Aktualności

Dzień Chorych na Padaczkę. Cierpi na nią ćwierć miliona Polaków

TVP.Info - 2 godziny 27 min. temu

Obok walentynek, 14 lutego obchodzony jest Dzień Chorych na Padaczkę. W Polsce z tą chorobą zmaga się około 250 tys. osób. – Nie używamy określenia „epileptyk”. Mówimy „pacjent z padaczką” albo „chory z padaczką”. Słowo „epileptyk” sprowadza człowieka do choroby – podkreśliła prof. Magdalena Bosak, neurolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Padaczka jest objawem schorzeń mózgu


Według niej problemem nie jest nazwa „padaczka”, lecz stereotypy narosłe wokół choroby. Poinformowała, że najbardziej rzetelne dane łączące rozpoznanie w klasyfikacji ICD z realizacją recepty na lek przeciwnapadowy wskazują, że w Polsce z padaczką żyje około 250 tys. osób. Wyższe szacunki mówiące o 400 tys. nie opierają się na równie precyzyjnej metodologii.


Profesor Bosak wyjaśniła, że padaczka nie jest jedną chorobą, lecz objawem różnych schorzeń mózgu – od następstw urazów i udarów po guzy czy choroby neurodegeneracyjne. Dochodzi w niej do nieprawidłowych wyładowań neuronalnych. Dlatego kluczowa jest dokładna diagnostyka, bo rodzaj napadu determinuje leczenie. – Inne leki stosuje się w napadach ogniskowych, inne w uogólnionych, a źle dobrany preparat może napady nasilić – zaznaczyła.


Podkreśliła, że drgawki z utratą przytomności to tylko jeden z typów napadów. – Mogą nimi być także krótkotrwałe, stereotypowe doznania, np. nagły lęk czy charakterystyczne uczucie w nadbrzuszu – powiedziała prof. Bosak.


Zauważyła też, że zdarzają się błędy diagnostyczne, bo omdlenia, napady czynnościowe czy migrena bywają mylone z padaczką, co prowadzi do niepotrzebnego leczenia.


Czytaj również: Lekarstwo na raka. Polscy naukowcy krok od przełomu


Ekspertka zaznaczyła, że odpowiednio dobrana farmakoterapia pozwala na pełną kontrolę napadów u 65-70 proc. pacjentów. Około jedna trzecia z nich choruje jednak na padaczkę lekooporną. W wybranych przypadkach możliwe jest leczenie chirurgiczne usuwające przyczynę napadów lub terapie stymulacyjne, ale – zaznaczyła – „dostęp do nich w Polsce nie jest optymalny”.


Stygmatyzacja osób chorych na padaczkę


Zdaniem prof. Bosak równie istotny, jak leczenie jest aspekt społeczny. Pacjenci obawiają się ujawnienia diagnozy w pracy czy szkole. Zdarzają się też przypadki dyskryminacji.


Ekspertka podała przykład pacjenta, osoby niepełnosprawnej zatrudnionej przez pracodawcę, który dostał na ten cel dofinansowanie z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Został błyskawicznie zwolniony z pracy po napadzie, jakiego doznał.


Tymczasem przy skutecznej terapii mogą funkcjonować normalnie – pracować, zakładać rodziny, uprawiać sport. Kobieta z padaczką może zajść w ciążę pod opieką lekarza, a samochód można prowadzić po roku bez napadów.



Neurolog wskazała, że najczęstszą współchorobowością jest depresja, a zależność ma charakter dwukierunkowy. Rzadkim, lecz groźnym powikłaniem, jest nagła, niespodziewana śmierć w padaczce dotycząca głównie ciężkich, lekoopornych postaci tej choroby u małych dzieci.


Podczas napadu należy przede wszystkim zabezpieczyć chorego przed urazem, chronić głowę i ułożyć go w pozycji bocznej bezpiecznej. Nie wolno wkładać niczego do ust. Padaczka nie jest chorobą zakaźną. Kluczowe pozostają edukacja społeczna i przełamywanie mitów.


