LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
AktualnościZnamy liczbę wolnych dni w 2026 roku. Zapadły ostateczne decyzjeSejm i Senat zajęły się rozpatrzeniem petycji, których autorzy postulowali wykreślenie z katalogu dni wolnych od pracy Święta Trzech Króli obchodzonego 6 stycznia. Parlament zajmował się też propozycją ustanowienia Wielkiego Piątku świętem ruchomym, a zarazem dniem wolnym od pracy.
Kategorie: Portale
Opłata od smartfonów na razie utknęła. 1 stycznia nie trzeba się martwićOd 1 stycznia 2026 r. rząd planował pobierać tzw. opłatę od smartfonów. Zmiana przepisów wywołała w Polsce duże obawy i kontrowersje, ponieważ smartfony miały przez opłatę zdrożeć w nowym roku. Ministerstwo kultury wszystkich jednak zaskoczyło.
Kategorie: Portale
Z tymi tekstyliami nie trzeba jechać do PSZOK. Ministerstwo daje zielone światłoMimo wprowadzenia obowiązku selektywnej zbiórki tekstyliów, nie wszystkie muszą jednak trafiać do PSZOK-u. Zanieczyszczone i zużyte materiały można wyrzucać do pojemnika na odpady zmieszane, gdyż nie są one przeznaczone do recyklingu - przyznało wreszcie w 2025 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Kategorie: Portale
Takich wodomierzy jeszcze nie było. Mieszkańcy zyskają pełny dostępKomunalna spółka Legnickie Wodociągi wprowadza nowoczesny system zarządzania wodą, który między innymi zapewni klientom łatwiejszy dostęp do informacji o jej zużyciu. Wdrażane rozwiązanie wykorzystuje technologię internetu rzeczy w branży wodociągowej.
Kategorie: Portale
Największe wtopy roku w polskiej polityce. Jedna spektakularna klapa i kilka wstydliwych wpadekZapomniany przez wszystkich Andrzej Duda w Kanale Zero czy Szymon Hołownia, który pod osłoną nocy spotykał się z Jarosławem Kaczyńskim, porzucił partię, ale i tak nie dostał pracy w ONZ? A może kilka koszmarnych wpadek Konfederacji? Podsumowujemy wtopy roku w polityce.
Kategorie: Prasa
Szukają pracowników. 8 tys. zł i mnóstwo dodatków do wzięciaStraż Ochrony Kolei, odpowiedzialna za bezpieczeństwo na dworcach, torach i w pociągach, poszukuje nowych pracowników. Jakie wymagania trzeba spełnić, by do niej dołączyć, i jakie wynagrodzenie oferuje? Osoby przyjęte mogą liczyć nie tylko na atrakcyjną pensję, lecz także na liczne dodatki i przywileje.
Kategorie: Portale
Konar zerwał sieć trakcyjną. Stanął pociąg PKP Intercity41 pasażerów utknęło koło Nidzicy w pociągu PKP Intercity Kormoran relacji Olsztyn Główny - Kraków Główny. Przyczyną jest zerwana przez konar drzewa sieć trakcyjna.
Kategorie: Telewizja
Zabójstwo taksówkarza w Giżycku. Szokujące ustalenia policji78-letni taksówkarz został zabity w noc sylwestrową w Giżycku w woj. warmińsko-mazurskim. Policja zatrzymała 37-letniego mężczyznę. RMF FM przekazało szczegóły w tej sprawie.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Zmiany w prawie pracy. Od stycznia m.in. nowe zasady naliczania stażuOd 1 stycznia 2026 roku okresy prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej i wykonywania pracy na podstawie umów-zleceń będą wliczały się do stażu pracy. Korzystnych zmian jest więcej. Wzrosły między innymi stawka godzinowa i płaca minimalna.
