Aktualności

Ten niesamowity serial powstawał pięć lat. Dziś pierwszy raz pokaże go telewizja

Dziennik - 11 godzin 54 min. temu
Polacy mogą udać się w zapierającą dech w piersiach podróż z jednym z najbardziej lubianych hollywoodzkich gwiazdorów. W nowym serialu dokumentalnym "Will Smith: Wielka wyprawa" aktor podejmuje 100-dniowe wyzwanie inspirowane przesłaniem swojego zmarłego mentora – by szukać odpowiedzi na najważniejsze pytania o świat, naturę i człowieka. Gdzie można oglądać murowany hit? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Trudna rola Delcy Rodriguez. Amerykańskie służby mają na nią „grubą teczkę”

TVP.Info - 12 godzin 1 min. temu

Według agencji Reutera Rodriguez stąpa po kruchym lodzie, próbując zapanować nad chaosem w kraju, utrzymać władzę w obliczu wewnętrznej rywalizacji, a jednocześnie spełnić żądania USA dotyczące zwiększenia produkcji ropy naftowej.


– Doskonale wie, że nie jest w stanie przetrwać bez zgody Amerykanów. Już reformuje siły zbrojne, zwalnia ludzi i mianuje nowych urzędników – powiedziało jedno ze źródeł zbliżonych do wenezuelskiego rządu.


Ruletka na stanowiskach


W ciągu dwóch tygodni od obalenia Maduro jego zastępczyni wymieniła szefa banku centralnego, szefa personelu prezydenta, a także szefa budzącej postrach agencji kontrwywiadu wojskowego DGCIM, rozwijanej przez dziesięciolecia przy wsparciu władz Kuby.


Nowym dyrektorem DGCIM został generał Gustavo Gonzalez. Według źródeł Reutera jego wybór jest zagrywką, mającą zmniejszyć wpływy twardogłowego ministra spraw wewnętrznych Diosdado Cabello, którego wielu w Wenezueli uznaje za największe zagrożenie dla władzy Rodriguez.


Rodriguez posiada znaczne wpływy w strukturach władzy cywilnej, w tym w kluczowym dla gospodarki kraju sektorze naftowym. Obecnie cieszy się również poparciem rządu USA. Cabello ma natomiast bliskie związki ze służbami bezpieczeństwa i tzw. colectivos, czyli prorządowymi grupami paramilitarnymi, które w przeszłości zabijały sympatyków opozycji.


Po schwytaniu Maduro w kraju ludzie nie wiedzą, czy mają być optymistyczni, czy się bać. W niektórych miejscach lokalne oddziały partii Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli (PSUV) kazały członkom szpiegować sąsiadów i donosić na osoby świętujące upadek Maduro – przekazały trzy źródła w partii.


Czytaj też: Machado z prezentem dla Trumpa. Wręczyła mu medal


Wyzwania przed Delcy Rodriguez


Według Reutera w tej napiętej sytuacji Rodriguez musi przekonać lojalistów, że nie jest marionetką USA, która zdradziła Maduro. Musi przy tym ustabilizować gospodarkę i wywalczyć sobie choćby ograniczony posłuch w rozległych, powiązanych z wojskiem sieciach układów, które stworzyły się w kraju przez dekady socjalistycznych rządów.


Jak dotąd Cabello prezentował pojednawcze stanowisko wobec Rodriguez, mówiąc, że są „bardzo zjednoczeni”. Jednak według źródeł Reutera stanowi on największe zagrożenie dla sprawowania przez nią władzy. Mógłby na przykład sięgnąć po strategię „anarchizacji”, przygotowaną na wypadek inwazji USA, i skierować ją przeciwko Rodriguez. Strategia ta zakłada mobilizację „colectivos” i służb bezpieczeństwa, by siały chaos na ulicach Caracas i w ten sposób uniemożliwiały sprawne zarządzanie krajem.


Reuters ustalił, że urzędnicy administracji USA kontaktowali się z Cabello kilka miesięcy przed obaleniem Maduro i zrobili to ponownie po tym wydarzeniu. Mieli przestrzegać go, by nie wykorzystywał służb bezpieczeństwa ani „colectivos” przeciwko opozycji.


Od lat na celowniku amerykańskich służb 


Agencja Associated Press poinformowała, że Delcy Rodriguez jest jednocześnie od lat przedmiotem zainteresowania amerykańskich służb antynarkotykowych, które określiły ją jako „cel priorytetowy”. 


Po schwytaniu 3 stycznia i postawieniu Maduro przed sądem pod zarzutem handlu narkotykami prezydent USA Donald Trump przedstawiał Rodriguez jako osobę gotową do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, by ustabilizować Wenezuelę. Nie wspominał jednak o podejrzeniach, jakie ją otaczały.


Amerykańska agencja antynarkotykowa DEA interesuje się Rodriguez od lat, a w 2022 roku przypisała ją do kategorii „celów priorytetowych”, zarezerwowanej zwykle dla osób podejrzewanych o „znaczący wpływ” na handel narkotykami – wynika z dokumentów, do których dotarła agencja AP.


Czytaj też: Wenezuela zapowiada „nowe otwarcie”. Gest Rodriguez


Rodriguez jest na liście osób z bliskiego otoczenia Maduro, objętych w 2018 roku amerykańskimi sankcjami za rolę, jaką odgrywała w utrzymaniu autorytarnego reżimu. Waszyngton nigdy nie oskarżył jej jednak publicznie o żadne przestępstwa i nie ma jej w grupie kilkunastu wenezuelskich urzędników, na których ciążą w USA zarzuty handlu narkotykami.


Jednak, jak ustaliła AP, nazwisko Rodriguez pojawiło się w „prawie tuzinie dochodzeń DEA”, z których kilka wciąż jest w toku. DEA zgromadziła grubą teczkę z informacjami na jej temat, sięgającymi 2018 roku, gdy Maduro wyznaczył ją na wiceprezydentkę. Pojawiły się informacje wiążące ją nie tylko z handlem narkotykami, ale też z przemytem złota i praniem pieniędzy.


