Aktualności

Gmina postawi fotowoltaikę na prywatnych domach. Będzie właścicielem instalacji przez 3 lata

Portal samorządowy - 5 godzin 58 min. temu
Gmina Odolanów, dzięki środkom z KPO, zamontuje na prywatnych posesjach setki instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii, pozostając ich właścicielem przez trzy lata. Już wiadomo, że to na barkach gminy, a nie użytkowników spocznie obsługa urządzeń. Ci będą tylko z nich korzystać.
Kategorie: Portale

Trudniej o pieczątkę, łatwiej stracić dowód. UE: Oto nowe zasady przeglądów

Dziennik - 6 godzin 17 min. temu
Nadciąga prawdziwa rewolucja w badaniach technicznych pojazdów. UE dokręca śrubę, a polskie Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje grunt pod surowe przepisy. Na celownik trafiły przede wszystkim wycięte filtry DPF, ale to nie wszystko. Samochód sam "wsypie" kierowcę przed diagnostą i wyjawi wszystkie usterki. Jak to możliwe? Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa

AI zmieni układ sił. To szansa dla Polski. Możemy dołączyć do grona liderów

Zmiany, jakie na światowych rynkach wprowadza sztuczna inteligencja, to dobry moment, by Polska i Europa walczyły o lepszą pozycję. Doktor inż. Radosław Nielek, dyrektor NASK-u, podkreśla, że Europa ma wszystkie atuty, aby zostać liczącym się dostawcą technologii, a nie tylko rynkiem zbytu dla big techów.
Kategorie: Portale

Posłanka odchodzi z Polski 2050. Rosną napięcia w partii

TVP.Info - 6 godzin 33 min. temu
W sobotę swoje odejście z Polski 2050 ogłosiła Żaneta Cwalina-Śliwowska. Podkreśliła, że pozostaje w klubie parlamentarnym ugrupowania. Decyzję ogłosiła po sobotnich obradach Rady Krajowej partii i podjętej uchwale zobowiązującej jej członków, by do Zjazdu Krajowego zaprzestali eskalacji napięć.
Kategorie: Telewizja

„Wściekły” brat „Szkatuły” skazany. Miał się uczyć, a wziął udział w porwaniach

TVP.Info - 6 godzin 44 min. temu

47-letni Marcin K. ps. Belmondziak vel „Wściekły” jest uważany za jednego z najgroźniejszych przestępców stołecznego podziemia kryminalnego. Według policji i prokuratury, jest „numerem dwa” w gangu swojego brata przyrodniego Rafała S. ps. Szkatuła. Zastępował go na gangsterskich spotkaniach na szczycie, gdy ten się ukrywał przez blisko dekadę.

 

Organizacja „Szkatuły” była w latach 2004-2011 jedną z największych struktur przestępczych w stolicy. Tylko w latach 2008-2011 gang „Szkatuły” miał wprowadzić do obrotu 3,7 tony marihuany, ponad 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i blisko 250 kg heroiny. Grupa kontrolowała wiele agencji towarzyskich, ściągała także haracze. W skład tej bandy wchodzili także członkowie kibolskiego gangu Teddy Boys 95, uważanego za chuligańską bojówkę Legii Warszawa.

 

Porwanie na „gościnnych występach”

 

We wrześniu 2025 roku, przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, ruszył proces Marcina K. o przestępstwa, których się dopuścił na „gościnnych występach”. To pokłosie śledztwa Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Gdańsku Prokuratury Krajowej.

 

Marcinowi K. przedstawiono trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Drugi uprowadzenia i pozbawienia wolności pokrzywdzonego K.S. Trzeci zarzut dotyczy uprowadzenia i pozbawienia wolności W.N. przy udziale innych ustalonych osób, gdzie na skutek działania sprawców doszło do śmierci pokrzywdzonego – poinformował portal TVP.Info, sędzia Mariusz Kaźmierczak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku do spraw karnych.

 

Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Marcina K. za winnego popełnienia wszystkich zarzucanych mu przestępstw. – Za pierwszy czyn skazano oskarżonego na rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Za drugi zarzut na 4 lata więzienia i 20 tys. zł grzywny. A za trzeci na 6 lat pozbawienia wolności i 30 tys. zł grzywny. Sąd Okręgowy wymierzył Marcinowi K. karę łączną 8 lat i 6 miesięcy więzienia oraz 40 tys. zł grzywny. Nadto Sąd orzekł wobec oskarżonego zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym K.S. i zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 50 m na okres 10 lat oraz nakazał zapłacenie pokrzywdzonemu 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę – dodał sędzia Kaźmierczak.

 

Marcin K. od początku nie przyznawał się do winy. Wyrok nie jest prawomocny.

 

Czytaj także: „Wściekły”, brat „Szkatuły”, znów oskarżony. Zabójstwo z pazerności 

Porwanie, które wyrwało się spod kontroli

 

Przestępstwa, o które został oskarżony Marcin K., dotyczą jego współpracy z jednym z gangów działających na terenie woj. zachodniopomorskiego i Pomorza. A dokładnie chodzi o wydarzenia z grudnia 2019 r., czyli porwania i późniejszego zabójstwa Wojciecha N., znanego handlarza narkotyków z Lęborka.