Kategorie: Telewizja
Niemcy mają ofertę dla Polaków. Podwyżka dla każdegoCoraz mniej pracowników z Europy Wschodniej decyduje się na wyjazd do pracy w Niemczech, co rodzi obawy o niedobory kadrowe. Sytuację może zmienić podwyżka płacy minimalnej do 13,90 euro w 2026 r. i 14,60 euro w 2027 r., czyli ponad 61 zł za godzinę. Wyższe wynagrodzenia mają ponownie przyciągnąć zagranicznych pracowników na niemiecki rynek pracy. Chodzi również o Polaków.
Kategorie: Portale
Jak Amerykanie zawieruszyli dwa kilo plutonu w HimalajachZimna wojna to nie tylko konflikt Wschodu z Zachodem, komunizmu z demokracją, Moskwy z Waszyngtonem, świata zmuszanego do całowania butów wyznawców zbrodniczej ideologii z „wolnym” światem. Była to wojna o wpływy, ale przede wszystkim okres pełen koszmarnych i tragikomicznych absurdów. Ludzkość za sprawą chorych ambicji kilkudziesięciu osób znalazła się na krawędzi zagłady. W 1947 roku – kilka miesięcy po słowach Winstona Churchilla, że „od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Morzem Adriatyckim zapadła żelazna kurtyna, dzieląc nasz Kontynent” – gdy zimna wojna zaczynała gorzeć, naukowcy przygotowali symboliczny Zegar Zagłady. Pomysł opracowany przez badaczy zrzeszonych w „Bulletin of the Atomic Scientists” na Uniwersytecie Chicagowskim zakładał, że północ to nuklearna zagłada ludzkości, zaś różne działania przywódców mogą to zagrożenie oddalać lub przybliżać. W swojej pierwotnej wersji zegar wskazał najbardziej niepokojącą godzinę – 23.58 – w 1953 roku. W listopadzie poprzedniego roku Stany Zjednoczone przeprowadził swój pierwszy test termojądrowy w ramach Operacji Ivy. Bomba King miała siłę około 500 kiloton (dla porównania bomba zrzucona na Hiroszimę miała 15 kiloton). W sierpniu następnego roku, już po śmierci Józefa Stalina, na poligonie w Semipałatyńsku (obecnie Semej w Kazachstanie) Rosjanie przeprowadzili testową eksplozję własnej bomby wodorowej. RDS-6S – znana na Zachodzie jako „Joe-4” – miała siłę 400 kiloton, co wystarczyło, by zniszczyć budynki w promieniu 4 km czy przesunąć most kolejowy o 200 metrów. Takie igranie wprawiało w ruch Zegar zagłady w okresie zimnej wojny i wprawia dziś po dołożeniu nowych zagrożeń jak zmiana klimatu. Bandycka agresja Rosji na Ukrainę i wojna hybrydowa Kremla wobec Zachodu, rozprzestrzenianie się broni masowego rażenia, zagrożenia biologiczne czy postęp technologiczny sprawiają, że obecnie mamy godzinę 23.58 i 31 sekund. To oznacza, że jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko zagłady. Głównymi osiami zimnej wojny były wyścig zbrojeń i wojny zastępcze, czyli konflikty zbrojne toczone w Azji, Afryce czy Ameryce Łacińskiej, gdzie Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki wspierały przeciwne strony. Najsłynniejszą była oczywiście wojna w Wietnamie, podczas której rywalizacja Waszyngtonu i Moskwy na szczęście nie eskalowała napięć do etapu zrzucenia na rywala bomby atomowej. Od kiedy wojskowi zwęszyli potencjał z uwalniania energii z atomu, nuklearny miecz Damoklesa na zawsze zawisł nad ludzkością. Okres zimnej wojny to czas, gdy rozmaite idiotyczne pomysły mogły zakończyć się hekatombą. Wiele na lata zostało utajnionych. Dziś jednocześnie fascynują, ale i przerażają. Jednym z takich incydentów było zgubienie przez Amerykanów urządzenia