Aktualności

Auto korpusu dyplomatycznego Białorusi zderzyło się z radiowozem

TVP.Info - 13 godzin 10 min. temu

Do zderzenia doszło w niedzielę rano w centrum Białegostoku, w okolicach ronda u zbiegu ulic Poleskiej i Jurowieckiej. 


Z ustaleń policji wynika, że auto należące do korpusu dyplomatycznego Białorusi nie ustąpiło pierwszeństwa oznakowanemu radiowozowi policji, w wyniku czego doszło do zderzenia. 


W pierwszym z aut znajdował się konsul Białorusi w Austrii. Policjantka podróżująca radiowozem trafiła na badania do szpitala. Opuściła już placówkę. Nikomu nic się nie stało.


Kierowca samochodu korpusu dyplomatycznego został ukarany pouczeniem. Zdarzenie zostało zakwalifikowane jako kolizja.


Czynności policji na miejscu zdarzenia zostały już zakończone, nie ma też utrudnień w ruchu.


Czytaj też: To nie będzie łatwy powrót z ferii. Kolejny protest na zakopiance

Kategorie: Telewizja

Rosja w histerii. Błyskawiczna reakcja Kremla

Do 30 czerwca 2026 roku obowiązuje zniesienie ceł importowych na benzynę silnikową, paliwo lotnicze, olej napędowy i paliwo żeglugowe sprowadzane do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. EUG obejmuje Rosję, Armenię, Białoruś, Kazachstan oraz Kirgistan. Rosyjski rynek paliw mierzy się obecnie z bezprecedensowymi trudnościami.
Kategorie: Portale

Koniec darmowego oglądania. Słynną fontannę w Rzymie otoczą barierki

TVP.Info - 13 godzin 22 min. temu

Fontannę będą teraz otaczać barierki. Opłata za podejście do brzegu zabytku obowiązywać będzie w poniedziałek i piątek od 11:30 do 22:00, a w pozostałe dni od 9:00 do 22:00.


Także 2 lutego, gdy zasady te wejdą w życie, opłata będzie pobierana już od godziny 9:00.


Zapłacić można będzie na miejscu kartą płatniczą. Bilety będą także sprzedawane w internecie na oficjalnej stronie fontanny i w kasach muzeów w Wiecznym Mieście. Z opłaty zwolnione będą dzieci w wieku poniżej 6 lat. Płacić nie muszą też mieszkańcy Rzymu, którym wystarczy wylegitymowanie się dokumentem z miejscem zamieszkania.


Władze Rzymu chcą ograniczyć nadmierną turystykę


Władze stolicy Włoch mają nadzieję na ograniczenie zjawiska tzw. nadmiernej turystyki, zachowując przy tym publiczny charakter placu, który w ciągu dnia jest niemal zawsze zatłoczony. Zarząd miasta chce również poprawić warunki oglądania wyremontowanego w 2024 roku zabytku i mieć środki na jego utrzymanie.


Ci, którzy nie kupią biletu, mogą oglądać Fontannę di Trevi z większej odległości, stojąc za barierkami. Będzie ona też zawsze dostępna bezpłatnie po godzinie 22:00.


Nowe zasady wchodzą w życie po trwającym rok monitoringu napływu ludzi na plac przed słynną fontanną. Od grudnia 2024 do grudnia 2025 roku przybyło tam ponad 10 milionów osób; średnio po około 30 tysięcy dziennie. W szczytowym okresie było to 70 tysięcy osób na dobę.


Czytaj też: Anioł o twarzy włoskiej premier. Awantura o rzeźbę w rzymskiej bazylice

Kategorie: Telewizja

Szklanka rano przed śniadaniem pomaga obniżyć cukier. Naukowcy sprawdzili ten prosty nawyk

Dziennik - 13 godzin 25 min. temu
Osoby zmagające się z podwyższonym poziomem cukru we krwi doskonale wiedzą, że znaczenie ma nie tylko to, co jemy, ale również to, co pijemy każdego dnia. Coraz częściej uwagę zwraca prosty poranny rytuał, który może wspierać organizm w lepszej kontroli glikemii. Ten nawyk zainteresował również naukowców. Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa

Mega trudny QUIZ geograficzny - stolice Azji. Zdobędziesz 10 na 10?

Dziennik - 13 godzin 30 min. temu
Jak dobrze znasz państwa Azji i ich stolice? Odpowiedz na 10 szybkich pytań. Powodzenia! Alicja Brzask
Kategorie: Prasa

Podatkowa rewolucja. Popłoch większy niż w Polskim Ładzie

Tylko 15-20 proc. firm jest gotowych korzystać z Krajowego Systemu e-Faktur. Wiele biur rachunkowych i księgowych ma trudności w obsłudze klientów w tym zakresie. Eksperci podkreślają, że dla wielu firm wdrożenie KSeF budzi większe obawy niż zmiany wprowadzone przez Polski Ład.
Kategorie: Portale

Ten owoc obniża ciśnienie i pomaga schudnąć. Na pewno masz w domu

Dziennik - 13 godzin 40 min. temu
To jeden z tych produktów, które większość z nas ma pod ręką przez cały rok. Jemy je trochę z przyzwyczajenia, trochę „bo zdrowe”, ale rzadko myślimy o tym, jak realnie wpływają na organizm. A to właśnie one mogą wspierać serce, pomagać w kontroli masy ciała i być prostym elementem codziennej diety, który naprawdę ma sens. O co chodzi? Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa

