LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
AktualnościSegregacja na 11 kolorów. Unia wprowadzi rewolucję w odpadachProblem sortowania odpadów opakowaniowych nie leży w braku dobrej woli konsumentów, lecz w chaosie informacyjnym tworzonym przez dziesiątki niespójnych systemów krajowych. Tak wynika z raportu, który może wywrócić do góry nogami nasz sposób postępowania z odpadami. Wszystko za sprawą PPWR - czyli unijnej regulacji. W całej Unii mają być jednolite oznaczenia na opakowaniach, które skierują je do odpowiednich pojemników.
Kategorie: Portale
Historyczna umowa. "Stworzyliśmy strefę wolnego handlu dla dwóch miliardów ludzi"
Unia Europejska i Indie zakończyły negocjacje umowy o wolnym handlu - poinformowała we wtorek Komisja Europejska. Według niej Indie będą stopniowo znosić wysokie cła na europejskie towary przemysłowe, na przykład stawki na samochody mają zostać obniżone ze 110 procent do 10 procent.
Kategorie: Telewizja
Nowa katastrofa w Rosji. Doszło do całkowitego odcięciaAwaria energetyczna w Murmańsku i całym obwodzie murmańskim doprowadziła do przerw w dostawach prądu, uderzając m.in. w kluczową bazę Floty Północnej, w której stacjonują ciężkie krążowniki o napędzie atomowym. Jak informuje "Rzeczpospolita", przyczyną były zawalone słupy wysokiego napięcia, które nie wytrzymały ciężaru oblodzonych linii.
Kategorie: Portale
Kultowy serial kryminalny powrócił. Telewizja pokaże dziś nowy odcinekKultowy serial kryminalny "Chicago P.D." o sierżancie Hanku Voightcie i jego funkcjonariuszach z elitarnej jednostki dochodzeniowo-śledczej policji powrócił na antenę polskojęzycznej telewizji. Gdzie i o której godzinie Polacy będą mogli oglądać czwarty odcinek trzynastego sezonu niezmiennie uwielbianego hitu?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Media społecznościowe nie dla dzieci. To może być pierwszy zakaz w EuropiePosłowie przyjęli poprawkę dotyczącą artykułu 1. ustawy. Przewiduje on, że „dostęp do usług sieci społecznościowej online zapewniany przez platformę internetową jest zabroniony osobom niepełnoletnim w wieku poniżej 15 lat”. Za poprawką głosowało 116 deputowanych. Przeciwnych było 23. Jeśli zakaz wejdzie w życie, Francja stanie się drugim, po Australii, krajem, gdzie przyjęto tego rodzaju przepisy. W grudniu 2025 roku Australia zabroniła korzystania z platform społecznościowych osobom w wieku poniżej 16 lat. – Celem jest ochrona zdrowia psychicznego naszej młodzieży, dlatego że zdajemy sobie sprawę, że sieci społecznościowe coraz bardziej kształtują ich umysły – powiedziała posłanka sprawozdawczyni projektu Laure Miller. Zgodnie z pomysłem jedynie encyklopedie online i katalogi o treści edukacyjnej nie podlegałyby ograniczeniom. Proponowane przepisy przewidują również zakaz używania telefonów komórkowych w liceach. We Francji istnieje już zakaz korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych i gimnazjach, ale niektóre licea także testują takie ograniczenia. Zakaz cieszy się dość szerokim konsensusem w Zgromadzeniu Narodowym, ale sprzeciwia mu się część lewicy. Skrajnie lewicowa Francja Nieujarzmiona (LFI) złożyła wniosek o odrzucenie projektu jeszcze przed debatami. Poseł LFI Rodrigo Arenas oznajmił, że celem projektu ustawy jest „wpędzanie w poczucie winy rodziców, dzieci i nauczycieli”, a za cel należałoby obrać „dilerów, którzy ze swymi algorytmami tworzą uzależnienia”. W weekend prezydent Macron w opublikowanym wideo podkreślił, że projekt ma nieść „bardzo jasne przesłanie”. – Chodzi o to, że mózg naszych dzieci i nastolatków, ich emocje, nie są obiektem sprzedaży ani manipulacji: ani przez platformy amerykańskie, ani przez chińskie algorytmy – powiedział Macron. Zmiany miałyby obowiązywać od września 2026 roku. Rząd chciałby, żeby weszły w życie już od początku następnego roku szkolnego. Były premier Gabriel Attal, który jest szefem frakcji parlamentarnej partii Macrona Odrodzenie, powiedział, że liczy na to, iż izba wyższa – Senat – przyjmie projekt w połowie lutego. Po wejściu ustawy w życie platformy miałyby czas do 31 grudnia na dezaktywację kont, które nie respektowałyby ograniczeń wiekowych. Czytaj także: Scrolluj, lajkuj, powtórz. Media społecznościowe zmieniły nasze życie Kategorie: Telewizja
Armia upomina się o Polaków. Wojsko wzywa rekordową liczbę osóbJuż za kilka dni w Polsce ruszy kwalifikacja wojskowa. Armia wzywa setki tysięcy osób, przeważnie młodych mężczyzn, ale nie tylko. W 2026 roku skala ta jest rekordowa. Co ważne, brak otrzymania listu nie zwalnia z obowiązku stawienia się przed komisją, a w przypadku nieuzasadnionej nieobecności należy spodziewać się poważnych konsekwencji.
