Aktualności

QUIZ. Pytania z nowych odcinków teleturnieju "1 z 10". Komplet punktów tylko dla wytrawnych graczy

Dziennik - 4 godziny 48 min. temu
Teleturniej "1 z 10" jest jednym z najpopularniejszych w polskiej telewizji. W tym quizie zadajemy pytania, które Tadeusz Sznuk zadał uczestnikom w ostatnich odcinkach. Komplet punktów otrzymają tylko najlepsi. Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Nieoczekiwany skutek afery Epsteina. Andrzej tęskni za swoimi pluszakami

TVP.Info - 4 godziny 50 min. temu

Według ostatnich doniesień, były książę znajduje się w „fatalnym stanie emocjonalnym”. Najdrobniejsze problemy mają urastać do rangi dramatów. Jedną z przyczyn takiej sytuacji, jak donosi „National Examiner”, jest fakt, że większość kolekcji pluszowych misiów Andrzeja została przeniesiona do magazynu i nie trafiła do nowego miejsca zamieszkania byłego księcia. Ten miał zabrać ze sobą jedynie kilka egzemplarzy.


Były książę Andrzej nie radzi sobie bez swojej... kolekcji pluszowych misiów


Zainteresowanie jego nietypową kolekcją nie jest nowością. W książce „Yes, Ma'am: The Secret Life of Royal Servants” opisano przywiązanie Andrew Mountbattena-Windsora do pluszowych zabawek. Autor twierdzi, że misie miały być codziennie ustawiane w ściśle określonym porządku – w formie piramidy – a wszelkie odstępstwa od tego schematu wywoływały u właściciela irytację.


Obecna sytuacja, według źródeł, ma dodatkowo podkreślać ograniczoną kontrolę Andrzeja nad własnym życiem. Decyzje dotyczące przeprowadzki i przechowywania jego rzeczy miały być podejmowane w ramach ustaleń nadzorowanych przez Karola III.


Gdyby to zależało od Karola III, zabawki „wylądowałyby w koszu”


Dobrze poinformowane osoby twierdzą, że skupienie się byłego księcia na losie pluszowych misiów nie spotyka się ze zrozumieniem w otoczeniu monarchy. Król, według relacji, ma znacznie poważniejsze sprawy państwowe na głowie i nie zamierza okazywać pobłażliwości w tej kwestii.


W nieoficjalnych komentarzach pojawiają się nawet sugestie, że gdyby decyzja należała wyłącznie do niego, kolekcja zabawek nie miałaby dla niego żadnej wartości i „wylądowałyby w koszu”. – Uważa za absolutnie upokarzające, że jego brat w tym wieku w ogóle ma kolekcję pluszowych misiów – przekazał jeden z informatorów.


Czytaj też: Iran atakuje rakietami Izrael. Władze były gotowe na ten ruch

Kategorie: Telewizja

Ważna zmiana dla pracujących emerytów. ZUS może zawiesić wypłaty

Od 1 marca 2026 r. pracujący wcześniejsi emeryci i renciści będą mogli zarobić więcej bez ryzyka utraty świadczenia. Zakład Ubezpieczeń Społecznych podnosi limity dorabiania - dolny próg przekroczy 6,4 tys. zł brutto, a górny sięgnie niemal 12 tys. zł. Uwaga: przekroczenie wyższej granicy oznacza zawieszenie wypłaty.
Kategorie: Portale

Szokuje udziałem w "The Traitors". Ksiądz z osiedla: "Moim życiowym celem było, by księdzem nie być" [WYWIAD]

Dziennik - 4 godziny 59 min. temu
"Prawda jest taka, że jednym z celów życiowych, jakie miałem to był ten, żeby księdzem nie być. Do 24. roku życia udało mi się ten cel realizować" - mówi ksiądz Rafał Główczyński SDS, znany w internecie jako "Ksiądz z osiedla". W rozmowie z Dziennik.pl wyjaśnia, dlaczego wziął udział w programie "The Traitors. Zdrajcy", po co założył profil na platformie dla dorosłych OnlyFans i jak przeżyć Wielki Post. Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Rusza "Taniec z Gwiazdami". Kto z kim zatańczy? Numery startowe par

Dziennik - 5 godzin 9 min. temu
Rusza nowa edycja programu "Taniec z Gwiazdami". Podobnie, jak w poprzednich sezonach, tak i teraz show będzie emitowane na antenie Polsatu. Kto z kim zatańczy? Jakie są numery startowe poszczególnych par 18. edycji "Tańca z Gwiazdami"? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Olivia Dean wielką zwyciężczynią gali BRIT Awards. Nie zabrakło zaskoczeń

TVP.Info - 5 godzin 9 min. temu

Olivia Dean, która wraz z piosenkarką Lolą Young prowadziła w liczbie nominacji – po pięć dla każdej z artystek – zdobyła pierwszą nagrodę wieczoru, za piosenkę roku, dla „Rein Me In”, nagraną we współpracy z Samem Fenderem. 26-letnia artystka, znana z muzyki łączącej R&B, pop i neo soul, odebrała także statuetki dla najlepszego wykonawcy pop, artystki roku oraz albumu roku za swój drugi album studyjny „The Art of Loving”.


Nagranie tego albumu odmieniło moje życie. Opowiada o miłości i o kochaniu się nawzajem w świecie, który teraz wydaje się pozbawiony miłości – powiedziała Dean, cytowana przez Reutersa. Wcześniej wokalistka zdobyła nagrodę Grammy.


BRIT Awards 2026: Olivia Dean, Lola Young, Noel Gallagher, PinkPantheress i Ozzy Osbourne wśród wyróżnionych


Fender zwyciężył również w kategorii alternatywny/rockowy zespół, a Young, znana z utworu „Messy”, została wyróżniona jako „przełomowy artysta”. Rockowa grupa Wolf Alice zdobyła nagrodę dla zespołu roku. Noel Gallagher został uhonorowany jako autor tekstów, a wokalistka i autorka tekstów PinkPantheress otrzymała nagrodę dla producenta roku.


Zmarły w lipcu 2025 roku w wieku 76 lat Ozzy Osbourne, z heavymetalowego Black Sabbath, został wyróżniony nagrodą za całokształt twórczości. – Ozzy był autentyczny, utalentowany, całkowicie nieprzewidywalny, dziki, był prawdziwym artystą – powiedziała jego żona, Sharon Osbourne.


Wśród zwycięzców w kategorii międzynarodowej znalazła się piosenkarka Rosalia z Katalonii, uznana za międzynarodowego artystę roku.


Jedne z najważniejszych nagród muzycznych na świecie. Prawie pół wieku historii


Mark Ronson, Brytyjczyk o amerykańskich korzeniach, otrzymał nagrodę za szczególne zasługi i wystąpił podczas ceremonii. Wśród nominowanych artystów ze Stanów Zjednoczonych znaleźli się m.in. Taylor Swift, Lady Gaga i Doechii. Na liście wykonawców pojawili się artyści z całego świata, w tym Audrey Nuna i REI AMI ze Stanów Zjednoczonych, którzy użyczyli głosów postaciom z K Pop Demon Hunters, animowanego filmu akcji inspirowanego estetyką i stylistyką koreańskiego popu.


