Aktualności

QUIZ. Pytania z najnowszych odcinków teleturnieju "1 z 10". Odpowiesz jak mistrz?

Dziennik - 3 godziny 48 min. temu
Teleturniej "1 z 10" wciąż cieszy się ogromnym uznaniem widzów. W tym quizie zadajemy pytania, które padły w tym programie. Tylko najlepsi odpowiedzą na wszystkie. Będziesz w tym gronie? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Szybki QUIZ z WIEDZY OGÓLNEJ. Uda Ci się poprawnie odpowiedzieć na te 10 pytań? Sprawdź!

Dziennik - 3 godziny 49 min. temu
Weź udział w wyjątkowym teście z wiedzy ogólnej, który przeniesie Cię w fascynującą podróż przez świat nauki, kultury i sztuki. Przygotowaliśmy dla Ciebie 10 pytań, które sprawdzą Twoją wiedzę z różnych dziedzin. Powodzenia! Anna Kot
Kategorie: Prasa

Buntownik z wyboru. Janusz Panasewicz z Lady Pank skończył 70 lat

TVP.Info - 3 godziny 49 min. temu

„Planował zupełnie inną karierę, ale nagle odkrył w sobie miłość do muzyki” albo: „przypadkiem ktoś zorientował się, że ma wielki talent” – tak zaczyna się jakieś 90 proc. opowieści o znanych artystach, nie tylko rockowych. W tym przypadku było nieco inaczej. Panasewicz od dzieciństwa uwielbiał muzykę. Zresztą genów nie da się oszukać. Matka wokalisty sama przez wiele lat śpiewała w chórze, a jego ojciec hobbystycznie zajmował się graniem.


Nikogo więc nie zdziwiło, kiedy przyszły gwiazdor też postanowił zacząć śpiewać i chwycił za gitarę, a później również za pałeczki. I nie, to nie pomyłka. Janusz jako nastolatek dorabiał graniem na perkusji… na weselach. W pewnym sensie trochę „oszukał” system. Dlaczego? 


Wielu artystów w Polsce chce bardzo szybko zaistnieć, ale często pierwsze lata w muzycznym biznesie są – delikatnie mówiąc – trudne. Okazuje się, że nikt na nich nie czeka, wytwórnie kręcą nosem na piosenki – o ile ktoś ich w ogóle posłucha – a na koncie niezmiennie straszy debet. Takie występy dla młodych par oraz ich gości mogą być wtedy zbawieniem. Panasewicz frycowe zapłacił więc jeszcze na długo przed tym, nim dołączył do Lady Pank. Do tego zdobył doświadczenie na scenie, które – to powie chyba każdy muzyk – jest bezcenne, bo żadne próby w domu ani godziny spędzone w studiu nie przygotują nikogo na spotkanie z prawdziwą publicznością. 


Panasewicz uciekał przed wojskiem. Gdyby nie ono, pewnie nie trafiłby do Lady Pank 


To w sumie zabawne, że Janusz – jak potem przyznał – przez cały ten czas grał, śpiewał, zakładał zespoły, występował w konkursach, ale nie traktował muzycznej kariery śmiertelnie poważnie, nawet w początkach działalności Lady Pank. A już z pewnością nie przypuszczał, że w wieku, w którym mógłby spokojnie wypoczywać na zasłużonej emeryturze, będzie jeszcze grać koncerty i śpiewać, w tym dla ludzi w wieku swoich dzieci. Tak samo jak nie podejrzewał na przykład, że w amfiteatrze w Zielonej Górze, w którym w młodości wystąpił na festiwalu piosenki radzieckiej – bo przecież nie było wtedy talent shows ani zbyt wielu innych okazji do pokazania się światu – zagra jeszcze wiele razy, ale już z jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych w kraju. 


CZYTAJ TEŻ: Björk krytykuje Trumpa w obronie Grenlandii


Ironia losu, prawda? To co powiedzieć o tym, że pewnie nigdy nie zostałby wokalistą Lady Pank, gdyby nie wojsko, przed którym za wszelką cenę chciał uciec? Tak bardzo unikał poboru, że skończyło się to dla niego niemałą karą, bo niemal roczną odsiadką. A wojsko i tak mu nie odpuściło, tyle że tym razem miał sporo szczęścia, bo w czasie służby Janusz… też zajmował się muzyką. Trafił do zespołu Desant, w którym „śpiewał chórki i nosił sprzęt”, ale przynajmniej miał więcej swobody niż podczas standardowej służby w PRL-u. No i najważniejsze: w tym samym zespole śpiewała Urszula, żona tekściarza i producenta Andrzeja Mogielnickiego, którego namówiła do posłuchania Janusza, a on już polecił wokalistę swojemu dobremu koledze – Jankowi Borysewiczowi. 