nuklearnego w Himalajach. Ono do dziś gdzieś tam jest. Przenieśmy się do 1965 roku. Lekka odwilż, godzina 23.48 na Zegarze zagłady – od dwóch lat funkcjonuje Układ o zakazie prób broni nuklearnej w atmosferze, w przestrzeni kosmicznej i pod wodą, podpisany 5 sierpnia 1963 roku w Moskwie, między Związkiem Sowiecki, Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią. W tym czasie jednak zaczyna się wybijać nowe mocarstwo atomowe – komunistyczne Chiny. Kilkanaście lat po ukonstytuowaniu Chińskiej Republiki Ludowej kraj zacofany dołączył do grona mocarstw jądrowych. Mao Zedong szybko postawił na program atomowy, oceniając, że jego rodacy bardziej go potrzebują niż jedzenia, szkół czy szpitali. Zwieńczeniem pierwszego etapu był detonacja pierwszej bomby 16 października 1964 roku na poligonie Lop Nor w prowincji Xinjang. Bomba została wybudowana przy pomocy sowietów, choć już wtedy, po śmierci Stalina, relacje na linii Moskwa-Pekin uległy znaczącemu ochłodzeniu. Amerykanie nie bardzo mieli pomysł jak wykorzystać ten rozłam, dalej wspierali Tajwan, utrzymując z kontynentalnymi Chinami stosunki co najwyżej umiarkowane. Ponieważ był to czas zimnej wojny, amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza miała masę co lepszych pomysłów, jak podejść Chińczyków. Jednym z najbardziej oryginalnych i tajnych – a trzeba pamiętać, że wtedy wszystko było tajne przez poufne – było zainstalowanie anteny zasilanej atomowym generatorem na szczycie w Himalajach. Było tak. Generał Curtis LeMay, szef sztabu Sił Powietrznych USA – pomysłodawca najbardziej zabójczego nalotu w historii, i nie były to Hiroszima czy Nagasaki – uczestniczył w pewnym przyjęciu koktajlowym. Był na nim też Barry Bishop, fotograf pracujący dla magazynu „National Geographic” i wspinacz, który miał na koncie między innymi Mount Everest. Bishop zachwalał widoki ze szczytów w Himalajach, z których rozpościera się piękny widok na setki kilometrów głąb Tybetu i Chin. LeMay dodał dwa i dwa. Generał szepnął komu trzeba i do fotografa zgłosili się agencji CIA. Poprosili o zorganizowanie tajnej ekspedycji pod przykrywką badań naukowych. Zadaniem Bishopa było znalezienie śmiałków i stworzenie przykrywki. Alternatywną operacją była fikcyjna „Sikkimska Ekspedycja Naukowa”. Zatrudnienie zapalonego wspinacza Jima McCarthy'ego to tajnej akcji było już na serio. Płacono mu niebagatelny tysiąc dolarów miesięcznie za „zadania w zakresie bezpieczeństwa narodowego”. Namówienie indyjskiego rządu do udzielenia pomocy nie nastręczało trudności. Delhi chętnie przystało na propozycję. Obawiano się bowiem wzrostu znaczenia komunistycznych Chin, szczególnie po przegranej wojnie jesienią 1962 roku. Porażka kosztowała utratę Aksai Chin i Północno-Wschodniego Obszaru Granicznego (NEFA) – górzystych terenów pozbawionych znaczenia gospodarczego i strategicznego, których jedyną wartością był prestiż ich posiadania. Wyznaczony do kierowania akcją wspinaczkową kpt M.S. Kohli nie był jednak do niej przekonany. „To była bzdura” – mówił później. Kręcił nosem między innymi na pierwszy cel CIA – Kanczendzongę (8586 metrów n.p.m.), trzeci co do wysokości szczyt świata. „Powiedziałem im, że ktokolwiek doradza CIA, jest idiotą” – opowiadał. Co ciekawe, także McCarthy był zdania, że Kanczendzonga to