Kategorie: Portale
Zainwestowali w panele słoneczne. Dramat tysięcy ludzi w Polsce- Czuję się nabity w butelkę - mówi księgowy z Podhala, który postanowił skorzystać z rządowego programu "Mój Prąd". Mężczyzna od 2024 roku czeka na zwrot zainwestowanych 22 tysięcy złotych. Jak się okazuje, nie on jeden.
Kategorie: Portale
Niemcy: Bałtyk to punkt zapalny, to tutaj rozstrzygnie się los EuropySzef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul powiedział w Sztokholmie, że Rosja testuje odporność krajów europejskich za pomocą taktyk hybrydowych. Dodał, że Morze Bałtyckie jest, niestety, punktem zapalnym i to właśnie "na Bałtyku rozstrzygnie się, czy Europa będzie w stanie trzymać się razem i wspólnie bronić".
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Wojna Polski z Rosją. Tak mogą wyglądać pierwsze dniGen. Jarosław Gromadziński, były dowódca Eurokorpusu i twórca 18. Dywizji Zmechanizowanej "Żelaznej", powiedział "Rzeczpospolitej", że Polska musi dawać Rosji jasne sygnały, że w razie ataku odpowiemy natychmiast, wykorzystując wszystkie dostępne środki, tak aby Moskwa od razu odczuła skutki swojej decyzji.
Kategorie: Portale
Jest drugim pokoleniem Ocalałych Romów: Auschwitz śni mi się do dziśPaula Szewczyk, portal TVP.Info: Pana historia związana jest z miejscem, w którym rozmawiamy. Oświęcim, ulica Berka Joselewicza. Roman Kwiatkowski: Moja historia w tym mieście zaczęła się niedaleko, po drugiej stronie rzeki. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do Oświęcimia z taborami w 1968 roku. Pamiętam dobrze, bo był to moment inwazji na Czechosłowację. Romowie myśleli, że znowu jest wojna, niektórzy zaczęli uciekać. Miałem 8 lat, ale pamiętam tę panikę, czołgi, wojsko na ulicach. Urodziłem się w taborze, wcześniej z nim wędrowaliśmy. Gdy osiedliśmy się w Oświęcimiu, wokół było szaro. Nieromskie rodziny z ciekawości podchodziły do naszych wozów. Pojawiliśmy się w mieście nagle, kolorowi. Trochę jak z innej planety. To wtedy zetknąłem się pierwszy raz ze społecznością większościową, poszedłem do szkoły, zakolegowałem się z nie-Romami. I tutaj pierwszy raz miałem kontakt z obozem Auschwitz-Birkenau. Pana rodzice byli ocalałymi. Tato mój zmarł w 1990 roku. Mama 12 lat po nim. Przed wojną ojciec miał duży zakład kotlarski, pamiętam, jak – już w Oświęcimiu – te kotły robiliśmy tu przy rzece. O dziadku wiem dziś niewiele, o babci wiedziałem wszystko. Była bardzo nowoczesna, elegancka, była Europejką. To ona pilnowała, żeby ojciec się kształcił. Urodził się w 1914 roku, miał przedwojenną maturę. Był bardzo szanowanym człowiekiem, oczytanym. To było w tamtych czasach rzadkością, by w romskich rodzinach umieć czytać, mieć książki. Roman Kwiatkowski wstaje od stołu. Podchodzi do komody, wyjmuje zza szklanej gabloty zdjęcie ojca. Nazywał się Władysław Kwiatkowski. Ale moje rodzinne nazwisko jest Strauss i Rosenfeld. Czytaj także: Fikcja, która tylko udaje prawdę. Tak popkultura fałszuje obraz Auschwitz A ten Kwiatkowski skąd? A skąd Tyszkiewicz, Kozłowski, Leopolski? To chyba najbardziej czysto brzmiące i propolskie nazwiska. Ojciec zmienił je celowo, po wojnie niebezpiecznie było mieć nazwisko, które brzmiało z niemiecka. Część z kolei naszej rodziny od strony mamy pochodziła z Wiednia. To byli ludzie światli, wykształceni, potrafili czytać i pisać. Mama nie, ale mądrość? Ojej! Życzyłbym każdemu takich rodziców, jakich miałem. Mamusia się nami opiekowała, było nas ośmioro. Dbała o wszystkie reguły, które w każdej rodzinie romskiej musiały być zachowane od przygotowania posiłków po higienę. Wpoiła w nas wysoką kulturę osobistą, była charyzmatyczna, ale też bardziej konserwatywna niż ojciec. Jak pani wie, mam żonę nie-Romkę. Kiedy powiedziałem o tym ojcu, był wyrozumiały. Mama nie mogła się z tym pogodzić, nie rozumiała dlaczego. Później okazało się, że jej ulubioną synową była właśnie moja żona. Ojciec się ukrywał, uciekł z getta w Kielcach, był w partyzantce. Mama była w getcie do końca, zdążyła uciec tuż przed wywózką, zabrała ze sobą najmłodszego brata i siostrę. Babcia – jak i dziadek, i jej rodzeństwo, i pozostałe dzieci – trafiła do Auschwitz. Gdy przyjechaliście do Oświęcimia, wiedział pan, co to za miejsce? W naszym taborze było kilku Ocalałych, w tym byli więźniowie