– Lady Pank się wtedy zawiązywało, a Borysewiczowi na początku marzyło się, że będzie gitarzystą i wokalistą, niczym Sting w The Police. Początki Janusza to przede wszystkim zasługa szczęśliwego zbiegu okoliczności. Zwrócono uwagę na jego nieprzyzwoicie dobrą dykcję. Początkowo miał pewne problemy z akcentem, trochę zaciągał, co do rocka niezbyt pasuje, ale szczęśliwie szybko pozbył się tego nawyku. Natomiast jednym z kluczowych elementów sukcesu Lady Pank było to, że Panasewicz znakomicie interpretował teksty Andrzeja Mogielnickiego. Przydawał im odpowiedniej barwy, ironii i mogę powiedzieć, że było w tym czuć nawet jakieś predyspozycje aktorskie – co zresztą się troszeczkę po latach sprawdziło, bo stworzył kilka filmowych kreacji, jak choćby ta w filmie „Nic” Doroty Kędzierzawskiej, notabene bardzo udana. Później do tego wszystkiego doszła konsekwencja, postawił na wizerunek charyzmatycznego frontmana. Widać było, że dużo czerpał z Micka Jaggera, czego zresztą sam Panasewicz się nie wstydzi. Bo też nie ma czego się wstydzić – powiedział portalowi TVP.Info Michał Grzesiek, autor książki „Lady Pank. Biografia nieautoryzowana”. 


Grali po trzy koncerty dziennie, a bilety i tak znikały błyskawicznie „Amok”


Dla Panasewicza dołączenie do grupy oznaczało jeszcze jedną życiową zmianę: z Jana stał się Januszem. Od razu było wiadomo, że „w tym zespole nie ma miejsca dla dwóch Janków”, bo przecież ludzie ciągle by ich mylili. Dlatego Jan Borysewicz pozostał Janem, a „Panas” stał się Januszem. Kiedy w stacjach radiowych zaczęły pojawiać się piosenki Lady Pank, choćby „Minus 10 w Rio” czy „Mała Lady Pank”, pewnie nikomu nie robiło to jeszcze różnicy, bo niewielu wiedziało, kto kryje się za tym szyldem. Jeszcze. Sytuacja zmieniła się dosłownie w ciągu kilku miesięcy, zresztą trudno było spodziewać się innego scenariusza, jeśli zespół wydał po kolei „Kryzysową narzeczoną”, „Mniej niż zero” i „Zamki na piasku”. 


Niemal z dnia na dzień Janusz i jego koledzy stali się gwiazdami, chłopakami z plakatów. Bilety na koncerty Lady Pank w wielkich halach wyprzedawały się w mgnieniu oka, a fani potrafili tak szaleć podczas występów, że zdarzały się domy kultury, które po wizycie grupy nadawały się do natychmiastowego remontu. „Amok” – podsumował tamte czasy Panasewicz. 


CZYTAJ TEŻ: Jedynka niezmiennie liderem oglądalności. Te pozycje były hitami


– Nie pamiętam samych początków zespołu Lady Pank, ponieważ jestem niemal jego rówieśnikiem. Ale już „Mniej niż zero” było frazą, która przewijała się w rzeczywistości dźwiękowej mojego dzieciństwa. W końcu lat 80. podobnie zapamiętałem „Kryzysową narzeczoną”, potem, z początkiem lat 90., to było już oczywiście „Zawsze tam gdzie ty”. Zespół Lady Pank był więc jednym z głównych narratorów tamtych lat dla dziecka, które chłonęło muzykę. Pamiętam ich koncert w Stargardzie, w Hali Spójni. Stałem za szybą, bo byłem wtedy dzieciakiem, więc oczywiście byłem za mały, żeby wejść samodzielnie, zresztą nie miałem nawet na bilet. Oglądałem plecy Janusza i Jana, bo scena była ustawiona tyłem do okna. Potem miałem lat 16 i – powtórzę klasyk internetowy – „to było na Inwazji Mocy”. W Stargardzie grała Kaśka Nosowska, nie pamiętam, czy z grupą Hey, czy solo – no i Lady Pank. Wtedy pomyślałem: „ok, to jest rockandroll” – przyznaje Michał Wiraszko, wokalista zespołu Muchy, a do tego solowy artysta i autor tekstów dla wielu polskich muzyków. 