Nie jest jasne, dlaczego Rodriguez zakwalifikowano do „celów priorytetowych”. Według Associated Press przyznanie takiej kategorii wymaga rozległej dokumentacji, by uzasadnić skierowanie do danej sprawy dodatkowych zasobów. DEA ma jednak w każdym momencie setki „celów priorytetowych”, a kategoria ta nie oznacza, że przeciwko danej osobie istnieją dowody pozwalające na postawienie zarzutów.


Podobne wątpliwości zgłaszała również przywódczyni wenezuelskiej opozycji Maria Corina Machado, gdy w czwartek spotkała się w Białym Domu z Trumpem. – Amerykański wymiar sprawiedliwości posiada wystarczające informacje o niej. Jej profil jest dość jasny – powiedziała, odnosząc się do Rodriguez.


Czytaj też: Audiencja u papieża. Noblistka spotkała się z Leonem XIV

Kategorie: Telewizja

Gdzie na ferie? "Absolutny fenomen tej zimy"

TVN24 Biznes i Świat - 12 godzin 4 min. temu
Polacy wybierający się za granicę na tegoroczne ferie zimowe preferują głównie południe Europy oraz ciepłe kraje. Wśród najpopularniejszych kierunków znalazły się między innymi Hiszpania, Egipt, Malta, Maroko, a także Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Kategorie: Telewizja

Wybory na szefa Koalicji Obywatelskiej. Lista kandydatów zamknięta

TVP.Info - 12 godzin 8 min. temu

Wybory szefa Koalicji Obywatelskiej odbędą się 8 marca. Będą przeprowadzone w formie tradycyjnej – członkowie KO będą głosować w wyznaczonych miejscach, wrzucając do urn karty do głosowania.


Do soboty mogli się zgłaszać kandydaci na przewodniczącego partii. Wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela, która jako krajowy komisarz wyborczy KO będzie czuwać nad wyborami, poinformowała, że wpłynęło tylko jedno zgłoszenie – premiera Donalda Tuska.


Wybory wewnątrzpartyjne Koalicji Obywatelskiej


8 marca, wraz z głosowaniem na szefa ugrupowania, odbędą się też wybory na przewodniczących regionów i powiatów, członków rad powiatów oraz delegatów powiatów. Termin na zgłaszanie się kandydatów na szefów regionów i powiatów upłynie 20 lutego. Po dwóch tygodniach zostanie przeprowadzona ewentualna druga tura.


Wybory nowych władz KO formalnie już się zaczęły od najniższego szczebla w strukturze partii. Od soboty 17 stycznia do 20 lutego koła, czyli podstawowe jednostki organizacyjne KO, mają czas na zwołanie zebrania i wybranie swoich zarządów i szefów.


W ostatnim etapie, w dniach 14–28 marca, będą wybierani członkowie Rady Krajowej, Krajowego Sądu Koleżeńskiego, Krajowej Komisji Rewizyjnej, regionalnych komisji rewizyjnych i sądów koleżeńskich, a także zarządów regionów i zarządów powiatów.


Wybory w KO mają być dopełnieniem zmian w ugrupowaniu – w październiku ub. r. zdecydowano o przemianowaniu Platformy Obywatelskiej na Koalicję Obywatelską i poszerzeniu tego grona o członków byłych partii: Nowoczesnej i Inicjatywy Polska. Działacze tych dwóch rozwiązanych formacji będą mogli wziąć udział w głosowaniu na nowe kierownictwo KO pod warunkiem, że wypełnią deklaracje członkowskie i zostaną zweryfikowani pod kątem formalnym.


Czytaj także: Debata „Polska, co dalej?”. W niedzielę na antenie TVP Info

Kategorie: Telewizja

Blue Monday, czyli „teorie zombie”. Psycholog: To tak jak ze śniadaniem

TVP.Info - 12 godzin 22 min. temu

Na przykładzie Blue Monday – czyli rzekomo „najbardziej dołującego dnia roku”, którego istnienie jest niczym innym jak fake newsem – naukowiec wyjaśnia, jak działa metoda naukowa, a więc jakimi narzędziami dysponuje nauka, aby potwierdzić lub obalić jakieś tezy. Blue Monday przypadać miałby na trzeci poniedziałek stycznia, a więc w tym roku – 19 stycznia.


PAP: Załóżmy, że przychodzi do pana ktoś, kto mówi, że opracował wzór na najgorszy dzień roku. Jakie ma pan – jako naukowiec – narzędzia, żeby sprawdzić, czy warto mu uwierzyć?


Prof. Michał Białek, psycholog moralności z Uniwersytetu Wrocławskiego: To jest poważny i – nie ukrywam – straszny problem obecnych czasów. Nawet ja, będąc naukowcem z pewnym dorobkiem, nie mam kompetencji, by zweryfikować może i 95 proc. tego, co mówią inni badacze. Specjalizacja w nauce jest obecnie tak wąska, że poza moją ścisłą domeną czuję się niemal jak laik. Bez głębokiego zrozumienia tematu często nie jestem w stanie szybko zweryfikować każdej informacji. Mogę najwyżej zobaczyć, czy ona mi pasuje do jakiejś wiedzy ogólnej.


„Ekstremalny przykład totalnej bzdury”


Jeśli jednak chodzi o Blue Monday, to jest to ekstremalny przykład totalnej bzdury. Do dostrzeżenia tego absurdu nie potrzeba wyrafinowanej wiedzy.


No tak. Spójrzmy na wzór, zgodnie z którym miałby być wyliczony „najbardziej przygnębiający dzień roku”. Tam są takie elementy, jak: pogoda (różniąca się przecież na całej Ziemi), do której dodaje się dług, a więc brakujące nam pieniądze. Jest też i czas od Bożego Narodzenia podniesiony do potęgi niedotrzymanych postanowień noworocznych. Co tu dużo mówić – ten algorytm jest konstruowany jako żart.