 

Według ustaleń pomorskich „pezetów”, na pomysł ten wpadli Emil K. i Łukasz D., którzy chcieli w ten sposób zmusić dilera do wskazania miejsca przechowywania większej partii kokainy. „Radio Gdańsk”, relacjonujące przebieg procesu w tej sprawie, podało, że już w listopadzie 2019 r. próbowano w Gdańsku Wrzeszczu uprowadzić Wojciecha N. Ten miał wówczas zacząć nosić ze sobą nóż.


Pieczołowicie przygotowany plan pułapki


Aby dopaść handlarza, gangsterzy najpierw zwabili w pułapkę jego dobrego znajomego Krzysztofa S. – Specjalnie przygotowali na to spotkanie mieszkanie. Łazienkę wyłożyli czarną folią – mówił przed sądem prokurator Wojciech Wróbel, naczelnik pomorskich „pezetów”. 

 

Krzysztof S. został szybko obezwładniony i pobity. Zaoferowano mu możliwość przyłączenia się do gangu i darowanie kary za dostarczenie słabej jakości kokainy. W ten sposób porywaczom udało się znaleźć sposób na podejście do Wojciecha N., który był bardzo ostrożny.

 

2 grudnia 2019 r. Wojciech N. został zwabiony na parking Zajazdu Kaszubskiego koło Lęborka. Tam wsiadł do BMW Krzysztofa S. w którym wcześniej zdemontowano klamkę wewnętrzną w drzwiach od strony pasażera. „Plan zakładał obezwładnienie mężczyzny, pozbawienie wolności i skrępowanie oraz przewiezienie do lokalu Gentelmans Club w Słupsku i tam przesłuchanie go przez grupę warszawską (której przedstawicielem był Marcin K. – przyp. red.)” – informowało Radio Gdańsk.

 

Gdy N. znalazł się w BMW, do pojazdu weszli Łukasz D. i Emil K., próbując obezwładnić handlarza gradem ciosów. Ten wyjął nóż i dźgnął nim napastników. Jednak Emil K. zabrał mu nóż i zadał kilka ciosów, w tym w tętnicę udową. Wykrwawiającego się Wojciecha N. przeniesiono do innego auta i ruszono w kierunku Słupska. Porwany miał być dalej bity, a w końcu napastnicy zorientowali się, że ich ofiara nie żyje. Zwłoki handlarza zakopano w lesie pod Słupskiem, gdzie odnaleziono je kilka dni później.

 

W czerwcu 2024 r. Sąd Okręgowy w Słupsku skazał dziesięciu członków gangu pomorskiego na surowe kary, Emil K. (zaczął współpracować po zatrzymaniu) usłyszał wyrok 12 lat więzienia, Łukasz D. – 6 lat, a Krzysztof S. – 5,5 roku.

 

Czytaj także: „Co 20 zatrzymany kibol idzie na współpracę. Głównie z wierchuszki gangu”



„Zdjęty” z ulicy, ale wolny w imię „edukacji”

 

Prokuratura uważa, że dysponuje mocnymi dowodami. To m.in. nagrania z podsłuchu rozmów Marcina K. oraz wyjaśnienia samych uczestników krwawych zdarzeń.

 

Gangster od 2021 r. był poszukiwany kilkoma listami gończymi m.in. przez pomorskie i mazowieckie „pezety” Prokuratury Krajowej. Został namierzony przez „Łowców cieni” CBŚP w listopadzie 2023 r. w Berlinie. Zaskoczonego gangstera „zdjęto” z ulicy, gdy wychodził z siłowni. W marcu 2024 r. przekazano go Polsce.

 

Belmondziak” cieszył się wolnością od stycznia 2018 r., gdy Sąd Najwyższy uchylił mu areszt niedługo po tym, jak uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia za przestępstwa narkotykowe. Sprawa wróciła do Sąd Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku.


Sąd Najwyższy warunkował zwolnienie K. wpłaceniem 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko miało miejsce. Co ciekawe na tym posiedzeniu SN, obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej, potwierdzającego gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

 

 

Zdaniem śledczych rozpracowujących gang „Szkatuły”, Marcin K. konsekwentnie dążył do uchylenia ciążących na nim aresztów. Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, swój wniosek o uchylenie wspomnianej sankcji motywował „chęcią nauki”. – Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy, albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”, uchylenie aresztu oznaczało, że może uczyć się w zakładzie karnym. Sędzia Andrzej Krasnodębski, znany z surowych wyroków wobec gangsterów, uznał, że ta argumentacja go przekonuje. I uchylił ten areszt, mając świadomość, że taka sama sankcja ciąży na gangsterze we wspomnianej sprawie narkotykowej.

 

Gdy w 2019 r. uprawomocnił się wyrok trzech lat więzienia, Marcin K. nie zamierzał stawiać się do odbycia kary. Co zastanawiające, Sąd Okręgowy w Warszawie dopiero w marcu 2020 r. wydał „zarządzenie do policji z poleceniem niezwłocznego doprowadzenia skazanego do zakładu karnego”. 19 stycznia 2021 r. sąd wydał za gangsterem list gończy.