„Janusz operuje głosem, który jest rozpoznawalny od pierwszych dźwięków”


Ponad dwie dekady po tym koncercie Wiraszko odebrał telefon z prośbą, żeby napisać coś dla Lady Pank. – Zawsze będę podkreślał, że to do mnie zadzwonili – śmieje się artysta i dodaje: – To jest poważna pozycja w moim CV. Oczywiście mówię to wszystko z ogromnym szacunkiem do Janusza i Jana. Natomiast rzeczywiście, kiedy dostałem zadanie napisania tekstów dla Lady Pank, musiałem to „rozchodzić”. Zrobiłem więc porządny research, przesłuchałem wszystkie płyty z naciskiem na teksty, sprawdziłem autorów i robiłem notatki. Na koniec wyszedł mi jeden wspólny mianownik – zawsze o wielkich sprawach małymi słowami. Z tym mottem zabrałem się do tej wyróżniającej pracy. Chciałem zrobić to dobrze. Niewielu artystów i muzyków w Polsce jest w stanie zgromadzić tłumy, co dopiero gromadzić te tłumy już przez piątą dekadę. Nie mogłem im przecież tego zepsuć. 


– Na pewno Janusz operuje głosem, który jest rozpoznawalny od pierwszych dźwięków. Wiadomo od razu, że to śpiewa Panasewicz i wie to każdy człowiek urodzony w Polsce przed rokiem 2010 (śmiech). Janusz ma niepodrabialną barwę i to też jest jedno z moich życiowych olśnień. Ten moment, kiedy kończysz piosenkę, piszesz tekst dla Lady Pank, słyszysz zmiksowany utwór i nagle dociera do ciebie, że to Janusz Panasewicz, właśnie tym swoim głosem, śpiewa słowa, które ty napisałeś. To jest naprawdę jedna z największych satysfakcji zawodowych dla tekściarzy – opowiada Wiraszko. 




Jak przystało na rockandrollowców, którym zawsze bliżej było mentalnie do The Rolling Stones niż The Beatles, członkowie Lady Pank potrafili też nieźle zaszaleć. O ich imprezach za kulisami i w hotelach krążyły legendy. Nawet kiedy grupa grała po 2-3 koncerty dziennie – pierwszy już o 16:00 – zawsze znalazł się czas na dobrą zabawę. Bywało, że te szaleństwa przenosiły się na scenę – i to już w późniejszych latach działalności, a naturalnie najwięcej emocji budziły wyczyny wokalisty. Januszowi zdarzało się wychodzić na scenę „pod wpływem”, zapłacił nawet karę za to, że podczas jednego z takich koncertów rzucił w publiczność butelką wody, która uderzyła w głowę dziewczynę robiącą zdjęcia. 


Fani potrafili skrytykować, ale nie odchodzili. „Mam wrażenie, że przyszło otrzeźwienie”


– Panasewicz to absolutna ekstraklasa wśród polskich rockmenów, od lat cieszy się statusem celebryty, a wiadomo, że tacy znajdują się cały czas pod obstrzałem wścibskich mediów. Ludzie niebędący postaciami publicznymi, mają takie same chwile słabości, tyle że to nie dzieje się na oczach kamer. Wspomnijmy tu choćby niesławny koncert w Tarnobrzegu w 2014 roku, który był transmitowany na żywo. Było tam wyraźnie widać niedyspozycję wokalisty. Fani podeszli do tego żałosnego występu bardzo krytycznie, ale nie odwrócili się od idola. I mam wrażenie, że potem przyszło otrzeźwienie, od kilku lat panowie trzymają wysoki poziom swoich koncertów, bo wiemy, że z Borysewiczem kilkanaście lat temu też różnie bywało pod tym względem – przypomina Grzesiek. 


CZYTAJ TEŻ: Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego. Znamy finalistów


Wiraszko przytacza historię innego muzyka, który też ma „to coś”, co sprawia, że ludzie są w stanie przymknąć oko na jego wybryki: – Jest taki film w internecie, jak Keith Richards z The Rolling Stones odbiera Nagrodę Literacką Normana Mailera z rąk Billa Clintona. Widać, że jest „odklejony od planety”, natomiast jest tak uroczy, tak ciepły, taki „do zjedzenia”, że przemawia przez kilka minut i ludzie biją mu brawo, mimo że najprawdopodobniej nie jest zupełnie trzeźwy. Co trzeba w sobie mieć? Nie wiem, czy to jest jakiś układ genów, czy to jest nabyte, ale na pewno trzeba tym dysponować, jeśli myśli się o porywaniu tłumów. 


