie można oglądać na popularnej platformie streamingowej. Na której i kiedy konkretnie? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Państwo Islamskie szykowało zamach na papieża. Aresztowano Turka

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 10:00

46-letni Hasan Uzun został aresztowany w ramach śledztwa w sprawie spisku mającego na celu zabicie papieża Franciszka podczas jego wizyty w Trieście, mieście leżącym przy granicy ze Słowenią, w lipcu 2024 roku.


Agencja Ansa podała, że podejrzany przebywa w izolacji w areszcie w Trieście. Po ekstradycji z Holandii Uzun spędził kilka dni w więzieniu w Mediolanie.


Powiązanie z Państwem Islamskim


Śledczy ustalili, że zamach został zaplanowany przez turecką organizację powiązaną z Państwem Islamskim Chorasanu, działającym w Azji Środkowej, głównie w Afganistanie i Pakistanie.


Franciszek (urodzony w Argentynie Jorge Mario Bergoglio) był 266. papieżem, Stolicą Apostolską kierował w latach 2013-2025.  W czasie jego wizyty w Iraku w marcu 2021 roku udaremniono dwa zamachy, a niedoszli zamachowcy zostali zabici. Po jego śmierci 21 kwietnia nowym papieżem został Amerykanin Robert Francis Prevost, który przyjął imię Leona XIV.


Czytaj więcej: Nieznane fakty z życia papieża. Dwie próby zamachów w Iraku

Kategorie: Telewizja

Sąd: większość ceł nałożonych przez administrację Trumpa jest nielegalna

TVN24 Biznes i Świat - sob., 30/08/2025 - 09:44
Donald Trump skrytykował decyzję sądu apelacyjnego w Waszyngtonie, który uznał większość ceł jego administracji za nielegalne. "Jeśli to orzeczenie zostanie utrzymane, dosłownie zniszczy ono Stany Zjednoczone Ameryki" - napisał na platformie Truth Social.
Kategorie: Telewizja

Katastrofa F-16 w Radomiu. Kontroler ruchu lotniczego pomylił samoloty

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 09:40
Podczas ostatnich prób przed Międzynarodowymi Pokazami Lotniczymi Air Show w Radomiu, które zakończyły się katastrofą F-16, doszło do innego niebezpiecznego incydentu. Myśliwiec, którym leciał major Macieja „Slab” Krakowian, znalazł się w bliskiej odległości od samolotu szkolno-bojowego FA-50. TVN24 ustalił, że przyczyną zamieszania była źle prowadzona korespondencja radiowa przez kontrolera lotów. Jakub Laskowski
Kategorie: Prasa

F-16 znalazł się blisko innego samolotu przed katastrofą

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 09:31
Podczas ostatnich prób do AirSHOW w Radomiu, w dniu, w którym rozbił się F-16, doszło do groźnej sytuacji w powietrzu – informują TVN24 i Polsat News. F-16, którym leciał major Maciej „Slab” Krakowian, znalazł się niebezpiecznie blisko samolotu szkolno-bojowego FA-50.
Kategorie: Telewizja

STAN GRY: Zaremba: Nawrocki idzie jak burza, rząd reaguje jednak nieporadnie, Wróblewski: Kaczyński zadowolony, Morawiecki pokazał, że wciąż warto na niego stawiać