Czytaj również: Smog szkodzi zdrowiu – to wiemy. Ale, jak i dlaczego?

Kategorie: Telewizja

Vonn czeka na kolejną operację. „Takie urazy mogą zakończyć się amputacją”

TVP.Info - 2 godziny 34 min. temu

Dramat Vonn stał się jednym z najgłośniejszych wydarzeń tegorocznych igrzysk. 41-letnia mistrzyni, która po powrocie do rywalizacji imponowała formą w zawodach Pucharu Świata, niemal straciła szansę na kolejny olimpijski medal tuż przed kluczową imprezą czterolecia. W Crans-Montanie doznała zerwania więzadła krzyżowego przedniego.


Mimo poważnej kontuzji zdecydowała się wystartować w olimpijskim zjeździe zaledwie tydzień później. Jej przejazd zakończył się po kilkunastu sekundach poważnym upadkiem. Po raz drugi w krótkim czasie opuściła stok śmigłowcem, tym razem ze złożonym złamaniem kości piszczelowej.


ZIO2026: Lindsey Vonn przejdzie czwartą operację


W środę Vonn poinformowała w mediach społecznościowych, że stopniowo wraca do zdrowia. Podkreśliła, że postępy są powolne, ale wierzy w pełne wyzdrowienie.


Znany na świecie specjalista, który operował m.in. kolano Zlatan Ibrahimović, studzi jednak optymizm. Jego zdaniem skutki ostatniego wypadku mogą towarzyszyć Vonn do końca życia. Zwrócił uwagę na zdjęcia opublikowane przez zawodniczkę, na których widać zewnętrzny stabilizator – metalowy pręt umieszczony w nodze. To, jak podkreślił, rozwiązanie tymczasowe, świadczące o skomplikowanym charakterze złamania i braku możliwości natychmiastowej, pełnej rekonstrukcji kości.


„Urazy, takie jak jej, mogą zakończyć się amputacją”


Lekarz wyjaśnił, że uraz jest wyjątkowo ciężki i wymaga stałej kontroli. Tego typu złamania częściej spotyka się u ofiar wypadków drogowych, zwłaszcza motocyklistów. W jego ocenie mogło dojść do bardzo silnego obrzęku lub niemal całkowitego roztrzaskania kości, co sprawia, że jej odbudowa przypomina składanie puzzli.


To jeszcze nie ten moment, ale niektóre urazy, takie jak jej, mogą zakończyć się amputacją – oznajmił.

Proces leczenia będzie długi i nieprzewidywalny. Miną miesiące, zanim Vonn odzyska możliwość swobodnego chodzenia. Na tym etapie najważniejsze jest zachowanie sprawności nogi i powrót do podstawowej mobilności. Na tę chwilę nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek Amerykanka pojawi się na trasie.


Czytaj też: Semerunnij wdzięczny Polsce. „Czuję, że jestem w domu”

Kategorie: Telewizja

Przerwa w dostawie prądu na Pomorzu

TVP.Info - 2 godziny 37 min. temu
Na Pomorzu doszło do masowych przerw w dostawach energii elektrycznej. Powodem awarii są najprawdopodobniej intensywne opady śniegu. Jak poinformowała grupa kapitałowa Energa, utrudnienia objęły w sobotni poranek 126 stacji transformatorowych.
Kategorie: Telewizja

Kultowy romans w odważnej wersji. "Nie jest to wysoka literatura, ale ekscytuje wizualnie"

Dziennik - 2 godziny 41 min. temu
"Wichrowe Wzgórza", kultowa historia miłosna osadzona na tle wrzosowisk Yorkshire, ukazująca intensywny i destrukcyjny związek między Heathcliffem a Catherine Earnshaw, wróciło na ekrany kin w najnowszej i odważnej adaptacji w reżyserii Emerald Fennell. Krytycy są zgodni: w tej wersji nie jest to wysoka literatura, niemniej film ekscytuje pod względem wizualnym. Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Nasącz tym szmatkę i przetrzyj szafki kuchenne! Będą lśniły i pożegnasz tłuste plamy na dobre