 

Czytaj także: Sukces łowców cieni z CBŚP. „Belmondziak” zatrzymany gdy wychodził z siłowni [WIDEO] 



Charakterny i zdeterminowany

 

47-letni Marcin K. ps. Belmondziak vel „Wściekły” to jedna z barwniejszych postaci kryminalnego podziemia stolicy. Choć przyćmiewa go niesława jego przyrodniego brata Rafała S. ps. Szkatuła, bossa jednej z największych grup przestępczych w Warszawie. „Szkatuła” ukrywał się przez blisko dekadę. „Belmondziak” był jedną z bardzo wąskiego grona osób, które mogły mieć z nim osobisty kontakt.

 

Rafał był bardziej od kombinowania, a Marcin stawiał na argumenty siły. Jest charakterny. Potrafił się postawić grupie mokotowskiej, a z mniejszymi, choć równie znanymi gangami Warszawy i okolic, szedł zdecydowanie na konfrontację. To on doprowadził do zrzeszenia mniejszych grup w sprawny organizm – opowiadał jeden ze stołecznych policjantów, który przez lata rozpracowywał bandę „Szkatuły” i „Belmondziaka”.

 

Śledczy i byli kompani Marcina K. (ci, którzy poszli na współpracę ze śledczymi) twierdzili, że usposobienie gangstera oddawał jego drugi pseudonim – „Wściekły”. Potrafił być bowiem brutalny i bezwzględny.

 

Marcin K. zawsze zaprzeczał, aby miał cokolwiek wspólnego z przestępczością. Siebie zaś widzi jako ofiarę nierzetelnych mediów, w tym piszącego te słowa, oraz „skruszonych” gangsterów współpracujących z organami ścigania.

 

Czytaj także: Gang braci przemycał dziesiątki tysięcy leków do produkcji metamfetaminy 



Królowie stołecznego podziemia kryminalnego

 

Gang „Szkatuły” jest uważany przez policję za najbardziej niebezpieczną warszawska grupę przestępczą nowego stulecia. W śledztwie przeciwko członkom bandy ustalono m.in., że grupa kontrolowała 90 proc. stołecznych agencji towarzyskich, tirówki pod Wyszkowem i Górą Kalwarią, handel amfetaminą i heroiną oraz haracze.

 

Gang „opodatkował” właścicieli lawet i holowników, taksówkarzy z centrum stolicy, lichwiarzy z kasyn i Służewca, handlarzy z bazarów Różyckiego, Wolumen a także kilkadziesiąt agencji towarzyskich i sex-shopów. Pieniądze z „punktów” (tak nazywano miejsca skąd ściągano haracz) w dużej części trafiały na specjalny fundusz gangu przeznaczony na pomoc dla uwięzionych lub ukrywających się kamratów. Co ciekawe z notatek gangsterów wynika, że niektórzy ich kompani dostawali pieniądze nawet przez 5 do 8 lat pobytu za kratami.

 

Bandyci szybko rozprawiali się z dłużnikami czy handlarzami niepłacącymi haraczu. Opór właścicieli sklepu wędkarskiego i sex-shopu skończył się „tajemniczym” spaleniem tych pomieszczeń. Równie brutalnie bandyci przejęli haracze od przydrożnych prostytutek, które znajdowały się pod „opieką” gangu markowskiego. Po prostu skatowali kobiety, aby przez kilka dni nie mogły pracować. Bili jednak tak, aby prostytutki zbyt długo nie leczyły się, tylko mogły zarabiać już dla gangu „Szkatuły”.

 

Od 2008 r. zaczęło się rozbijanie bandy. Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. Bossa ujęto w 2011 r., choć był poszukiwany kilkoma listami gończymi od dekady.

 

28 maja 2012 r., w czasie wielkiej obławy, zatrzymano 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy Teddy Boys 95. Z ustaleń prokuratury i CBŚP wynika, że brali oni udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie setek kilogramów marihuany, kokainy i heroiny wartej miliony złotych. Czołową rolę w narkobiznesie miał odgrywać aresztowany Arkadiusz K. ps. „Chory”, uważany za zastępcę „Szkatuły”. To on miał koordynować współpracę gangu z Teddy Boysami.

 

W 2013 r. CBŚP i mazowieckie „pezety” rozbiły gang Rafała B. ps. Bukaciak, uważanego za następcę „Szkatuły”. Na początku grudnia 2013 r. policjanci odkryli w garażu w Konstancie przestępczy arsenał, zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. Arsenał miał należeć wcześniej do grupy „Szkatuły”. Od września 2013 r. policja i prokuratura zatrzymały w tej sprawie ponad 200 osób związanych z różnymi gangami, w tym „mokotowskim” i „szkatułowym”.