300polityka - sob., 30/08/2025 - 09:28

-- KAROL NAWROCKI WSZEDŁ DO POLSKIEJ POLITYKI Z DRZWIAMI I FUTRYNĄ. CZY DONALD TUSK TO WYTRZYMA - PIOTR ZAREMBA W RZ: “Jeśli ktoś miał nadzieję na jakieś dziwne „odwrócenie przymierzy”, to nie pozostał po tym ślad. Bo to Nawrocki jest dziś realnym antagonistą Tuska, nie bezsilna opozycja. To on ma narzędzia krzyżowania jego planów. Żaden premier by tego nie zniósł, a ten jest premierem poturbowanym, w kłopotach, więc wyjątkowo toksycznym”. -- NA WYSYP PREZYDENCKICH WET, A Z DRUGIEJ STRONY INICJATYW, POLITYCY KOALICJI RZĄDZĄCEJ REAGUJĄ NIEPORADNIE - DALEJ ZAREMBA W RZ: “Na wysyp prezydenckich wet, a z drugiej strony inicjatyw, politycy koalicji rządzącej reagują nieporadnie. A to opowiadają, że Nawrocki wciąż prowadzi kampanię, a to że obsługuje PiS. To samo opowiadali w różnych momentach o Andrzeju Dudzie. Pojawił się także motyw ustrojowy: prezydent ma chcieć rządzić, a przecież nie taki mamy ustrój. Władza należy do parlamentarnego gabinetu, powtarzają przed kamerami. Poseł Nowej Lewicy Tomasz Trela, jeden z najbardziej topornych koalicyjnych pyskaczy, zdążył nazwać Nawrockiego „carem”. -- NA MIEJSCU PREZESA PSL WŁADYSŁAWA KOSINIAKA-KAMYSZA NIE REAGOWAŁBYM NA TO WETO TAK BARDZO KRYTYCZNIE, BO JEGO KURCZĄCY SIĘ ELEKTORAT MOŻE TEGO NIE ZROZUMIEĆ - JESZCZE ZAREMBA W RZ: “Najbardziej entuzjastycznie to weto powitała Konfederacja, ale basują temu politycy i wyborcy PiS, a być może umiejętnie zasiewanymi lękami uda się przyciągnąć i część stronników obecnej koalicji rządzącej. Na miejscu prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza nie reagowałbym na to weto tak bardzo krytycznie, bo jego kurczący się elektorat może tego nie zrozumieć”. -- KANCELARIA PREZYDENTA BĘDZIE PRZEŚWIETLAĆ KAŻDĄ USTAWĘ. DONALD TUSK MOŻE MIEĆ KŁOPOT - TWIERDZI ZAREMBA W RZ: “Dwa pozostałe weta, wobec ustaw deregulacyjnych, mają naturę bardziej techniczną, ale mogą zacząć przyzwyczajać rząd Tuska do tego, że Kancelaria Prezydenta będzie prześwietlać uważnie każdą ustawę. I na przykład, jak w tym przypadku, kwestionować obniżkę kar za przestępstwa karno-skarbowe, źle wyglądającą, kiedy nowa władza ma rosnący problem z pozyskiwaniem dochodów. Jeśli ta czujność ludzi Nawrockiego zostanie utrzymana, udział prezydenta w procesie legislacyjnym będzie oznaczał dla rządu istny tor przeszkód”. -- BILANS TYCH PIERWSZYCH TYGODNI ODBIERAM JAKO MIESZANINĘ POSUNIĘĆ Z MOJEJ PERSPEKTYWY UZASADNIONYCH, WĄTPLIWYCH I NEUTRALNYCH, ALE SKUTECZNYCH W SENSIE WIZERUNKOWYM - KONKLUZJA ZAREMBY: “Wszystkie te projekty i tak nie zostaną przyjęte – przez parlament mający tak wielkie kłopoty z deficytem budżetowym. Przy ich symbolicznym, PR-owskim charakterze, mogą je za to poprzeć i PiS, i Konfederacja. Jak widać, bilans tych pierwszych tygodni odbieram jako mieszaninę posunięć z mojej perspektywy uzasadnionych, wątpliwych i neutralnych, ale skutecznych w sensie wizerunkowym. Bez wątpienia kariera Karola Nawrockiego to przykład najszybszego i może najefektowniejszego awansu w polskiej polityce po 1989 r.” https://www.rp.pl/plus-minus/art42920131-karol-nawrocki-idzie-jak-burza-czy-donald-tusk-to-wytrzyma -- SWOBODNY PRZELOT ROSYJSKIEGO DRONA W GŁĄB TERYTORIUM POLSKI POKAZAŁ, JAK BARDZO KRUCHA JEST NASZA OBRONA. I JAK WIELE ZALEŻY OD UKRAIŃSKIEGO OPORU - MIROSŁAW CZECH W GW: “Swobodny przelot rosyjskiego drona w głąb terytorium Polski pokazał, jak bardzo krucha jest nasza obrona. I jak wiele zależy od ukraińskiego oporu, który im dłużej trwa, tym Polska i cała Europa stają się bezpieczniejsze. Wzniecenie antyukraińskich fobii nie tylko bije w uchodźców i innych obywateli Ukrainy żyjących, pracujących i płacących podatki w naszym kraju. Przede wszystkim osłabia Polskę w stopniu, jaki wrogowi trudno było osiągnąć z zewnątrz, prowadząc wojnę hybrydową, w tym kognitywną w serwisach społecznościowych. https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32205014,najwazniejszy-czlowiek-trumpa-wyslal-jasny-sygnal-kto-jest.html -- PIS CHCE PRZEJĄĆ WIĘKSZOŚĆ ELEKTORATU PRAWICOWEGO I MAKSYMALNIE ZMARGINALIZOWAĆ TRZECIĄ SIŁĘ - PRZEMYSŁAW SZUBARTOWICZ W INTERII: “Tego typu słowa powiązane z wetami prezydenta Nawrockiego - obsługującymi konfederacką agendę antyukraińską, antywiatrakową i antyeuropejską - pokazują, że PiS chce przejąć większość elektoratu prawicowego i maksymalnie zmarginalizować trzecią siłę”. -- KOLEJNA WŁADZA - NAWET BEZ UDZIAŁU PIS - BĘDZIE MUSIAŁA W DUCHU PRAWICOWYM "UREALNIĆ" POLITYKĘ WEWNĘTRZNĄ I MIĘDZYNARODOWĄ - JESZCZE SZUBARTOWICZ: “Jeśli Polska rzeczywiście skręca w prawo, a obecna władza nie będzie w stanie kontynuować rządzenia, wybór się zawęzi. Albo narodzi się autokratyczne państwo o nachyleniu ksenofobicznym, antyukraińskim i antyunijnym, albo stolik ustrojowy nie zostanie wywrócony. Tyle że wtedy