obozu. Opowieści o Auschwitz-Birkenau były w mojej rodzinie obecne od zawsze. Mama też opowiadała nam o swoich bliskich, którzy zostali tam zamordowani w komorach gazowych. Przerażało mnie to, ale byłem najmłodszym dzieckiem, takim wychuchanym i wszędzie z mamą chodziłem. Kiedy szła na teren obozu, też mnie ze sobą zabierała. Pierwszy raz byłem w miejscu po obozie Auschwitz-Birkenau jako kilkulatek. Poszliśmy zapalić w miejscu po krematorium czwartym świeczki, takie malutkie, dziadkom – ja, mama, ciotka i wujek, który też przeżył Zagładę. Pamiętam, szliśmy drogą wzdłuż torów. Bardzo się bałem. Miałem takie spodeneczki krótkie na jednej szelce, trzymałem się mamy spódnicy. Jak tylko weszła na teren obozu, zaczęła płakać, wszyscy płakali. Ściskałem ze strachu tę mamy spódnicę i płakałem z nimi. Te ruiny, te druty, zostały ze mną do dziś. I specyficzny zapach. Kiedy to sobie przypominam, widzę dym nad Birkenau, a przecież nie mogło go tam wtedy być. Chyba tak jako ten kilkulatek musiałem sobie tę grozę w pamięci zapisać. Chciał pan słuchać, czy próbował od tych strasznych przecież dla dziecka historii uciekać? Chciałem, byłem ciekaw. Zawsze na 1 listopada przyjeżdżał na teren byłego obozu mój wujek, Jan Pawłowski. Mengele robił na nim eksperymenty. Pamiętam jego potworne krzyki i jak mój ojciec go uspokajał: „Spokojnie, już dobrze. Już dobrze”. Dla mnie to był wtedy starszy, elegancki pan, zawsze pod krawatem. Po czym wchodził na teren Auschwitz i jakby tracił świadomość. Widać było w jego oczach, jak wraca to przerażenie, jakby znowu tam był. Czytaj także: Rozwód bez sądu i orzekania o winie? Duże zmiany w przepisach Inna scena: przyjeżdża moja ciocia, ona była z kolei w Ravensbrück i Bergen-Belsen. Jest rok 1993, jesteśmy przed wejściem, już mamy wchodzić, a ona zaczyna do nas krzyczeć. „Nie wchodźcie! Tam są prochy! Tam jest krew naszych bliskich”. Wtedy ściągnęła buty i błagała nas „nie wchodźcie w butach, nie depczcie po nich”. To w człowieku siedzi. Pan jest drugim pokoleniem Ocalałych, przekazali panu swoją traumę? Absolutnie tak. Jesteśmy jej spadkobiercami. Nie zapomnę tego pierwszego razu, gdy widziałem ścianę śmierci. Jak się trząsłem, wołałem „mamo, mamo”, jedną ręką trzymałem się tej jej spódnicy, a drugą pomagałem zapalać świeczki. Powiem pani szczerze, do dziś mi się wiele śni. To się działo wtedy w dzieciństwie i dzieje się – choć może nie tak często – do dziś. Czasami potrzebuję oddechu, kiedy sam wchodzę na teren Auschwitz. Nieraz coś nagle się we mnie zmienia, nie umiem tego oddać w słowach. Bywały momenty, że nie mogłem o Zagładzie czytać, brałem książkę do ręki i nie dawałem rady. Zbierałem się, jakbym fizycznie musiał nabrać do tego sił. Gdy chodziliście na teren byłego obozu w latach 60., nie było tam żadnego miejsca, które upamiętniałoby Zagładę Romów. Jako że w rodzinie mieliśmy Ocalałych z Auschwitz, to oni pokazywali nam, gdzie co stało. Opowiadali, którędy szli do pracy, jakie były komanda. Osłuchałem się tych historii. Myśmy wcześniej żyli w taborze, zupełnie inaczej, niż się żyło potem. Myślę dzisiaj, że mama zabierała mnie ze sobą, bo nie była świadoma, jak to może na dziecko wpłynąć. Do muzeum nie wolno było mi wejść, wpuszczano dzieci od 13. czy 14. roku życia. Ale tego, kto wchodził poza jego teren, nikt nie sprawdzał, a to właśnie tam zbieraliśmy się z Ocalałymi Romami i Romkami. Ale ja się cieszę, że im wtedy towarzyszyłem. Bo chociaż ten ciężar potem pozostaje w człowieku, mnie to, co widziałem i co od nich usłyszałem, kształtowało. I gdy już jako dorosły, widziałem, jak Ocalali Żydzi upominali się o pamięć, poczułem, że też powinienem, że upominanie się o pamięć o romskiej Zagładzie to mój moralny obowiązek. I jakoś na początku 1990 roku poszedłem do Muzeum Auschwitz-Birkenau, zapytałem: „Dlaczego nie ma w nim nic o Romach?”. I jaką dostał pan odpowiedź? „A kim pan jest?”