Tu jest to ewidentne. Jest jednak wokół nas wiele informacji, które wyglądają wiarygodnie na pierwszy i na drugi rzut oka. Jeśli chcemy potwierdzić ich sensowność, warto poszukać źródła badań – sprawdzić, czy dane zagadnienie w ogóle istnieje w obiegu akademickim i czy dana treść została opublikowana w czasopiśmie recenzowanym. Np. w Google Scholar można przeszukać wyłącznie literaturę naukową.


Czytaj też: Blue Monday to mit. Jak wymyślono „najbardziej depresyjny” dzień roku


Istnienie Blue Monday nigdy nie zostało potwierdzone w recenzowanym czasopiśmie naukowym. O rzekomym wyznaczeniu najbardziej depresyjnego dnia roku poinformowali dziennikarze – w prasie. Niech pan nam wyjaśni, czym dokładnie jest „czasopismo recenzowane” i dlaczego recenzja (peer review) jest w nauce taka ważna?


Recenzje to system bezpieczników. Gdy naukowiec pisze artykuł do czasopisma naukowego, tekst trafia do redaktora, który wysyła go do dwóch lub trzech niezależnych recenzentów – ekspertów w danej, bardzo wąskiej dziedzinie. Oni sprawdzają, czy tekst ma „ręce i nogi”, czy argumentacja jest logiczna i czy dostarczone dowody wspierają tezę. Od około dekady recenzenci mają też wgląd do danych zebranych w ramach badań.


W przypadku Blue Monday recenzenci zapytaliby: „Gdzie są dane demograficzne? Czy tego dnia faktycznie jest więcej przyjęć do szpitali psychiatrycznych?”. Ponieważ takich danych nie ma, artykuł zostałby odrzucony.


W dobrych pismach naukowych odrzuca się średnio cztery na pięć nadesłanych tekstów. Proces publikacji trwa rok, dwa, a recenzenci często żądają od autorów dodatkowych badań i poprawiania tekstu. To wysoka poprzeczka, która ma gwarantować jakość.


To trochę więcej bezpieczników niż w portalach społecznościowych, gdzie każdy może sam w dwie minuty wymyślić jakąś niedorzeczność i puścić ją w świat. Ale wróćmy do Blue Monday: w publikacjach naukowych jest klauzula, czy autor deklaruje konflikt interesów. W przypadku Blue Monday autorowi pojęcia biuro podróży zapłaciło za znalezienie najlepszego dnia na rezerwację wycieczki. To byłby już konflikt interesów?


Naukowiec zatrudniony przez jakąś firmę do wykonania jakiegoś zadania może nawet nieświadomie wybierać metody, które potwierdzą jego hipotezę, bo od tego zależy kolejne zlecenie.


Załóżmy, że jakieś badanie przejdzie przez sito recenzji, ale błąd zostanie odkryty później. Jak w nauce dochodzi do wycofywania błędnych treści?


W nauce złotym standardem powinna być replikacja, czyli powtórzenie badania przez niezależny zespół. W praktyce jednak replikowanych jest tylko około 0,5-1,5 proc. hipotez.


Czytaj też: Społeczeństwo zmęczenia. Coraz więcej obowiązków, mniej poczucia sensu


Nie o to chodzi. Większość badań nikogo nie interesuje, więc nikt ich nie powtarza. Replikuje się tylko te wyniki, które „przebiły się” do mainstreamu. Najbardziej nierzetelne według wskaźników replikacji są nauki o żywieniu i badania sportowe, gdzie poziom replikowalności wynosi 15-20 proc.


Blue Monday i inne „teorie zombie”


To mniej niż w psychologii, gdzie potwierdzenie w kolejnych eksperymentach znajduje 30-60 proc. badań. Jeśli zaś chodzi o Blue Monday, to też podjęto próbę replikacji – w 2024 r. wykonano analizę, która pokazała, że nie ma w styczniu jakiegoś konkretnego dnia, kiedy to podejmowanych jest więcej prób samobójczych czy przyjęć do szpitali psychiatrycznych.


Blue Monday można uznać za jedną z „teorii zombie”. Teorie zombie to te spośród przekonań, w które wśród specjalistów nikt nie wierzy, nauka je dawno „zabiła”, ale w opinii publicznej żyją. Inną taką „teorią zombie” jest przekonanie, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia (to pokłosie kampanii reklamowej płatków śniadaniowych). Do zapomnienia powinien odejść też podział stylów uczenia się – m.in. na „wzrokowców” i „słuchowców”. Od tego odeszło się w nauce w latach 90., ale przekonanie to nadal pokutuje.


Jak czasem się mawia: „teorie nie umierają, umierają ludzie, którzy w nie wierzą”. Trzeba po prostu poczekać na wymianę pokoleniową, bo nauczonej raz bzdury niemal nie da się z głowy usunąć.


Czytaj też: Projekt nieśmiertelność. Amerykański milioner próbuje zatrzymać starzenie


Dlaczego tak trudno jest nam „zapomnieć” błędną informację?


Wiedza w głowie nie ma etykietki ze źródłem. Pamięć to nie biblioteka, gdzie mogę sprawdzić, czy dana informacja pochodzi z rzetelnej książki, czy z plotki. To sieć wzajemnie powiązanych informacji. Więc te wszystkie fake newsy, przekonania, zasłyszane plotki, historyjki mają ten sam status. Raz wmontowana do pamięci bzdura staje się elementem naszego rozumienia świata. Wyjęcie tych informacji z całej sieci jest niesamowicie trudne, o ile w ogóle możliwe. Nawet jeśli dowiemy się, że Blue Monday to nieprawda, nie wymażemy tego pojęcia z mózgu. Może tam najwyżej powstać „nadpis” o treści: „to bujda”, ale pierwotne skojarzenie pozostaje.


Nie mogę niczego zapomnieć dobrowolnie. Mogę to zreinterpretować i mogę mieć nadzieję, że ten zinterpretowany ślad będzie bardziej dostępny w mojej pamięci niż ten oryginalny. Przekonanie ludzi, że coś jest nieprawdą, trochę działa jak polecenie „nie myśl o słoniu”. To wymaga pomyślenia o słoniu.