kolejna władza - bez udziału PiS - będzie musiała w duchu prawicowym "urealnić" politykę wewnętrzną i międzynarodową. Trzeciej drogi może nie być. I nawet najpiękniejsze ideały nie pomogą”. https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-czy-kaczynski-zadusi-konfederacje,nId,22179225 -- PREZES BYŁ ZACHWYCONY. MORAWIECKI POKAZAŁ, ŻE WCIĄŻ WARTO NA NIEGO STAWIAĆ. I OBNAŻYŁ MENTZENA - POLITYK BLISKI NOWOGRODZKIEJ CYTOWANY W TEKŚCIE MICHAŁA WRÓBLEWSKIEGO W WP: “Jarosław Kaczyński wysłał do polityków PiS jasny sygnał: koniec mówienia o koalicji z Konfederacją. - Prezes nie widzi możliwości rządzenia z Mentzenem - mówi nam bywalec centrali przy Nowogrodzkiej. W PiS szeroko komentowane jest też "starcie" Mentzena z Mateuszem Morawieckim. - Prezes był relacjami z tego spotkania zachwycony - twierdzi jego współpracownik. Polityk bliski Nowogrodzkiej: - Prezes był zachwycony. Morawiecki pokazał, że wciąż warto na niego stawiać. I obnażył Mentzena”.  -- POLITYK PIS MOWI WRÓBLEWSKIEMU, ŻE "TAKICH BZDUR", JAK "GADANIE O TYM, ŻE INWESTOWANIE W NOWE TECHNOLOGIE JEST BEZ SENSU", NIE SŁYSZAŁ DAWNO - DALEJ W WP: “Sławek, proszę wybaczyć, zachował się jak dureń - mówi bez ogródek jeden z bardziej doświadczonych polityków PiS.  Twierdzi, że "takich bzdur", jak "gadanie o tym, że inwestowanie w nowe technologie jest bez sensu", nie słyszał dawno. - A mówi to chłop, który chce się kreować na nowoczesnego polityka młodego polityka. To jest, k***, niedorzeczne - uważa nasz rozmówca”. -- W PIS MÓWI SIĘ, ŻE MENTZEN JEST PRZEHYPOWANY - JESZCZE U WRÓBLEWSKIEGO W WP: “Młody poseł PiS: - Mentzen jest przehype’owany, jak mu zabraknie wody w basenie, to okazuje się, że lata w krótkich gaciach. On się nie nadaje do rządzenia”. https://wiadomosci.wp.pl/jaroslaw-dal-sygnal-koniec-mowienia-o-koalicji-kaczynski-z-morawieckim-uderzaja-w-lidera-konfederacji-7194530124499904a -- W TYM ROKU BYŁO 40 PROCENT MNIEJ TURYSTÓW NIŻ W ZESZŁE WAKACJE - SZACUJĄ PRZEDSIĘBIORCY W ŁEBIE - MACIEJ PIETRZAK W GW: “Puste plaże, promocyjne ceny noclegów, seniorzy zamiast rodzin z dziećmi. Łeba pod koniec wakacji wygląda, jakby sezon skończył się dawno temu. - W tym roku było 40 procent mniej turystów niż w zeszłe wakacje - szacują tutejsi przedsiębiorcy. Nad Bałtykiem krąży opinia, że "to najgorsze wakacje od lat". Już w połowie wakacji słyszałem bowiem nad kaszubskimi jeziorami, że ten sezon jest wyjątkowo nieudany”. -- W TYM ROKU MOCNO BYŁO WIDAĆ, ŻE TURYŚCI ZACISKAJĄ PASA - DALEJ W REPORTAŻU PIETRZAKA W GW: “- W tym roku mocno było widać, że turyści zaciskają pasa. Rodziny częściej gotują sobie same na kwaterach, robiąc wcześniej zakupy w Biedronce czy Lidlu, niż idą na jedzenie "na mieście" - komentuje Ola, kelnerka w jednej z tutejszych knajp”. https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,32206005,pojechalem-do-leby-na-koniec-wakacji-po-fatalnym-sezonie-nastala.html -- GDZIE SIĘ PODZIAŁA TA ŻELAZNA NOWACKA? SZKOŁA WE WRZEŚNIU MIAŁA WYGLĄDAĆ INACZEJ - KAROLINA SŁOWIK W GW: “Skąd jednak ta zachowawczość przy zmianach, które akurat szkołę obchodzą i za którymi szkoła stoi murem? Gdzie ta dawna nieugiętość? Może to jeszcze szok po rekonstrukcji rządu. A może lektury, asystenci międzykulturowi, edukacja zdrowotna to rzeczy, których Nowacka nie czuje tak mocno, jak rozdział Kościoła od państwa? Ale przyjmując, że została w MEN, żeby dokończyć reformę, przydałoby się, żeby trzymała gardę i wprowadzała ją z taką samą odwagą jak zmiany dotyczące religii”. https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32181514,gdzie-sie-podziala-ta-zelazna-nowacka-szkola-we-wrzesniu-miala.html -- W PRZETARGU NASK NA LAPTOPY DLA SZKÓŁ WYKLUCZONE BYŁY M.IN. PRODUKTY APPLE I SAMSUNGA - BUSINESS INSIDER: “NASK ogłosił kolejny przetarg na zakup laptopów z wymaganiem certyfikatów TCO i EPEAT, co ogranicza wybór producentów. W kwietniu przetarg na sprzęt za 1,7 mld zł uwzględniał jednoczesne posiadanie certyfikatów, które spełniało tylko pięć firm. Wykluczone były m.in. produkty Apple i Samsunga. Ekspert wskazuje, że warunki uznania równoważnych certyfikatów są niejasne, co ogranicza konkurencję. Ministerstwo uznało certyfikaty za gwarancję jakości sprzętu dla szkół, co wzbudziło sprzeciwy polskich firm. Warunek zwiększy cenę tabletów o przynajmniej 20 mln zł. Drobna niby zmiana, a zmienia wiele. Wyśrubowany warunek spowodował, że na polu boju o kontrakt zostały produkty tylko pięciu firm: Dell, HP, Lenovo, Asus i Acer. Nawet Apple i Samsung nie spełniły wyśrubowanych wymagań”. https://businessinsider.com.pl/biznes/nowy-mega-przetarg-na-laptopy-stare-grzechy-tempo-realizacji-kpo-wszystko-zmienia/18egyh1 -- 45. LECIE POROZUMIEŃ SIERPNIOWYCH (w niedzielę). -- URODZINY: Liliana Sonik, Jacek Brzezinka. NIEDZIELA: Stefan Frankiewicz, Henryk Woźniakowski.
Kategorie: Portale