. Próbowałem tłumaczyć, że moja babcia została tu zamordowana, moi wujkowie, ciotki, moja rodzina. Usłyszałem jeszcze: „Pan nie jest dla nas partnerem do rozmów”. To mnie tak zabolało, że nie chcieli ze mną rozmawiać... Wiedziałem, że będzie trzeba inaczej podejść do sprawy. I że potrzebuję do tego organizacji. To był zalążek Stowarzyszenia Romów Polskich. Ale nawet jego założenie nie udało się od tak, także dlatego, że potrzebowałem na to zgody tak zwanej romskiej starszyzny. Romom i Romkom pokolenie wyżej niż ja, organizacje kojarzyły się źle. Za komuny niemal wszystkie współpracowały z władzą, a to było w naszej społeczności zakazane. Poza aprobatą musiałem starszyznę zapewnić, że będę działał na rzecz Romów, a nie przeciwko nim. Na pierwsze spotkanie w tej sprawie przyszło do mojego domu kilkadziesiąt osób, wśród nich także Ocalali. „Rób dziecko, to ważne” – powiedzieli mi. Chcieli, żeby kolejne pokolenia Romów i nie-Romów wiedziały, co przeszli. I tak zostałem jednocześnie jednym z pierwszego pokolenia, które z taborów przesiadło się w garnitury. Czytaj także: Ojciec znęcał się nad nią latami. „Nie chodziło o religię, tylko o przemoc” Ile czasu zajęło, by w muzeum pojawiła się informacja, że Romowie również byli więźniami Auschwitz i ofiarami Zagłady? Proszę pani, kilka lat. Po drodze przeżyłem ogromną dyskryminację, ogromną. Ale paradoksalnie – ja przynajmniej tak mam – kiedy człowieka ciągle walą po głowie, to dostaje mocy. Mi te odmowy dawały siłę do walki. Tym większą, że zrozumiałem wtedy, iż jeżeli Romowie sami nie zadbają o własną historię, nikt tego nie zrobi. Upamiętnienie Zagłady Romów i Sinti w Auschwitz to był długi proces. Nie udałby się bez dziesiątek osób, które po drodze spotkałem i które decydowały się na różnych etapach wesprzeć działania Stowarzyszenia. Kiedy lobbowanie nie działało – gdy czekaliśmy choćby w 1998 roku na decyzję w sprawie utworzenia części wystawy stałej dotyczącej Zagłady Romów w miejscu po tzw. Zigeunerlager – próbowaliśmy innych metod. Zagroziliśmy wówczas strajkiem głodowym. Tak zrobili niemieccy Romowie i Sinti piętnaście lat wcześniej w Dachau, domagając się uznania swoich krzywd. Pomogło. Polskie władze nie chciały powtórki z historii i skandalu i nagle decyzję, której latami nie mogliśmy się doczekać, podjęto w ciągu czterech dni. Wcześniej Ocalali sami postawili na terenie obozu nieoficjalny pomnik upamiętniający romskie ofiary Zagłady? Stał od 1973 roku, postawili go byli więźniowie, którzy przeżyli Zagładę, przyjechali do Oświęcimia z Niemiec. Zrobili to z własnych pieniędzy, za zgodą ówczesnego dyrektora muzeum. Tylko że po dekadzie, dwóch niszczał, a nowe władze nie poczuwały się do dbania o niego. Kiedy o to zapytałem ówczesnej dyrekcji, usłyszałem, że pomnik jest „nielegalny”. I kolejna walka o jego „legalizację”. Mimo że Władysław Bartoszewski pełniący wtedy funkcję przewodniczącego Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej dał nam zielone światło, znowu czekaliśmy. Dopiero po trzech latach wreszcie udało się nam dopiąć formalności, odnowić go – ze środków zdobytych przez Stowarzyszenie na własną rękę – i zorganizować pierwszą oficjalną uroczystość przy okazji 50-tej rocznicy pierwszego transportu Romów do KL Auschwitz w 1993 roku. Upamiętnienie i wystawa w miejscu po byłym tzw. Zigeunerlager, to też pana inicjatywa. Przygotowanie wystawy stałej w bloku 13. było wyszarpywane przez lata. Pamiętam, jak zbieraliśmy do niej informacje. Zacząłem szukać dokumentów, zdjęć, wspomnień. Mniej więcej wiedziałem, kogo szukam. I akurat w Kozach nieopodal Bielsko-Białej odbywało się wesele, było mnóstwo gości. Pojechałem tam z tym, co udało mi się ustalić i po numerach obozowych dochodziłem, kto kim jest. Później ci Ocalali prowadzili mnie do kolejnych, podając przy tym nazwiska tych, którzy w Auschwitz zginęli. Później walczyliśmy przez długie lata o uznanie tzw. krematorium piątego, w którym zginęło 23 tysiące Romów i Sinti. Wie pani, po ilu latach się to udało? Dwunastu. I dziś można przeczytać o ich Zagładzie w tym miejscu po polsku, romsku, angielsku i hebrajsku. A co roku od tamtego czasu 2 sierpnia oficjalnie obchodzony jest Dzień Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti. Czytaj także: Życie z HIV. „To po prostu infekcja. Żyję jak wszyscy wokół” Robiłby pan to, gdyby nie stał jako ten kilkulatek przy spódnicy mamy i nie słyszał wtedy płaczu obecnych? Gdybym nie widział tego jako dziecko, gdyby to mnie tak głęboko nie dotknęło, pewnie zająłbym się w życiu czym innym. Czasami bywałem cztery razy w tygodniu w Warszawie. Z pewnością w jakiś sposób odbiło się to na moim życiu prywatnym, na dzieciach. Dziękuję