 

Czytaj także: „Dziobak” i kompani przed sądem. Boss składa wyjaśnienia

Kategorie: Telewizja

Czas na PIT. Tego boi się większość

TVN24 Biznes i Świat - 6 godzin 48 min. temu
W rozliczeniach z fiskusem większość Polaków najbardziej obawia się popełnienia błędu - wynika z badania przeprowadzonego przez SW Research. Wielu z ankietowanych nie wie, czy zmieniły się zasady podatkowe.
Kategorie: Telewizja

Walentynki à la Capone. Polskie korzenie chicagowskiej mafii

TVP.Info - 6 godzin 51 min. temu

Czwartek 14 lutego 1929 roku w Chicago był typowy dla tej pory roku: mroźny i z sypiącym od rana śniegiem. Nic nie zapowiadało, że te Walentynki przejdą do historii. Dochodziła godz. 10.30, gdy pod garaż SMC Cartage Company na 2122 North Clark Street (w dzielnicy Lincoln Park na North Side) podjechał czarny Cadillac i drugie auto. Lokal był siedzibą ekipy Georga „Bugsa” Morana, włodarza północnego Chicago i jednocześnie szefa osławionego gangu North Side. Śmiertelnego wroga innego miejscowego lorda zbrodni – Ala Capone nazywanego „Scarface” („Człowiek z blizną”).

 

Kierowca i pasażer siedzący z przodu Cadillaca mieli na sobie mundury policyjne. Mężczyźni z tyłu pojazdu byli zaś ubrani w garnitury. Wysiedli i spokojnie weszli do lokalu. W garażu znajdowało się sześciu członków gangu „Bugsa”: James „Jimi” Clark” (urodzony w 1887 roku w Krajenku w Wielkopolsce jako Albert Kachellek), Adam Heyer (księgowy ekipy), Albert Weinshank, Reinhardt H. Schwimmer oraz cyngle grupy Frank Gusenberg i jego brat Peter. Siódmą osobą był mechanik John May, pracujący dorywczo w garażu.

 

Widok mundurowych nie wzbudził w nich podejrzeń. Mogli podejrzewać, że wizyta stróżów prawa to efekt donosu konkurencji. Właśnie o tej porze miała do nich dotrzeć dostawa nielegalnej whiskey z Detroit. Czuli się jednak pewnie, bo trefny towar jeszcze do nich nie dotarł. Nie wiedzieli wówczas, że właśnie przechodzą do historii...

 

„Policjanci” kazali całej siódemce rzucić broń i stanąć twarzą do ściany. Następnie chwycili za dwa pistolety maszynowe Thompson „Tommy Gun” oraz obrzyna (strzelbę z obciętą lufą) i zaczęli strzelać. Przeciągnęli seriami po ofiarach ze trzy razy. Jak stwierdził później koroner, każda z ofiar dostała po 12-14 kul. Mordercy celowali w głowę i korpus. Mieszkaniec okolicznej kamienicy twierdził później, że gdy umilkły strzały, z garażu wyszli mundurowi prowadzący jakichś cywilów z podniesionymi rękoma. To był jednak dalszy ciąg bandyckiej maskarady. Wszyscy napastnicy byli, bowiem kilerami wynajętymi przez Ala Capone.

 

Czytaj także: Bezradna Temida. Sędzia dalej nie chce sądzić „Piotruli”, ale będzie musiał


„Tylko Capone tak zabija”

 

Po jakimś czasie ktoś zajrzał do garażu. Mimo że Chicago było przyzwyczajone do krwawych porachunków, to jednak ten atak wstrząsnął wszystkimi. Takiej masakry miasto bezprawia jeszcze nie widziało. Sześć osób zginęło na miejscu. Frank Gutenberg, który dostał 14 postrzałów żył jeszcze trzy godziny po krwawej jatce. Przesłuchiwany w szpitalu przez policjantów, próbujących wyciągnąć od niego kim byli napastnicy, miał powiedzieć: „Nie chcę mówić. Nikt do mnie nie strzelał”. I niedługo potem skonał.

 

W sprawie masakry w dniu Świętego Walentego nikomu nie postawiono zarzutów, ale wszyscy wiedzieli, że to była robota ludzi Capone’a. On sam był w tym czasie na Florydzie, rzekomo kurując się po zapaleniu płuc.

 

Masakra miała być zwieńczeniem trwającej od 1920 roku wojny o wpływy w Chicago. Al Capone, który zorganizował zamach, chciał jednak dorwać swojego najgroźniejszego konkurenta – Georga „Bugsa” Morana. Dostawa alkoholu, na który czekali ludzie „Bugsa” w garażu, była sprytną pułapką, obmyśloną przez Capona’a.

 

Jednak Moran cudem uniknął śmierci. Miał stawić się w garażu ok. 10.30, ale zaspał. Idąc na North Clark Street wraz z dwoma kompanami (inna wersja głosi, że jechał samochodem) zauważył samochód parkujący pod siedzibą jego bandy i wysiadających z auta policjantów. Myśląc, że to obława postanowił się „zmyć”. Kiedy usłyszał strzały karabinów maszynowych zorientował się, że to nie akcja policyjna, ale robota konkurencji. – Tylko Al Capone tak zabija – miał powiedzieć, gdy dowiedział się o rozmiarze masakry.

 

Spekulowano, że Capone celowo wybrał dzień Świętego Walentego, aby zabić konkurenta. W chicagowskim półświatku żartowano, że kule z „Tommy Gunów” miały być „walentynkami” wysłanymi przez Ala.

 

Czytaj także: Rodzinny gang skazany na śmierć. „Natura przestępstw była wyjątkowo podła”


Polacy i Irlandczycy kontra Włosi

 

Niewiele osób wie, że człowiek, którego tak bardzo nienawidził osławiony Capone, miał polskie korzenie. George Clarence Moran urodził się w 1893 roku w Minnesocie. Jego ojciec był Irlandczykiem, a matka religijną Polką. Gdy skończył sześć lat, razem z rodzicami przenieśli się do Chicago. W tym czasie w mieście bardzo prężenie działały już gangi polskie, irlandzkie i włoskie. Pierwsze dwa połączyły siły w latach 1910-1920.