Powstał serial o najpiękniejszych miejscach w Polsce. Dziś pierwszy odcinek

Dziennik - 13 godzin 43 min. temu
W polskiej telewizji od dziś będzie można oglądać nowy serial dokumentalny "Wioski wioseczki" poświęcony najpiękniejszych miejscom w Polsce – ich mieszkańcom, tradycjom i przyrodzie. Każdy odcinek ukaże jeden dzień z życia mieszkańców wybranej wsi, od wschodu do zachodu słońca. Narratorką serii jest Krystyna Czubówna. Gdzie i o której godzinie można oglądać serial? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Alarm w wojsku. F-16 dostały rozkaz otwarcia ognia

Tureckie siły powietrzne zestrzeliły niezidentyfikowanego drona, który wtargnął w ich przestrzeń powietrzną. Bezzałogowiec został zniszczony przez myśliwce F-16 w ramach operacji obronnej. Incydent miał miejsce po wcześniejszych atakach Ukrainy na tzw. rosyjską "flotę cieni".
Kategorie: Portale

Od dzisiaj nowe opłaty na drogach. System obejmie prawie 6 tysięcy kilometrów tras

TVN24 Biznes i Świat - 13 godzin 49 min. temu
Od 1 lutego sieć dróg krajowych objęta elektronicznym poborem opłat zwiększyła się o około 645 kilometrów. Opłata będzie więc obowiązywać na niemal sześciu tysiącach kilometrów dróg krajowych. Wzrosły również stawki, w niektórych przypadkach nawet o ponad 40 procent.
Kategorie: Telewizja

Niebezpieczne odpady w Elblągu. Wykryto promieniowanie gamma

TVP.Info - 13 godzin 50 min. temu

– Państwowa Agencja Atomistyki otrzymała informację od Zakładu Utylizacji Odpadów (ZUO) w Elblągu o podwyższonym poziomie promieniowania gamma jednej z partii odpadów, które na teren tego zakładu zostały przywiezione. Jak poinformował zakład, ta partia odpadów została odpowiednio zabezpieczona – przekazała rzeczniczka Agencji Agnieszka Modrzejewska.


Przekroczenie promieniowania gamma w odpadach. „Nie jest to sytuacja bardzo niestandardowa”


– To, co jest istotne, to fakt, że mamy tu do czynienia z niewielkim przekroczeniem tła promieniowania, które naturalnie występuje w środowisku – zaznaczyła, dodając, że „nie jest to sytuacja bardzo niestandardowa”. – W związku z tym dyżurny polecił zastosowanie standardowych procedur. Zalecono przeprowadzenie pomiaru oraz identyfikację źródła promieniotwórczego – wyjaśniła rzeczniczka PAA.


Agnieszka Modrzejewska dodała: – Jeśli chodzi o instytucje, które na terenie województwa mogą standardowo takie pomiary przeprowadzać, to jest to zależne od służb wojewody, ale najczęściej są to przedstawiciele Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej bądź też Państwowej Straży Pożarnej.


Czytaj też: „Oni nas otruli”. Testy jądrowe zabijają kolejne pokolenia


Sytuacja jest monitorowana przez służby 


W komunikacie opublikowanym na stronie urzędu miasta podano, że w sobotę do Zakładu Utylizacji Odpadów (ZUO) w Elblągu zostały przywiezione odpady wykazujące promieniowanie gamma. „Odpady zostały niezwłocznie zabezpieczone i umieszczone na specjalnie wyznaczonym placu o podwyższonej promieniotwórczości na terenie ZUO, zgodnie z obowiązującymi procedurami bezpieczeństwa” – zaznaczono.


Jak podał magistrat, o zdarzeniu poinformowano Polską Agencję Atomistyki w Warszawie oraz Państwową Inspekcję Sanitarną w Olsztynie. Powiadomiono również Państwową Straż Pożarną w Elblągu oraz Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Olsztynie. „Sytuacja jest monitorowana przez odpowiednie służby” – zapewnił elbląski magistrat.


Urzędnicy przekonują, że mieszkańcy Elbląga nie mają powodów do niepokoju


Rzeczniczka elbląskiego ratusza Joanna Urbaniak przekazała, że odpady przyjechały (śmieciarką) z terenu miasta; promieniowanie wykryto w trakcie standardowego pomiaru przez bramki dozymetryczne.


– Cały skład został zgodnie z procedurą odpowiednio zabezpieczony w wyznaczonym do tego punkcie. Powiadomiono odpowiednie służby. Pracownicy nie mieli kontaktu z odpadami. Na obecnym etapie nie ma powodów do niepokoju mieszkańców – wyjaśniła.


Zaznaczyła, że o wszelkich dalszych ustaleniach urząd miasta będzie informować na bieżąco. 


Czytaj też: Bomba ekologiczna tyka. Odpowiedzialnych nie ma

Kategorie: Telewizja

Niemcy: Stany Zjednoczone Europy? Przez ten pomysł UE może się rozpaść

Dziennik - 14 godzin 3 min. temu
Szef Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Manfred Weber chce wzmocnić instytucje UE, włącznie ze stworzeniem stanowiska prezydenta Europy. Tymczasem kanclerz Friedrich Merz jest przeciwny temu pomysłowi i stawia na pierwszym miejscu współpracę między państwami narodowymi – relacjonuje w weekend niemiecka prasa. Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Czy to miłość na lata? Jak rozpoznać związek z przyszłością

Dziennik - 14 godzin 6 min. temu
W świecie aplikacji randkowych coraz częściej słyszymy obietnicę „idealnego dopasowania”. Algorytmy mają wiedzieć lepiej niż my sami, kto będzie dla nas odpowiednim partnerem. Wizja takiego związku jest kusząca, ale jednocześnie bardzo problematyczna. Przekonanie, że istnieje tylko jedna osoba, która idealnie do nas pasuje, może bowiem wywoływać ogromną presję i lęk przed podjęciem złej decyzji. Ewa Kranz
Kategorie: Prasa

Ulica Świetlanej Drogi 3. Adres tortur prądem w okupowanym Doniecku

TVP.Info - 14 godzin 8 min. temu

W upale asfalt mięknie jak plastelina, a miasto udaje, że jest normalne. Że nadal jest po prostu dużą aglomeracją w Donbasie, gdzie ludzie kłócą się w kolejkach, dzieci wracają z boiska, a autobusy – jak zawsze – spóźniają się o „pięć minut”, które potrafią trwać pół godziny. Tylko że pod tą codziennością jest drugi obieg. Gęstszy. Cichszy. W nim nie liczy się rozkład jazdy, tylko to, czy dziś po ciebie przyjadą.