żonie, że ze mną wytrzymała tyle lat, bo właściwie nie było mnie w domu. Ale pomimo że spotkało mnie przez te lata tyle przykrości, nie miałem nawet moment buntu czy rezygnacji. Nigdy. Mimo frustracji, zmęczenia chciałem – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi – zmieniać ten świat. Nie myślę dziś, żebym zrobił coś wyjątkowego, walczyłem tylko o to, co uważałem za słuszne. Teraz przyszłość należy do kolejnych pokoleń. Roman Kwiatkowski – prezes Stowarzyszenia Romów Polskich, powołany przez Premiera RP do Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Napisz do autorki: paula.szewczyk@tvp.pl Kategorie: Telewizja
„Gość poranka”: Wojciech Machulski– To pokazuje, że prezydent Nawrocki bardzo obawia się Amerykanów i tego, co mogą o nim pomyśleć – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info rzecznik prasowy Konfederacji Wojciech Machulski, komentując reakcję prezydenta na słowa Donalda Trumpa dotyczące udziału europejskich sojuszników w misji w Afganistanie.
Kategorie: Telewizja
Nie tylko "rachunki grozy". Właścicielom pomp ciepła grożą ogromne mandaty za hałasPompy ciepła budzą tej zimy spore kontrowersje. Podczas montażu urządzeń Polacy liczyli na względnie tani sposób ogrzewania domów, jednak coraz częściej możemy spotkać się z informacjami o "rachunkach grozy". Jednak to nie wszystko. Oprócz wysokich opłat ich właściciele są też narażeni na wysokie kary finansowe. Dlaczego? Tłumaczymy.
Kategorie: Portale
Mamma mia! Nitki – makaronu – prowadzą do tajemnicy sprzed wiekówWłoska agencja informacyjna Agi przytoczyła fragment dokumentu patentowego znajdującego się w aktach rady miasta Padwy: „Przebywając w tym najszlachetniejszym mieście, w którym panuje wielki niedobór grubych i cienkich nitek makaronu, lasagni i wszelkich innych jego rodzajów, ja, Bortolamio Veronese, zwany Obfitością, oddany sługa Waszych Czcigodnych Panów, zgodnie z moim przydomkiem pragnę dla dobra rynku obficie zaopatrzyć to miasto i jego okolice w te towary”. Dodał: „Mogę to uczynić z pewnym zyskiem dzięki temu, że samodzielnie wynalazłem urządzenie niezwykle użyteczne do łatwego wytwarzania wspomnianych produktów”. Zaprezentowany mediom manuskrypt ma 422 lata. Dokument został sporządzony 26 stycznia 1604 r. Agencja Agi wyjaśniła, że jest to prototypowy patent dotyczący produkcji różnych gatunków makaronu. Zaznaczono, że wcześniej nikt nie wiedział o istnieniu tego dokumentu, który otwiera nowe spojrzenie na historię kuchni oraz gospodarkę ówczesnej Italii. Odkrywcą dokumentu jest prezes miejscowego stowarzyszenia Kultura i Kuchnia, badacz tradycji kulinarnych Paolo Caratossidis. Jak powiedział, prowadził badania nad tematem pozornie marginalnym i mało znanym, ale od dawna budzącym jego ciekawość – pochodzeniem bigoli, czyli makaronu w kształcie grubych nitek. – To, co początkowo wyobrażałem sobie jako zwykłą weryfikację historyczną i potwierdzenie utrwalonej w dokumentach tradycji, okazało się czymś znacznie bardziej złożonym i zaskakującym – podkreślił. Znaleziony przez niego dokument jest nie tylko opisem działalności rzemieślniczej, ale także formalnym uznaniem innowacji technicznej. Jego autor zwraca się ponadto o przyznanie pięcioletniego przywileju, który miałby chronić wynalazek i umożliwić jego rozwój. Jest to zatem wniosek patentowy – odnotowano. Bortolamio Veronese wniósł również o wprowadzenie zakazu kopiowania jego maszyny pod karą konfiskaty urządzenia wraz z towarem oraz grzywny w wysokości 100 dukatów. Podczas prezentacji księgi zaznaczono, że odkryto nadzwyczaj interesujący rozdział historii. Przypomniano także, że na przełomie XVI i XVII wieku na Uniwersytecie w Padwie matematykę wykładał Galileusz. Był to czas dużego zainteresowania mechaniką stosowaną, eksperymentami oraz wykorzystaniem maszyn. Zdaniem ekspertów patent ten stanowi pierwszą próbę przejścia od produkcji domowej do wczesnej formy zorganizowanej produkcji żywności. Czytaj też: Włosi wściekli na Trumpa. Nowe cła uderzą w... makaron Kategorie: Telewizja
Trump podnosi cła. "Dziękuję za uwagę"
Prezydent USA Donald Trump poinformował, że podwyższa cła na towary z Korei Południowej - między innymi samochody - z 15 do 25 procent. Zarzucił władzom w Seulu, że nie wywiązały się z umowy handlowej z Amerykanami.