To bardzo pesymistyczna wizja. Jesteśmy bezbronni wobec dezinformacji?


Do pewnego stopnia tak. My, ludzie, nie tylko nie dysponujemy narzędziami, żeby weryfikować wszystkie informacje, które do nas docierają, ale też jesteśmy zalewani masą informacji, które mają bardzo niski status. A w dodatku na podstawie tych słabych informacji, których nie da się z głowy wyrzucić, budujemy swoje wyobrażenie świata. Konsekwencją tego są bańki informacyjne, tzw. echo chambers.


Pojęcie Blue Monday prawdopodobnie nie zniknie


No to powinnam robić z panem ten wywiad dementujący istnienie Blue Monday, czy nie?


Blue Monday, mimo że narodził się jako żart i trik marketingowy, żyje już 20 lat i pewnie nie zniknie. Może pani nic nie napisać o Blue Monday. I wtedy – jeśli zrobią to i inni dziennikarze – może ludzie kiedyś zapomną. Albo napisać, że to jest bzdura, ale wtedy jest ryzyko, że przez przypadek tylko wzmocnimy pamięć o tym pojęciu.


Chciałbym zasiać ziarno zdrowego sceptycyzmu, ale też uświadomić ludziom ogromną odpowiedzialność tych, którzy komunikują naukę, ale i wpuszczają w obieg informacje. Raz wypuszczonej w obieg bzdury nie da się łatwo cofnąć.


Czytaj też: Kryzysy psychiczne często zaczynają się niewinnie. To dla bliskich wstrząs

Kategorie: Telewizja

Ogromny pożar centrum handlowego. Nie żyje sześć osób

TVP.Info - 12 godzin 22 min. temu

Na nagraniach widać płomienie buchające z budynku Gul Plaza. Straż pożarna przez całą noc starała się nie tylko gasić ogień, który zajął centrum, ale też zapobiec rozprzestrzenianiu się go w gęsto zaludnionej dzielnicy handlowej. Wokół budynku zebrały się setki osób, w tym zrozpaczeni właściciele zniszczonych sklepów.


Sześć ofiar śmiertelnych pożaru w Karaczi. Spłonęło centrum handlowe w największym mieście Pakistanu


Pożar wybuchł w sobotę wieczorem. Służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie po godz. 22:00 czasu lokalnego. Ogień zaczął zajmować lokale na parterze centrum.




Kiedy dotarliśmy na miejsce, ogień z parteru zdążył rozprzestrzenić się na wyższe piętra, niemal cały budynek stał już w płomieniach” – powiedział Reutersowi rzecznik Rescue 1122 Hassanul Haseeb Khan.


W galerii znajdowało się wiele sklepów z odzieżą i artykułami wyposażenia wnętrz, co – jak przyznali ratownicy – mogło być jedną z przyczyn błyskawicznego rozprzestrzeniania się ognia.


W pożarze zginęło 6 osób. Według lokalnych mediów liczba rannych przekroczyła już 20 osób.


CZYTAJ TEŻ: Zabójcza zabawka. Przez przegrzaną baterię zginęli matka i syn

Kategorie: Telewizja

Twarda odpowiedź UE na groźby celne Trumpa. Pora na „odstraszanie”

TVP.Info - 12 godzin 44 min. temu

Umowa unijno-amerykańska została wynegocjowana w połowie ubiegłego roku i zażegnała wojnę handlową. Większość europejskich produktów została objęta 15-procentową stawką, a sama Wspólnota zgodziła się na zniesienie ceł na niektóre amerykańskie towary przemysłowe i produkty rolne oraz inwestycje w amerykańską gospodarkę i zakupy amerykańskich surowców energetycznych.


Europarlament przeciwny decyzjom Trumpa


Najpierw oświadczenie opublikował szef centroprawicy Manfred Weber. „Europejska Partia Ludowa popiera umowę, ale w świetle gróźb Donalda Trumpa zatwierdzenie nie jest obecnie możliwe” – napisał na portalu X przewodniczący największej grupy w Europarlamencie.



Tego samego zdania jest szefowa centrolewicy. Iratxe Garcia Perez napisała, że w obliczu imperialistycznych gróźb prezydenta USA Parlament musi natychmiast zawiesić prace nad umową handlową. „Unia nie da się zastraszyć” – dodała.


Dołączyli też liberałowie. „Groźby Donalda Trumpa są niedopuszczalne. Nadszedł czas, by Unia przeszła od ufności do odstraszania” – napisała przewodnicząca frakcji Valérie Hayer.


Te trzy grupy mają większość w Parlamencie Europejskim, a to oznacza, że głosowania nie będzie. Co więcej, są apele, by Unia sięgnęła po opcję atomową, czyli przepisy, których jeszcze nigdy nie zastosowała, a które mają uderzać w kraje wywierające na nią presję gospodarczą. To cały wachlarz możliwych działań odwetowych, między innymi cła, blokada inwestycji czy ograniczenie zamówień publicznych. Unia jednak do tej pory stawiała na dialog i nie chciała zaogniać relacji ze Stanami Zjednoczonymi.


Czytaj również: Europarlament zamyka drzwi przed Iranem. Dyplomaci z zakazem wstępu

Kategorie: Telewizja

Diabelski quiz z geografii. Już na czwartym pytaniu czeka Cię "piekło"

Dziennik - 12 godzin 46 min. temu
Przed Tobą piekielnie trudne zadanie. Ten diabelski quiz z geografii da Ci popalić. Jeśli zdobędziesz więcej niż połowę punktów, to będzie dobry wynik. Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa

Thriller na podstawie prozy Olgi Tokarczuk zachwycił świat. 100 proc. pozytywnych recenzji

Dziennik - 12 godzin 54 min. temu
Thriller polityczny w reżyserii Kasi Adamik, "Zima pod znakiem Wrony", miał światową premierę we wrześniu 2025 roku, podczas 50. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto. Dzieło polskiej reżyserki zachwyciło światową prasę – na portalu Rotten Tomatoes zebrało pełne 100 proc. pozytywnych recenzji. W sieci właśnie pojawił się polski zwiastun filmu. Kiedy premiera? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

"Najpierw polskie". Obietnica Donalda Tuska budzi kontrowersje. Co na to prawo?