W tym mieście żyje i pracuje Stanisław Asiejew – ukraiński dziennikarz i pisarz. Zostaje w Doniecku już po 2014 roku, kiedy miasto przejmują wspierane przez Rosję struktury separatystyczne. Nie wyjeżdża „na bezpieczną stronę”. Zostaje tam, gdzie prawda jest kontrabandą, a zwykłe zdanie może zostać potraktowane jak atak. Pisze pod pseudonimem Stanislav Vasin – bo w Doniecku pseudonim nie jest literacką maską, tylko kamizelką z papieru: cienką, ale czasem jedyną, jaką masz. Publikuje m.in. dla Radia Swoboda w ramach projektu Donbas. Realii Donieckiej Republiki Ludowej, a także dla ukraińskich redakcji.


I pewnego dnia znika. Urywa się kontakt – i nagle człowiek staje się pustym miejscem: niedostarczonym tekstem, milczącym telefonem, drzwiami, za którymi nikt nie odpowiada. A w Doniecku po 2014 roku taka cisza ma swoją definicję: ktoś cię wziął.


To nie jest opowieść z pełnoskalowej wojny 2022+. To wcześniejsza faza konfliktu w Donbasie: Donieck po 2014 roku, lata 2017–2019, okupacyjny aparat, który uczy mieszkańców nowej definicji strachu, z której robi prawo.

Miasto, które udaje państwo


Po 2014 roku Donieck zaczyna funkcjonować jak „państwo z pieczątką”: ma własne „służby”, własne „sądy”, własne „ministerstwa”, własny język, którym wypada mówić. To jest państwo, które nie musi przekonywać – ono może wymusić. W tej rzeczywistości najważniejsza instytucja nie ma szyldu i nie potrzebuje reklamy. Ona działa „po cichu”, a jej walutą jest strach.


ONZ-owscy obserwatorzy praw człowieka w raportach opisują arbitralne zatrzymania, tortury i złe traktowanie w kontekście konfliktu w Donbasie jako zjawisko o skali i wzorcach, które nie wyglądają na przypadek. W samym raporcie OHCHR dotyczącym lat 2014–2021 pojawiają się szacunki tysięcy ofiar tortur i złego traktowania, a także setek przypadków przemocy seksualnej związanej z konfliktem.


Asiejew widzi to z bliska. Z podwórka, z przystanku, z klatki schodowej, gdzie czasem ktoś przestaje wychodzić na spacer i już nigdy nie wraca do normalnego rytmu. Jego teksty są rzadkim oknem na życie w okupowanym mieście – właśnie dlatego są niebezpieczne. 


Pisze tak, jakby mówił: „to nie jest folklor, to nie jest teatr”. A aparat okupacyjny reaguje tak, jak reagują systemy, które nie znoszą świadków: próbuje ich uciszyć.


„Wyrok za cudzysłów”


W Doniecku, gdzie język jest częścią władzy, nawet znaki interpunkcyjne mogą być dowodem. Asiejew opisuje mechanizm, w którym „Doniecka Republika Ludowa” zapisana w cudzysłowie staje się sygnałem „nielojalności”. Cudzysłów oznacza dystans. Dystans oznacza, że nie uznajesz. A jeśli nie uznajesz – to znaczy, że jesteś wrogiem. Wrogiem, którego można wpisać w dowolny paragraf: „szpiegostwo”, „ekstremizm”, „działalność przeciw państwowości”. Brzmi jak prawo. Działa jak pałka.


Międzynarodowe organizacje dziennikarskie i obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że sprawa Asiejewa od początku była symbolem: to nie jest „proces” w normalnym sensie, tylko próba nadania pozorów legalności czemuś, co w istocie jest represją wobec dziennikarza. 


Zniknięcie: kiedy człowiek staje się pustką


To dzieje się nagle jak odcięty kabel. Asiejew przestaje odbierać. Nie odpisuje. Nie ma tekstu, który miał przyjść do redakcji. Nie ma krótkiego „zaraz wrócę”, które uspokaja. Jest cisza, która w Doniecku po 2014 roku nigdy nie bywa neutralna.


Dla bliskich zaczyna się czas, który nie ma dat w kalendarzu, tylko kolejne godziny bez sygnału. Najpierw jest jeszcze odruch tłumaczenia: może bateria, może kłopoty z siecią, może ktoś zatrzymał go „do wyjaśnienia”. Potem przychodzi to słowo, którego nikt nie chce wypowiedzieć: porwanie. A wraz z nim próżnia informacyjna – metoda równie skuteczna, jak przemoc fizyczna.


Izolacja: od sztuki do katowni


Żeby zrozumieć, gdzie trafia Asiejew, trzeba cofnąć się do czerwca 2014 roku. Na obrzeżach Doniecka działała wcześniej przestrzeń sztuki współczesnej: teren dawnej fabryki materiałów izolacyjnych, przekształcony w centrum kultury. To miejsce miało w sobie coś z obietnicy – że nawet w przemysłowym mieście można zbudować wyspę wolności, języka, idei.