samobójstwo. „Spojrzałem na ten plan Kanczendzongi i powiedziałem: 'Zwariowaliście?'” – odnotowano słowa młodego prawnika. Ostatecznie wybór padł na nieco niższą górę Nanda Devi (7816 metrów n.p.m.), ale też z efektowną panoramą na Chiny. Perspektywy wywiadowcze może i były obiecujące, ale sama góra to potwór. Nazwano ją na cześć Kali, żony Śiwy, hinduistycznej bogini śmierci. Patronka dobrana idealnie. Ściany mają wysokość nawet 4 tysiące metrów, odsłonięta grań między szczytami liczy przeszło 3 kilometry. Śmiałkom towarzyszy silny wiatr, ostre krawędzie. Jeden błąd i spada się setki metrów w dół. Pierwsze zdobycie wschodniego wierzchołka w 1951 roku sirdar Tenzing Norgay, późniejszy pierwszy zdobywca Everestu, uważał za swoją najtrudniejszą wspinaczkę. Szczyt zdobył zresztą przypadkiem. Razem z Francuzem Louis Dubostem ruszył na poszukiwania towarzyszy, Rogera Duplata i Gilberta Vignesa, którzy zginęli podczas przekraczania grani szczytowej. Za kulisy operacji CIA zajrzeli dziennikarze „New York Times”. Zasady rekrutacji śmiałków były proste – kandydat musiał umieć się wspinać i trzymać gębę na kłódkę. Wybrańców wspierali Szerpowie. Grupa miała wnieść i zainstalować antenę, kable oraz SNAP-19C, czyli zasilanej plutonem generator, podobne do dziś są w użyciu przy eksploracji głębin morskich czy przestrzeni kosmicznej – siedem prętów z paliwem nuklearnym, rozpraszacze ciepła i tak dalej. Cały zestaw ważył około 23 kilogramów. Wspinaczka została zorganizowana na łapu-capu. Wspinacze zostali przetransportowali na górę we wrześniu 1965 roku. Żaden styl oblężniczy i droga od podnóża – helikopter wysadził ich już na dużej wysokości, efekt był taki, jaki musiał być – kilku członków ekipy się rozchorowało. Ludzie nie byli przyzwyczajeni nie tylko do wysokości, ale i zimna. Łatwiej było sobie poradzić z zimnem – pomagał pluton, izotop Pu-238 jako radioaktywne paliwo wydziela bowiem ciepło. Wszyscy chcieli jednocześnie być blisko bagażu oraz jak najdalej od niego. Zgoda wśród Szerpów panowała tylko co do tego, że nikt nie chciał go targać. „Wtedy nie mieliśmy pojęcia o niebezpieczeństwie” – przyznał Kohli. Warunki były ekstremalne, nawet jak na Himalaje. 16 października misja była już bardzo blisko szczytu, a jednocześnie jakby lata świetlne od niego. „Byliśmy w 99 procentach martwi. Mieliśmy puste żołądki, nie mieliśmy wody, jedzenia, do tego byliśmy kompletnie wyczerpani” – wspominał Sonam Wangyal, jeden Szerpów. Misja CIA najwyraźniej nie spodobała się bogini Kali. Przed atakiem szczytowym wiatr się wzmógł, chmury zgęstniały, rozszalała śnieżyca, że nie tylko nie było widać Chin, ale i własnej ręki. Z dołu zemstę żony Śiwy oglądał kpt. Kohli, zdawał sobie sprawę, że z mocą nadprzyrodzoną lepiej nie igrać. Czytaj także: Trump wraca do pomysłu z czasów zimnej wojny. Rosjanie nie pozostają dłużni „Obóz Czwarty, tu baza. Słyszycie mnie?” – rzucił do radia Kohli. Odpowiedź nie nadeszła. „Obóz czwarty, jesteście?” – powtórzył. Po chwili nadeszła przytłumiona odpowiedź: „Tak... tu... Obóz... Czwarty”. „Wracajcie natychmiast. Nie traćcie ani minuty” – rozkazał oficer. „Tak, sir” – powiedzieli wspinacze. Kohli dobrze wiedział, co szykuje góra. Kluczowe było uratowanie wspinaczy, cała reszta była nieważna. „Zabezpieczcie urządzenie. Nie znoście go” – padł