Zapowiedź premiera Donalda Tuska dotycząca „intensywnej repolonizacji i odbudowy przemysłu” odbiła się szerokim echem. Jak mówił szef rządu, "zasada lokal content, czyli najpierw polskie, stanie się na dobre żelazną regułą w zamówieniach publicznych". Portal WNP zapytał prawników, czy wiążące Polskę unijne regulacje pozwalają wprowadzić tego typu preferencje.
Kategorie: Portale

PŚ w skokach. Doby występ Tomasiaka w Sapporo. Prevc znów najlepszy

Dziennik - 12 godzin 59 min. temu
Kacper Tomasiak zajął 12. miejsce w niedzielnym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w japońskim Sapporo. Wygrał Słoweniec Domen Prevc, który najlepszy był także dzień wcześniej. Kolejne pozycje zajęli Japończyk Ryoyu Kobayashi i Austriak Daniel Tschofenig. Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa

"Kompletny idiota", "internetowe szambo". Ostra wymiana zdań

TVN24 Biznes i Świat - 13 godzin 15 min. temu
Elon Musk ostro skrytykował dyrektora generalnego Ryanaira, Michaela O’Leary’ego, nazywając go "kompletnym idiotą", którego "należy zwolnić" - podał Reuters. Wypowiedź miliardera zaostrzyła publiczny spór dotyczący instalacji usługi internetowej Starlink w samolotach linii Ryanair.
Kategorie: Telewizja

Polscy piłkarze ręczni zmierzą się z Islandią. „Nie będziemy faworytem”

TVP.Info - 13 godzin 16 min. temu

Islandzka drużyna bez większych problemów w pierwszej serii pokonała Włochy 39:26. Z kolei Biało-Czerwoni ulegli Węgrom 21:29. Do dalszej fazy awansują dwa najlepsze zespoły.


– Nie będziemy faworytem w tym spotkaniu. Islandia to zespół kompletny. Mają świetnych zawodników. Nie po to jednak trenujemy, aby przegrać ten mecz w szatni. Wyjdziemy na boisko i zrobimy wszystko, aby sprawić niespodziankę i wygrać – przyznał Dawid Dawydzik.


ME piłkarzy ręcznych – Islandia drugim rywalem biało-czerwonych


Obrotowy starcie z Węgrami oglądał z wysokości trybun. Zawodnik pauzował za czerwoną kartkę, którą otrzymał w eliminacyjnym meczu z Izraelem.


Dawydzik zwrócił uwagę na rozgrywającego rywali – Gisli Kristjanssona. – To prawdopodobnie zawodnik najlepiej grający jeden na jeden. Na hali będzie też ich ósmy zawodnik, czyli kibice. Czytałem, że będzie ich ok. 2,5 tysiąca. Atmosfera będzie świetna – dodał 57-krotny reprezentant Polski.


W meczu z Węgrami czerwoną kartkę otrzymał inny obrotowy, Wiktor Jankowski, który został zawieszony na dwa mecze. W jego miejsce został powołany Sebastian Kaczor. Zawodnik francuskiego USAM Nimes Gard trenował z kadrą przez cały okres przygotowawczy w Cetniewie.


Mecz Polska-Islandia w piłce ręcznej. Do tej pory drużyny zagrały ze sobą 65 razy


Islandczycy po raz 14. występują w ME. Na koncie mają jeden medal – brązowy, który wywalczyli w 2010 roku, pokonując Polskę 29:26.


Przedstawiciel tego 400-tysięcznego kraju to kolejny rywal, z którym na przestrzeni lat reprezentacja Polski mierzyła się bardzo często i ma niezwykle wyrównany bilans. Do tej pory drużyny zagrały ze sobą 65 razy, z czego 30-krotnie triumfowali Polacy, trzy razy padł remis, a w 32 przypadkach ze zwycięstwa cieszyli się Islandczycy.


Mecz Polska – Islandia w ramach mistrzostw Europy w piłce ręcznej rozpocznie się w niedzielę o godz. 18:00. Transmisję można oglądać w TVP Sport.


CZYTAJ TEŻ: Nie przegrali ligowego meczu od 10 miesięcy. Bayern demoluje rywali

Kategorie: Telewizja

Najpopularniejszy wśród Polaków kierunek na ferie. "Absolutny fenomen tej zimy"

Dziennik - 13 godzin 17 min. temu
Polacy wybierają na ferie głównie wyjazdy na południe Europy lub do ciepłych krajów - m.in. Hiszpanii, Malty, Egiptu, Maroka i Zjednoczonych Emiratów Arabskich - wynika z danych przekazanych przez firmy z branży turystycznej. Jeśli chodzi o wyjazdy narciarskie to jednym z najpopularniejszych krajów stała się Bułgaria. Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa

QUIZ. Pytania z najnowszych odcinków teleturnieju "1 z 10". Odpowiesz jak mistrz?

Dziennik - 13 godzin 22 min. temu
Teleturniej "1 z 10" wciąż cieszy się ogromnym uznaniem widzów. W tym quizie zadajemy pytania, które padły w tym programie. Tylko najlepsi odpowiedzą na wszystkie. Będziesz w tym gronie? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Szybki QUIZ z WIEDZY OGÓLNEJ. Uda Ci się poprawnie odpowiedzieć na te 10 pytań? Sprawdź!