Janusz Panasewicz postanowił jednak kilka lat temu rzucić alkohol, co zresztą publicznie przyznał. Muzyk zdradził, że dzięki tej decyzji zyskał nową energię. 


– Biologia jest nieubłagana i nie można w okolicach siedemdziesiątki zachowywać się jak dwudziestolatek. Panasewicz najwyraźniej wziął to sobie do serca, podobnie zresztą jak Borysewicz. Gdyby nadal co chwilę wychodzili na scenę pijani, po prostu wypadliby z branży. Cyganeryjna epoka lat 80. to już zamierzchła przeszłość, rynek uległ profesjonalizacji i wyeliminuje każdego, kto nie dostosuje się do jego reguł. Tu nie ma miejsca na sentymenty, te niech pozostaną domeną fanów, nostalgicznie wzdychających do czasów swej młodości – przekonuje Michał Grzesiek.  


Idol czy chłopak z sąsiedztwa? „Ma to gdzieś z tyłu głowy”


Wokalista, mimo popularności i sukcesów, przez wiele osób nadal jest uważany za chłopaka z sąsiedztwa. W czym tkwi tajemnica? Michał Wiraszko nie zastanawia się długo: – To jest właśnie ten wewnętrzny urok i aura.  


CZYTAJ TEŻ: W Paryżu bez języka?„Pomogło mi dziecko do wykarmienia”


Autor nieoficjalnej biografii Lady Pank ma jeszcze jedną teorię. 



– Przypuszczam, że tutaj główną rolę gra pochodzenie. On zresztą z dumą podkreśla swoje związki z Mazurami. Spójrzmy na najsłynniejszy skład zespołu, z pierwszej płyty. Większość muzyków dorastała w wielkich miastach, a Panasewicz – w prowincjonalnym Olecku. Wydaje mi się, że również dzięki temu nie groziła mu klasyczna „sodówka”, bo wszedł do artystycznego światka z dużą dozą pokory, może nawet pewnych kompleksów. Od początku robił wrażenie chłopaka zza miedzy i – z tego, co mi wiadomo – taki jest do dzisiaj, pomimo kilkudziesięciu lat sukcesów i popularności. Nadal gdzieś z tyłu głowy ma to, że pochodzi z małego miasteczka, z całym szacunkiem oczywiście. I myślę, że między innymi to odgrywa dużą rolę w tym, jakim jest człowiekiem – mówi. 


„Żywe dowody na to, że rockandroll konserwuje”


Panasewicz nie przepada za określeniem „legenda rocka”, ale pewnie również dlatego, że legenda kojarzy się z przeszłością, a on wcale nie myśli o muzycznej emeryturze.


– Wśród zespołów, które wystartowały na początku lat 80., Lady Pank wydają się być w najlepszej formie. Część kapel dawno przeszła do historii, część jest skonfliktowana, skłócona, są różne odłamy. Mamy dwa zespoły-wariacje na temat Perfectu, TSA, Kombi, Oddział Zamknięty i Jary Oddział Zamknięty, przykro się czasem na to patrzy. Natomiast w Lady Pank niepodzielnie od blisko 45 lat panuje duet Borysewicz-Panasewicz pod jednym i tym samym szyldem. Spośród kapel, które wtedy „wypłynęły”, chyba jako jedyni trzymają fason – ocenia Michał Grzesiek. 


– Myślę, że panowie z Lady Pank, mówię o Januszu, ale o Janie też, to są żywe dowody na to, że rockandroll konserwuje, ponieważ oni mają niezmiennie aurę i energię nastolatków, studentów. Tak zawsze było i mam nadzieję, że zawsze będzie. Dla mnie Janusz Panasewicz jest właściwie światem zastanym i oby to trwało jak najdłużej – podsumowuje Michał Wiraszko.  


CZYTAJ TEŻ: Wpływy nie tylko z filmu. Tyle Culkin zarobił za rolę Kevina

Kategorie: Telewizja

Tuż przed wypadkiem zamienili się miejscami. "To ja miałam zginąć"

Dziennik - 3 godziny 50 min. temu
Krzysztof Klenczon był gwiazdą takich zespołów jak Niebiesko-Czarni, czy Czerwone Gitary. Gdyby żył miałby 84 lata. Niestety jego życie przerwał tragiczny wypadek. Wokół śmierci artysty narodziło się wiele teorii spiskowych. Wdowa po Klenczonie wiele razy wspominała, że "to ja miałam zginąć, a nie on". Dlaczego tak sądzi? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Trwa zbiórka na generatory prądu dla Kijowa

W ramach inicjatywy "Ciepło dla Kijowa" zbierane są pieniądze na generatory prądu, które mają zostać przekazane m. in. szpitalom w stolicy Ukrainy. Obecny cel zbiórki to 2 mln zł.
Kategorie: Portale

Ten QUIZ to łatwizna. Uzupełnij tytuł znanego filmu lub serialu. Będzie komplet?