BRIT Awards, przyznawane od 1977 roku, należą do najważniejszych wyróżnień w brytyjskim przemyśle muzycznym i tradycyjnie honorują przede wszystkim krajowych twórców, choć obejmują także kategorie dla międzynarodowych artystów, piosenek i zespołów.


CZYTAJ TEŻ: Nowi jurorzy w „The Voice Kids”. Niezwykle wzruszające sceny na planie

Kategorie: Telewizja

Szturm na ambasadę USA w Bagdadzie. Bunt po śmierci lidera Iranu

TVP.Info - 5 godzin 11 min. temu

Jak donosi agencja AFP, powołując się na źródła w irackich organach bezpieczeństwa, od rana trwają intensywne próby przełamania kordonów ochronnych wokół placówki. Choć demonstranci wykazują dużą determinację, służby mundurowe jak dotąd skutecznie odpierają ataki.


Bitwa na kamienie i gaz łzawiący


Sytuacja w tzw. Zielonej Strefie – silnie strzeżonej dzielnicy dyplomatycznej – jest krytyczna. Portal Shafaq News informuje, że siły bezpieczeństwa zablokowały kluczowy most prowadzący do budynków rządowych i zagranicznych misji.


W mediach społecznościowych krążą nagrania dokumentujące brutalne starcia. Widać na nich manifestantów z flagami ugrupowań proirańskich, którzy obrzucają policję kamieniami. Funkcjonariusze odpowiadają masowym użyciem gazu łzawiącego.



Ambasada w trybie awaryjnym


Napięcie w regionie eskalowało już w sobotę. W związku z bezpośrednim konfliktem zbrojnym na linii USA–Izrael–Iran, amerykańska placówka podjęła radykalne kroki bezpieczeństwa, w tym zawieszono wszelką działalność konsularną i wzmocniono ochronę fizyczną obiektu.


Eksperci wskazują, że śmierć irańskiego lidera może stać się zapalnikiem dla dalszej destabilizacji w całym regionie Bliskiego Wschodu.

Kategorie: Telewizja

USA "uderzą z siłą, jakiej nigdy wcześniej nie widziano". Trump ostrzega po śmierci Chameneia

Dziennik - 5 godzin 25 min. temu
Prezydent USA Donald Trump ostrzegł Iran, by powstrzymał się przed nadmierną odpowiedzią na atak USA, grożąc, że w odwecie Stany Zjednoczone "uderzą z siłą, jakiej nigdy wcześniej nie widziano". Iran zapowiedział wcześniej mocny odwet za zabicie przywódcy kraju ajatollaha Alego Chameneia. Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa

AI w sali operacyjnej. Eksperyment na żywym organizmie

TVP.Info - 5 godzin 26 min. temu

Punktem wyjścia tej historii – kto by się spodziewał? – jest kasa. A kasa – o czym doskonale wiemy – jest najważniejsza. Pojawia się więc nowa przełomowa technologia i każda branża ściga się w jak najszybszym wdrożeniu celem rozbicia banku, bycia liderem rynku, zdystansowania konkurencji, napompowania ego itd


Zawrotne tempo wprowadzania urządzeń medycznych opartych na uczeniu maszynowym


Rynek produktów czy usług medycznych nie może wobec tego ignorować absolutnie rewolucyjnej technologii, jaką jest sztuczna inteligencja. I nic w tym zdrożnego. Niezrozumiałym byłoby nie spróbować użyć do leczenia bądź diagnostyki narzędzia, które zmieni ludzkość (jeśli nie zgładzi, ale to temat na inną opowieść).


Czytaj także: Pierwszy pacjent USA. Co naprawdę dolega Donaldowi Trumpowi?


Problem polega jednak nie na samej idei, lecz na kontroli i tempie tych wdrożeń. Medycyna wypływa tutaj bowiem na kompletnie niezbadane wody, a liczby pokazują, że tempo jest zawrotne. Tymczasem ściganie się na nowe rozwiązania w pogoni za zyskiem niekoniecznie działa na korzyść pacjentów


Niebezpieczne zdarzenia przy operacjach zatok


Dziennikarze Reutera podali w raporcie, że amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła już co najmniej 1357 urządzeń medycznych opartych na sztucznej inteligencji – to dwa razy więcej niż do 2022 roku


Jednym z takich rozwiązań jest system TruDi należący do firmy Acclarent, będącej jeszcze dwa lata temu oddziałem Johnson & Johnson, giganta branży medycznej. Urządzenie stosowane w leczeniu przewlekłego zapalenia zatok wprowadzono na rynek w 2018 r., a trzy lata później ogłoszono „krok naprzód”. Polegał on na dodaniu do TruDi sztucznej inteligencji do wspomagania laryngologów w operacjach.


Od momentu wejścia na rynek tego urządzenia, jeszcze bez AI, FDA otrzymała niepotwierdzone doniesienia o siedmiu przypadkach usterek i jednego przypadku urazu pacjenta. Ale od chwili dołożenia do systemu rozwiązań AI, takich niepotwierdzonych doniesień o awariach i zdarzeniach niepożądanych było już co najmniej 100.


Chirurdzy wprowadzani w błąd


Z tego – od końca 2021 r. do listopada 2025 – przynajmniej dziesięć osób zostało poszkodowanych. Większość przypadków wiązała się z tym, że system nawigacyjny TruDi wprowadzał chirurgów w błąd, co do lokalizacji instrumentów operacyjnych w głowach operowanych osób.


Czytaj także: Unijny plan walki z rakiem traci impet. Kontrolerzy alarmują


„Zgłoszono wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego z nosa jednego pacjenta. W innym opisanym przypadku chirurg omyłkowo przekłuł podstawę czaszki. W dwóch innych przypadkach pacjenci rzekomo doznali udarów mózgu w wyniku przypadkowego uszkodzenia dużej tętnicy” – poinformował Reuters.


Co istotne, raporty FDA dotyczące urządzeń mogą być niekompletne i nie mają na celu ustalenia przyczyn wypadków medycznych, dlatego nie jest jasne, jaką rolę w tych zdarzeniach mogła odegrać sztuczna inteligencja.


FDA zaznaczyła, że w raportowanych zdarzeniach często brakuje szczegółów, są one redagowane w celu ochrony tajemnic handlowych i nie można ich używać wyłącznie do wskazywania winnych. Agencja czasami otrzymuje również wiele zgłoszeń dotyczących jednego incydentu.


Skargi na urządzenia medyczne z AI się mnożą


Dziennikarze ustalili, że co najmniej 1401 skarg złożonych do FDA między 2021 a październikiem 2025 roku dotyczyło urządzeń medycznych znajdujących się na liście obejmującej 1357 produktów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Co najmniej 115 dotyczyło problemów z oprogramowaniem lub algorytmami.