Dziennik - 2 godziny 41 min. temu
Tłuste szafki kuchenne spędzają Ci sen z powiek? Wypróbuj łatwy, domowy środek czyszczący. Połącz trzy składniki, które na pewno masz w domu! To niedroga, ekspresowa i bezpieczna metoda, która przywróci blask Twoim meblom. Oto szczegóły. Anna Kot
Kategorie: Prasa

Symboliczna stępka w gdyńskiej Stoczni Wojennej. Huta Częstochowa wraca na morze

Gazeta.pl — Częstochowa - 2 godziny 46 min. temu
Stępka pod okręt budowany w ramach programu "Ratownik" powstała ze stali wyprodukowanej w Hucie Częstochowa. Wielozadaniowa jednostka ma zostać zwodowana w Gdyni w 2027 roku i otwiera perspektywy na dalsze zamówienia z Częstochowy.
Kategorie: Prasa

Walentynkowy horoskop na sobotę 14 lutego 2026 dla wszystkich znaków zodiaku Baran Byk Bliźnięta Rak Lew Panna Waga Skorpion Strzelec Koziorożec Wodnik Ryby

Dziennik - 2 godziny 50 min. temu
Walentynkowy horoskop na sobotę 14 lutego 2026 r. przynosi świeże, konkretne pomysły na celebrowanie bliskości, własnej wartości i drobnych rytuałów miłości - wybierz jedną sugestię dla siebie i wprowadź ją od razu, by zobaczyć efekt już dziś wieczorem. Sprawdź swój znak i zrealizuj mały gest serca - nawet drobna zmiana może uczynić ten dzień wyjątkowym. Helena Tarotis
Kategorie: Prasa

Czy błąd naprawdę jest porażką? Finał Festiwalu Pięknego Słowa w Łodzi

Dziennik - 2 godziny 53 min. temu
W piątek, 20 lutego 2026 roku w godz. 10.00–16.00 w Fabryce Sztuki w Łodzi odbędzie się finał Festiwalu Pięknego Słowa "Błąd.OdNowa". Wydarzenie będzie podsumowaniem działań, które przez ostatnie miesiące zachęcały młodych ludzi do twórczego myślenia o błędzie - nie jako porażce, ale jako początku czegoś nowego. Lena Ratajczyk
Kategorie: Prasa

Kolejny shutdown w USA. Służby bezpieczeństwa bez pieniędzy

TVP.Info - 2 godziny 56 min. temu

Demokraci odmówili zgody na wydzielenie finansowania dla resortu bez przeprowadzenia zmian w jego funkcjonowaniu. Swoje żądania przedstawili w obliczu zastrzelenia przez funkcjonariuszy federalnych służb imigracyjnych w Minneapolis amerykańskich obywateli – Alexa Prettiego i Renee Good.


ICE shotdown nie dotyczy


Finansowanie DHS wygasło o północy z piątku na sobotę. Resort obejmuje między innymi służby imigracyjne (ICE), Urząd Celny i Ochrony Granic (CBP), Administrację Bezpieczeństwa Transportu (TSA) i Federalną Agencję Zarządzania Kryzysowego (FEMA).


Mimo shutdownu działania resortu, które administracja postrzega jako niezbędne, będą kontynuowane. Na przykład TSA, FEMA czy straż przybrzeżna będą nadal działać, ale pracownicy tych agencji otrzymają wynagrodzenie dopiero po zagwarantowaniu finansowania ministerstwu. Szacuje się, że 90 procent z 272 tys. osób zatrudnionych przez ministerstwo będzie chodziło do pracy.