 

Dorastający Moran, który zyskał przydomek „Bugs” (w slangu miał oznaczać raptusa), trzymał głównie z przedstawicielami pierwszych dwóch band. Trafił do dynamicznie rozwijającego się gangu Diona O’Baniona.

 

Jednym z najbliższych przyjaciół Morana w tej bandzie był Earl „Little Hymie” Weiss. Urodzony 25 stycznia 1898 roku w Sieradzu jako Henryk Wojciechowski (jego rodzicie wyemigrowali do USA w 1901 roku) gangster szybko został jednym z najważniejszych liderów polsko-irlandzkiego gangu North Side. Wielu ekspertów twierdzi, że to „Hymie” zorganizował bimbrowniczy biznes dla O’Baniona po ogłoszeniu prohibicji.

 

Weiss miał też wprowadzić do gangsterskiego slangu powiedzonko „zabrać kogoś na przejażdżkę”. Ta wycieczka oznaczała dla delikwenta wyrok śmierci. Pierwszą ofiarą „przejażdżki” miał być inny gangster polskiego pochodzenia – Stephen Wisniewski, który raczył ukraść ciężarówkę z alkoholem O’Baniona.

 

Czytaj także: Akcja służb w Warszawie. Rozbito gang handlujący ludźmi


Polowanie

 

Gdy w listopadzie 1924 roku cyngle Capone’a dopadli O’Baniona w jego kwiaciarni, duet Moran-Weiss objął władzę w bandzie. „Hymie” wydał wojnę „Człowiekowi z blizną”. W ciągu dwóch najbliższych lat kilkakrotnie próbował dopaść Capone’a. Sam brał udział w kilku zamachach na wroga, jednak za każdym razem konkurent uchodził cało z zamachów. Ponoć Al mówił swoim zaufanym towarzyszom, że ze wszystkich wrogów, tak naprawdę to boi się tylko Weissa.

 

Po pierwszym zamachu „Hymiego”, nie ruszał się nigdzie bez pancernej limuzyny i kilkunastu, uzbrojonych po zęby ochroniarzy. Capone postanowił pozbyć się źródła swojego strachu. Miarka przebrała się, gdy 20 września 1926 roku kawalkada samochodów z ludźmi Weissa przejechała przed Hawthorne Inn, siedzibą Ala w Cicero w stanie Illinois. Napastnicy oddali ponad 1000 strzałów. Jednak ich cel, wywinął się śmierci dzięki czujności ochroniarza, który słysząc strzały obalił bossa na ziemie.

 

Trzy tygodnie później Weiss był już martwy. Gdy szedł do siedziby swojego gangu w kwiaciarni Schofielda, został ostrzelany przez snajperów ukrytych w domu naprzeciwko. „Hymie” dostał 10 kul. Jego miejsce zajął „Bugs” Moran. Po tym wydarzeniu na trzy lata zapanowało zwieszenie broni między walczącymi stronami.

 

19 stycznia 1929 roku James „Jimi” Clark, Pete oraz Pete i Frank Gusenbergowie wpadli do domu Patsy’ego Lolordo powiązanego z Alem Capone. Zamordowali gospodarza i jego zonę, kończąc kruchy rozejm. Wojna gangów w Chicago rozgorzała na nowo.

 

Moran przegrał batalię o prymat nad miastem. Umarł na raka w 1957 roku w szpitalu więzienia w Leavenworth.

 

Czytaj także: Bandyckie saksy w Berlinie. Gangi importują „młodych najemników” 


Guzik Capone’a

 

Polskie korzenie mieli nie tylko gangsterzy walczący po stronie irlandzkich gangów. Mózgiem operacji Ala Capone i zarazem jego bliskim przyjacielem był, Jake „Greasy Thumb” Guzik. Urodzony w Krakowie w 1886 r. wyjechał do USA, gdy miał trzy lata. W Chicago zaczynał od kontroli nad domami publicznymi. Później sprzymierzył się z włoskimi gangami miasta i samym Alem Capone. W 1920 roku uprzedził bossa o planowanym na niego zamachu. W gangu „Człowieka z blizną” pokazał swoje talenty organizatorskie. Został nawet skarbnikiem, a w półświatku nazywano go „czarodziejem mafijnych finansów”. Stąd jego przydomek, który tłumaczy się jako „Tłusty kciuk”. Unikał jednak przemocy i ponoć nigdy nie nosił broni. Mógł jednak w każdej chwili liczyć na opiekę swojego przyjaciela.

 

To Guzik odpowiadał za opłacanie całej armii chicagowskich policjantów i urzędników, przekazując łapówki najważniejszym osobom. Guzik zmarł na atak serca 21 lutego 1956 roku. Wedle jednej z wersji stało się w czasie, gdy odwiedził jeden z posterunków, aby przekazać łapówki. Według innych źródeł stało się tak w restauracji, a jeszcze innej – w domu. Al Capone sczezł 25 stycznia 1947 roku na zapalnie płuc, ale kilka dni wcześniej doznał udaru. W 1939 roku wyszedł z więzienia, do którego trafił w 1932 skazany na 11 lat za … niepłacenie podatków.