Dziennik - 4 godziny 10 min. temu
W tym bardzo łatwym quizie chodzi o uzupełnienie tytułu znanego filmu lub serialu. Niektóre są z czasów PRL. Większość zagadek jest naprawdę prosta. Pytamy o bardzo znane, wręcz kultowe produkcje. Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

"Uratował euro, gdy wspólna waluta znalazła się na krawędzi upadku"

TVN24 Biznes i Świat - 4 godziny 14 min. temu
Mario Draghi został laureatem Nagrody Karola Wielkiego. Jak ogłosiła w sobotę kapituła nagrody, były szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) i były premier Włoch został uhonorowany za "dokonanie wielkich rzeczy dla Europy" oraz "uratowanie euro w dramatycznej sytuacji".
Kategorie: Telewizja

Na ten film czekają wytrawni kinomani. To historia legendarnego aktora

Dziennik - 4 godziny 19 min. temu
Na ten film czekają wytrawni kinomani. Ruszyły zdjęcia do produkcji "Elsinore" z udziałem Andrew Scotta i Olivii Colman. Film reżyseruje Simon Stone, a za scenariusz odpowiada Stephen Beresford. "Elsinore" to oparta na faktach, niezwykle inspirująca historia legendarnego brytyjskiego aktora Iana Charlesona. Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Wyszli na ulice domagając się prądu. Na lata trafią za kraty

TVP.Info - 4 godziny 27 min. temu

Wśród skazanych przez sąd w mieście Santa Clara za udział w demonstracji jest dziennikarz Jose Barrenechea Chavez. Sąd orzekł wobec niego karę 6 lat więzienia.


Niezależna rozgłośnia odnotowała, że skazani byli uczestnikami pokojowego protestu w listopadzie 2024 r., podczas którego nie doszło do zakłócenia porządku publicznego.


Kubańczycy domagali się przywrócenia prądu


Radio przypomniało, że zdesperowani obywatele wyszli na ulice miasta Encrucijada, aby domagać się przywrócenia prądu po 48 godzinach przerwy w jego dostawach.


Na Kubie od ponad dwóch lat trwa poważny kryzys energetyczny, do którego przyczynia się trudna sytuacja lokalnej gospodarki, niedobory paliw, a także częste awarie w elektrowniach.


W większości prowincji Kuby występują trwające kilkanaście godzin przerwy w dostawach energii elektrycznej, a także związane z tym niedobory wody pitnej.


Czytaj także: 50 tysięcy domów w Berlinie bez prądu. Policja podejrzewa sabotaż

Kategorie: Telewizja

15 pułapek z ortografii. Dasz radę zdobyć choć połowę punktów? Quiz

Dziennik - 4 godziny 31 min. temu
To quiz dla zaawansowanych, oparty na jednym z krakowskich dyktand. Niewielu uda się dojść do końca z wynikiem 15/15. Dasz radę? Powodzenia! Justyna Topolska
Kategorie: Prasa

Padła szóstka w Lotto

TVN24 Biznes i Świat - 4 godziny 43 min. temu
W sobotnim losowaniu Lotto padła główna wygrana. Szczęśliwiec, który poprawnie wytypował wszystkie sześć liczb, otrzyma nagrodę o wartości dwóch milionów złotych. Oto wyniki losowania Lotto i Lotto Plus z 17 stycznia 2026 roku.
Kategorie: Telewizja

Pijany bez łyka alkoholu. To nie kiepska wymówka, naukowcy mają dowody

TVP.Info - 4 godziny 51 min. temu

Pijany, mimo że nie pił. To, co przez długi czas brzmiało niedorzecznie, okazuje się poważnym zaburzeniem metabolicznym. Zespół autobrowaru, zwany również syndromem fermentacji jelitowej – to rzadka choroba, w której jelita przekształcają węglowodany w alkohol (etanol)


Nie ma wiarygodnych danych dotyczących liczby osób dotkniętych zespołem autobrowaru na całym świecie. W literaturze fachowej choroba jest opisywana jako „bardzo rzadka”. Jednocześnie lekarze zakładają, że liczba niezgłoszonych przypadków jest wysoka, ponieważ wiele z nich jest błędnie interpretowanych jako nadużywanie alkoholu lub inne choroby.