Czytaj także: Wyścig po myśliwiec 6. generacji. „Pozwoli narzucić wolę przy użyciu siły”


Dwie wspomniane ofiary udarów złożyły pozwy w Teksasie, twierdząc, że sztuczna inteligencja systemu TruDi przyczyniła się do ich uszczerbku na zdrowiu. „Produkt był prawdopodobnie bezpieczniejszy przed wprowadzeniem zmian w oprogramowaniu, które uwzględniały sztuczną inteligencję, niż po wprowadzeniu modyfikacji” – stwierdzono w jednym z pozwów.


Johnson & Johnson przekazał pytania Reutera na ten temat do firmy Integra LifeSciences, która w 2024 roku zakupiła Acclarent i system nawigacyjny TruDi.


Właściciel bronił się twierdząc, że doniesienia „nie wskazują na nic więcej niż to, że system TruDi był używany podczas operacji, w której wystąpiło zdarzenie niepożądane”. Dodał, że „nie ma wiarygodnych dowodów wskazujących na żaden związek przyczynowo-skutkowy między systemem nawigacyjnym TruDi, technologią sztucznej inteligencji i rzekomymi urazami”.


Dwie tętnice uszkodzone i dwa udary


W czerwcu 2022 r. dr Marc Dean, używając systemu nawigacyjnego TruDi ze sztuczną inteligencją, wszczepił Erin Ralph mały balonik do zatoki przynosowej w szpitalu w Fort Worth w Teksasie. Zabieg ten, znany jako balonoplastyka, to małoinwazyjna technika leczenia przewlekłego zapalenia zatok. Balonik jest pompowany w celu powiększenia otworu zatoki, co umożliwia lepszy drenaż i łagodzi stan zapalny.


Jednak wykorzystany system, jak zarzuca się w pozwie, „wprowadził w błąd i źle skierował” instrumenty chirurga. Tętnica szyjna – która dostarcza krew do mózgu, twarzy i szyi – miała zostać uszkodzona, co doprowadziło do powstania zakrzepu. Prawnik poszkodowanej stwierdził przed sądem, że z własnej dokumentacji dr Deana wynika, że „nie miał pojęcia, że znajduje się w pobliżu tętnicy szyjnej”.


W efekcie po opuszczeniu szpitala kobieta doznała udaru i za chwilę wylądowała na oddziale intensywnej terapii. Lekarze usunęli jej fragment czaszki, „aby mózg miał miejsce na obrzęk”, jak sama poszkodowana, matka czwórki dzieci, opisała swoje przykre perypetie w internetowej zbiórce pieniędzy na leczenie w serwisie GoFundMe.


Rok później w maju 2023 r. dr Dean używał TruDi podczas kolejnej operacji plastyki zatok u Donny Fernihough. Według pozwu, tętnica szyjna pacjentki miała wówczas „wybuchnąć”. Krew „tryskała wszędzie” – obryzgując nawet na przedstawiciela Acclarent, który obserwował operację. Fernihough w dniu operacji także doznała udaru.


Czytaj także: Pielęgniarz odmówił lekarce pobrania krwi. Przez jej tatuaże


Pozew zarzuca firmie Acclarent, że ta „wiedziała lub powinna była wiedzieć, że domniemana sztuczna inteligencja spowodowała lub nasiliła tendencję zintegrowanego systemu nawigacyjnego do niespójności, niedokładności i zawodności”.


Ponad pół miliona dla doktora za konsultacje


Acclarent zaprzeczył zarzutom w obu toczących się wciąż sprawach. Firma stwierdziła w sądzie, że nie zaprojektowała ani nie wyprodukowała systemu TruDi, a jedynie go dystrybuowała. Integra LifeSciences, właściciel Acclarenta, przekazał Reuterowi, że nie ma dowodów na związek między technologią sztucznej inteligencji a zarzucanymi urazami.


Dr Marc Dean rozpoczął pracę jako konsultant firmy Acclarent w 2014 r. i otrzymał od firmy ponad 550 000 dol. honorariów konsultacyjnych do 2024 r., jak wynika z danych Open Payments, federalnej bazy danych śledzącej powiązania finansowe między firmami a lekarzami. Co najmniej 135 000 dol. z tych honorariów było związane z systemem TruDi.


Integra poinformowała, że lekarz ten nie jest już konsultantem TruDi, a płatności na jego rzecz po przejęciu Acclarentu były przeznaczone na posiłki.


Rzekome naciski na wprowadzenie AI


Fernihough przekonywała w pozwie, że w 2021 r. ówczesny prezes Acclarentu Jeff Hopkins naciskał na wprowadzenie sztucznej inteligencji do TruDi „jako narzędzia marketingowego”, aby móc reklamować system jako „wyposażony w nową i nowatorską technologię”.


Czytaj także: Tak radzą sobie ze stratą. Robią cyfrowe klony zmarłych


Oprogramowanie TruDi wykorzystuje uczenie maszynowe do identyfikacji określonych segmentów anatomii pacjenta i obliczenia „najkrótszej, prawidłowej ścieżki między dwoma punktami określonymi przez lekarza”, jak wynika z wpisu Acclarentu na LinkedIn. Technologia ta ma na celu uproszczenie planowania operacji i zapewnienie informacji zwrotnej w czasie rzeczywistym podczas zabiegów takich jak operacje zatok.


Lekarz miał ostrzegać o problemach


Jak zarzucono w jednym z pozwów, władze Acclarentu skontaktowały się z dr Deanem w sprawie planu dodania sztucznej inteligencji. Chirurg miał ostrzec Hopkinsa i Acclarent, „że istnieją problemy wymagające rozwiązania”. Pomimo tego ostrzeżenia Acclarent „obniżył swoje standardy bezpieczeństwa, aby przyśpieszyć wprowadzenie nowej technologii na rynek” i „osiągnął cel zaledwie 80 proc. dokładności dla niektórych z tych nowych technologii przed zintegrowaniem ich z systemem nawigacyjnym TruDi”.


Jesteśmy jako gatunek dopiero na samym początku rewolucji związanej ze sztuczną inteligencją. Jest z tym trochę tak jak z technologią atomową – z jednej strony można ją wykorzystywać do produkcji energii, a z drugiej można wykorzystać do wyprodukowania śmiercionośnej broni.


Czytaj także: Dzieci algorytmów. „Nie mają przyjaciół, tylko polubienia”


Zwolennicy przekonują, że AI pomoże znaleźć lekarstwa na rzadkie choroby, odkryć nowe leki, poprawić umiejętności chirurgów i dać pacjentom poczucie bezpieczeństwa. Wszystko jednak rozbija się o to, co zostało już powiedziane na wstępie, jak technologia jest wdrażana i czemu służy.


Aby szybciej i jak najwięcej zarobić


Z przeprowadzonej przez dziennikarzy Reutera analizy danych dotyczących bezpieczeństwa oraz dokumentacji prawnej, a także rozmów z lekarzami, pielęgniarkami, naukowcami i organami regulacyjnymi, na pierwszy plan wysuwa się jedno główne zagrożenie – producenci urządzeń, giganci technologiczni i twórcy oprogramowania ścigają się z czasem, aby zdystansować konkurencję na rynku i dzięki temu zarobić więcej.