Zobacz także: USA bez budżetu. Drugi shutdown w tej kadencji Trumpa


Z kolei ICE nie będzie w ogóle dotknięte shutdownem, gdyż ma zagwarantowane finansowanie w wysokości 75 mld dolarów dzięki przegłosowanej przez Kongres w 2025 roku „wielkiej, pięknej ustawie” budżetowej – jak nazwał ją prezydent Donald Trump. Podobnie finansowanie ma zapewniony CBP.


Trzeci shotdown za kadencji Donalda Trumpa


W ramach negocjacji z Republikanami Demokraci domagali się między innymi, by agenci podczas operacji imigracyjnych nie mieli zasłoniętych twarzy maskami, posiadali identyfikatory, mieli zakaz wchodzenia do domów bez sądowych nakazów oraz by byli zobowiązani do noszenia kamer na mundurach. Na noszenie kamer zgodziła się już szefowa DHS Kristi Noem.


Biały Dom przedstawił opozycji kontrpropozycję, lecz ona też nie spotkała się z aprobatą. Partie wzajemnie oskarżają się o doprowadzenie do częściowego shutdownu, który jest już trzecim w tej kadencji prezydenta Trumpa.


– Rozmawiamy, ale musimy chronić organy ścigania – powiedział dziennikarzom prezydent Donald Trump, zarzucając Demokratom, że „oszaleli”.


Zobacz także: Paraliż amerykańskiej administracji. Najdłuższy shutdown w historii USA


Nie wiadomo, jak długo będzie trwał paraliż. Izba Reprezentantów i Senat mają wznowić pracę 23 lutego, lecz członkowie Kongresu mogą wrócić do Waszyngtonu wcześniej.

Kategorie: Telewizja

QUIZ. Pytania z najnowszych odcinków teleturnieju "1 z 10". Komplet punktów dla najlepszych

Dziennik - 3 godziny 9 min. temu
Teleturniej "1 z 10" wciąż cieszy się ogromnym uznaniem widzów. W tym quizie zadajemy pytania, które padły w tym programie. Tylko najlepsi odpowiedzą na wszystkie. Będziesz omnibusem? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Najbardziej kontrowersyjna powieść XIX wieku. Teraz w nowym przekładzie

Dziennik - 3 godziny 10 min. temu
Ta powieść uznawana jest za jedną z najbardziej kontrowersyjnych, które wydane zostały w XIX wieku. Jej autorka wydała ją pod męskim pseudonimem Ellis Bell w 1847 roku. Teraz w Polsce ukazuje się jej nowy przekład. O jaką powieść dokładnie chodzi? Kiedy ukaże się jej nowy przekład? Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa

Shutdown w USA. Resort bezpieczeństwa bez pieniędzy

Dziennik - 3 godziny 11 min. temu
Kongresowi USA nie udało się wynegocjować finansowania ministerstwa bezpieczeństwa krajowego (DHS), w związku z czym o północy z piątku na sobotę rozpoczął się shutdown, czyli paraliż, tego resortu. Większość pracowników będzie dalej wykonywać swoje obowiązki, ale bez wynagrodzenia. Aneta Malinowska
Kategorie: Prasa

A co jeśli Rosja spróbuje? Tak mógłby wyglądać atak na NATO

TVP.Info - 3 godziny 14 min. temu

Scenariusz nie zakładał marszu rosyjskich wojsk na Zachód ani otwartej konfrontacji z całym Sojuszem. Chodziło o ograniczone, punktowe uderzenie w jedno z państw bałtyckich – takie, które można przedstawić jako incydent lub lokalny kryzys. To właśnie zejście poniżej progu pełnoskalowej wojny czyniło przebieg gry szczególnie niepokojącym.

Symulacja potwierdziła, że kluczową rolę odgrywałby czas, liczony w godzinach i dniach. Wystarczający, by stworzyć „fakt dokonany” bez konieczności trwałego zajmowania terytorium i zmusić sojuszników do debaty nad tym, czy doszło już do ataku zbrojnego, czy wciąż mamy do czynienia z kryzysem możliwym do rozwiązania politycznie.