Incydent przed katastrofą. F-16 znalazł się blisko innego samolotu

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 09:21

W czwartek wieczorem podczas ćwiczeń przed pokazami AirSHOW w Radomiu rozbił się samolot F-16. Pilot, mjr Maciej „Slab” Krakowian, jeden z najbardziej doświadczonych polskich pilotów, zginął na miejscu. Osierocił dwoje dzieci.


Z nagrań rozmów radiowych, wynika, że kontroler ruchu lotniczego pomylił maszyny i przekazywał błędne informacje pilotom.


Po dolocie do Radomia mjr Krakowian otrzymał wytyczne, żeby nie wlatywać powyżej poziomu 120, co oznacza, że nie może lecieć niżej niż 12 tys. stóp (około 3,6 kilometra).


FA-50 obok F-16 mjr. Krakowiana


Oczekując na zgodę na odbycie treningu nad lotniskiem, mjr Krakowian, kryptonim radiowy „Tiger01”, zgłosił kontrolerowi, że inny samolot, FA-50, przeciął poziom lotu w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Po zapytaniu o to wieży, otrzymał informacje przeznaczone dla FA-50. W tym tę, że sektor należy do niego.


Na nagraniu słychać, że mjr Krakowian prosi kontrolera, żeby ten w stu procentach potwierdził mu, że na jego poziomie lotu nie ma innego samolotu. Słyszy informację, że tej przestrzeni jest tylko on, a F-16 jest ponad nim. To kolejny dowód, że kontroler pomylił maszyny – oceniono.


Major „Slab”, zorientowawszy się, że otrzymuje błędne informacje, sam wyprowadził kontrolera z błędu. I ponownie zgłosił mu, że FA-50 przeleciał blisko niego. Kontroler podziękował za tę informację.


Dopiero chwilę potem kontroler zorientował się, że źle prowadzi korespondencję. Po odesłaniu FA-50 do innego rejonu, wydał pilotowi F-16 ostateczną informację o czystej przestrzeni powietrznej.


Czytaj więcej: Fala hejtu i manipulacji po katastrofie F-16. Sprawdzamy

Kategorie: Telewizja

Powrót do domu i zakaz wjazdu. 15 Ukraińców wydalonych z Polski

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 09:14

Obywatele Ukrainy zostali przymusowo doprowadzeni do granicy przez Straż Graniczną i przekazani ukraińskim służbom. Obcokrajowcy byli karani za m.in. posiadanie środków odurzających i psychotropowych, kradzieże, rozboje, fałszerstwa, prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości oraz organizowanie nielegalnego przekraczania polskiej granicy. Jeden z tych Ukraińców znajdował się już nawet w wykazie osób, których pobyt w Polsce jest uznany za niepożądany.


Do wykazu trafili teraz również pozostali wydaleni obcokrajowcy. Jednocześnie wobec Ukraińców orzeczono zakaz ponownego wjazdu do Polski na okres od 5 do 10 lat.


MSWiA: 1,1 tys. obcokrajowców wydalonych z Polski od początku roku


„Polska jest krajem przyjaznym i otwartym na cudzoziemców. Jednak nie ma i nie będzie zgody na łamanie przez nich prawa, bez względu na kraj pochodzenia. Służby MSWiA będą stanowczo reagować w przypadkach naruszeń naszego porządku prawnego” – powiedziała rzeczniczka resortu Karolina Gałecka.



Od początku roku z Polski wydalono 1,1 tys. obcokrajowców – podało ministerstwo. Resort przypomniał, że podstawą decyzji o przymusowym zobowiązaniu do powrotu jest głównie art. 302 ustawy z 2013 r. o cudzoziemcach, tj. względy obronności lub bezpieczeństwa państwa, lub ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego, lub interes Rzeczypospolitej Polskiej. 


CZYTAJ TEŻ: Ukrainiec groził podpaleniami. Zatrzymany po kilku godzinach

Kategorie: Telewizja

Przemilczana historia. „Japoński Mengele” i Jednostka 731

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 09:10

Był wrzesień 1931 roku. W pobliżu Mukden (dzisiejszego Shenyang) eksplodowały tory kolejowe. Ten incydent okazał się dobrze zaplanowaną prowokacją – pretekstem do tego, by Armia Kwantuńska, czyli część Cesarskiej Armii Japońskiej najpierw zaatakowała, a potem przejęła kontrolę nad Mandżurią. Północno-wschodni region Chin nie tylko miał duży potencjał handlowy, ale też był bogaty w surowce, a dodatkowo atrakcyjny z punktu widzenia przeludnionej Japonii, która mogłaby tam osiedlić część swoich obywateli. Wystarczyło oskarżyć o zniszczenie torów, a potem ostrzelanie japońskich wojskowych, Chińczyków, konkretnie żołnierzy stacjonujących w pobliskich koszarach.


Tak zwany incydent mukdeński miał poważne konsekwencje: Mandżuria stała się wkrótce marionetkowym państwem Mandżuko, z „cesarzem” Puyi oraz japońską armią organizującą tu swoje imperium. Puyi nie posiadał bowiem realnej władzy, krajem zarządzali właśnie japońscy wojskowi. Mandżuko zamieniło się więc w praktyce w japońską kolonię, której Chiny nie uznawały. Część społeczności międzynarodowej próbowała protestować, ale to nie zatrzymało Japończyków. Okoliczna ludność na zajętych terenach traciła swoje prawa, ich miejsce zajął przymus pracy, a potem strach. To jednak nie koniec, bo wkrótce region miał stać się również miejscem kaźni setek tysięcy ludzi. A wszystko to z powodu jednego człowieka. 


Ośrodek Pingfang był doskonale zorganizowanym „miastem śmierci”


Shirō Ishii – lekarz japońskiej armii, naukowiec, mikrobiolog – ukończył medycynę na Uniwersytecie w Kioto. Ishii miał wielką pasję: bakterie. W 1928 roku medyk podróżował po Europie i Stanach, badając między innymi użycie broni biologicznej podczas I wojny światowej. Zrozumiał wtedy, że rozwój takiej broni w USA i na Starym Kontynencie stoi w miejscu. To – jego zdaniem – było wielką szansą dla Japonii. Kraj ten co prawda podpisał Protokół Genewski z 1925 roku, jednak go nie ratyfikował. Ishii był więc przekonany, że może działać bez ograniczeń. Na pewno medykowi pomagało też to, że po powrocie do Japonii – z sukcesami – pracował nad filtrowaniem wody. Dzięki temu zyskał przychylność i zaufanie części dowódców Cesarskiej Armii Japońskiej. 