System TruDi nie jest jedynym, który budzi wątpliwości. FDA otrzymała doniesienia dotyczące dziesiątek innych urządzeń wspomaganych sztuczną inteligencją. To np. monitor pracy serca, który rzekomo nie wykrywał nieprawidłowości czy urządzenie ultrasonograficznego, które miało błędnie identyfikować części ciała płodu.


Błędne identyfikowanie części ciała płodu


W raporcie FDA z czerwca 2025 roku zarzucono, że oprogramowanie Sonio Detect, wykorzystujące techniki uczenia maszynowego do analizy obrazów, podczas badań prenatalnych błędnie identyfikuje części ciała płodu.


Czytaj także: Wyścig o panowanie nad światem na finiszu. Kwanty bronią ostateczną


„Algorytm sztucznej inteligencji oprogramowania Sonio Detect jest wadliwy i błędnie oznacza struktury płodu, przypisując je niewłaściwym częściom ciała” – stwierdzono w raporcie. Sonio Detect należy do Samsung Medison, oddziału koncernu Samsung Electronics. Samsung Medison stwierdził, że raport FDA „nie wskazuje na żadne zagrożenie bezpieczeństwa, ani też FDA nie zażądała od Sonio żadnych działań”.


Kardiomonitory pod lupą


Co najmniej 16 skarg dotyczyło kardiomonitorów wspomaganych sztuczną inteligencją, produkowanych przez giganta branży urządzeń medycznych Medtronic. Miały one nie rozpoznawać nieprawidłowych rytmów lub przerw w pracy serca. Medtronic poinformował FDA, że niektóre incydenty były spowodowane „dezorientacją użytkownika”.


Algorytmy sztucznej inteligencji w implantowalnych kardiomonitorach Medtronic z serii LINQ są określane jako „sztuczna inteligencja oparta na głębokim uczeniu”. Według strony internetowej firmy, znacznie zmniejszyły one liczbę fałszywych ostrzeżeń i informowały o rzeczywistych alarmach dotyczących zdarzeń sercowych. Firma informuje jednak również na swojej stronie internetowej i w materiałach produktowych, że jej technologia sztucznej inteligencji AccuRhythm AI może błędnie klasyfikować rzeczywiste nieprawidłowe rytmy serca lub przerwy.


Firma Medtronic poinformowała agencję Reutera, że przeanalizowała wszystkie 16 epizodów i oceniła, że urządzenie przeoczyło tylko jeden przypadek nieprawidłowego rytmu serca. „W żadnym ze zgłoszeń nie pacjent nie ucierpiał” – poinformował producent. Medtronic stwierdził, że niektóre incydenty były związane z problemami z wyświetlaniem danych, a nie z technologią sztucznej inteligencji. Firma jednak odmówiła pełnego wyjaśnienia, co poszło nie tak w każdym z tych incydentów.


Niemal połowa wycofań w niecały rok od wprowadzenia na rynek


Naukowcy z uniwersytetów Johns Hopkins, Georgetown i Yale poinformowali w sierpniu w JAMA Health Forum, że 60 urządzeń medycznych zatwierdzonych przez FDA, wykorzystujących sztuczną inteligencję, było powiązanych ze 182 przypadkami wycofania produktów z rynku. Ich analiza wykazała, że 43 proc. wycofań nastąpiło w ciągu niecałego roku od otrzymania zielonego światła. To około dwa razy więcej niż wskaźnik wycofań wszystkich urządzeń zatwierdzonych na podstawie podobnych przepisów FDA.


Czytaj także: Pierwsza taka operacja w Polsce. Wyjęli pacjentce wątrobę, by ją zoperować


Boom na sztuczną inteligencję – zauważył Reuters – stanowi istotny problem dla FDA. Jak przekazało dziennikarzom łącznie pięciu obecnych i byłych naukowców agencji, federalny regulator z trudem nadąża za napływem urządzeń medycznych wspomaganych sztuczną inteligencją, ubiegających się o zatwierdzenie. Rzecznik Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych (HHS), do którego należy FDA, powiedział, że agencja dąży do zwiększenia swoich możliwości w tym obszarze.


Za mało specjalistów do kontroli


Z całą pewnością problem z liczbą rąk do pracy w FDA byłby nieporównywalnie mniejszy, gdyby nie działania amerykańskiego rządu.


Około cztery lata temu FDA poszerzyła zatrudnienie o naukowców specjalizujących się w sztucznej inteligencji, w szczególności w recenzowaniu urządzeń do obrazowania medycznego i radiologii. Wielu z nich pracowało w Wydziale Obrazowania, Diagnostyki i Niezawodności Oprogramowania (DIDSR). Jednostka ta stała się kluczowym zasobem agencji w zakresie oceny bezpieczeństwa sztucznej inteligencji w medycynie, jak powiedzieli agencji Reutera jeden obecny i dwóch byłych pracowników FDA. Na początku ubiegłego roku liczba ta wzrosła do około 40 osób.


Kontrolerzy próbują „łamać” modele AI


Przyciąganie najlepszych specjalistów do pracy w administracji rządowej nie jest łatwe. Rekrutacja często wymaga przekonania do rezygnacji z wyższych wynagrodzeń, na jakie można liczyć w sektorze prywatnym. Zadanie kontrolerów często polega na próbie „złamania” modeli sztucznej inteligencji w urządzeniach.


Czytaj także: Miasto na Księżycu, miasto na Marsie. Kosmiczne plany Elona Muska


Jak przekazali byli pracownicy FDA, chodzi np. o testowanie algorytmów urządzenia w różnych sytuacjach klinicznych i sprawdzaniu, czy wydajność sztucznej inteligencji pogarsza się z czasem. Starano się również zminimalizować „halucynacje”, czyli sytuacje, w których modele sztucznej inteligencji generują fałszywe informacje.


Radykalne cięcia Muska w administracji obniżyły jakość kontroli


Ale po tym, jak Donald Trump objął urząd prezydenta możliwości w zakresie badania urządzeń medycznych z AI w USA zostały ograniczone. Wszystko za sprawą Elona Muska i jego kampanii na rzecz cięcia kosztów za pośrednictwem Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE). W wyniku działań miliardera, około 15 z 40 naukowców zajmujących się sztuczną inteligencją w jednostce DIDSR zostało zwolnionych lub odeszło, jak stwierdziły osoby z FDA.


Inna jednostka, która opracowywała politykę dotyczącą urządzeń wykorzystujących sztuczną inteligencję, Centrum Doskonałości Zdrowia Cyfrowego (Digital Health Center of Excellence), straciła około jednej trzeciej swojego personelu, liczącego około 30 osób.


Czytaj także: Lekarstwo na raka. Polscy naukowcy krok od przełomu


– Niektórzy wysocy rangą regulatorzy nie mają pojęcia, jak działają te technologie. Wyjaśnialiśmy im, dlaczego uważamy, że ta technologia jest bezpieczna lub niebezpieczna w użyciu na rynku – powiedział jeden z byłych urzędników.