Najbardziej niepokojący wniosek nie dotyczył potencjału militarnego NATO, lecz mechanizmu decyzyjnego. Nawet przy formalnych gwarancjach bezpieczeństwa pierwszą reakcją Sojuszu mogłoby być wahanie – nie z braku woli obrony, lecz z obaw przed eskalacją i sporów o proporcjonalność odpowiedzi.


To właśnie ta polityczna zwłoka okazała się największym sprzymierzeńcem strony atakującej. Ograniczona agresja nie doprowadziłaby do rozbicia NATO czy zdobycia jego terytorium, lecz mogłaby sparaliżować proces decyzyjny i podważyć wiarę w szybkie, jednoznaczne gwarancje bezpieczeństwa. A stąd już tylko krok do przyśpieszonej erozji Sojuszu.

Czytaj też: Podstęp Rosjan. Zmuszają Ukraińców do bratobójczej walki


Dlaczego Rosja mogłaby uznać taki ruch za opłacalny?


Pytanie o to, czy Rosja chciałaby zaatakować państwo NATO, często prowadzi do fałszywych wniosków, bo automatycznie kojarzy się z wojną totalną i katastrofalnymi konsekwencjami. Tymczasem ograniczony atak nie podlega tej samej logice, co pełnoskalowy konflikt. Nie chodzi w nim o militarne zwycięstwo, lecz o kalkulację polityczną, w której potencjalne zyski przewyższają ryzyko eskalacji.


Rosyjskie myślenie strategiczne opiera się na przekonaniu, że Zachód – mimo przewagi militarnej – jest ostrożny, proceduralny i podatny na polityczne wahania. W takim ujęciu możliwym celem nie jest pokonanie NATO, lecz podważenie jego wiarygodności. Da się to osiągnąć nie frontalnym uderzeniem, lecz działaniem, które zmusza sojuszników do długiego zastanawiania się, czy i jak reagować.


Kluczowym warunkiem byłoby – patrząc z rosyjskiej perspektywy – wrażenie osłabienia spójności Zachodu. Nie musiałoby ono mieć realnych podstaw militarnych. Wystarczyłby obraz Sojuszu podzielonego, zajętego własnymi problemami i niechętnego podejmowaniu trudnych decyzji. Spory polityczne, napięcia transatlantyckie czy zmęczenie społeczeństw kryzysami mogłyby zostać w rosyjskiej kalkulacji uznane za sygnał, że reakcja NATO będzie spóźniona lub niejednoznaczna.


Istotna jest także asymetria w postrzeganiu ryzyka. Dla Zachodu eskalacja oznacza groźbę wojny na dużą skalę, dla Rosji bywa narzędziem nacisku. W takiej logice wystarczyłoby założenie, że odpowiedź NATO będzie stopniowa, ostrożna i obudowana konsultacjami. Eskalacja nie byłaby więc aktem irracjonalnej agresji, lecz narzędziem kontrolowanej presji – obliczonym na grę na czas i sondowanie reakcji.


Nie bez znaczenia pozostaje także czynnik psychologiczny. Rosyjska strategia opiera się na przekonaniu, że Zachód reaguje dopiero wtedy, gdy zostaje do tego zmuszony. Każda opóźniona lub niejednoznaczna reakcja wzmacnia to przeświadczenie i zachęca do kolejnych testów.


Na tę kalkulację nakłada się kontekst wojny przeciwko Ukrainie. Długotrwały konflikt zużywa rosyjskie zasoby i zwiększa pokusę zmiany reguł gry. Nawet ograniczone uderzenie w państwo NATO mogłoby przenieść punkt ciężkości konfrontacji, zmusić Zachód do myślenia o własnym bezpieczeństwie i otworzyć pole do rozmów na warunkach korzystniejszych dla Moskwy – nie poprzez zwycięstwo militarne, lecz przez presję polityczną.

Czytaj też: Ukraiński front to śmiertelne połączenie starej i nowej wojny


Jak mógłby wyglądać ograniczony atak?