9 czerwca 2014 roku teren przejmują siły okupacyjne. Od tej chwili Izolacja przestaje być nazwą artystyczną. Staje się nazwą miejsca, o którym mówi się szeptem: nielegalne więzienie, baza wojskowa, przestrzeń, w której ludzie są trzymani bez kontaktu ze światem i poddawani przemocy. Tak opisuje to Fundacja IZOLYATSIA, a w kolejnych latach świadectwa byłych więźniów i organizacji praw człowieka dokładają do tego obrazu kolejne warstwy: tortury, wymuszenia, praca przymusowa


Asiejew trafia właśnie tam, do miejsca, które ma logikę fabryki. Tyle że produktem jest posłuszeństwo. Jak daleko posunięte? Niech za zobrazowanie posłuży choćby fakt, że na dźwięk kroków, więźniowie natychmiast wkładają na głowę czarny worek.


Procedura przemocy


Izolacja nie jest dlatego tylko nazwą miejsca. To słowo, które działa jak klucz do drzwi, które same się zatrzaskują. Dawna fabryka i schrony, które kiedyś miały chronić przed bombą, stają się scenerią innego rodzaju zagrożenia – codziennego, powtarzalnego, ułożonego w procedurę. Nie ma tu „incydentów”. Jest rytm, który wraca jak zegar: noc, kroki, wezwanie, korytarz. I poczucie, że nie ma dolnej granicy.


W „Świetlanej drodze” nie brakuje opisów tortur, jakie stosowano wobec osadzonych To tylko jeden z wielu, który pokazuje, że bez względu, ile czasu więzień siedzi w Izolacji, nie jest w stanie przyzwyczaić się do kreatywności oprawców.


Przez jakiś czas okładali mnie w jedno miejsce, nieco ponad kolanem. Już po kilku minutach skóra pod dżinsami napęczniała jak bańka mydlana. W Izolacji takich ludzi później będzie się nazywać sygnalizatorami, ze względu na efekt. Po całym ciele rozlewa się siniak – najpierw fioletowy, z czasem żółto-zielony. Pewnego razu do sąsiedniej celi wnieśli i złożyli na podłodze sygnalizatora, nakryli go kocem i zabronili przełożyć na pryczę. Przeleżał tak do rana. Ze mnie będzie częściowo sprawny sygnalizator. Przyjmując ciosy, musiałem odpowiadać na pytania czekistów siedzących naprzeciwko, mniej więcej takie: 'Skąd się urwałeś, bydlaku? Jakim prawem negujesz wybór ludzi, którzy chcą mieszkać w oddzielnym kraju?'. Jeśli zamyśliłem się choćby na sekundę lub próbowałem wyjaśnić, że ból nie pozwala mi się skoncentrować, bili mocniej i z większą częstotliwością. Już to zakrawało na absurd: miałem 'prowadzić konwersację' i udawać, że nie spada na mnie gumowa pałka” – pisze Asiejew.


A w innym momencie dodaje: „Każdego dnia łzy, krzyki, cierpienie – nie ma tu ani kropli miłości. Mam dwadzieścia osiem lat, ręce drżą mi jak u starca, a obok mnie siedzą ludzie, którzy w ciągu miesiąca osiwieli. Jeśli Bóg istnieje, to albo jest okrutnikiem, albo nigdy tu nie trafił” – z goryczą dodaje dziennikarz.


W Izolacji przesłuchanie nie służy ustaleniu faktów. Ono służy zbudowaniu wersji. Masz mówić, gdy cię biją. Masz odpowiadać, gdy ciało krzyczy „nie”. Masz udawać normalność w miejscu, które normalność z definicji łamie. Pytania bywają logiczne tylko na początku. Potem zaczynają skakać. Od „szpiegostwa” do absurdów. Od polityki do spraw intymnych. Od „dla kogo pracujesz” do „kogo znasz” i „czemu tak mówisz”. Chaos ma swój cel: rozbić ci w głowie to, co trzyma człowieka przy sobie i poczucie, że świat jest logiczny.


Zakazali mi krzyczeć, powiedzieli, że odetną mi kawałek nosa, jeśli wydam jeszcze choćby dźwięk. Potem któryś demonstracyjnie strzelił mnie pokaźnym tasakiem w nasadę nosa, ostrze było jednak tępe. Przyczepili mi kabel do lewego ucha i musiałem odpowiadać ze skurczami mięśni twarzy. Mówiłem – jak łatwo się domyślić – niewyraźnie, więc za karę jeden z oprawców zwiększał napięcie” – wspomina jedno z przesłuchań i rażenie prądem Asiejew.


W tej logice prąd nie jest „metodą zdobywania informacji”. Prąd jest komunikatem: „my tu decydujemy, co jest prawdą”. A pałka nie jest „karą”. Pałka jest interpunkcją w zdaniu, które ktoś pisze twoim ciałem. I jeszcze jedno: upokorzenie. Nie jako „skutek uboczny”, tylko jako narzędzie.