Jeśli jest mniej oczu, łatwiej coś przeoczyć


Od czasu radykalnych cięć zaordynowanych przez Muska, obciążenie pracą niektórych recenzentów urządzeń prawie się podwoiło, jak twierdzą dwaj byli pracownicy. – Jeśli nie masz zasobów, istnieje większe prawdopodobieństwo, że coś zostanie przeoczone – powiedział były recenzent urządzeń, który zrezygnował z pracy w ubiegłym roku.


FDA wymaga badań klinicznych nowych leków, ale urządzenia medyczne podlegają innym procedurom kontroli. Zgodnie z przepisami FDA większość urządzeń z zastosowaniem sztucznej inteligencji wprowadzanych na rynek nie musi być testowana na pacjentach.


Urządzenia z łagodniejszą kontrolą niż leki


Zamiast tego producenci spełniają przepisy FDA, powołując się na wcześniej dopuszczone urządzenia, które nie miały opcji związanych ze sztuczną inteligencją – zwrócił uwagę dr Alexander Everhart, wykładowca na wydziale medycznym Uniwersytetu Waszyngtońskiego w St. Louis i ekspert w dziedzinie regulacji dotyczących urządzeń medycznych.

Pozycjonowanie nowych urządzeń jako aktualizacji istniejących to ugruntowana praktyka, ale Everhart twierdzi, że sztuczna inteligencja wprowadza nową niewiadomą.


– Uważam, że tradycyjne podejście FDA do regulacji urządzeń medycznych nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa i skuteczności technologii opartych na sztucznej inteligencji – powiedział Everhart agencji Reutera, zaznaczając, że aktualne podejście do zatwierdzania urządzeń przed wejściem na rynek w zasadzie skazuje na branie deklaracji producenta „za dobrą monetę”. – Nie wiem, czy to, co teraz jest w FDA, stanowi jakieś realne zabezpieczenie – podsumował.

Kategorie: Telewizja

Składka zdrowotna do likwidacji. Miliony zyskają, zapłacą najbogatsi

Lewica chce zlikwidować 9-procentową składkę zdrowotną i zastąpić ją 12-procentowym podatkiem zdrowotnym z kwotą wolną 30 tys. zł. Efekt? Miliony emerytów i pracowników mogłyby dostać wyższe wypłaty na rękę. Ale rachunek zapłacą najlepiej zarabiający - i to oni mieliby sfinansować dodatkowe 30 mld zł dla NFZ.
Kategorie: Portale

Niezwykły serial w telewizji. "Potrafi trzymać w ekstremalnym napięciu"

Dziennik - 5 godzin 27 min. temu
Już dziś nastąpi premiera nowego odcinka wyjątkowej produkcję BBC Studios Natural History Unit zatytułowanej "Królestwo zwierząt" ("Kingdom"). Producenci przekonują, że ten serial jest jak połączenie walki o władzę z "Gry o tron" z czułością "Króla lwa". Gdzie i o której godzinie będzie można oglądać drugi odcinek? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Długoterminowe delegacje Ukraińców. Wracają wywózki na Syberię?

TVP.Info - 5 godzin 28 min. temu
„Długoterminowe delegacje”


Taka sytuacja musiała się wydarzyć. Dyrektor szkoły w okupowanym Doniecku przegląda poranną pocztę. Większość to standardowe pisma – zalecenia metodyczne, wykaz podręczników, terminy konkursów. Jeden dokument wyróżnia się nadrukiem: „poufne”. Treść krótka. Administracja okupacyjna żąda wytypowania pracowników do „długoterminowych delegacji” na Daleki Wschód. Na listę należy wpisać osoby „nieobciążone okolicznościami rodzinnymi”. Dyrektor wie, co to znaczy. Także dlatego, że jego przodkowie byli już w podobnej „delegacji”.

Ukraińskie Centrum Narodowego Sprzeciwu – państwowa instytucja powołana m.in. do dokumentowania ruchu oporu na okupowanych terytoriach – poinformowało 13 listopada 2025 roku, że właśnie takie pisma trafiają do szkół, szpitali i przedsiębiorstw komunalnych w obwodach chersońskim, donieckim, ługańskim i zaporoskim. Wszędzie ta sama instrukcja: wskazywać pracowników do przeniesienia na Syberię i Daleki Wschód, ze szczególnym uwzględnieniem osób, które najłatwiej deportować bez rozgłosu, a więc bez rodzin.


Równolegle Rosja ogłosiła „Program rozwoju Syberii” wart 700 miliardów rubli, czyli około 35 miliardów złotych. To głównie inwestycje w przemysł, mają powstać dodatkowe miejsca pracy. Ale kogo obsadzać na nowo tworzonych stanowiskach?


Autorzy raportów z prestiżowego Institute for the Study of War (ISW, Instytut Studiów nad Wojną) oraz Yale School of Public Health nie mają złudzeń. Ukraińców z okupowanych terytoriów może czekać następujący schemat: najpierw paszportyzacja, potem filtracja, wreszcie transport w głąb Rosji – na Syberię, do Magadanu, za koło podbiegunowe. Paszportyzacja została już w dużej mierze zrealizowana – według doniesień BBC mieszkańcy okupowanych terenów bez rosyjskich dokumentów są traktowani jak cudzoziemcy, pozbawiani dostępu do opieki medycznej, pracy i sądów. Filtracja również trwa od początku inwazji – to przez nią przeszły setki tysięcy Ukraińców. Moskwa musi wiedzieć, kim są jej nowi obywatele. Rozsyłane właśnie pisma do urzędów to najprawdopodobniej przygotowanie do trzeciego etapu – właściwych deportacji.


Historycy przypominają zaś: Rosja już wielokrotnie ćwiczyła przesiedlenia. Stalin deportował całe narody. I właśnie teraz może dziać się dokładnie to samo.

Czytaj też: Emancypacja poprzez testament. Tak obchodzono prawo


System działa spójnie – od przedszkola po grób


Przeszukaliśmy lokalne media z obwodów irkuckiego i magadańskiego – regionów, które według planów miałyby stać się docelowym miejscem przesiedleń. Oficjalne portale milczą. Żadnych komunikatów o przygotowaniach do przyjęcia nowych mieszkańców, żadnych ogłoszeń o pracy w ramach „Programu rozwoju Syberii”. W kilku grupach dyskusyjnych na Telegramie pojawiały się jednak wzmianki o „zorganizowanych naborach” – sformułowaniu, które pada w kontekście ofert pracy w przemyśle wydobywczym. Na ekonomicznych portalach przeczytamy zaś, że w marcu 2024 roku rosyjski rząd wyznaczył państwową firmę „Rabota w Rossii” (Praca w Rosji) oficjalnym operatorem „zorganizowanego naboru”. Oczywiście w tym kontekście o Ukraińcach się nie pisze.


Za to w raporcie ISW z 20 listopada 2025 roku czytamy:


„Rosja prawdopodobnie planuje przymusowo przesiedlić Ukraińców na Syberię w ramach programu stymulowania wzrostu gospodarczego słabo rozwiniętych regionów Rosji. Rosyjski rząd prawdopodobnie użyje do tego środków przymusu, w tym zachęt ekonomicznych lub obietnic zatrudnienia”.