Ograniczony atak wymierzony w jedno z państw bałtyckich nie zaczynałby się od wystrzału. Na długo przed pojawieniem się wojska narastałaby presja informacyjna. Kanały powiązane z rosyjską propagandą rozpowszechniałyby przekaz o rzekomych prowokacjach, zagrożeniu bezpieczeństwa regionu czy konieczności „ochrony” określonych grup. Równolegle pojawiałby się chaos informacyjny – sprzeczne doniesienia, półprawdy i dezinformacje, których celem byłoby wytworzenie niepewności.


W tym samym czasie w państwie będącym celem pojawiałyby się problemy pozornie niezwiązane z bezpieczeństwem: awarie łączności, zakłócenia transportu czy przerwy w dostawach energii. Każde z tych zdarzeń można byłoby tłumaczyć przypadkiem lub błędem technicznym. Dla władz byłby to moment szczególnie trudny. Społeczeństwo oczekiwałoby wyjaśnień, ale brakowałoby jednoznacznych dowodów agresji. Zbyt ostra reakcja groziłaby oskarżeniami o eskalację, zbyt ostrożna – wrażeniem słabości. W tej przestrzeni niejednoznaczności ograniczony atak nabierałby tempa.


Dopiero na tym tle pojawiałyby się działania fizyczne: punktowe uderzenia w infrastrukturę lub logistykę, prowadzone przez siły specjalne, sabotażystów lub „niezidentyfikowane grupy”. Każdy incydent z osobna byłby ograniczony, ale razem zaczynałyby paraliżować normalne funkcjonowanie państwa.


Kluczowe byłoby tempo. Ograniczony atak zmuszałby decydentów NATO do reagowania w warunkach niepełnej informacji. Ruszałyby procedury sojusznicze i konsultacje, lecz nie byłyby one projektowane pod sytuację, w której granica między pokojem a wojną zostałaby celowo rozmyta.

W tym momencie agresor próbowałby stworzyć „fakt dokonany” – niekoniecznie poprzez trwałe zajęcie terytorium, a przez czasową kontrolę nad wybranym obszarem lub punktem. Równolegle narastałaby presja dyplomatyczna: apele o „deeskalację” i „dialog”, w których każda zdecydowana reakcja Zachodu przedstawiana byłaby jako eskalacja.


Najtrudniejsze pytania pojawiałyby się właśnie wtedy: czy byłby to już atak zbrojny, czy wciąż seria incydentów? Ograniczony atak zostałby zaprojektowany tak, by nie dawał jednoznacznych odpowiedzi, a każda godzina wahania działałaby na korzyść agresora. Gdy sytuacja zostałaby wreszcie nazwana wojną, podstawowy cel mógłby być już osiągnięty.


Co to oznaczałoby dla Polski?


W scenariuszu ograniczonego ataku Rosji na wschodnią flankę NATO, Polska niemal na pewno nie byłaby celem pierwszego uderzenia. Z punktu widzenia logiki konfliktu byłaby jednak kluczowym zapleczem operacyjnym, od którego zależałaby realna zdolność Sojuszu do obrony państw bałtyckich. To właśnie ta rola – logistyczna, transportowa i koordynacyjna – czyniłaby Polskę jednym z głównych obiektów presji, nawet bez bezpośredniego naruszenia jej granic.


Pierwsze skutki kryzysu byłyby odczuwalne niemal natychmiast w obszarach krytycznych dla przerzutu wojsk i sprzętu. Szczególną wrażliwość wykazywałyby węzły kolejowe i drogowe, infrastruktura portowa i lotniskowa, systemy łączności oraz energetyka. Każde zakłócenie – nawet krótkotrwałe – nabierałoby znaczenia strategicznego, ponieważ przez terytorium Polski przebiegałby główny korytarz wsparcia dla wschodniej flanki NATO.