Dziennik - 13 godzin 24 min. temu
Weź udział w wyjątkowym teście z wiedzy ogólnej, który przeniesie Cię w fascynującą podróż przez świat nauki, kultury i sztuki. Przygotowaliśmy dla Ciebie 10 pytań, które sprawdzą Twoją wiedzę z różnych dziedzin. Powodzenia! Anna Kot
Kategorie: Prasa

Buntownik z wyboru. Janusz Panasewicz z Lady Pank skończył 70 lat

TVP.Info - 13 godzin 24 min. temu

„Planował zupełnie inną karierę, ale nagle odkrył w sobie miłość do muzyki” albo: „przypadkiem ktoś zorientował się, że ma wielki talent” – tak zaczyna się jakieś 90 proc. opowieści o znanych artystach, nie tylko rockowych. W tym przypadku było nieco inaczej. Panasewicz od dzieciństwa uwielbiał muzykę. Zresztą genów nie da się oszukać. Matka wokalisty sama przez wiele lat śpiewała w chórze, a jego ojciec hobbystycznie zajmował się graniem.


Nikogo więc nie zdziwiło, kiedy przyszły gwiazdor też postanowił zacząć śpiewać i chwycił za gitarę, a później również za pałeczki. I nie, to nie pomyłka. Janusz jako nastolatek dorabiał graniem na perkusji… na weselach. W pewnym sensie trochę „oszukał” system. Dlaczego? 


Wielu artystów w Polsce chce bardzo szybko zaistnieć, ale często pierwsze lata w muzycznym biznesie są – delikatnie mówiąc – trudne. Okazuje się, że nikt na nich nie czeka, wytwórnie kręcą nosem na piosenki – o ile ktoś ich w ogóle posłucha – a na koncie niezmiennie straszy debet. Takie występy dla młodych par oraz ich gości mogą być wtedy zbawieniem. Panasewicz frycowe zapłacił więc jeszcze na długo przed tym, nim dołączył do Lady Pank. Do tego zdobył doświadczenie na scenie, które – to powie chyba każdy muzyk – jest bezcenne, bo żadne próby w domu ani godziny spędzone w studiu nie przygotują nikogo na spotkanie z prawdziwą publicznością. 


Panasewicz uciekał przed wojskiem. Gdyby nie ono, pewnie nie trafiłby do Lady Pank 


To w sumie zabawne, że Janusz – jak potem przyznał – przez cały ten czas grał, śpiewał, zakładał zespoły, występował w konkursach, ale nie traktował muzycznej kariery śmiertelnie poważnie, nawet w początkach działalności Lady Pank. A już z pewnością nie przypuszczał, że w wieku, w którym mógłby spokojnie wypoczywać na zasłużonej emeryturze, będzie jeszcze grać koncerty i śpiewać, w tym dla ludzi w wieku swoich dzieci. Tak samo jak nie podejrzewał na przykład, że w amfiteatrze w Zielonej Górze, w którym w młodości wystąpił na festiwalu piosenki radzieckiej – bo przecież nie było wtedy talent shows ani zbyt wielu innych okazji do pokazania się światu – zagra jeszcze wiele razy, ale już z jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych w kraju. 


CZYTAJ TEŻ: Björk krytykuje Trumpa w obronie Grenlandii


Ironia losu, prawda? To co powiedzieć o tym, że pewnie nigdy nie zostałby wokalistą Lady Pank, gdyby nie wojsko, przed którym za wszelką cenę chciał uciec? Tak bardzo unikał poboru, że skończyło się to dla niego niemałą karą, bo niemal roczną odsiadką. A wojsko i tak mu nie odpuściło, tyle że tym razem miał sporo szczęścia, bo w czasie służby Janusz… też zajmował się muzyką. Trafił do zespołu Desant, w którym „śpiewał chórki i nosił sprzęt”, ale przynajmniej miał więcej swobody niż podczas standardowej służby w PRL-u. No i najważniejsze: w tym samym zespole śpiewała Urszula, żona tekściarza i producenta Andrzeja Mogielnickiego, którego namówiła do posłuchania Janusza, a on już polecił wokalistę swojemu dobremu koledze – Jankowi Borysewiczowi. 



– Lady Pank się wtedy zawiązywało, a Borysewiczowi na początku marzyło się, że będzie gitarzystą i wokalistą, niczym Sting w The Police. Początki Janusza to przede wszystkim zasługa szczęśliwego zbiegu okoliczności. Zwrócono uwagę na jego nieprzyzwoicie dobrą dykcję. Początkowo miał pewne problemy z akcentem, trochę zaciągał, co do rocka niezbyt pasuje, ale szczęśliwie szybko pozbył się tego nawyku. Natomiast jednym z kluczowych elementów sukcesu Lady Pank było to, że Panasewicz znakomicie interpretował teksty Andrzeja Mogielnickiego. Przydawał im odpowiedniej barwy, ironii i mogę powiedzieć, że było w tym czuć nawet jakieś predyspozycje aktorskie – co zresztą się troszeczkę po latach sprawdziło, bo stworzył kilka filmowych kreacji, jak choćby ta w filmie „Nic” Doroty Kędzierzawskiej, notabene bardzo udana. Później do tego wszystkiego doszła konsekwencja, postawił na wizerunek charyzmatycznego frontmana. Widać było, że dużo czerpał z Micka Jaggera, czego zresztą sam Panasewicz się nie wstydzi. Bo też nie ma czego się wstydzić – powiedział portalowi TVP.Info Michał Grzesiek, autor książki „Lady Pank. Biografia nieautoryzowana”. 


Grali po trzy koncerty dziennie, a bilety i tak znikały błyskawicznie „Amok”


Dla Panasewicza dołączenie do grupy oznaczało jeszcze jedną życiową zmianę: z Jana stał się Januszem. Od razu było wiadomo, że „w tym zespole nie ma miejsca dla dwóch Janków”, bo przecież ludzie ciągle by ich mylili. Dlatego Jan Borysewicz pozostał Janem, a „Panas” stał się Januszem. Kiedy w stacjach radiowych zaczęły pojawiać się piosenki Lady Pank, choćby „Minus 10 w Rio” czy „Mała Lady Pank”, pewnie nikomu nie robiło to jeszcze różnicy, bo niewielu wiedziało, kto kryje się za tym szyldem. Jeszcze. Sytuacja zmieniła się dosłownie w ciągu kilku miesięcy, zresztą trudno było spodziewać się innego scenariusza, jeśli zespół wydał po kolei „Kryzysową narzeczoną”, „Mniej niż zero” i „Zamki na piasku”. 