CZYTAJ TEŻ: „Obława augustowska to największa tragedia w tej części Europy przed Buczą”


Lekarz przekonał sztab Kwantuńskiej Armii do utworzenia ośrodka badawczego, który miał się zajmować „uzdatnianiem wody”. Przynajmniej oficjalnie. Pretekstem była ochrona żołnierzy przed epidemiami. W rzeczywistości jednak w Pingfang powstała tajna Jednostka 731, która okazała się laboratorium śmierci. Jak tłumaczył sam Ishii, miejsce miało działać „dokładnie odwrotnie”, niż zakładała misja czy przysięga lekarza. Jednostka 731 okazała się ogromną, samowystarczalną instytucją: więzieniem, biolaboratorium i krematorium, z magazynami oraz własnym lotniskiem, a nawet domem publicznym dla personelu w jednym.



Pingfang nie był bowiem „po prostu” obozem. Wyglądał jak małe miasto: rozciągał się na obszarze o powierzchni około 6 km kwadratowych, z ponad 150 budynkami, miał nawet własną stację kolejową i oczywiście infrastrukturę do hodowli patogenów. Wszystko otoczone było wysokim murem z drutem kolczastym, a ośrodka strzegli wartownicy w wieżyczkach. 


Nikt nie miał szans wyjść stamtąd żywy


Większość ofiar Jednostki 731 stanowili Chińczycy – mieszkańcy okupowanej Mandżurii, ale nie tylko, bo do ośrodka trafiały osoby z całej północnej części kraju. Japończycy nie mieli najmniejsze problemu ze „zdobywaniem” więźniów. Żeby trafić do Pingfang, wystarczyło znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie. Wojskowi przeprowadzali bowiem łapanki na wsiach, w miastach oraz na drogach. Wystarczyło oskarżenie o współpracę z partyzantką, posiadanie broni, a czasem nawet brak dokumentów, żeby przypadkowi ludzie dostali w praktyce wyrok śmierci. Wojskowi przywozili do obozu całe rodziny, nie patrząc na wiek. Do Pingfang trafiali także więźniowie polityczni, aktywiści i intelektualiści podejrzani o podżeganie antyjapońskich nastrojów. 


Sporą grupę stanowili Koreańczycy, traktowani przez okupantów jako element podejrzany i wrogi. Byli również Mongołowie z pogranicza, których uznawano za „niepewnych” wobec cesarza. Pojawiają się też wzmianki o Rosjanach – wziętych do niewoli w potyczkach granicznych nad rzeką Chałchin-Goł w 1939 roku. Pod koniec wojny pojawili się także nieliczni jeńcy alianccy – Amerykanie i Brytyjczycy schwytani w Azji Południowo-Wschodniej, którzy zostali przewiezieni do Mandżurii, żeby uczestniczyć w „eksperymentach specjalnych”.


Po przywiezieniu więźniowie byli rejestrowani. Nie mieli jednak imion ani nazwisk, tylko numery, podobnie jak w nazistowskich obozach koncentracyjnych. W Pingfang nazywano ich „maruta”, co oznaczało kłody. To nie był przypadek. Ishii tłumaczył swoim pracownikom, że człowiek w ośrodku nie jest już osobą, lecz „materiałem biologicznym”. Więźniowie przechodzili dokładne badania medyczne: temperatura, tętno, stan narządów. Nie po to jednak, żeby ktokolwiek ich leczył. Chodziło wyłącznie o ocenę ich stanu zdrowia na początku eksperymentu. Niektórzy jeńcy trafiali od razu do badań laboratoryjnych, innych przetrzymywano w betonowych celach – ciasnych, wilgotnych i oddzielonych od siebie, żeby ewentualne zakażenia nie przenosiły się między „badanymi”. Tam jeńcy czekali na „przydział” do konkretnego projektu.


CZYTAJ TEŻ: Nazistowskie materiały odnalezione w Argentynie. Były ukryte w piwnicy sądu


Eksperymenty zakładały, że nikt nie wyjdzie z obozu żywy. Kiedy dany „eksperyment” się kończył, ciało więźnia spalano w krematorium albo zakopywano na terenie kompleksu. Nie było pochówków, nazwisk, tabliczek. Ślad po tysiącach ludzi kończył się w tabelkach i notatkach lekarzy. 


Okrutne eksperymenty Jednostki 731 


Doświadczenia w Jednostce 731 nie miały nic wspólnego z chaotycznymi torturami. Ośrodek dział jak dobrze naoliwiona machina – świetnie zorganizowana, prowadzona przez lekarzy w białych kitlach, co czyniło ją tym bardziej przerażającym miejscem. 


Najbardziej szokującą praktyką były operacje na w pełni przytomnych ludziach. Badacze chcieli zobaczyć działanie chorób od środka, w czasie rzeczywistym. Więzień, wcześniej zarażony bakteriami, trafiał na stół operacyjny. Zamiast narkozy czekały na niego mocne pasy i stalowe uchwyty do przytwierdzenia rąk oraz nóg. Kiedy skalpel przecinał skórę, ofiara czuła każdy ruch ostrza. Lekarze wyjmowali fragmenty organów, oglądali stan tkanek, notowali kolor płuc, rozmiar guzów w wątrobie czy ilość ropy w jamie brzusznej. Czasem usuwało się cały organ, żeby zobaczyć, ile minut organizm jeszcze przeżyje. 


Nie była to jedyna forma okrucieństwa lekarzy. Mandżurskie zimy dawały okazję do badań nad hipotermią. Procedura była zawsze podobna: więźnia wyprowadzano na mróz, oblewano jego kończyny wodą i czekano, aż powstanie lód. Lekarze sprawdzali, jak skóra „brzmi” po uderzeniu patykiem. Jeśli wydawała metaliczny odgłos, oznaczało to, że tkanki całkowicie zamarzły. Później testowano też metody „ratowania”: ogrzewanie w gorącej wodzie, masowanie, przykładanie do ognia. Sprawdzano stopień martwicy, tempo rozwoju gangreny, czas do śmierci. Nie chodziło o pomoc, lecz wyłącznie o dane: jak szybko pilot w Mandżurii umrze, jeśli katapultuje się nad zamarzniętą rzeką?