 

Nie wiadomo czy członkowie takich gangów jak „Pruszków” czy „Wołomin” wiedzieli o wkładzie swoich rodaków w rozwój mafii w USA. Pewne jednak jest, że gdy w latach 90. rodziła się polska mafia, wykorzystywała wszystkie „patenty” wypracowane w czasach prohibicji.

 

Przede wszystkimi gangsterzy znad Wisły zarabiali pierwsze duże pieniądze na transportach przemycanego spirytusu. Od razu też zaczęły się napady na ciężarówki z trefnym towarem. Chicagowskie powiedzonko „zabrać kogoś na przejażdżkę” sparafrazowano w Polsce na „zawijkę” lub „wycieczkę do lasu”. No i wreszcie wzorem Chicago, gangsterzy urządzili w Polsce swoją „masakrę w dniu Świętego Walentego”. W warszawskiej restauracji Gama zginęło dwóch bossów „Wołomina” i trzech towarzyszących im gangsterów. Tyle tylko, że miało to miejsce 31 marca (1999 roku), a to dzień Świętego Beniamina, nie obchodzony zbyt powszechnie.

 

Przygotowując ten tekst korzystałem z materiałów ze stron www.fbi.gov., www.myalcaponemuseum.com, Legendsofamerica.com

 

Czytaj także: Prezydent wyściskał kryminalistę. Skazali go za pobicia i kierowanie gangiem 

Kategorie: Telewizja

Sprawdź, czy pamiętasz podstawy z historii. Mniej niż 6/10 to wstyd

Dziennik - 6 godzin 52 min. temu
Ten quiz sprawdzi Twoją podstawową wiedzę z historii. Jeśli w szkole byłeś/byłaś w miarę dobry/dobra z przedmiotów humanistycznych, nie powinno być problemu ze zdobyciem co najmniej połowy punktów. Justyna Topolska
Kategorie: Prasa

Nawalny został otruty w więzieniu? Są wyniki badań

Dziennik - 6 godzin 56 min. temu
Aleksiej Nawalny, który był rosyjskim opozycjonistą, zmarł w połowie lutego 2024 roku. Właśnie ujawniono wyniki badań ws. przyczyny jego śmierci. Na dwa dni przed 2. rocznicą jego śmierci brytyjskie MSZ wydało komunikat. Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Dobrze strzelała, szybko biegała. Żuk w czołówce sprintu

TVP.Info - 6 godzin 58 min. temu

Reprezentantki Polski mają powody do zadowolenia po olimpijskim sprincie na 7,5 km. Najlepiej wypadła Kamila Żuk, która tylko raz pomyliła się na strzelnicy. Dodała do tego szybki bieg i ostatecznie skończyła zawody na ósmym, punktowanym miejscu ze stratą 1.09,3..


Biathlon: Kamila Żuk w czołówce przed biegiem pościgowym


Pozostałe nasze zawodniczki także zakwalifikowały się do niedzielnego biegu pościgowego. 28. Joanna Jakieła straciła 1.40,2 (2 pudła), 41. Natalia Sidorowicz – strata 2.10,0 (2.) i 45 Anna Mąka – strata 2.14,4 (2.).


Najszybsza była Norweżka Maren Kirkeeide, która wyprzedziła Francuzki Oceane Michelon i Lou Jeanmonnot.


Bieg pościgowy odbędzie się w niedzielę o godz. 14.45. Transmisja w TVP.


Zobacz także: Wielkie zainteresowanie igrzyskami. Ponad milion sprzedanych biletów


Kategorie: Telewizja

Najtańszy SUV trzęsie rynkiem i spala 3,6 l na 100 km. Ile kosztuje?

Dziennik - 7 godzin 42 sek. temu
Lexus LBX nowym hitem w Polsce. Pod maską nowa hybryda 1.5, która zaskakuje cichą pracą i niskim zużyciem benzyny – nawet lepszym niż dane fabryczne. Jednak to nie tylko napęd przyciąga kierowców. Cena LBX-a zrównała się z poziomem popularnej Toyoty, co kompletnie zaskoczyło konkurencję. Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa

Nawalny jednak otruty. W jego ciele znaleziono egzotyczną toksynę

TVP.Info - 7 godzin 2 min. temu

Jak podał resort, badania laboratoryjne wykazały, że w próbkach pobranych z ciała Nawalnego znaleziono epibatydynę – toksyczną substancję występującą w skórze żab strzałkowatych, żyjących w Ameryce Południowej.


„Wielka Brytania zgłasza otrucie”


Próbki zostały zabezpieczone przed pochówkiem Nawalnego i wysłane do laboratoriów dwóch krajów.


„Tylko rząd rosyjski miał środki, motyw i możliwość użycia tej śmiertelnej trucizny przeciwko Aleksiejowi Nawalnemu podczas jego pobytu w więzieniu w Rosji” – stwierdziła cytowana w komunikacie szefowa brytyjskiej dyplomacji Yvette Cooper. O otrucie Nawalnego Rosję oskarżają również Szwecja, Francja, Holandia i Niemcy.