Autorzy dokumentu zwracają uwagę na słowa Siergieja Szojgu, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, który 7 listopada 2025 roku wizytował Krasnojarsk i mówił o potrzebie „przyciągnięcia” ludzi na Syberię. Nawiązywał wtedy do tradycji Imperium Rosyjskiego i ZSRR, które – jak to ujął – „stwarzały warunki, by obywatele dobrowolnie i z radością jechali na Syberię budować i rozwijać gospodarkę narodową”. W tym samym wystąpieniu przyznał, że rząd zapewnia korzyści podatkowe i administracyjne tym, którzy przenoszą się do pracy w ramach klastra Angara-Jenisej – strategicznego programu gospodarczego, który ma pochłonąć 700 miliardów rubli, czyli tyle samo, ile wynosi budżet ogłoszonego wcześniej „Programu rozwoju Syberii”.


Miesiąc później Putin podpisał też ustawę, która pozwala władzom okupacyjnym w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim na konfiskatę mienia uznanego za „bezpańskie”. Jak wynika z analizy tej ustawy przeprowadzonej przez Le Monde:


„Aby być prawnie uznanym za właściciela nieruchomości na okupowanym terytorium, trzeba posiadać rosyjskie obywatelstwo i ponownie zarejestrować własność u władz okupacyjnych”.


Petro Andriuszczenko, były doradca mera Mariupola, mówi wprost dla Le Monde: „W ciągu pięciu lat w Mariupolu nie będzie już ukraińskich mieszkańców. Rosjanie redystrybuują zasoby mieszkaniowe w tym właśnie celu”.

Przywoływani już badacze z Yale School of Public Health ustalili, że Rosja zarządza co najmniej 210 placówkami przeznaczonymi dla deportowanych dzieci ukraińskich. Ich raport nie pozostawia złudzeń co do skali procederu:

Rosja prowadzi potencjalnie bezprecedensowy system zakrojonych na szeroką skalę reedukacji, szkoleń wojskowych i obiektów noclegowych zdolnych pomieścić dziesiątki tysięcy dzieci z Ukrainy przez długi czas”.

Wśród tych obiektów są dwa na Syberii i jeden w obwodzie magadańskim. Te same regiony, które według planów mają być celem „długoterminowych delegacji” dorosłych Ukraińców. Związek jest oczywisty: Moskwa od lat ćwiczy procedury na dzieciach, by dziś zastosować je wobec dorosłych. System działa spójnie – od przedszkola po grób.


Czytaj też: ZSRR jako mem, czyli sowieckie kłamstwa


Kontekst historyczny: powtórka z procedur


Listy z żądaniem wytypowania „pracowników do delegacji” nie są pierwszymi papierami tego typu, jakie trafiają na ukraińskie ziemie. Zanim przyszła kolej na Ukraińców, system wypróbowano na innych – na Tatarach krymskich, Niemcach nadwołżańskich czy Koreańczykach. W końcu jednak Stalin wskazał na nich. W latach 1925-1928 setki tysięcy mieszkańców wschodnich ziem (Starodubszczyzny, Biełgorodszczyzny, Dońskiego) przesiedlono na Syberię i Daleki Wschód, do tak zwanego Zielonego, Malinowego i Szarego Klinu. To była pierwsza faza administracyjno-narodowościowa, która na zawsze zmieniła mapę osadnictwa ukraińskiego.

Kolejna, największa operacja rozpoczęła się w grudniu 1929 roku. Biuro Polityczne w Moskwie podjęło decyzję o likwidacji kułactwa jako klasy. Celem byli zamożniejsi chłopi, którzy nie chcieli oddawać ziemi do kołchozów. W ciągu kilku lat w całym ZSRR deportowano na północ Syberii i do Kazachstanu ponad 2,3 miliona ludzi, wśród nich setki tysięcy Ukraińców.


Nie ustalono jasnych kryteriów uznawania za kułaka. Często decydował jeden człowiek w komisji. Dowodem na zamożność bywał dach kryty blachą albo większa ilość bydła. Rozkułaczanie odbywało się publicznie, dla zastraszenia wsi. Brytyjska historyczka Anna Reid, autorka m.in. książki „Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy”, cytuje mieszkankę wsi nad Dnieprem: „Zabierali nam wszystko – ziemię, ziarno, pługi, zwierzęta. Mój dziadek był kowalem; opierał się trzy lata. Odbierali mu konie, kuźnie, a ściany domu rozbijali, szukając ziarna. Jeśli ktoś miał stodołę i stajnię, uważali go za kułaka i wysyłali na północ”.

Nie było czasu na odwołania. Rodziny ładowano do bydlęcych wagonów i wysyłano na wschód. Jedna z deportowanych zapisała: „W naszym wagonie nie było małych dzieci, ale w innych płakały tak żałośnie, że serce się krajało. Później dowiedzieliśmy się, że wiele dzieci i starszych ludzi zmarło w czasie podróży. »Opiekunowie porządku« zabierali martwe ciała. Mówiono, że rzucali je w pole”. Ci, którzy przeżyli, mieli zasiedlać pustkowia, pracować w kopalniach, przy budowie dróg.


Timothy Snyder dodaje, że właśnie wtedy deportowani z kolektywizacji stali się siłą roboczą w systemie Gułagu. Wielu z nich było Ukraińcami. To jednak Stalinowi nie wystarczyło i rozpętał Hołodomor, ale to już inna historia.

Do kolejnych deportacji doszło po aneksji wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Jesienią 1939 i wiosną 1940 z ziem nazwanych przez Moskwę Zachodnią Ukrainą i Zachodnią Białorusią, wywieziono ponad 320-330 tys. osób – Polaków, w tym ukraińskiej i białoruskiej narodowości.


W latach 1944-1947 ruszyły kolejne fale: około 180 tysięcy Ukraińców z Zachodniej Ukrainy deportowano w głąb ZSRR, a w 1947 roku w ramach operacji „Zachód” przesiedlono kolejne ok. 76 tysięcy osób. Nie sposób też nie wspomnieć o akcji „Wisła” z 1947 roku, w ramach której przesiedlono około 140 tysięcy Ukraińców z południowo-wschodniej Polski na Ziemie Odzyskane. Choć niewątpliwie było to przymusowe wysiedlenie, skali i warunków nie da się porównać do wysiedleń do Workuty czy na Sołowki.


I to właśnie na Sołowkach zamykano przedstawicieli ukraińskiej i białoruskiej inteligencji, pisarzy, naukowców – tych, których nazwano „rozstrzelanym odrodzeniem”.


W latach 30. i 40. wystarczył więc dekret i wojsko. Dziś podjęto analogiczne decyzje prawne – jest ustawa o konfiskacie mienia, przeprowadzono paszportyzację, trwa filtracja. Cel pozostaje ten sam.


Czytaj też: A gdzie te grube polskie pany? Syberyjska herstoria


Co sądzą sami Ukraińcy?