CZYTAJ TEŻ: Tchórzliwa ucieczka zbrodniarza. Tak Hitler spędził ostatnie godziny


Jednostka 731 miała też specjalne komory, w których można było zmieniać ciśnienie i symulować warunki lotu na dużej wysokości. Więźniów zamykano w środku i stopniowo obniżano ciśnienie. Najpierw odczuwali oni ból w uszach, potem pękanie bębenków, krwawienie z nosa, wreszcie rozrywanie płuc. Podobnie było z eksperymentami na przeciążenia. W specjalnych wirówkach obracano więźniów z coraz większą prędkością, aż ich serca nie wytrzymywały. Lekarze chcieli znaleźć granicę ludzkiej wytrzymałości, co było cenną wiedzą dla pilotów cesarskiej marynarki.



W Pingfang Japończycy produkowali także na masową skalę bakterie dżumy i cholery. Zakażano nimi więźniów poprzez zastrzyki, skażone jedzenie, a nawet transfuzję krwi. Obserwowano rozwój choroby dzień po dniu. Objawy zaczynały się zwykle od gorączki, później pojawiała się biegunka i krwawe wymioty. Gdy ofiara była już w skrajnej fazie, przychodził czas na sekcję na żywo. Lekarze sprawdzali, jak bakterie rozkładają tkanki od środka. Obóz jednak nie ograniczał się do laboratoriów. Produkowane bakterie i pchły zarażone dżumą pakowano w ceramiczne bomby i zrzucano na chińskie wioski. Po kilku dniach lekarze przyjeżdżali w teren, aby zbierać dane z pierwszej linii epidemii. Liczyli, ile osób zmarło w ciągu trzech dni, ilu w tydzień, ile osób próbowało uciekać.


Więźniowie dostawali słoną wodę zamiast jedzenia


Komory gazowe w Pingfang, w przeciwieństwie do tych w nazistowskich obozach, nie były tylko miejscem masowych egzekucji. Służyły także jako laboratorium chemiczne. Więźniów wprowadzano do pomieszczeń wypełnionych iperytem, cyjanowodorem, fosgenem. Lekarze zapisywali czas pojawienia się kaszlu, krwioplucia, drgawek. Badano również skutki długotrwałej ekspozycji. Jeńcy wdychali niskie dawki gazów dzień po dniu, aż ich płuca ulegały całkowitemu zniszczeniu. Celem było stworzenie dokładnych instrukcji użycia broni chemicznej, czyli ile gazu potrzeba, żeby unieruchomić oddział wroga w ciągu 10 minut, a ile, żeby zabić wszystkich w ciągu pół godziny.


Nie mniej okrutne były badania nad odwodnieniem i głodem. Więźniom ograniczano racje do minimalnych, sprawdzano, jak szybko organizm człowieka zaczyna tracić masę mięśniową, kiedy pojawiają się halucynacje, a kiedy dochodzi do śpiączki. Innym wariantem było podawanie słonej wody. To akurat miało symulować sytuację marynarza dryfującego na morzu. Obserwowano zmiany w pracy nerek, przyspieszenie tętna, wreszcie śmierć. To była wiedza wojskowa, której nie dało się zdobyć przy pomocy ochotników, dlatego właśnie potrzebni byli „maruta”.


Kobiety więźniarki były zmuszane do kontaktów seksualnych z zarażonymi mężczyznami, żeby badać mechanizm przenoszenia kiły i rzeżączki. Część była sztucznie zapładniana, a następnie zarażana różnymi bakteriami, aby sprawdzić, jak infekcja wpływa na rozwój płodu. Kiedy ciąża osiągała odpowiedni etap, matkę i dziecko poddawano sekcji – żywej, aby tkanki były „świeże”. 


CZYTAJ TEŻ: Rosja Prometeuszem, Chrystusem i Winkelriedem narodów


Każdy eksperyment w Pingfang kończył się wpisem w tabeli: numer więźnia, rodzaj bakterii, temperatura ciała, godzina śmierci. „Numer 248: zgon po 4 dniach”, „numer 369: drgawki, martwica po 8 godzinach”. Lekarze podpisywali raporty tak, jakby wystawiali recepty. Ofiary były traktowane jak obiekty laboratoryjne, nie żywi ludzie. 


„Musiałem przemówić… dla przyszłych pokoleń”


Hideo Shimizu przez 70 lat nie wspominał nikomu o tym, czego doświadczył w młodości. Jako nastoletni żołnierz mężczyzna trafił do Harbin, na terenie ówczesnej Mandżurii. Ochotnik spodziewał się, że trafi do pracy w fabryce lub magazynie. Zamiast tego dostał kitel i szkolenie z chorób zakaźnych. 


Lekarze ani naukowcy nie zdradzali swoich personaliów, a rekruci mieli zakaz rozmów o ośrodku, nawet między sobą. Pewnego dnia Shimizu został zaprowadzony do pomieszczenia, które nazywano „salą eksponatów”. „Uderzył mnie intensywny zapach formaliny, tak mocny, że aż łzawiły oczy. Na półkach stały rzędy słojów, we wszelkich możliwych rozmiarach. Niektóre były niewielkie, inne sięgały wzrostem dorosłego człowieka. Wszystkie wypełnione ludzkimi ciałami” – wspominał mężczyzna, cytowany przez „The Times”. 