Zobacz też: Żona Nawalnego ujawnia: został otruty. Kreml idzie w zaparte


„Wielka Brytania zgłasza otrucie do Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej jako rażące naruszenie przez Rosję Konwencji o zakazie broni chemicznej (CWC) i wzywa Rosję do natychmiastowego zaprzestania tych niebezpiecznych działań” – poinformowano w komunikacie.


Śmierć w kolonii karnej


Nawalny został aresztowany na lotnisku w Moskwie 17 stycznia 2021 r., gdy wrócił do Rosji z leczenia w Niemczech po próbie otrucia. W lutym 2021 r. został skazany i osadzony w kolonii karnej, gdzie – jak podała rosyjska służba więzienna – zmarł 16 lutego 2024 r. Według oficjalnego komunikatu przyczyną śmierci był zakrzep.


Na początku lutego br. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok w sprawie skargi złożonej przez Nawalnego w 2021 r. po jego aresztowaniu w Rosji. Sąd uznał, że aresztując opozycjonistę Rosja naruszyła zapisane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka prawo do życia.


Trybunał uznał jednomyślnie, że złamane zostały artykuły dotyczące: prawa do życia, prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego, jak i zakazu tortur i nieludzkiego lub poniżającego traktowania.


Nawalny początkowo był znany jako działacz zwalczający korupcję, następnie organizował demonstracje przeciwko władzy Władimira Putina.


Kategorie: Telewizja

Posłanka odchodzi z Polski 2050. Rosną napięcia w partii

TVP.Info - 7 godzin 9 min. temu

Na spotkaniu z dziennikarzami posłanka powiedziała, że według niej nie do końca jest przejrzyste, w jaki sposób została zwołana sobotnia Rada Krajowa i czy została zwołana zgodnie z regulaminem.


– W związku z tym, jakie słowa tam padły, mam wątpliwości, czy nadal wszyscy w Polsce 2050 jednakowo rozumiemy słowo demokracja, słowo pluralizm i słowo solidarność. Uchwała, która została przegłosowana jednym głosem, która niejako betonuje organy, a przede wszystkim prezydium klubu parlamentarnego Polska 2050, wydaje się być możliwa do nazwania uchwałą kagańcową – powiedziała Cwalina-Śliwowska.


„Uchwała zamyka usta”


Według niej uchwała zamyka usta parlamentarzystom, którzy mają inne zdanie, „chcieliby obradować, chcieliby, żeby procedował klub parlamentarny”.


– Postanowiłam wystąpić z partii Polska 2050 Szymona Hołowni, złożyć członkostwo, ale jednocześnie nie występować z klubu parlamentarnego, gdyż podjęta właśnie uchwała na to mi pozwala i nie pozwala wobec mnie wyciągnąć żadnych konsekwencji za taki krok – powiedziała. 


Czytaj też: Otwarta wojna w Polsce 2050. Jest wniosek o odwołanie szefa klubu


Źródła zbliżone do zarządu partii przekazały, że obradująca w sobotę Rada poparła uchwałę „w sprawie funkcjonowania partii Polska 2050 oraz podmiotów ją reprezentujących do czasu Zjazdu Krajowego” i domaga się w niej od członków powstrzymania się od zmian formalnych w podmiotach reprezentujących partię.


W dokumencie zadeklarowano, że takie działania podjęte są po wsłuchaniu się w głos członków i sympatyków partii „tych cichych bohaterów, których tytaniczny wysiłek i codzienna praca stały się fundamentem naszej obecności w parlamencie oraz rządzie oraz zmian formalnych”.


Zgodnie z deklaracją uchwałę podjęto „przedkładając merytoryczne działania nad podziały, w dążeniu do wygaszenia sporów i umocnienia współpracy, która od początku była naszą największą siłą” i „szanując i uznając demokratyczny wynik wyborów wyrażony niemal stuprocentową frekwencją, która jest dowodem najwyższej odpowiedzialności za nasze ugrupowanie i Polskę”.


Rada zobowiązała wszystkich członków partii do zaprzestania eskalacji


Do zaprzestania działań eskalujących napięcia wewnątrz organizacji Rada zobowiązała wszystkich członków Partii Polska 2050 Szymona Hołowni oraz członków podmiotów ją reprezentujących.


Rada chce, by zawiesić wszelkie postępowania dyscyplinarne rozpoczęte i niezakończone przed dniem wejścia w życie niniejszej uchwały. Domaga się też powstrzymania się od dokonywania wszelkich zmian personalnych, w szczególności w składach osobowych organów Partii Polska 2050 Szymona Hołowni oraz organów podmiotów ją reprezentujących oraz stanowiskach politycznych organów państwowych i samorządowych.


Wśród oczekiwanych działań wpisano też powstrzymanie się od dokonywania wszelkich zmian formalnych, w szczególności w podmiotach reprezentujących Partię Polska 2050 Szymona Hołowni.


Zdecydował jeden głos


Rada Krajowa zobowiązała wszystkich członków Partii Polska 2050 Szymona Hołowni oraz członków podmiotów ją reprezentujących do przestrzegania uchwały.


Według nieoficjalnych informacji pochodzących od członków ugrupowania uchwała przeszła większością jednego głosu.