Niemal z dnia na dzień Janusz i jego koledzy stali się gwiazdami, chłopakami z plakatów. Bilety na koncerty Lady Pank w wielkich halach wyprzedawały się w mgnieniu oka, a fani potrafili tak szaleć podczas występów, że zdarzały się domy kultury, które po wizycie grupy nadawały się do natychmiastowego remontu. „Amok” – podsumował tamte czasy Panasewicz. 


CZYTAJ TEŻ: Jedynka niezmiennie liderem oglądalności. Te pozycje były hitami


– Nie pamiętam samych początków zespołu Lady Pank, ponieważ jestem niemal jego rówieśnikiem. Ale już „Mniej niż zero” było frazą, która przewijała się w rzeczywistości dźwiękowej mojego dzieciństwa. W końcu lat 80. podobnie zapamiętałem „Kryzysową narzeczoną”, potem, z początkiem lat 90., to było już oczywiście „Zawsze tam gdzie ty”. Zespół Lady Pank był więc jednym z głównych narratorów tamtych lat dla dziecka, które chłonęło muzykę. Pamiętam ich koncert w Stargardzie, w Hali Spójni. Stałem za szybą, bo byłem wtedy dzieciakiem, więc oczywiście byłem za mały, żeby wejść samodzielnie, zresztą nie miałem nawet na bilet. Oglądałem plecy Janusza i Jana, bo scena była ustawiona tyłem do okna. Potem miałem lat 16 i – powtórzę klasyk internetowy – „to było na Inwazji Mocy”. W Stargardzie grała Kaśka Nosowska, nie pamiętam, czy z grupą Hey, czy solo – no i Lady Pank. Wtedy pomyślałem: „ok, to jest rockandroll” – przyznaje Michał Wiraszko, wokalista zespołu Muchy, a do tego solowy artysta i autor tekstów dla wielu polskich muzyków. 



„Janusz operuje głosem, który jest rozpoznawalny od pierwszych dźwięków”


Ponad dwie dekady po tym koncercie Wiraszko odebrał telefon z prośbą, żeby napisać coś dla Lady Pank. – Zawsze będę podkreślał, że to do mnie zadzwonili – śmieje się artysta i dodaje: – To jest poważna pozycja w moim CV. Oczywiście mówię to wszystko z ogromnym szacunkiem do Janusza i Jana. Natomiast rzeczywiście, kiedy dostałem zadanie napisania tekstów dla Lady Pank, musiałem to „rozchodzić”. Zrobiłem więc porządny research, przesłuchałem wszystkie płyty z naciskiem na teksty, sprawdziłem autorów i robiłem notatki. Na koniec wyszedł mi jeden wspólny mianownik – zawsze o wielkich sprawach małymi słowami. Z tym mottem zabrałem się do tej wyróżniającej pracy. Chciałem zrobić to dobrze. Niewielu artystów i muzyków w Polsce jest w stanie zgromadzić tłumy, co dopiero gromadzić te tłumy już przez piątą dekadę. Nie mogłem im przecież tego zepsuć. 


– Na pewno Janusz operuje głosem, który jest rozpoznawalny od pierwszych dźwięków. Wiadomo od razu, że to śpiewa Panasewicz i wie to każdy człowiek urodzony w Polsce przed rokiem 2010 (śmiech). Janusz ma niepodrabialną barwę i to też jest jedno z moich życiowych olśnień. Ten moment, kiedy kończysz piosenkę, piszesz tekst dla Lady Pank, słyszysz zmiksowany utwór i nagle dociera do ciebie, że to Janusz Panasewicz, właśnie tym swoim głosem, śpiewa słowa, które ty napisałeś. To jest naprawdę jedna z największych satysfakcji zawodowych dla tekściarzy – opowiada Wiraszko. 




Jak przystało na rockandrollowców, którym zawsze bliżej było mentalnie do The Rolling Stones niż The Beatles, członkowie Lady Pank potrafili też nieźle zaszaleć. O ich imprezach za kulisami i w hotelach krążyły legendy. Nawet kiedy grupa grała po 2-3 koncerty dziennie – pierwszy już o 16:00 – zawsze znalazł się czas na dobrą zabawę. Bywało, że te szaleństwa przenosiły się na scenę – i to już w późniejszych latach działalności, a naturalnie najwięcej emocji budziły wyczyny wokalisty. Januszowi zdarzało się wychodzić na scenę „pod wpływem”, zapłacił nawet karę za to, że podczas jednego z takich koncertów rzucił w publiczność butelką wody, która uderzyła w głowę dziewczynę robiącą zdjęcia. 


Fani potrafili skrytykować, ale nie odchodzili. „Mam wrażenie, że przyszło otrzeźwienie”


– Panasewicz to absolutna ekstraklasa wśród polskich rockmenów, od lat cieszy się statusem celebryty, a wiadomo, że tacy znajdują się cały czas pod obstrzałem wścibskich mediów. Ludzie niebędący postaciami publicznymi, mają takie same chwile słabości, tyle że to nie dzieje się na oczach kamer. Wspomnijmy tu choćby niesławny koncert w Tarnobrzegu w 2014 roku, który był transmitowany na żywo. Było tam wyraźnie widać niedyspozycję wokalisty. Fani podeszli do tego żałosnego występu bardzo krytycznie, ale nie odwrócili się od idola. I mam wrażenie, że potem przyszło otrzeźwienie, od kilku lat panowie trzymają wysoki poziom swoich koncertów, bo wiemy, że z Borysewiczem kilkanaście lat temu też różnie bywało pod tym względem – przypomina Grzesiek. 