„Zapytano mnie na przykład, jak często się onanizuję. Koncepcja zasadza się na tym, że zadają ci pytanie tak skonstruowane, że dla nich odpowiedź jest oczywista, a dla ciebie kłopotliwa. Jeśli przesłuchiwany kłamie już na początku, tortury przybierają bardziej okrutną i przewlekłą formę. Poza tym kaci usiłują cię zdekoncentrować – przechodzą na przykład od pytań na temat szpiegostwa (czyli dotyczących oskarżenia) do wiary w Boga i skoków ze spadochronem. Pozorny chaos miał cię zmusić do oczywistego kłamstwa. Na pytanie o spadochron odpowiedziałem: 'Tak', i natychmiast usłyszałem: 'Jaki typ?'. Po odpowiedzi: 'Szybujący', od razu oberwałem prądem i czymś twardym w potylicę. Krzyczeli, że kłamię, Najwyraźniej nie byli wszechwiedzący, liczyło się dla nich jedno – zmusić mnie do zmiany odpowiedzi, żeby pod pretekstem kary za kłamstwo torturować mnie jeszcze ostrzej i dłużej. Pytania o rodzinę i Boga sprawiają, że miękniesz, stwarzają iluzję, że ci odpuszczają, teraz będą 'rozmawiać po ludzku'. Następny impuls elektryczny przysporzy ci znacznie silniejszego bólu”.


I wreszcie dochodzisz do ściany, której nie da się przegadać ani przemilczeć. Do miejsca, gdzie przestajesz wierzyć, że krzyk coś zmieni – bo tu krzyk jest tylko kolejnym dźwiękiem w procedurze. To jest moment, w którym człowiek zostaje sam ze swoją kruchością – i z pytaniem, które w normalnym świecie można odłożyć na później. Tam „później” nie istnieje. Tam wiara nie jest tematem do dyskusji. Jest czymś, co pęka albo trzyma – a czasem pęka właśnie dlatego, że trzymało zbyt długo.


Czytaj też: Łotwa widzi te same sygnały, które Moskwa wysyłała przed atakiem na Kijów

Zerwanie z Bogiem


W Izolacji wiara nie umiera w jednym geście. Raczej ściera się z dźwiękiem, który wraca noc po nocy. Asiejew tak to zapamiętał:


„Doskonale pamiętam moje zerwanie z Bogiem. Nastąpiło jesienną nocą 2017 roku (…) po raz trzeci słyszałem, jak w sąsiedniej monitorce kogoś torturują. Odgłosy wskazywały, że chłopaka bili po genitaliach”.


Nie ma tu przestrzeni na „modlitwę na spokojnie”. Jest sąsiednia cela, cienka ściana i rytm, który rozwala głowę. „Nieustannie pytali o jakieś listy: ostry trzask, krzyk, pytanie – i znowu trzask, tak od paru godzin. Głowa pękała, o spaniu nie było mowy”.


I wtedy pojawia się myśl, która nie jest filozofią. Jest reakcją na to, co słychać obok: „Od dzieciństwa aż do tamtej chwili regularnie modliłem się przed zaśnięciem. Przez dwadzieścia lat opuściłem wieczorny pacierz zaledwie raz – w dniu, gdy mnie aresztowano i po torturach wtrącono do piwnicy. Jeszcze od czasów szkolnych nosiłem na szyi drewniany krzyżyk, miałem go na sobie w noc zerwania. Przez moją głowę jak błyskawica przemknęła myśl: jeżeli Bóg jest wszechobecny, to znaczy, że teraz siedzi w monitorce obok tego chłopaka i z uśmiechem obserwuje tortury”. I dodaje: „Jeśli Bóg istnieje, to albo jest okrutnikiem, albo nigdy nie trafił na ulicę Świetlanej Drogi 3”.


Tyle wystarczy, żeby „Bóg” w tej historii nie był tematem teologicznym, tylko granicą psychiki. Po tej granicy zostaje już tylko system: niepytający o sens, tylko sprawdzający, co jeszcze da się zabrać.


Czytaj też: Objęte sankcjami towary trafiają do Rosji. Przejeżdżają przez polską granicę

Anton Pałycz. Sadysta, gwałciciel, kat, psychopata


W Izolacji nazwiska są jak amunicja: lepiej ich nie rozsypywać. Asiejew trzyma się tej zasady niemal do końca. Nie chce, by straumatyzowani, często też zgwałceni ludzie czytali o sobie w książce Asiejewa. Z kolei co do władz więzienia, dziennikarz tłumaczy to tak: „dopóki nikogo nie ukarano, a oni torturują w najlepsze, czuliby się zaszczyceni, widząc swoje nazwiska w tekście. Wierzcie mi, żaden z nich nie żałuje. Każde słowo tej książki to dla nich żart”.


Ale robi jeden wyjątek, bo bez niego nie da się wytłumaczyć, jak działało to miejsce.


To wyjątek dla zła absolutnego, pana i władcy Izolacji, zwanego Pałyczem. Bez Pałycza „Izolacja” w ogóle by nie istniała.


Pałycz nie jest „kolejnym strażnikiem”. To jest człowiek, który nadaje miejscu rytm i ustawia relacje między ludźmi tak, żeby nikt nawet nie myślał o wspólnym oporze. Asiejew nie bawi się w miękkie określenia, nie łagodzi, nie zostawia furtki. Tnie prosto:


„Co można powiedzieć o tym człowieku? […] Zawzięty sadysta, gwałciciel, kat i alkoholik, klasyczny psychopata, a jednocześnie wytrawny psycholog o nietuzinkowym poczuciu humoru. To właśnie on stworzył w Izolacji system, w którym więźniowie zaczynali się nawzajem nienawidzić, co wykluczało choćby cień szansy na bunt”.


Władza Pałycza nie jest „brutalnością” w potocznym sensie. To jest władza, która lubi się słyszeć. On potrafi mówić jak ktoś, kto wygłasza program – tylko że jego państwo to korytarz i cele.