Zjazd Krajowy zaplanowany jest na 21 marca.


Czytaj też: W Polsce 2050 jedna bitwa po drugiej. 18 posłów przedstawiło żądania

Kategorie: Telewizja

Niespodzianka w slalomie. Zdobył pierwsze złoto w historii

TVP.Info - 7 godzin 22 min. temu

25-letni Pinheiro Braathen przez większą część kariery reprezentował Norwegię. W 2023 roku w wyniku konfliktu z macierzystą federacją na tle wykorzystywania praw do wizerunku sportowców postanowił zakończyć karierę. Wznowił ją w 2024 roku już pod flagą Brazylii, skąd pochodzi jego matka.


Brazylijczyk mistrzem olimpijskim


W listopadzie 2025 roku wygrywając slalom w fińskim Levi jako pierwszy zawodnik z tego kraju odniósł zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata. W sumie w karierze wygrał sześć zawodów PŚ w slalomie i slalomie gigancie. W sezonie 2022/23 wywalczył małą Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji slalomu. Nigdy wcześniej nie zdobył medalu igrzysk i mistrzostw świata.


Pinheiro Braathen zdecydowanie prowadził już na półmetku zawodów, mając aż 0,95 s przewagi nad Odermattem. W drugim przejeździe Szwajcar postawił wszystko na jedna kartę, pojechał bardzo dobrze, ale z Brazylijczykiem przegrał o 0,58. Brązowy medal zdobył inny reprezentant Szwajcarii Loic Meillard – strata 1,17. Drugi przejazd odbywał się w trudnych warunkach, w gęsto padającym śniegu.



Zdecydowanym faworytem olimpijskiego giganta był 28-letni Odermatt, mistrz igrzysk w Pekinie w 2022 roku i najlepszy zawodnik w tej konkurencji w czterech poprzednich sezonach PŚ. W Bormio nie odniósł jednak spodziewanych sukcesów, chociaż zdobył trzy medale - srebrne w slalomie gigancie i w kombinacji drużynowej oraz brązowy w supergigancie. Przed igrzyskami prognozowano, że aż czterokrotnie może stanąć na najwyższym stopniu podium.


Polacy w sobotę nie startowali. W niedzielnym slalomie gigancie kobiet o medal będzie walczyła Maryna Gąsienica-Daniel.

Kategorie: Telewizja

Pasy odpięte, jedna prędkość zakazana. Droga przez Bałtyk już otwarta

Dziennik - 7 godzin 29 min. temu
Nie zapinaj pasów i zapomnij o prędkości 30 km/h – tutaj to ogromne zagrożenie. W Estonii właśnie ruszyła niezwykła, 17-kilometrowa trasa biegnąca przez zamarznięty Bałtyk. Choć to ogromne ułatwienie dla mieszkańców, rygorystyczne i nietypowe zasady ruchu mogą zaskakiwać kierowców. Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa

Ewa Bem ma nowotwór w IV stadium. "Przeszłam śpiączkę"

Dziennik - 7 godzin 36 min. temu
Ewa Bem w najnowszym wywiadzie wyznała, że zmaga się z rakiem. Piosenkarka przyznała, że wciąż jest w trakcie leczenia i przyjmuje doustnie chemię. Opowiedziała o tym, jak wygląda jej życie z chorobą. "Przeszłam tygodniową śpiączkę" - powiedziała. Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Jak zalogować się do KSeF? Resort wyjaśnia

TVN24 Biznes i Świat - 7 godzin 37 min. temu
Krajowy System e-Faktur został połączony z Krajowym Węzłem Identyfikacji Elektronicznej. Użytkownicy mogą logować się do KSeF przez aplikację mObywatel, mojeID (bankowość elektroniczną), e-dowód czy profil zaufany - podał resort finansów.
Kategorie: Telewizja

Świątek i Sabalenka nie rzucały słów na wiatr. Od gróźb przeszyły do czynów

Dziennik - 8 godzin 11 min. temu
Iga Świątek i Aryna Sabalenka od dłuższego czasu narzekały na zbyt napięty kalendarz cyklu WTA. Dwie najlepsze tenisistki na świecie od słów przeszły do czynów. Obu, choć nie są kontuzjowane, zabraknie w nadchodzącym turnieju rangi 1000 w Dubaju. Polka i Białorusinka wycofały się z rywalizacji. Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa

Dania ma jasny komunikat dla turystów z USA

TVN24 Biznes i Świat - 8 godzin 14 min. temu
Relacje na linii Dania-USA nigdy nie były tak burzliwe. Pomimo geopolitycznych niepokojów duńska rada turystyki wysłała e-maile do około sześciu tysięcy doradców turystycznych i organizatorów wycieczek w Stanach Zjednoczonych. Z jasnym przekazem - podkreślił portal afar.com.
Kategorie: Telewizja

Prof. Dietl o naukowych patologiach: Zabrakło nam wyobraźni

Gazeta Wyborcza — kraj - 8 godzin 21 min. temu
Jeśli grało się nieczysto, nie dostaje się kolejnej szansy. Maleją możliwości publikacji w renomowanych czasopismach czy zdobycia grantu badawczego - mówi prof. Dietl, szef Rady NCN.
Kategorie: Prasa
Subskrybuj zawartość