CZYTAJ TEŻ: Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego. Znamy finalistów


Wiraszko przytacza historię innego muzyka, który też ma „to coś”, co sprawia, że ludzie są w stanie przymknąć oko na jego wybryki: – Jest taki film w internecie, jak Keith Richards z The Rolling Stones odbiera Nagrodę Literacką Normana Mailera z rąk Billa Clintona. Widać, że jest „odklejony od planety”, natomiast jest tak uroczy, tak ciepły, taki „do zjedzenia”, że przemawia przez kilka minut i ludzie biją mu brawo, mimo że najprawdopodobniej nie jest zupełnie trzeźwy. Co trzeba w sobie mieć? Nie wiem, czy to jest jakiś układ genów, czy to jest nabyte, ale na pewno trzeba tym dysponować, jeśli myśli się o porywaniu tłumów. 


Janusz Panasewicz postanowił jednak kilka lat temu rzucić alkohol, co zresztą publicznie przyznał. Muzyk zdradził, że dzięki tej decyzji zyskał nową energię. 


– Biologia jest nieubłagana i nie można w okolicach siedemdziesiątki zachowywać się jak dwudziestolatek. Panasewicz najwyraźniej wziął to sobie do serca, podobnie zresztą jak Borysewicz. Gdyby nadal co chwilę wychodzili na scenę pijani, po prostu wypadliby z branży. Cyganeryjna epoka lat 80. to już zamierzchła przeszłość, rynek uległ profesjonalizacji i wyeliminuje każdego, kto nie dostosuje się do jego reguł. Tu nie ma miejsca na sentymenty, te niech pozostaną domeną fanów, nostalgicznie wzdychających do czasów swej młodości – przekonuje Michał Grzesiek.  


Idol czy chłopak z sąsiedztwa? „Ma to gdzieś z tyłu głowy”


Wokalista, mimo popularności i sukcesów, przez wiele osób nadal jest uważany za chłopaka z sąsiedztwa. W czym tkwi tajemnica? Michał Wiraszko nie zastanawia się długo: – To jest właśnie ten wewnętrzny urok i aura.  


CZYTAJ TEŻ: W Paryżu bez języka?„Pomogło mi dziecko do wykarmienia”


Autor nieoficjalnej biografii Lady Pank ma jeszcze jedną teorię. 



– Przypuszczam, że tutaj główną rolę gra pochodzenie. On zresztą z dumą podkreśla swoje związki z Mazurami. Spójrzmy na najsłynniejszy skład zespołu, z pierwszej płyty. Większość muzyków dorastała w wielkich miastach, a Panasewicz – w prowincjonalnym Olecku. Wydaje mi się, że również dzięki temu nie groziła mu klasyczna „sodówka”, bo wszedł do artystycznego światka z dużą dozą pokory, może nawet pewnych kompleksów. Od początku robił wrażenie chłopaka zza miedzy i – z tego, co mi wiadomo – taki jest do dzisiaj, pomimo kilkudziesięciu lat sukcesów i popularności. Nadal gdzieś z tyłu głowy ma to, że pochodzi z małego miasteczka, z całym szacunkiem oczywiście. I myślę, że między innymi to odgrywa dużą rolę w tym, jakim jest człowiekiem – mówi. 


„Żywe dowody na to, że rockandroll konserwuje”


Panasewicz nie przepada za określeniem „legenda rocka”, ale pewnie również dlatego, że legenda kojarzy się z przeszłością, a on wcale nie myśli o muzycznej emeryturze.


– Wśród zespołów, które wystartowały na początku lat 80., Lady Pank wydają się być w najlepszej formie. Część kapel dawno przeszła do historii, część jest skonfliktowana, skłócona, są różne odłamy. Mamy dwa zespoły-wariacje na temat Perfectu, TSA, Kombi, Oddział Zamknięty i Jary Oddział Zamknięty, przykro się czasem na to patrzy. Natomiast w Lady Pank niepodzielnie od blisko 45 lat panuje duet Borysewicz-Panasewicz pod jednym i tym samym szyldem. Spośród kapel, które wtedy „wypłynęły”, chyba jako jedyni trzymają fason – ocenia Michał Grzesiek. 


– Myślę, że panowie z Lady Pank, mówię o Januszu, ale o Janie też, to są żywe dowody na to, że rockandroll konserwuje, ponieważ oni mają niezmiennie aurę i energię nastolatków, studentów. Tak zawsze było i mam nadzieję, że zawsze będzie. Dla mnie Janusz Panasewicz jest właściwie światem zastanym i oby to trwało jak najdłużej – podsumowuje Michał Wiraszko.  


CZYTAJ TEŻ: Wpływy nie tylko z filmu. Tyle Culkin zarobił za rolę Kevina

Kategorie: Telewizja

Tuż przed wypadkiem zamienili się miejscami. "To ja miałam zginąć"

Dziennik - 13 godzin 25 min. temu
Krzysztof Klenczon był gwiazdą takich zespołów jak Niebiesko-Czarni, czy Czerwone Gitary. Gdyby żył miałby 84 lata. Niestety jego życie przerwał tragiczny wypadek. Wokół śmierci artysty narodziło się wiele teorii spiskowych. Wdowa po Klenczonie wiele razy wspominała, że "to ja miałam zginąć, a nie on". Dlaczego tak sądzi? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Trwa zbiórka na generatory prądu dla Kijowa

W ramach inicjatywy "Ciepło dla Kijowa" zbierane są pieniądze na generatory prądu, które mają zostać przekazane m. in. szpitalom w stolicy Ukrainy. Obecny cel zbiórki to 2 mln zł.
Kategorie: Portale

Ten QUIZ to łatwizna. Uzupełnij tytuł znanego filmu lub serialu. Będzie komplet?

Dziennik - 13 godzin 45 min. temu
W tym bardzo łatwym quizie chodzi o uzupełnienie tytułu znanego filmu lub serialu. Niektóre są z czasów PRL. Większość zagadek jest naprawdę prosta. Pytamy o bardzo znane, wręcz kultowe produkcje. Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
Subskrybuj zawartość