„– Wiem, będziesz pisać, że my tu bijemy, że się znęcamy, żeśmy nie ludzie, a zwierzęta. […] – Zapamiętaj sobie – mówił coraz szybciej […] – cała ta wojna trzyma się na takich jak ja. […] – Ja tu jestem Bóg, przywódca i sędzia. Zgadza się, katuję, ale wyniki mam bez zarzutu. […] Łapiesz, dziennikarzyno?”


Czytaj także: „Globalna awaria” w Aerofłocie. Problemy z odprawą pasażerów i biletami

Seks. „Podmyj się” jako sygnał


Seks w Izolacji nie jest tematem, tylko narzędziem. Takim samym jak kabel, taśma, pałka – tylko trudniejszym do opowiedzenia, bo ma zostawić człowieka z piętnem, które działa długo po wyjściu na wolność. Asiejew pisze o tym bez ozdobników: tu nie chodzi o pożądanie ani „więzienny folklor”, tylko o kontrolę, upokorzenie i strach. W tym miejscu ciało jest częścią przesłuchania. Granice – elementem regulaminu, który oprawca może przesunąć, kiedy chce.


Asiejew notuje, że to, co działo się w Izolacji, „przerażało nawet ludzi z dwudziestoletnim stażem łagrowym”, a „pan tego obozu koncentracyjnego miał fioła na punkcie seksu” – rozumianego „na sposób dewianta”, „ze wszystkimi właściwymi mu zboczeniami”, co „skutkowało złamanym życiem dziesiątek ludzi”. Dziennikarz podkreśla, że ta obsesja była wszędzie: w słownictwie i w zachowaniu. Opisuje sceny, w których Pałycz potrafił otworzyć drzwi do łaźni podczas kąpieli dwóch więźniów i zrobić z tego publiczne upokorzenie: miał krzyczeć „na całą Izolację”, że widzi „gejów”, „którzy właśnie robią sobie nawzajem dobrze”, a „komunikat” – ze „specyficzną intonacją” – był „naszpikowany przekleństwami”. I dopowiada, że Pałycz uważał się przy tym za dowcipnego.


Przy kobietach – pisze – mechanizm był równie prosty, tylko bardziej „adresowy”: Pałycz „szydził niemal identycznie”, a w drzwiach padała „propozycja umycia krocza bądź seksu oralnego”. Dalej Asiejew pokazuje, jak w tym miejscu nawet neutralne słowa stają się kodem. Cytuje hasło, po którym w celi robi się ciszej: „Podmyj się”. Wyjaśnia, że te słowa znaczyły, iż „którąś z lokatorek sąsiedniej, damskiej celi zaprowadzą dziś na pierwsze piętro”, a dla kobiet „pierwsze piętro było równoznaczne z gwałtem”. Tam miał być „pokój pana Izolacji”; tam prowadzano więźniarki, którym rozkazywał „starannie się umyć” przed wizytą na górze.


Asiejew dodaje, że przemoc seksualna była też używana jako groźba wobec niego – jako dźwignia w „czynnościach”. Opisuje moment, w którym „pod koniec tortur” pada sugestia, że zostanie odprowadzony do celi i „od razu pierwszej nocy” go tam „przecwelą”; że jeśli chce siedzieć „w jedynce”, ma jak najszybciej „wszystko podpisać”. I zaznacza: później okazało się, że ta groźba „nie była blefem”. Pisze też o ludziach „od tej roboty”, których kaci mieli trzymać przy sobie, a potem ukrywać w oddzielnych celach, „żeby nie rozerwano ich na kawałki”.


Na końcu wraca do rzeczy, która wszystko spina: poczucie absolutnej bezkarności – i do materiału, który, paradoksalnie, bezkarność dokumentował. Asiejew pisze o „skrupulatnej dokumentacji”: że „w każdej celi, w karcelach, w każdej piwnicy zamontowano kamerę wideo”, że są „terabajty danych”, „setki godzin materiału dla międzynarodowych trybunałów”. I stawia pytanie wprost, jakby sprawdzał granice świata: „czy można „przez sześć lat kpić ze wszystkich raportów ONZ i bezczelnie nagrywać swoich przestępstw”? Mogą? W takim razie Izolacja udziela odpowiedzi na pytanie o to, czym jest nasz świat. Cały absurd, całe okrucieństwo i cała niesprawiedliwość skoncentrowały się tutaj: przy ulicy Świetlanej Drogi 3. Brak kary i brak odwetu, kpiny z pokonanych – z nas. Wiele osób z wytęsknieniem oczekuje przyszłego sądu, ostatecznego. Ja w niego nie wierzę. W co wierzę? W rechot tych ludzi w piwnicy, kiedy przyklejają kogoś taśmą do stołu”.

Uwolnienie. Ręce dalej drżą jak u 70-latka


29 grudnia 2019 roku Donbas wygląda jak miejsce, w którym nawet powietrze ma procedury. Na punkcie kontrolnym w okolicach Majorskiego ludzie wysiadają z autobusów i przez chwilę nie wiedzą, czy wolno już oddychać normalnie. które wracają z nicości.


Wtedy dochodzi do wymiany przetrzymywanych między Ukrainą a okupowanym Donbasem. Na liście jest Stanisław Asiejew. Wraca na wyczekiwaną wolność, ale tylko w sensie geograficznym. Nie wraca do świata, w którym da się po prostu zamknąć drzwi i zapomnieć. Bo Izolacja działa jak procedura także po wyjściu: zostawia w pamięci rytm kroków, w ciele odruchy, w języku pauzy. Ktoś, kto długo był „zniknięty”, uczy się na nowo najbardziej banalnych rzeczy: że telefon dzwoni i to nie jest sygnał do paniki; że cisza w mieszkaniu nie oznacza, że zaraz otworzą się drzwi.