rozkaz. „Tak, sir” – potwierdzili niefortunni himalaiści. McCarthy zachował dość rozsądku. „Musicie wyłączyć ten generator, popełniacie ogromny błąd!” – przekonywał. Ale nie było już komu wyłączać. Atomowe ustrojstwo zostawiono w lodzie. Około 2 kg plutonu Pu-238 i Pu-239, mniej więcej jedną trzecią tego, czym nafaszerowano bombę Fat Man, która eksplodowała nad Nagasaki. W następnym roku wysłano kolejną misję, która miała odzyskać tajne urządzenie szpiegowskie, ale półkę skalną, na której je zostawiono, zmiotła lawina. Podjęto kolejne misje poszukiwawcze z detektorami promieniowania, czujnikami podczerwieni, ale antena z plutonowym zasilaczem przepadły, „Ta cholerna rzecz była bardzo ciepła. Roztopiłaby lód wokół niej i dalej tonęła” – ocenił zapewne nie bez racji McCarthy. Wzrusza reakcja zatroskanych oficerów CIA. „O mój Boże, to będzie bardzo, bardzo poważne. To kapsuły z plutonem!” – wspominał ich słowa Kohli. Zapewne aparatura zapadła się w głąb Nanda Devi, najwyraźniej bogini Kali ma apetyt nie tylko na ludzi, ale także plutonowe akumulatory. Są gdzieś tam do dziś. Warto dodać, że lodowiec z Nanda Devi zasila Ganges, świętą rzekę dla wyznawców hinduizmu i źródło wody dla setek milionów ludzi. Stany Zjednoczone postawiły na sprawdzoną taktykę. Żadna operacja z umieszczeniem atomowego radaru nie miała miejsca. Tajne przez poufne. W tuszowanie zgodnie zaangażowały się Waszyngton i Delhi. Rządy współpracowały, byle prawda nie wyszła na jaw. Może nie dojdzie do skażenia albo jeszcze gorzej – skandalu. Ale skandal wybuchł. W 1978 roku młody, ambitny reporter Howard Kohn trafił na trop historii i opublikował ją w magazynie „Outside”. Nie jest on szczególnie popularny w Indiach, ale i tam dotarło opracowanie artykułu. Z miejsca doszło do reakcji łańcuchowej, jakby rozszczepiono atom – protesty, oburzenie, transparenty, „CIA zatruwa nasze wody!”. Wrzało. Ówczesny prezydent Jimmy Carter i premier Indii Morarji Desai zaangażowali się, by uciszyć sprawę i było jak dawniej. Napisał do Desaia osobisty list, w którym pochwalił premiera za sposób, w jaki poradził sobie z „problemem urządzenia w Himalajach”. Zagrożenie ekologiczne na niewyobrażalną skalę nazwał „niefortunnym incydentem”. Trudno przewidzieć możliwe konsekwencje tego „niefortunnego incydentu”. Z jednej strony rzeki w Himalajach niosą takie masy wody, że teoretycznie mogą rozrzedzać wszelkie zanieczyszczenia. Z drugiej, pluton jest niezwykle toksyczny i obcowanie z nim może wywoływać między innymi raka wątroby, płuc czy kości. Jeżeli generator został uszkodzony, zbliżenie się do niego bez zabezpieczeń, to w zasadzie pewna choroba popromienna a w dalej choćby białaczka. Wykluczyć można jedynie eksplozję nuklearną. Urządzenie nie miało bowiem kluczowego elementu bomby, czyli zapalnika. Teoretycznie możliwy jest jednak taki scenariusz, że SNAP-19C zostaje znaleziony, plutonowy rdzeń wymontowany, zaś materiały rozszczepialny trafia do brudnej bomby, czyli takiej, która rozprasza materiał radioaktywny. Na szczęście żaden złowrogi scenariusz się nie ziścił. Niefortunna wspinaczka na Nanda Devi zaowocowała jednak ciekawym odkryciem w listopadzie w... garażu w Bozeman w stanie Montana. Natrafiono na dokumenty Bishopa – zgodę na urlop udzieloną przez „National Geographic”, plan ataku