Ludzkie jelita mogą stać się browarem. Winne są pewne rodzaje bakterii


Osoby dotknięte zespołem autobrowaru są pod wpływem alkoholu, mimo że nie wypiły ani kropli. Przez długi czas za głównego podejrzanego uważano nadmierną ilość drożdży w jelitach. Najnowsze badanie opublikowane w „Nature Microbiology” pokazuje jednak, że winne mogą być określone rodzaje bakterii.


Badanie przeprowadził zespół pod kierownictwem Bernda Schnabla i Cynthii Hsu z University of California San Diego. To duży amerykański szpital uniwersytecki specjalizujący się w badaniach nad wątrobą i mikrobiomem.


Schnabl i Hsu przeanalizowali próbki kału 22 pacjentów, 21 ich krewnych oraz 22 zdrowych osób z grupy kontrolnej. Dzięki temu mogli oddzielić wpływ odżywiania i środowiska od roli mikrobiomu.


Bakterie to ukryci producenci alkoholu


W laboratorium okazało się, że próbki kału osób chorych wytwarzały znacznie więcej alkoholu niż próbki osób z grup kontrolnych. Odpowiedzialne są za to przede wszystkim bakterie jelitowe, takie jak Escherichia coli i Klebsiella pneumoniae, które nadmiernie fermentują węglowodany do etanolu.


CZYTAJ TEŻ: Nielegalny alkohol podczas PŚ w Zakopanem. Mógł być skażony


„Mikroby te wykorzystują różne szlaki metaboliczne prowadzące do powstania etanolu” – wyjaśnia Schnabl. Jak dodaje, mogą one podnieść poziom alkoholu we krwi do takiego stopnia, że osoby dotknięte tym problemem nie są już zdolne do prowadzenia pojazdów. ​


„Nie piłem!” Czy policjant uwierzy?


Choroba pokazuje, jak duży wpływ na zachowanie i zdrowie może mieć mikrobiom – poziom promili decyduje przecież o winie lub niewinności w sądzie lub podczas kontroli drogowej. Kto uwierzy osobie, która przysięga, że nic nie piła, tylko jej własne jelita działają jak tajny browar?


Wielu chorych traktowanych jest początkowo jako alkoholicy. Ma to dramatyczne konsekwencje dla ich codziennego życia, związków, a przede wszystkim wiarygodności. Jednocześnie dotychczasowe metody diagnostyczne są kosztowne. Pacjenci muszą pod ścisłym nadzorem spożywać pokarmy bogate w węglowodany, podczas gdy specjaliści mierzą im poziom alkoholu we krwi. Schnabl i Hsu proponują, aby w przyszłości diagnozować chorobę na podstawie próbek kału i celowo ingerować w metabolizm bakteryjny.


Jak radzić sobie z syndromem autobrowaru? Specjaliści mają już pomysł


Jak dotąd nie ma standardowej terapii choroby. U jednego z pacjentów biorących udział w badaniu objawy uległy znacznej poprawie po dwóch przeszczepach kału. Przeszczep, zwany inaczej przeszczepem mikroflory jelitowej, brzmi nieprzyjemnie, ale jest bardzo skuteczny. Polega on na przeniesieniu bakterii jelitowych zdrowego dawcy do jelita pacjenta w celu „zresetowania” jego zaburzonego mikrobiomu. Zespół będzie pracował nad tą metodą wraz z grupą osób dotkniętych chorobą.


Eksperci postrzegają nowe odkrycia jako ważny krok w kierunku spersonalizowanej medycyny mikrobiomowej, ale ostrzegają przed przedwczesnym optymizmem: przed ustaleniem standardowego sposobu leczenia konieczne są szersze badania i dane długoterminowe.


CZYTAJ TEŻ: Nastolatek leżał w głębokiej zaspie. Miał prawie dwa promile

Kategorie: Telewizja

Tajemnicza akcja kryminalnych w Sopocie. Policja wraca do sprawy Wieczorek

TVP.Info - 5 godzin 12 min. temu

14 stycznia portal Trójmiasto.pl informuje, że w Sopocie przy ul. Polnej pojawiły się ekipy policyjne. Rozstawiono niebieski namiot, a kryminalni w białych kombinezonach prowadzą jakieś działania.