Kategorie: Telewizja
Pyszny obiad na wtorek. Podajemy przepis, Ty gotujesz. Obłędny, mocno pomidorowy makaron z RzymuWe wtorek jemy na obiad makaron. To słynny przepis ze stolicy Włoch, czyli z Rzymu. Mieszkańcy tego miasta zajadają się tym makaronem, turyści zresztą też. To spaghetti all'Amatriciana. Robi się tę potrawę szybko, jest rozgrzewająca, sycąca i pyszna.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Szef NATO stracił cierpliwość do UE. "Putin byłby zachwycony takim scenariuszem"Sekretarz generalny NATO Mark Rutte ocenił w poniedziałek w Parlamencie Europejskim w Brukseli, że Unia Europejska powinna przestać marzyć o stworzeniu europejskiego filaru w NATO i nadal budować więzi z USA. Jego zdaniem Europa nie jest w stanie obronić się bez Stanów Zjednoczonych, a Władimir Putin byłby zachwycony scenariuszem zakładającym absencję Amerykanów.
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Kontrwywiad NATO: Rosja postrzega kraje bałtyckie tak, jak Ukrainę przed atakiemRosyjskie postrzeganie Łotwy staje się coraz bardziej zbliżone do tego, jakie Rosja miała wobec Ukrainy przed wojną. "Rosyjskie narracje przedstawiają również Łotwę jako państwo nazistowskie, marionetkę Wielkiej Brytanii i USA oraz państwo upadłe" - czytamy w raporcie służb kontrwywiadowczych.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Tajne zdrowie prezydenta. Zaufani tylko chwalą „boski wigor” TrumpaTrump nazywa siebie „najbardziej przejrzystym” prezydentem w historii, ale uzyskanie dokładnych informacji na temat stanu jego zdrowia jest trudnym zadaniem – napisał dwutygodnik. Jak dodano, w przeszłości zdarzało się, że Trump ukrywał prawdę na ten temat. Podczas pierwszej kampanii prezydenckiej osobisty lekarz Trumpa, Harold Bornstein, opublikował list, w którym stwierdził, że stan zdrowia przyszłego prezydent jest „zadziwiająco dobry”. Później lekarz przyznał, że list został napisany przez samego Trumpa. Pod koniec 2020 r. natomiast Trump podobno przeszedł COVID, który był dużo poważniejszy, niż przyznawał on sam i jego doradcy. Mark Meadows, ówczesny szef personelu, podobno myślał, że prezydent umrze. Pomimo sprzeciwu ze strony 79-letniego Trumpa, Biały Dom zdaje sobie sprawę, że nadszedł czas, aby porozmawiać o jego zdrowiu w związku z wszechobecnymi spekulacjami na temat zdolności Trumpa do sprawowania urzędu – napisał „New York Magazine”. To, że Trump ciągle zapewnia o swoim „doskonałym zdrowiu”, tylko utwierdza ludzi w przekonaniu, że coś jest nie tak – zaznaczyło czasopismo. Dziennikarz magazynu Ben Terris rozmawiał z Trumpem, dwoma lekarzami – Seanem Barbabellą i Jamesem Jonesem – i rzeczniczką Białego Domu Karoliną Leavitt w grudniu w Gabinecie Owalnym. – Czuję się tak samo, jak 40 lat temu – powiedział podczas tego wywiadu Trump. Dziennikarz ocenił, że na żywo Trump wygląda szczuplej niż w telewizji, choć prezydent zapewnia, że nie przyjmował nigdy leków z grupy GLP-1. W kwietniu Trump ważył 101,5 kg, zaś w grudniu przekazał, że waży około 106,5 kg. Jest trochę przygarbiony i ma opuchnięte oczy, ale w ocenie dziennikarza Trump „wygląda całkiem dobrze, jak na swój wiek”. Jeden z członków personelu stwierdził, że „jedynym ustępstwem” Trumpa wobec jego wieku jest to, że już nie farbuje włosów na blond, lecz zaczął nosić naturalny, siwy kolor. Inne źródło przekazało, że jego słuch nieco się pogorszył. Czytaj także: Dokument z gwarancjami USA dla Ukrainy w „100 proc. gotowy” do podpisu Jak przypomina czasopismo, prawa dłoń Trumpa jest ciągle posiniaczona, a często też zabandażowana. Podczas ubiegłotygodniowego forum w Davos z kolei zauważono siniaka na lewej dłoni prezydenta. Leavitt wytłumaczyła, że to dlatego, iż prezydent uderzył dłonią w stolik. Biały Dom zapewnia, że siniaki na dłoni Trumpa to skutek częstego ściskania dłoni z innymi ludźmi i przyjmowania przez Trumpa codziennie aspiryny. - Chcę rzadką krew. Naprawdę rzadką krew – mówił Trump, tłumacząc, dlaczego przyjmuje codziennie aspirynę. Dziennikarzowi „New York Magazine” powiedział, że robi tak od 30 lat. W 2016 roku przyznał, że przyjmuje 325 mg aspiryny dziennie. Trump utrzymywał też, że skaleczenia na prawej dłoni powstają