szczytowego, wyciągi bankowe, zdjęcia, listy sprzętu i menu czy fałszywe wizytówki, wszak była to tajna operacja. Zimna wojna, wiadomo. Ile podobnych przeprowadzono? Ile razy wojskowi kombinowali z atomem, stwarzając realne zagrożenie dla ludzkości. W 1950 roku bombowiec B-36 wyrzucił bombę atomową do Pacyfiku w rejonie archipelagu Haida Gwaii u wybrzeży Kanady, ponieważ zapaliły mu się trzy z sześciu silników. Samolot rozbił się w drodze z Alaski do Teksasu. Zginęło pięciu członków załogi, dwunastu uratowało się dzięki skokom na spadochronie. Bombę odnalazł nurek w 2016 roku. Władze zapewniają, że nie była uzbrojona wkładem z plutonu i przypuszczano, że eksplodowała w oceanie. Pojawiły się doniesienia, że bombowiec miał symulować atak nuklearny na San Francisco, a na pokładzie miał bombę atomową Mark VI o wadze blisko pięciu ton, podobną do tej, która w Nagasaki zabiła 39 tysięcy osób. Jeszcze bardziej idiotyczne pomysły mieli sowieci. Zamarzył im się podterenowy kret bojowy z reaktorem jądrowym, służący do niszczenia amerykańskich instalacji wojskowych, w tym podziemnych silosów rakietowych, a w razie potrzeby do zdetonowania bomby atomowej pod terytorium USA. W prace nad pojazdem był zaangażowany między innymi wybitny fizyk jądrowy Andriej Sacharow, współtwórca sowieckiej bomby wodorowej i późniejszy laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Ponieważ to Rosja można było spodziewać się szczególnego niedbalstwa, typowego dla tego zdegenerowanego kraju. Warto przypomnieć jak to na przełomie 1957 i 1958 roku doszło do szeregu incydentów w Kombinacie Chemicznym „Majak” w Kysztymie na Uralu. Tak nieostrożnie usuwano tam odpady, że doszło do awarii systemu chłodzenia, która spowodowała eksplozję chemiczną zbiornika zawierającego odpady atomowe. Efektem było skażenie 30 wiosek oraz śmierć co najmniej kilkuset ludzi, być może nawet kilkunastu tysięcy. Długo nikt nie dowiedział się o tragedii w Kysztymie, gdyż jej jedynym śladem było usunięcie z map wiosek, które spotkała zagłada. Klasyczne rosyjskie myślenie. Jeszcze dziś teren ten jest wysoce radioaktywny. To już jednak temat na inną opowieść. Misja CIA na Nanda Devi czy rosyjskie porażki nuklearne mają kilka wspólnych mianowników. Pokazują, jak bardzo ludzkość nie dorosła do obcowania z atomem i jak przez własną głupotę igra z realną możliwością własnej zagłady. Kategorie: Telewizja
Konar zerwał sieć trakcyjną. Pasażerowie utknęli w pociąguDo zdarzenia doszło w czwartek około godziny 8.13. Pasażerowie nie mają w pociągu ogrzewania. Na razie nie wiadomo, kiedy zostaną ewakuowani. Jak przekazało biuro prasowe spółki, w tej chwili nie ma możliwości zorganizowania zastęczej komunikacji autobusowej. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe wysłała pociąg sieciowy, który ma naprawić usterkę. Trzy inne pociągi, które miały korzystać z tej trasy, przekierowano na objazdy przez Iławę. Czytaj także: Awaria na kolei w Warszawie. Przywracany jest rozkładowy ruch pociągów Kategorie: Telewizja
Droższe przesyłki, zmiany dla pracowników, rewolucja dla firm
Za zakupy na Temu, Shein lub AliExpress zapłacimy więcej. Głębiej do kieszeni mają sięgnąć też kierowcy, w szczególności łamiący przepisy. Firmy czeka fakturowa rewolucja, zmian w 2026 roku mogą spodziewać się także pracownicy.