„Teraz będę zajmował się zdrowiem, jest szereg problemów” – to jedno z pierwszych zdań, które wypuszcza w świat po wyjściu z niewoli. Nie ma w nim triumfu. Jest rachunek strat i natychmiastowe ustawienie priorytetów: ciało do naprawy, głowa do odzyskania, a obok tego ci, którzy zostali. „W najbliższej przyszłości pierwszym zadaniem będzie uwolnienie tych, którzy wciąż zostają w niewoli” – deklaruje.


Wolność nie działa jak przełącznik. Asiejew mówi o niej, jak o czymś, do czego trzeba się dopiero nauczyć wracać. „Jeszcze nie. Widzę cały szereg problemów psychologicznych” – przyznaje, gdy pytają, czy już „normalnie” żyje. Zwykłe, telewizyjne studio potrafi uderzyć jak obce terytorium: „Nawet format w studiu to dla mnie mikroszok”.


I dlatego pierwsze tygodnie „po” nie wyglądają jak odpoczynek, tylko jak próba odzyskania głosu w warunkach, w których głos przez lata był używany przeciwko niemu. Asiejew wraca do swoich notatek jak do dowodu na to, że to, co przeżył, nie zostanie zasypane cudzymi wersjami. „Przed wymianą schowałem w jego listach własne rękopisy… dziś mi je przekazał” – mówi o sposobie, w jaki ratował teksty przed konfiskatą. Ten gest jest ważny nie tylko literacko. To logika świadka: ocalić zapis, żeby potem nie trzeba było udowadniać, że w ogóle istniałeś jako człowiek, a nie jako „sprawa”.


Z czasem widać, że skutki niewoli nie siedzą wyłącznie we wspomnieniach. Ciało zdradza emocje szybciej niż słowa: „Ręce drżały mi jak u 70-latka. I teraz też drżą – zostało” – mówi po roku po wyjściu na wolność.


Jednak wolność z 2019 roku przestaje być finałem, a staje się jednym z rozdziałów dłuższej walki. Asiejew w sierpniu 2024 r. mówi o strachu przed ponownym uwięzieniem, już w realiach kolejnych lat wojny: „Strach, że Rosjanie znów mnie uwiężą, ściska mnie”. W tym jednym zdaniu jest cała jego powojenna biografia: wolność jako zadanie, pamięć jako obowiązek i życie „po” jako ciągłe sprawdzanie, czy świat nauczył się czegokolwiek z miejsca, które miało nie istnieć.


Pałycz przed sądem w Kijowie


Listopad 2021 roku przynosi w tej historii ważny zwrot: Pałycz przestaje być tylko przezwiskiem krążącym w relacjach i zaczyna mieć status podejrzanego w realnym, ukraińskim postępowaniu. SBU ogłasza jego zatrzymanie w Kijowie 9 listopada 2021 r. – Denis Kulikowski (prawdziwe nazwisko Pałycza), wskazywany jako były komendant Izolacji, trafia w ręce służb już po latach działania katowni w okupowanym Doniecku.


Od tego momentu sprawa idzie dwutorowo. Zarzuty dotyczą jego roli w systemie nielegalnego przetrzymywania ludzi, tortur i przymusu pracy w Izolacji, a postępowanie staje się jednym z nielicznych przypadków, w których „Izolacja” wychodzi z mroku świadectw i wchodzi do akt sądowych. Ale nie obchodzi się bez kontrowersji: część obrońców praw człowieka i autorów publikacji stawia pytania o to, jak Kulykovskyi funkcjonował po 2019 roku i czy mógł mieć relacje z ukraińskimi służbami.


3 stycznia 2024 r. zapada wyrok. Sąd w Kijowie skazuje Denisa Kulikowskiego na 15 lat więzienia z konfiskatą mienia. Media relacjonują to jako przełomowy moment: pierwszy tak wyraźny sygnał, że za Izolację można dostać realną karę, a nie tylko złą sławę. W materiałach podkreślano też, że proces toczył się w dużej mierze za zamkniętymi drzwiami, ale sam werdykt ogłoszono oficjalnie.


Potem jest jeszcze jedna próba „rozszczelnienia” tej sprawy – apelacja. Pod koniec października 2024 r. sąd apelacyjny nie uwzględnia skargi obrony i utrzymuje wyrok w mocy.


To nie zamyka historii „Izolacji”. Zamyka tylko jeden, bardzo ważny wątek: Pałycz przestaje być legendą z piwnic, a staje się skazanym z numerem sprawy. I właśnie dlatego ten wyrok działa jak klin: nie rozlicza całego systemu, ale wbija w niego datę, nazwisko i odpowiedzialność.

Historia, która stała się teraźniejszością


A potem przychodzi 24 lutego 2022 roku – .pełnoskalowa wojna Rosji z Ukrainą. Mechanizm, który w Doniecku działał latami po cichu, nagle rozlewa się szerzej – w raportach, w relacjach rodzin, w listach z kolonii karnych, w powtarzalnym słowniku. Zmieniają się nazwy miejsc, zmieniają się mundury, ale nie zmienia się logika: człowiek ma zniknąć z pola widzenia. Ma stać się „sprawą”, numerem, „materiałem do wymiany”, a najlepiej – ciszą. Świat to widzi: kamery, satelity, zdjęcia, komunikaty, rezolucje. I jednocześnie widzi coś jeszcze – że wiedza nie zawsze jest hamulcem. Czasem jest tylko tłem, na którym dzieje się dalej.