Prokuratura Krajowa dość enigmatycznie podała jedynie, że czynności te dotyczą śledztwa w sprawie niewyjaśnionego zabójstwa sprzed kilkunastu lat i mają ustalić, czy istnieją przesłanki do podjęcia na nowo umorzonego postępowania. Zakres i wyniki działań nie zostały ujawnione.


W przestrzeni medialnej pojawiły się jednak nieoficjalne informacje, że aktywność w Sopocie mogła wiązać się ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek. Dziennikarz śledczy Mikołaj Podolski, współautor książki „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw” przypominał, że w 2010 r. okolice ul. Polnej uchodziły za „szemrany” rejon Sopotu, kojarzony z mężczyznami z kręgu znajomych zaginionej.


„Fakt” idzie krok dalej. Twierdzi, że policjanci wiedzą, gdzie jest ciało Iwony Wieczorek. Według gazety, policji mają dość precyzyjnie określone to miejsce. „Fakt” wskazuje też na związek sprawy z zaginięciem Iwony Wieczorek oraz działań policji z 14 stycznia. W miejscu, gdzie pracowali kryminalni, zbierano ślady, ale to nie tam znajdują się zwłoki 19-latki.



Policja ponawia apel: biały fiat cinquecento i godzina 5:07


W sobotę 17 stycznia 2026 r. Komenda Stołeczna Policji opublikowała komunikat, w którym po raz kolejny – pierwszy raz 14 czerwca 2024 r. – prosi o kontakt osoby mogące pomóc w sprawie. Śledczy wskazują na trop białego fiata cinquecento: samochód 17 lipca 2010 r. o godz. 5:07 miał być w rejonie Parku Reagana w Gdańsku, a następnie poruszać się trasą Rumia–Reda–okolice Pucka.


Postępowanie prowadzone jest pod nadzorem Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.


Z analizy monitoringu ujawnionej w czerwcu 2024 r. wynika, że fiat cinquecento o godz. 5.07 poruszał się ul. Piastowską, jadąc od Przymorza w kierunku wejścia na plażę nr 63, czyli tam, gdzie niecałą godzinę wcześniej ostatnia kamera ujęła wracającą Iwonę Wieczorek. Według ustaleń śledczych auto kilkadziesiąt sekund później było na ul. Pomorskiej.


Policja prosi osoby, które mają informacje o wspomnianym samochodzie i jego kierowcy o kontakt osobisty lub telefoniczny z policjantami prowadzącymi poszukiwania na nr tel. 573-934-910, bądź kontakt z najbliższym komisariatem.


17 lipca 2010 roku dziewiętnastoletnia Iwona Wieczorek wyszła z sopockiego Dream Clubu i ruszyła nadmorską ścieżką w stronę domu. Kamery rejestrowały jej samotny marsz w kierunku domu w Gdańsku. Dziewczyna jednak nigdy do domu nie dotarła. Po raz ostatni widać ją na zapisie z kamery z wejścia na plażę nr 63.


Kategorie: Telewizja

Wielka wygrana w Lotto. Zwycięzca zgarnie dwa miliony złotych

Dziennik - 5 godzin 19 min. temu
W sobotnim losowaniu Lotto padła kolejna główna wygrana. Zwycięzca trafił wszystkie sześć liczb, co zapewniło mu wygraną w wysokości 2 milionów złotych. Na razie nie ujawniono, gdzie dokładnie miała miejsce ta wygrana. Lena Ratajczyk
Kategorie: Prasa

Kultowy serial szpiegowski powrócił po dekadzie. Już dziś nowy odcinek

Dziennik - 5 godzin 19 min. temu
Na jednej z czołowych platform streamingowych dostępnych w Polsce pojawił się właśnie czwarty odcinek drugiego sezonu kultowego serialu szpiegowskiego "Nocny recepcjonista" na motywach bestsellerowych powieści giganta gatunku Johna le Carré. Gdzie można oglądać wyczekiwaną od dekady kontynuację niezwykle cenionego serialu? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Kultowy serial szpiegowski powrócił po dekadzie. Już dziś nowy odcinek

Dziennik - 5 godzin 19 min. temu
Na jednej z czołowych platform streamingowych dostępnych w Polsce pojawił się właśnie czwarty odcinek drugiego sezonu kultowego serialu szpiegowskiego "Nocny recepcjonista" na motywach bestsellerowych powieści giganta gatunku Johna le Carré. Gdzie można oglądać wyczekiwaną od dekady kontynuację niezwykle cenionego serialu? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Pyszny obiad na niedzielę. Podajemy przepis, Ty gotujesz. Kurczak pieczony na kapuście