„Niektórzy byli przecięci pionowo na pół, żeby można było zobaczyć ich organy. Były tam dzieci, dziesięcioro, może dwadzieścioro, a może jeszcze więcej. Onieśmieliło mnie to, osłupiło. Myślałem tylko: jak mogli zrobić coś takiego małemu dziecku? Ale sądzę, że zabrali mnie tam właśnie po to, by sprawdzić moją reakcję na widok tych „kłód”. A ja miałem w głowie tylko jedno pytanie: do czego mnie zmuszą?” – opowiadał Hideo Shimizu. Młody żołnierz zdał sobie sprawę, że sam był szkolony do wykonywania podobnych „eksponatów”, ale uratowały go losy wojny. Po atakach na Hiroszimę i Nagasaki Shimizu został skierowany do obozowego więzienia. Miał tam grzebać spalone szczątki więźniów, żeby zatrzeć ślady istnienia jednostki. „Weźcie sekret do grobu” – usłyszał on i inni pracownicy od dowódcy. 


Dzięki USA „japoński Josef Mengele” uniknął kary 


Latem 1945, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Mandżurii, Shirō Ishii wydał rozkaz: zniszczyć wszystkie dowody. Laboratoria wysadzono, dokumenty spalono, a pozostałych więźniów pozbywano się przy pomocy gazu, chemikaliów i masowych kremacji. Po wojnie, w 1949 roku, ZSRR przeprowadził w Chabarowsku kilkanaście procesów, skazując kilku dowódców i naukowców na więzienie. Najważniejsze osoby jednak – w tym Ishii – uniknęły procesu. Amerykanie udzielili im immunitetu w zamian za przekazanie wyników eksperymentów.


CZYTAJ TEŻ: Kariery przerwane przez wojnę. Oni korki zamienili na karabiny


Ostatecznie Ishii po cichu otworzył w Japonii klinikę, w której pracował. Lekarz zmarł w 1959 roku na raka gardła w Tokyo, jako wolny człowiek, który do tego został przykładnym katolikiem. 



Według nieoficjalnych szacunków historyków, działanie Jednostki 731 mogło kosztować życie od 300 do nawet 700 tys. więźniów. Dlaczego więc o „japońskim Josefie Mengele”, jak często nazywany jest Ishii, nie było tak głośno jak o niemieckim zbrodniarzu w kitlu? 


USA przejęły dokumentację Jednostki 731, co uciszyło sprawę na wiele dekad, a w Japonii długo nie mówiło się o koszmarnym ośrodku, nie uczono o nim w szkołach. Dopiero w latach 80. dziennikarze oraz historycy zaczęli publikować materiały dotyczące eksperymentów, a o sprawie zrobiło się naprawdę głośno w 2015 roku, po tym, jak Shimizu, przerwał milczenie. Nie było to zresztą dla niego proste, bo wspomnienia byłego pracownika obozu sprowadziły na niego falę hejtu ze strony japońskich nacjonalistów, między innymi w internecie. „Ten staruch kłamie” – pisali. „Albo w ogóle nie istnieje” – twierdzili inni. 


W 2018 r. nazwiska ponad 3 tys. członków tajnej jednostki wojskowej zostały upublicznione przez Archiwa Narodowe Japonii. Rząd nie potwierdza jednak liczby ofiar, tłumacząc to brakiem dokumentów. Te, jak wiadomo, zostały celowe zniszczone w ostatnich dniach działania Jednostki 731. Miejscem pamięci po makabrycznych eksperymentach jest dzisiaj muzym w Harbinie, odwiedzane przez tłumy.


Jednym z najbardziej bolesnych paradoksów tej historii jest to, że efekty eksperymentów na ludziach, prowadzonych pod kierownictwem generała Shirō Ishii, wniosły realny wkład w rozwój medycyny. Dziś niewielu ma świadomość, że część odkryć kosztowała życie tysięcy ludzi, a główny sprawca tych okrucieństw nie poniósł żadnej kary. 


CZYTAJ TEŻ: Rocznica zamachu na Hitlera. Niemcy alarmują o odradzaniu się rasizmu

Kategorie: Telewizja

Wybitny serial kryminalny wraca. Nowy sezon wyemituje polska telewizja

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 09:00
Kultowy serial kryminalny "Detektyw Murdoch" powraca na antenę polskiej telewizji z osiemnastym i zarazem ostatnim sezonem. W tytułowej roli ponownie występuje wielokrotnie nagradzany Yannick Bisson. Kiedy i gdzie nowa odsłona uwielbianej przez miliony fanów kanadyjsko-brytyjskiej koprodukcji ponownie pojawi się w Polsce? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Tyle rząd wyda na emerytury księży w 2026 roku. Kwota może szokować

Dziennik - sob., 30/08/2025 - 08:56
Rząd planuje podnieść płacę minimalną, co wpłynie na wzrost wydatków Funduszu Kościelnego. W przyszłym roku potrzeba będzie dodatkowych milionów na ubezpieczenia duchownych. To oznacza, że w 2026 r. na składki dla duchownych państwo wyda ponad 272 miliony złotych - wynika z projektu ustawy budżetowej, który został opublikowany na stronie ministerstwa finansów. Jakub Laskowski
Kategorie: Prasa

Putinowi brakuje mięsa armatniego. Zmieniono zasady poboru

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 08:48

Uchwała dostosowuje zasady poboru do ustawy podpisanej w kwietniu przez dyktatora Władimira Putina i stanowi część szeroko zakrojonej reformy systemu rejestracji wojskowej.


Wprowadzono ją wobec gigantycznych strat na froncie. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, podał, że od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji zginęło, zostało rannych, zaginęło lub było wziętych do niewoli ponad milion 80 tysięcy żołnierzy wroga.


Niezależny rosyjski portal The Moscow Times wyjaśnia, że jeśli poborowy z jakiegoś powodu nie mógł zostać skierowany do jednostki w bieżącym okresie poboru (wiosną lub jesienią), wojskowe komisje rekrutacyjne będą mogły to zrobić w kolejnych kampaniach przez 12 miesięcy od daty pierwotnej decyzji. W tym okresie komisje rekrutacyjne będą wysyłać wezwania w celu wyjaśnienia danych, a sami obywatele będą mogli zgłaszać zmiany w swojej sytuacji, na przykład przedstawienie prawa do odroczenia.