Dlatego Izolacja nie jest historią z archiwum. Jest instrukcją ostrzegawczą. Jeśli raz uznasz, że piwnica może być „metodą”, a tortury „narzędziem”, to następnego dnia ktoś zastosuje to samo wobec kolejnych – już nie w jednym okupowanym mieście, tylko na całej mapie wojny.


Wyrok dla „Pałycza” jest potrzebny, bo nazywa sprawcę. Ale równie potrzebne jest coś, co nie mieści się w aktach: upór, by nie zgubić ofiar w szumie informacji. Bo dopóki ktoś wciąż siedzi w niewoli – w Rosji i na okupowanych terytoriach – dopóty ta historia nie ma kropki. Ma tylko pytanie, które wraca jak dźwięk syreny w więziennym korytarzu: ile jeszcze razy świat obejrzy to samo i nazwie to „kolejnym raportem”, zamiast potraktować jak alarm.

Kategorie: Telewizja

Zawsze smacznie i prosto. Przepis na idealne śniadanie - ciasto owsiane z marchewką i bananami

Dziennik - 14 godzin 9 min. temu
Oto przepis na cisto z marchewką, bananami i płatkami owsianymi, które może być idealne na śniadanie do biura lub na uczelnie. Przepis łączy kilka pożywnych i naturalnych składników, które praktycznie są w każdej kuchni. A jeśli w przepisie jest słowo „ciasto”, to dzień praktycznie zaczyna się od małego prezentu dla siebie. Będzie jeszcze zdrowsze i smaczniejsze, jeśli dodamy owoce i orzechy. Ewa Kranz
Kategorie: Prasa

Chaos na pokładzie. Groził załodze i wyskoczył przez drzwi

TVP.Info - 14 godzin 10 min. temu

Film opublikowany w sieci pokazuje, jak w pewnym momencie pasażer porusza się po kabinie ubrany jedynie w bieliznę. Zaczął krzyczeć na obsługę i domagał się otwarcia drzwi samolotu.


Awaryjne lądowanie po agresywnym zachowaniu pasażera AirAsia

Miał krzyczeć do personelu: „Nie dotykaj mnie” w języku angielskim. „Czy oni chcą, żebyśmy tu umarli?” – dopytywał.


Po lądowaniu w Bangkoku sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna. Zanim schody ewakuacyjne zostały podłączone, mężczyzna przeskoczył przez otwarte drzwi samolotu na płytę lotniska i zranił nogę.



Został zatrzymany przez tajlandzką policję na płycie lotniska. Na razie linie lotnicze AirAsia nie skomentowały publicznie incydentu.


Czytaj też: Kamienie, race i podpalanie aut. Bitwa demonstrantów z policją w Turynie

Kategorie: Telewizja

Prezydencka podwyżka emerytur. Eksperci w szoku

Zakład Ubezpieczeń Społecznych ocenił prezydencki projekt ustawy zmieniający zasady waloryzacji emerytur i rent. W swojej analizie wskazuje, że niektóre z zaproponowanych rozwiązań mogą okazać się zbędne. ZUS podkreśla również, że w projekcie planu finansowego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie uwzględniono wydatków wynikających z wprowadzenia nowych przepisów.
Kategorie: Portale

Pierwsze polskie nazwisko w aktach Epsteina. Były tenisista zabrał głos

Dziennik - 14 godzin 21 min. temu
Amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości opublikowało około 3 mln stron dokumentów z akt dotyczących Jeffreya Epsteina. Znalazło się tam nazwisko wybitnego polskiego tenisisty - Wojciecha Fibaka. Były sportowiec zabrał głos w tej sprawie. Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa

Strzelanina podczas parady w Luizjanie. Pięć osób rannych, w tym dziecko

TVP.Info - 14 godzin 24 min. temu

Strzelanina miała miejsce około godziny 12:20, krótko po rozpoczęciu parady „Mardi Gras in the Country” w miasteczku Clinton, około 50 kilometrów na północ od Baton Rouge (stolicy stanu Luizjana). Portal The Advocate podał, że oddano dziesiątki strzałów.

 

Wiadomo, że doprowadziło to do paniki wśród zgromadzonych. Pociski zraniły pięć osób, w tym sześcioletniego chłopca. Poza postrzelonymi obrażeń miał doznać mężczyzna potrącony przez samochód i kobieta poturbowana przez uciekający tłum.

 

Zastępca szeryfa Bill Cox wyjaśnił, że zatrzymano trzy osoby z bronią palną, które znajdowały się pobliżu miejsca zdarzenia, ale nie jest jasne, czy były one zaangażowane w strzelaninę.

 


Gubernator Luizjany Jeff Landry nazwał strzelaninę „absolutnie przerażającą i nieakceptowalną” w poście zamieszczonym w mediach społecznościowych w sobotę. „Nie pozwolimy na bezprawie w tym stanie” – napisał Landry.

 

Agencja AP podaje, że według niezależnego stowarzyszenia Gun Violence Archive (GVA), od początku roku w USA miały miejsce już co najmniej 24 masowe strzelaniny. GVA definiuje strzelaninę masową jako taką, w której cztery lub więcej osób zostaje rannych lub zabitych.

 

Czytaj także: Egzekucja na ulicy Berlina. Ofiara miała liczne rany postrzałowe

Kategorie: Telewizja

Zmiana od 1 lutego. Tych banknotów nie przyjmą już w sklepie

Od 1 lutego w Bułgarii płatności będzie można dokonywać wyłącznie w euro. Okres podwójnego obiegu, w którym akceptowano również lewa, zakończy się z końcem stycznia. Nowa waluta całkowicie zastąpi dotychczasowy środek płatniczy.
Kategorie: Portale
Subskrybuj zawartość