przez paznokcie i pierścionki kobiet. Stwierdził, że pewne „szczególnie paskudne skaleczenie” powstało w wyniku nieudanego przybicia mu piątki przez prokurator generalną Pam Bondi. W lipcu pojawiły się zdjęcia, na których widać było opuchnięte kostki Trumpa. Lekarze zdiagnozowali u niego przewlekłą niewydolność żylną kończyn dolnych. W sierpniu, gdy nie brał udziału przez pewien czas w publicznych wydarzeniach, w mediach społecznościowych zaczęto spekulować, że Trump nie żyje. – Dzwonili do mnie przyjaciele i mówili: dobrze, że odebrałeś telefon. Bo są doniesienia, że nie żyjesz – opowiadał „New York Magazine”. – W skrócie: czy stan mojego zdrowia jest idealny? – zapytał Trump lekarzy podczas wywiadu. – Pana zdrowie jest doskonałe – odparł Jones. Trump, zbliżając się do osiemdziesiątki, zaczął „dzielić się anegdotami o swoim ojcu” – twierdzi wysoki rangą urzędnik Białego Domu. Prezydent opowiada o tym, że dopiero, gdy ojciec przeszedł na emeryturę, zaczął zachowywać się jak staruszek. Ojciec Fred Trump zmarł w 1999 r. w wieku 93 lat. Prezydent podkreślał, że przez całe życie praktycznie nie chorował. – Miał jeden problem. W wieku ok. 86-87 lat zaczął mieć... jak to się nazywa? (...) Tego Alzheimera. Ja tego nie mam – zapewniał. Dieta Trumpa jest okropna – napisał „New York Magazine”. Prezydent je dużo słodyczy i mięsa, nie spożywa warzyw. – Nie wiem, jakim cudem on żyje – powiedział minister zdrowia Robert F. Kennedy Jr. Trump nie uprawia też sportu i mało sypia (pięć godzin to według niego wystarczająca ilość snu). Wiele osób z najbliższego otoczenia Trumpa było chętnych, by opowiedzieć magazynowi o „boskim wigorze prezydenta”. – Może pracować ciężej i ma lepszą pamięć i więcej witalności i więcej energii niż normalny śmiertelnik – utrzymywał Stephen Miller, wiceszef personelu Białego Domu. – Tytuł pana artykułu powinien brzmieć: Nadludzki prezydent – dodał. Czytaj także: USA wskazały następny cel. Kolejny reżim jest „w dużych tarapatach” – Ten facet jest zbyt zdrowy – powiedział sekretarz stanu Marco Rubio. – Jest zbyt aktywny – dodał Rubio, który oprócz tego, że stoi na czele Departamentu Stanu pełni wiele innych funkcji, np. p.o. doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego i głównego archiwisty USA. Czasopismo określiło Rubio jako „jednego z najbardziej zajętych ludzi w Waszyngtonie”. Sekretarz stanu przyznał, że podczas lotów zagranicznych potrzebuje odpoczynku, natomiast sam prezydent nigdy nie śpi w samolocie. Rubio spędza więc część rejsów w ukryciu przed Trumpem. – Jest tam biuro z dwoma kanapami i zazwyczaj chcę się przespać na jednej z nich (...) Zawijam się w kokon kocem. Zasłaniam głowę. Wyglądam jak mumia. Robię to, bo wiem, że w pewnym momencie podczas lotu (Trump) wyjdzie z kabiny i zacznie chodzić i sprawdzać, kto nie śpi. Chcę, by myślał, że to członek personelu, który zasnął. Nie chcę, żeby zobaczył swojego sekretarza stanu śpiącego na kanapie i pomyślał, że ten facet jest słaby – opowiadał Rubio. Pytany o to, czy Trump ucina sobie drzemki – na co mogłyby wskazywać nagrania z różnych spotkań, na których Trump ma zamknięte oczy – Rubio stwierdził, że w ten sposób Trump słucha innych. Leavitt również podkreśliła, że w ten sposób Trump „aktywnie słucha”. Trump zaś przedstawił inne wytłumaczenie tego, dlaczego ma zamknięte oczy podczas posiedzeń gabinetu. – To strasznie nudne. Mówią wszyscy po kolei, mam 28 osób, ostatnie (posiedzenie) trwało 3,5 godziny. Muszę siedzieć i słuchać i ruszam ręką, żeby wiedzieli, że słucham. Słyszę każde słowo i nie mogę się doczekać, aż to się skończy – powiedział. Magazyn zaznaczył, że w przestrzeni publicznej jest tak dużo sprzecznych dowodów, że każdy może dopasować coś do swoich poglądów dotyczących stanu zdrowia Trumpa. Z jednej strony Trump zasypia na spotkaniach, z drugiej potrafił na nocnych wiecach mówić na stojąco przez ponad godzinę. Wyjeżdża na wyczerpujące podróże zagraniczne, lecz po powrocie jego głos przez kilka dni może brzmieć źle. Na początku stycznia Trump nie spał całą noc, aby śledzić pojmanie Nicolasa Maduro w Wenezueli. Ale – jak zauważyły media – miewał trudności z wejściem po schodach Air Force One. W