Jednolity Rejestr Wojskowy


Reforma obejmowała utworzenie Jednolitego Rejestru Wojskowego, który uruchomiono w maju 2025 roku. Według aktywistów z ruchu obrony praw człowieka „Idź do lasu”, 9 sierpnia odnotowano pierwszy przypadek otrzymania elektronicznego wezwania – dostał je mieszkaniec obwodu twerskiego. W zawiadomieniu podano datę zgłoszenia oraz wspomniano o zakazie wyjazdów za granicę i ewentualnych karach w przypadku uchylania się od służby.


29 sierpnia minister obrony Andriej Biełousow oficjalnie ogłosił zakończenie tworzenia Państwowego Systemu Jednolitego Rejestru Wojskowego.


Utworzenie jednolitego cyfrowego rejestru wezwań zainicjował Putin po ogłoszeniu „częściowej mobilizacji” jesienią 2022 roku, co doprowadziło do masowej ucieczki Rosjan. Według różnych szacunków, kraj opuściło od 700 tysięcy do ponad miliona osób. Zbiegli między innymi do Turcji i Gruzji. Początkowo system miał zacząć działać do kwietnia 2024 roku, ale jego uruchomienie było wielokrotnie przekładane z powodu problemów technicznych.


Możliwe postępowanie karne


Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wezwania elektroniczne są równorzędne z wezwaniami papierowymi i uznaje się je za doręczone po siedmiu dniach od daty ich umieszczenia w rejestrze. Zignorowanie wezwania pociąga za sobą zakaz opuszczania Rosji, ograniczenia w obrocie nieruchomościami i działalności gospodarczej, trudności w uzyskaniu kredytu, grzywny, a nawet postępowanie karne.


W tym kontekście wiosną 2025 roku Rosja przeprowadziła największy pobór do wojska w ciągu ostatnich 14 lat. Zgodnie z dekretem podpisanym przez Putina do wojska skierowano 160 tysięcy osób. Pobór odbywa się dwa razy w roku – od 1 kwietnia do 15 lipca i od 1 października do 31 grudnia. Obowiązkowi poboru podlegają obywatele Federacji Rosyjskiej w wieku od 18 do 30 lat. 


Czytaj więcej: Rosyjska agresja na Ukrainę. Zmasowany atak dronami i rakietami

Kategorie: Telewizja

Zderzenie na drodze ekspresowej. Poważne utrudnienia dla kierowców

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 08:45

Do wypadku na drodze ekspresowej doszło ok. godz. 7:30, na wysokości Płońska, na 119 km trasy. Na pasie w stronę Warszawy zderzyły się cztery auta: trzy samochody osobowe i jedna ciężarówka.


Jedna z osób uczestniczących w zdarzeniu została zabrana do szpitala na badania – przekazała Komenda Powiatowa Policji w Płońsku. Na miejscu wypadku pracują służby.


Zderzenie na trasie S7. Droga w stronę Warszawy jest zablokowana


Jak informuje policja, oba pasy w kierunku Warszawy są całkowicie zablokowane. Utrudnienia mogą potrwać nawet kilka godzin.




Funkcjonariusze apelują do kierowców o wybieranie innych dróg lub korzystanie z objazdu na skrzyżowaniu przy ulicy Sienkiewicza w Płońsku.


CZYTAJ TEŻ: Pijany jechał pod prąd ekspresówką. W aucie miał broń i amunicję

Kategorie: Telewizja

US Open: Fręch, Majchrzak i Świątek w grze. Szansa na powrót liderki

TVP.Info - sob., 30/08/2025 - 08:38

O godzinie 17:30 czasu polskiego Magdalena Fręch stanie naprzeciw rozstawionej z numerem 3 Coco Gauff. Amerykanka prowadzi w ich rywalizacji 2–0, zwyciężając obie poprzednie konfrontacje bez straty seta.


W ostatnim meczu Gauff pokonała Donnę Vekić, choć miała problemy z serwisem – nowa technika podania wdrożona przed turniejem wciąż wymaga dopracowania 


Fręch z kolei osiągnęła wejście do trzeciej rundy po emocjonującym zwycięstwie nad Peyton Stearns; wygrała walkę o awans dzięki determinacji i fatalnym błędom rywalki w kluczowych momentach.


CZYTAJ TEŻ: Niezręczny incydent po meczu Kamila Majchrzaka. Tenisista zabrał głos


Świątek i Majchrzak – grają o dużą stawkę


Kamil Majchrzak zainauguruje swój piątkowy mecz około godziny 21:00. Jego rywalem będzie Leandro Riedi – Szwajcar, który przeszedł przez kwalifikacje i po raz pierwszy w karierze wygrał mecz w turnieju wielkoszlemowym.


Riedi obecnie zajmuje 435. miejsce w rankingu, ale jeszcze w zeszłym roku był wysoko sklasyfikowany (117.) .


Z kolei Iga Świątek rozpocznie swój mecz w nocy (ok. 1:00 w nocy z soboty na niedzielę), mierząc się z Rosjanką Anną Kalinską. Polka wygrała ostatnie starcie w Cincinnati po dwóch setach i stoi przed szansą powrotu na miejsce wiceliderki WTA.


Jej forma po triumfach w Wimbledonie i Cincinnati może ułatwić zdobycie kolejnego tytułu — co jeszcze przybliży ją do powrotu na pozycję liderki, jeśli Sabalenka odpadnie przed ćwierćfinałem.


CZYTAJ TEŻ: Fręch się nie poddała. Świetny występ i jest trzecia runda US Open

Kategorie: Telewizja
Subskrybuj zawartość