Już w kwietniu 2022 roku, gdy na kanale YouTube „Новости Донбасса” pojawił się film „Ukraińców deportują na Syberię”, reakcje Ukraińców były skrajnie różne. Użytkownik @2509dima komentował: „Przez cały film nie pokazaliście ani jednego Ukraińca w Rosji, który potwierdziłby te wszystkie bzdury”. Inny, @verzyn, który twierdził, że pracuje z uchodźcami, dodawał: „Śmiejemy się z waszych fejkowych wiadomości”. Wielu po prostu nie wierzyło.


Ale pojawiały się też głosy potwierdzające. Na YouTube @volodymyrs[...] odpowiadał sceptykom: „Myślicie, że ci ludzie mają możliwość nagrywania podczas filtracji albo że ktoś będzie ich bronił przed FSB?”. Z kolei @valp1502 pisał: „Są przypadki rzeczywistej deportacji, są przypadki, gdy po prostu mówią «rób, co chcesz». A są też prawdziwe miejsca filtracyjne. Masakra”.


Na Facebooku, pod postem „Nowin Donbasu”, użytkowniczka Oksana H[...] zauważała: „Ci, którzy uciekli do Rosji, myśleli, że czekają tam na nich mieszkania, a wysłali ich tam, gdzie nikt z Rosjan nie chce jechać”. Marija O[...] ironizowała: „Myśleli, że do Moskwy ich zawiozą. Gdzie tam!!!”. Inna komentująca nie kryła złośliwości wobec tych, którzy zdecydowali się wyjechać w głąb Rosji: „Przecież oni chcieli ruskiego miru, świetnie im teraz na Syberii!!!”.

Kolejne miesiące przynosiły zmianę tonu. Gdy w listopadzie 2025 roku „Ukrainian People Magazine” na Facebooku opisał plany przesiedleń w ramach „Programu rozwoju Syberii”, komentarze zdominowały odniesienia historyczne i gorzka ironia. Tetiana B[...] napisała: „Czterdziesty siódmy rok wraca” – odwołując się do ostatniej wielkiej fali deportacji Ukraińców w 1947 roku. Lilia z ukraińską flagą w nicku wtórowała: „Historia się powtarza”.

Pojawiły się też głosy dzielące Ukraińców z okupowanych terytoriów na „żdunów” (pogardliwe określenie tych, którzy czekali, tj. z ros. ‘żdali’, na Rosjan, kolaborantów) i zwykłe ofiary. Na Facebooku Vita B[...] apelowała: „Żdunów niech wysyłają!!! A tych, którzy trafili przypadkowo – bardzo żal”. Walentyna pisała: „Syberia potrzebuje pomocy! Chcieli być z raszką [tj. faszystowską Rosją], kochali ZSRR. Wszyscy, którzy byli przeciwni, wyjechali już w 2014 roku!!!” – a więc po pierwszej aneksji Doniecka.


Byli i tacy, którzy ignorowali zagrożenie lub wręcz drwili. Na Facebooku Valerri.Ma trollował: „HA, HA, HA. Bendera do Magadanu. Teraz Syberia będzie mówić po ukraińsku”. Ktoś inny życzył wywiezionym: „Szczęśliwej drogi”. Pojawiały się też ironiczne zachęty do cieszenia się „tajgą i świeżym powietrzem”.


Najdobitniej jednak bezmiar tragedii Ukraińców na terenach okupowanych oddawały głosy takie jak komentarz Oksany A[...] z Chersońszczyzny. W odpowiedzi na kpiny wobec tych, którzy znaleźli się w strefie okupowanej przez Rosjan, pisała na Facebooku: „Czytam komentarze i boję się «patriotów» Ukrainy. Bezduszność i złość leje się z każdych ust. A piszą ci, których nie dotknęła okupacja! Wy, panie i panowie, nie odczuliście na własnej skórze tego koszmaru!!! Więc zamknijcie mordy i siedźcie dalej na kanapach. Lewobrzeżna Chersońszczyzna do tej pory stawia opór! Na własne oczy widziałam, jak 5-6-letnie dzieci wywożono autobusami w 24 [tj. 2024 r.]. Nie cieszcie się z cudzego nieszczęścia, bo sami odczujecie, co to znaczy, gdy jesteś bezsilny, gdy do twojego domu wchodzą wrogowie z automatami”.


Na Facebooku Nina L[...] dodawała: „Ale są ludzie, którzy nie czekali. Ich losem – żyć na tych terytoriach. Nie wszyscy wyjechali, bo jechać trzeba «gdzieś»..., a oni tam przeżyli całe życie”. Olena K[...] pointowała: „Smutne, że wszystkich na okupowanych terytoriach uważa się za «żdunów». Sytuacje są różne. Żdunów nie wywiozą, bo służą wiernie. A zwykłych ludzi będą przymusowo wysiedlać”.


Pojawiały się też komentarze od osób z rosyjskiej strony. Na YouTube @akiragreen7197 zachęcał, a może i drwił: „Na Syberii ludzie są dobrzy i przyjaźni”. @ИванП[...] wtórował: „Na Syberii poziom życia znacznie wyższy, miasta bardziej zadbane. Klimat nie jest już tak surowy z powodu globalnego ocieplenia”. Z kolei Rosjanka Elena B[...] przekonywała: „Mieszkam na Syberii, nikogo do nas nie wywożono, tym bardziej przymusowo”. Ile w tym prawdy – nam trudno ocenić.


Niezależnie od stanowiska, jedno łączyło wszystkie ukraińskie komentarze: głębokie przekonanie, że historia zatoczyła koło. Rosyjskie imperium znowu potrzebuje ludzi do zasiedlenia pustki i weźmie ich przemocą, mordując, grabiąc i niszcząc wszystko, co stanowiło ukraińską tożsamość.


Epilog: mechanizm, który nie rdzewieje


Jedno jest pewne – Rosja dysponuje prawnymi i administracyjnymi narzędziami do przeprowadzenia masowych przesiedleń z okupowanych terytoriów Ukrainy. Ustawa umożliwia konfiskatę mienia tym, którzy nie przyjęli rosyjskiego obywatelstwa. Listy z żądaniem wytypowania „pracowników do delegacji” trafiają do instytucji w czterech obwodach. Filtracja i paszportyzacja zostały w dużej mierze zakończone.


Celem jest depopulacja terenów zajętych i ponowne zasiedlenie ich Rosjanami. W Mariupolu proces ten ma według lokalnych obserwatorów doprowadzić do całkowitej wymiany ludności w ciągu pięciu lat. Stalin stosował podobne mechanizmy wobec innych narodów. Procedura była zawsze ta sama: najpierw etykieta „wroga”, potem deportacja i przejęcie mienia.


Komentarze Ukraińców w mediach społecznościowych pokazują, że nikt nie jest zaskoczony. Dominuje przekonanie o cykliczności rosyjskich represji. Pojawiają się też głosy podziału: jedni współczują wszystkim ofiarom, inni traktują deportacje jako konsekwencję kolaboracji, bo dotyczą Ukraińców, którzy zostali po stronie okupowanej. Rosyjscy komentatorzy konsekwentnie zaprzeczają faktom, a jednocześnie promują obraz Syberii jako regionu atrakcyjnego do życia.