Dziennik - 5 godzin 29 min. temu
Pieczony kurczak to potrawa, która cieszy się dużą popularnością. A gdyby tak wzbogacić to proste i smakowite danie? Na niedzielę proponujemy kurczaka pieczonego na kapuście. Robi się tego kurczaka szybko, a smakuje - wybornie. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Pyszny obiad na niedzielę. Podajemy przepis, Ty gotujesz. Kurczak pieczony na kapuście

Dziennik - 5 godzin 29 min. temu
Pieczony kurczak to potrawa, która cieszy się dużą popularnością. A gdyby tak wzbogacić to proste i smakowite danie? Na niedzielę proponujemy kurczaka pieczonego na kapuście. Robi się tego kurczaka szybko, a smakuje - wybornie. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Trump chce po miliardzie dolarów. Handluje miejscami w nowej Radzie Pokoju

TVP.Info - 5 godzin 29 min. temu

Według projektu statutu Rady, do którego dotarł Bloomberg, prezydent Trump ma być jej przewodniczącym i ma decydować o tym, kto zostanie zaproszony do członkostwa w tym gremium.


Decyzje mają być podejmowane większością głosów, a każdy kraj należący do tego formatu miałby jeden głos. Wszystkie decyzje miałyby na koniec być akceptowane przez przewodniczącego.


Rada Pokoju według Donalda Trumpa


W projekcie napisano, że każdy kraj należący do Rady byłby jej członkiem przez nie więcej niż trzy lata od wejścia statutu w życie. O odnowie członkostwa miałby decydować przewodniczący. Trzyletni okres członkostwa nie dotyczy krajów, które wpłacą do Rady Pokoju ponad 1 mld dolarów w ciągu pierwszego roku wejścia statutu w życie.


Bloomberg podkreślił, że krytycy tego rozwiązania obawiają się, iż Trump próbuje zbudować alternatywę czy wręcz rywala wobec ONZ, którą od dawna potępia.


Rada opisana jest w statucie jako „międzynarodowa organizacja, która ma promować stabilność, przywrócić niezawodne i zgodne z prawem rządy oraz zapewnić trwały pokój na obszarach dotkniętych lub zagrożonych konfliktem”.


Agencja zaznaczyła, że pod auspicjami Rady Pokoju ma działać Rada Pokoju zarządzająca Strefą Gazy. Do Rady Pokoju ds. Strefy Gazy Trump zaprosił szereg światowych liderów, w tym przywódcę Argentyny Javiera Mileia i premiera Kanady Marka Carneya.


Plan został skrytykowany przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu, który podkreślił, że rozwiązanie nie było konsultowane z jego krajem.


Według osób zaznajomionych z planem do Rady zaproszono kilka krajów europejskich.


Biały Dom prostuje, ale nie zaprzecza


Powiązane z Białym Domem konto Rapid Response 47 w serwisie X oceniło doniesienia Bloomberga jako „wprowadzające w błąd”. „Nie ma minimalnej opłaty członkowskiej, by dołączyć do Rady Pokoju. To po prostu daje możliwość stałego członkostwa krajom partnerskim, które wykazują się głębokim zaangażowaniem na rzecz pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu” – napisano.


Jak podał w piątek dziennik „Financial Times”, amerykańscy urzędnicy przedstawili pomysł, by Rada Pokoju, która ma zarządzać Strefą Gazy, zajęła się również innymi konfliktami na świecie, w tym w Ukrainie i w Wenezueli. Jedna z osób zaznajomionych z tym planem powiedziała gazecie, że administracja Trumpa postrzega Radę Pokoju jako „potencjalny substytut ONZ, (...) rodzaj równoległego, nieoficjalnego organu zajmującego się konfliktami również poza Gazą”.


Czytaj także: Europa reaguje na groźby Trumpa. „Szantażowanie, nie damy się zastraszyć”

Kategorie: Telewizja

Pożar w kompleksie hotelowym w Targanicach. Trzy osoby trafiły do szpitala

TVP.Info - 5 godzin 35 min. temu
Po wielu godzinach walki z żywiołem strażacy ugasili pożar, który wybuchł w kompleksie hotelowym w Targanicach w Małopolsce. Ogień pojawił się w jednym z budynków podczas imprezy weselnej. W pożarze ucierpiało siedem osób, w tym strażak. Trzy z nich trafiły do szpitala.
Kategorie: Telewizja
Subskrybuj zawartość