styczniu jego sprawność umysłowa została poddana w wątpliwość, gdy zażądał, by USA przejęły kontrolę nad Grenlandią, ponieważ nie otrzymał Pokojowej Nagrody Nobla – zaznaczyło czasopismo. Trump oczywiście nie zgadza się z osobami, mówiącymi o pogorszeniu jego funkcji poznawczych. „Niektóre typowe niepokojące oznaki pogorszenia stanu psychicznego – chaotyczne zachowanie, zawiłe wypowiedzi, groźby ataku na Grenlandię z powodu braku Pokojowej Nagrody Nobla – mogą również świadczyć o tym, że Trump jest po prostu Trumpem” – napisał autor publikacji. Czytaj także: Trump zmienił ton. Federalny „nadagent” ma natychmiast usunąć się w cień Gdy dziennikarz zapytał w Gabinecie Owalnym jednego z lekarzy, kto jest zdrowszy: Trump czy były prezydent Barack Obama, ten – po kontakcie wzrokowym z prezydentem – odparł, że Trump. Prezydent kiwnął głową i zwrócił się do dziennikarza: „napisz to”. Kategorie: Telewizja
Funkcjonariusz SOP zaatakował swoją rodzinę. Nie żyje 4-letnie dzieckoTragiczny finał domowej awantury w Ustce. W jednym z mieszkań mężczyzna zaatakował nożem pięcioro członków swojej rodziny. Zmarła 4-letnia dziewczynka. Jak ustalono, agresor jest funkcjonariuszem SOP.
Kategorie: Telewizja
Tony kokainy na łodzi podwodnej. Przemytnicy nie zdołali nabrać służbPortugalska policja dokonała rekordowego przejęcia prawie 9 ton kokainy po przechwyceniu „narkopodwodnej łodzi” u wybrzeży Azorów. Oceniono, że przewoziła prawdopodobnie największą partię narkotyków, jaką kiedykolwiek znaleziono na tego typu jednostkach płynących do Europy. Według doniesień portugalskich mediów wartość skonfiskowanych narkotyków może sięgać nawet 600 mln euro. Akcję przeprowadzono we współpracy z amerykańską Agencją ds. Zwalczania Narkotyków (DEA) i brytyjską Narodową Agencją ds. Przestępczości. Przechwycony statek ostatecznie zatonął, zabierając ze sobą 35 bel kokainy na dno Oceanu Atlantyckiego. Czterech mężczyzn na pokładzie – trzech Kolumbijczyków i Wenezuelczyk – zostało aresztowanych. „Statek, który przybył z Ameryki Łacińskiej i którego załogę stanowiło czterech cudzoziemców, przewoził 300 bel kokainy” – poinformowała portugalska policja w oświadczeniu. „Przechwycenie półzanurzalnego statku nastąpiło na morzu, około 230 mil morskich od Azorów, w niezwykle trudnych i niebezpiecznych warunkach pogodowych” – podkreślono. W marcu ubiegłego roku portugalska policja zlokalizowała i przechwyciła u wybrzeży Azorów inną łódź podwodną przewożącą do Europy prawie 6,5 tony kokainy. To nie jedyny sukces w walce z przemytnikami. Policja hiszpańska poinformowała o rozbiciu organizacji przestępczej zajmującej się przemytem kokainy do Europy. Korzystała z łodzi motorowych i pływających platform na Atlantyku. W wyniku akcji aresztowano 105 osób należących do organizacji przestępczej, która przemyciła do Europy około 57 tys. kilogramów kokainy w ciągu ostatniego roku. Funkcjonariusze skonfiskowali ponadto 30 łodzi, 70 pojazdów oraz liczne urządzenia do komunikacji i nadzoru wykorzystujące zaawansowane technologie, a także prawie 10,5 tony kokainy i ponad 800 tys. euro. Jak ustalono w toku śledztwa, grupa przestępcza korzystała z szybkich łodzi, które pod osłoną nocy wypływały na Atlantyk z rzek na południu Hiszpanii i Wysp Kanaryjskich, a także Maroka i Portugalii. Tam spotykały się ze statkami-bazami w celu przeładunku narkotyków, które trafiały do Europy. „Udało im się stworzyć prawdziwe platformy wodne, na których piloci pozostawali nawet ponad miesiąc na morzu, wykonując kilka kolejnych operacji” – napisano w policyjnym komunikacie. Jak dodano, organizacja zapłaciła 12 mln euro za milczenie rodziny jednego z członków załogi, który zginął podczas transportu narkotyków. W trwającym od ponad roku śledztwie udział brały również służby Wysp Zielonego Przylądka, Kolumbii, Francji, Portugalii, Maroka, a także Europol. Czytaj także: Były olimpijczyk największym narkobaronem w Kanadzie. Wpadł w Meksyku Kategorie: Telewizja
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i ŚwiatPortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.plCzęstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 25 tygodni temu
18 lat 7 tygodni temu