Najbardziej niepokojące jest to, że brak międzynarodowej interwencji utrwala model, w którym ludność cywilna staje się zasobem strategicznym – przesuwanym według potrzeb gospodarki imperium. Historia zatoczyła koło. Pytanie, czy świat tym razem zareaguje, zanim wagony ruszą na wschód.


Czytaj też: Demon-kobieta. Więcej niż kryminał z Galicji Wschodniej 

Kategorie: Telewizja

Wspiera serce, obniża poziom cholesterolu i działa ochronnie na wątrobę. Polacy używają zbyt rzadko

Dziennik - 5 godzin 44 min. temu
Aromatyczna, intensywna w smaku i znana od tysięcy lat przyprawa może mieć znacznie większy wpływ na zdrowie, niż do tej pory sądzono. „Złoto faraonów”, czyli czarnuszka, według najnowszych badań może realnie wspierać serce, obniżać poziom „złego” cholesterolu i działać ochronnie na wątrobę. Mimo to w Polsce wciąż używana jest zbyt rzadko. Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa

To miejsce potencjalnego ataku Rosji. Jest tuż u bram Polski

Choć liczba rosyjskich żołnierzy w obwodzie królewieckim drastycznie spadła w porównaniu z czasami zimnej wojny, region ten pozostaje jedną z najniebezpieczniejszych enklaw militarnych na świecie. Polska, będąc bezpośrednim sąsiadem agresora, musi liczyć się z tym, że znajduje się w strefie bezpośredniego zagrożenia wojennego.
Kategorie: Portale

Realne zagrożenie czai się u bram Polski. To miejsce potencjalnego ataku Rosji

Choć liczba rosyjskich żołnierzy w obwodzie królewieckim drastycznie spadła w porównaniu z czasami zimnej wojny, region ten pozostaje jedną z najniebezpieczniejszych enklaw militarnych na świecie. Polska, będąc bezpośrednim sąsiadem agresora, musi liczyć się z tym, że znajduje się w strefie bezpośredniego zagrożenia wojennego.
Kategorie: Portale

Fotowoltaika na balkonie. Miał zgodę sąsiadów, sąd nakazał demontaż

Portal samorządowy - 5 godzin 57 min. temu
Sąd w Gdańsku nakazał właścicielowi mieszkania rozbiórkę instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na balkonie. Choć mężczyzna miał zgodę sąsiadów, panele nie spodobały się zarządowi spółdzielni.
Kategorie: Portale

Polka awansowała do finału. Powalczy o tytuł w Meksyku

TVP.Info - 6 godzin 1 min. temu

To trzeci w karierze finał cyklu WTA Fręch. Oba wcześniejsze osiągnęła w 2024 roku. Najpierw w lipcu przegrała mecz o tytuł w imprezie rangi 250 w Pradze z Magdą Linette, a we wrześniu okazała się najlepsza w meksykańskiej Guadalajarze, gdzie też odbywał się turniej rangi 500.


Polka w światowym rankingu zajmuje 57. miejsce, a doświadczona, 38-letnia Zhang jest w nim 86. To było ich czwarte spotkanie i druga wygrana Fręch.


Choć Łodzianka zaczęła mecz od przegranego gema przy własnym serwisie, to błyskawicznie wróciła na właściwe tory. Cztery kolejne gemy padły jej łupem, co pozwoliło przejąć kontrolę. Niewiele później cieszyła się ze zwycięstwa w pierwszym secie.


Fręch awansowała do finału


W drugim Fręch nie wykorzystała aż czterech piłek meczowych. Najpierw w dziesiątym gemie przy podaniu rywalki zmarnowała dwie, a potem dwie w tie-breaku. Chinka od stanu 4-6 zdobyła cztery punkty z rzędu i wyrównała stan meczu.


W decydującym secie walka gem za gem trwała do wyniku 3:3. Trzy kolejne gemy i w efekcie spotkanie wygrała Polka. Przy piątej piłce meczowej już była skuteczna.


Właściwie nie wiem, jak wygrałam ten mecz. Starałam się zachować spokój, ale nigdy nie jest łatwo, gdy marnuje się cztery piłki meczowe i trzeba grać kolejnego seta. W ostatnich minutach już brakowało mi sił – powiedziała Fręch, cytowana przez stronę internetową WTA.

Wcześniej w Meridzie pokonała kolejno: reprezentującą Uzbekistan Marię Timofiejewę 6:4, 7:6 (8-6), Hiszpankę Jessicę Bouzas Maneiro 6:0, 6:3 i Czeszkę Marie Bouzkovą 6:3, 4:6, 6:3.


Na poziomie WTA Fręch z Bucsą jeszcze nie grała. W latach 2017-21 trzy razy mierzyły się w imprezach niższej rangi, a Polka odniosła dwa zwycięstwa. Finał zacznie się o północy w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego.


Mająca mołdawskie korzenie oraz zajmująca w rankingu 63. miejsce Bucsa zwyciężając z Paolini, pierwszy raz karierze pokonała rywalkę z czołowej dziesiątki zestawienia. Do finału imprezy WTA dotarła natomiast po raz drugi. W listopadzie w turnieju rangi 250 w Hong Kongu przegrała z Kanadyjką Victorią Mboko.


Awans do finału w Meridzie oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu rankingu Fręch znajdzie się na 36. miejscu. Jeśli sięgnie po tytuł, wskoczył na 29. pozycję. Najwyżej w karierze notowana była na 22. miejscu.


Czytaj też: Hat-trick Yamala, gol Lewandowskiego. Barcelona pokonała Villarreal

Kategorie: Telewizja

Ten quiz eliminuje już na starcie. 5/10 osiągają tylko najlepsi

Dziennik - 6 godzin 2 min. temu
Czy wiesz kto przyłączył Miśnię do Polski? Kiedy istniało Wielkie Księstwo Poznańskie? Sprawdź się w hipertrudnym quizie historycznym. 5 pkt to naprawdę świetny wynik! Marta Pawłowska
Kategorie: Prasa

Powstaje gigantyczna pompa ciepła. Wykorzysta energię ze ścieków komunalnych

Portal samorządowy - 6 godzin 25 min. temu
To będzie największy tego typu obiekt na Śląsku. Gliwickie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej buduje wielkoskalową pompę ciepła, która będzie wykorzystywać ciepło ze ścieków komunalnych.
Kategorie: Portale

Bardzo trudny quiz z seriali PRL. 20/20 to mistrzostwo

Dziennik - 6 godzin 27 min. temu
Wszyscy kochamy seriale PRL. Niezapomniane cytaty, postaci, sceny... Tyle że dotyczy to tych najpopularniejszych produkcji, wciąż powtarzanych w telewizji. A co z mniej znanymi, choć niekoniecznie gorszymi tytułami? Sprawdź się w quizie! Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Subskrybuj zawartość