Kategorie: Telewizja
Kolejny kraj na celowniku Rosji. Zagrożenie niedaleko PolskiZachodnie wywiady i analitycy wciąż nie mają pewności, czy Putin posiada zarówno odwagę, jak i zasoby wojskowe potrzebne do ataku na kolejny kraj. Według European Council on Foreign Relations (ECFR) do państw NATO najbardziej narażonych na ewentualny atak Rosji należy Estonia - podaje "Rzeczpospolita".
Kategorie: Portale
Tarcza zegara w Bazylice Mariackiej uruchomiona po niemal 500 latachTen XV-wieczny zabytek jest jednym z nielicznych na świecie tak dobrze zachowanych średniowiecznych zegarów astronomicznych. Tylko raz opuścił wnętrze Bazyliki Mariackiej – podczas II wojny światowej. Wywieziono go na Żuławy do wsi Lichnowy, by ocalić bezcenny zabytek. Potężny 14,5 metrowy zegar został wykonany przez toruńskiego mistrza Hansa Düringera w latach 1464-1470. I tak, jak setki lat temu – tak i teraz trzeba go co jakiś czas korygować. Od 40 lat robi to „naczelny kardiolog zegara” – Grzegorz Szychliński. Podobnie jak w XV wieku, tak i teraz pokaz ruchomych figur można oglądać codziennie o godzinie 11.57. Czytaj także: Nowa atrakcja turystyczna Rzymu. „Najpiękniejsza na świecie” Kategorie: Telewizja
Najbardziej kultowy serial ostatniej dekady. Dziś finałowy odcinek megahituNa platformie Netflix zadebiutował wyczekiwany finałowy odcinek piątego i zarazem ostatniego sezonu megahitu serialowego "Stranger Things", za którym stoją bracia Dufferowie. W listopadzie powróciliśmy do Hawkins – i znów zainteresowanie serialem, podzielonym tym razem na trzy części, okazało się olbrzymie.
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Koniec mrożenia cen prądu dla gospodarstw domowych. Tak wygląda teraz cenowy krajobraz rynkowyEnergetyka wchodzi w 2026 r. już bez mechanizmu tzw. mrożenia cen energii dla gospodarstw domowych, który był stosowany przez ponad 3 lata. Jak wobec tego kształtują się obecnie oferty na rynku, mówi w rozmowie z WNP Łukasz Czekała, prezes zarządu Optimal Energy, właściciela porównywarki ofert sprzedaży energii elektrycznej i gazu.
Kategorie: Portale
Polsce grozi uderzenie rakietowe. Wskazali możliwy celMinister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak przyznał, że Polska musi liczyć się z zagrożeniem atakami rakietowymi i z użyciem dronów na kluczową infrastrukturę. Zwrócił też uwagę, że rola bezzałogowców w wojnie rosyjsko-ukraińskiej systematycznie rośnie, co - jak podkreślił - powinno skłonić Polskę do wyciągnięcia konkretnych wniosków.
Kategorie: Portale
Roberto Carlos zgłosił się do szpitala na badania nogi. Skończyło się operacją sercaRoberto Carlos nie tego się spodziewał. Były piłkarz Realu Madryt stawił się w szpitalu na badaniu nogi. Na miejscu okazało się, że serce Brazylijczyka nie funkcjonowało prawidłowo. Potrzebna była operacja.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Podwyżka dla trzech milionów Polaków
Od 1 stycznia minimalne wynagrodzenie za pracę wzrośnie o 140 złotych, do 4806 złotych brutto. Na rękę będzie to około 3605 złotych. Według rządowych szacunków płacę minimalną w Polsce w 2025 roku miało otrzymywać około trzech milionów osób.
Kategorie: Telewizja
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio OpiniiTVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i ŚwiatPortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyPowiat CzęstochowskiDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 21 tygodni temu
18 lat 4 tygodnie temu