W logice ograniczonego ataku nie byłoby konieczne trwałe unieruchomienie tej infrastruktury. Wystarczyłoby czasowe obniżenie zdolności państwa do pełnienia roli gospodarza dla wojsk sojuszniczych. Opóźnienia w przerzucie sił, zakłócenia w systemach dowodzenia i koordynacji czy niejasności kompetencyjne między instytucjami przekładałyby się na realne spowolnienie reakcji Sojuszu. W tym sensie Polska stawałaby się celem pośrednim – nie po to, by ją zająć, lecz by ograniczyć jej funkcję w kluczowej fazie kryzysu.

Równolegle prowadzona byłaby presja społeczna i informacyjna. Kampanie dezinformacyjne koncentrowałyby się na podważaniu sensu zaangażowania Polski, kosztów solidarności sojuszniczej i ryzyka eskalacji. Uzupełniałyby je działania demonstracyjne i prowokacyjne, formalnie mieszczące się poniżej progu agresji: incydenty graniczne lub pokazowe ruchy wojsk po drugiej stronie granicy, będące spójną próbą wymuszenia ostrożności i spowolnienia decyzji.


Jak zniechęcić Rosję do ograniczonego ataku?


Ograniczony atak przestaje być atrakcyjny tam, gdzie przeciwnik reaguje szybko, spójnie i bez wahań. Wspomniana na wstępie symulacja nie obnażyła słabości militarnej NATO, lecz jego podatność na zwłokę decyzyjną. Kluczowe nie są więc demonstracje siły ani gotowość do eskalacji za wszelką cenę, lecz odebranie agresorowi tego, co w takim scenariuszu najcenniejsze: czasu, niejednoznaczności i politycznego chaosu.


Dla NATO oznacza to konieczność odejścia od schematycznego myślenia o odstraszaniu. Same deklaracje solidarności nie wystarczą, jeśli proces decyzyjny pozostanie długi i podatny na paraliż. Ograniczony atak – co jasno pokazała niemiecka gra wojenna – testuje nie liczbę dywizji, lecz zdolność do szybkiego uznania, że doszło do sytuacji nieakceptowalnej i wymagającej wspólnej reakcji.


Z perspektywy Polski wnioski są jeszcze bardziej konkretne. Jako państwo frontowe i logistyczne zaplecze wschodniej flanki nie może ona traktować takiego scenariusza jako ćwiczenia teoretycznego. Odporność państwa musi być rozumiana szerzej niż gotowość wojska – jako sprawność instytucji, jasność procedur, zdolność komunikacji z obywatelami i ochrona infrastruktury krytycznej.


Ograniczony atak żywi się wątpliwościami i decyzyjną zwłoką. Tam, gdzie państwo potrafi jasno tłumaczyć sytuację i szybko podejmować decyzje, pole manewru agresora gwałtownie się zawęża. Najgorszym sygnałem jest niepewność co do tego, kto i kiedy bierze odpowiedzialność.


Ostateczny wniosek jest zatem prosty. Zarówno w Polsce, jak i w całym NATO, kluczowe jest zbudowanie systemu zdolnego reagować na niejednoznaczność. Taki system nie eliminuje ryzyka konfliktu, ale sprawia, że jego rozpoczęcie przestaje być opłacalne. A w świecie, w którym wojny coraz częściej zaczynają się od małych kroków, to właśnie brak opłacalności pozostaje najskuteczniejszym mechanizmem odstraszania.


Czytaj też: Przesmyk suwalski pod ochroną NATO. Rutte ostrzega Rosję

Kategorie: Telewizja

Nawrocki i PiS uderzają w Czarzastego. Co się działo na RBN?

TVP.Info - 3 godziny 19 min. temu

Pierwszą z nich był program SAFE, unijny instrument finansowy przewidujący niskoprocentowe, długoterminowe pożyczki dla państw członkowskich na cele obronne. W puli znajduje się 150 miliardów euro przeznaczonych na rozwój przemysłu obronnego w Unii Europejskiej. Polska ma być największym beneficjentem tego mechanizmu, może otrzymać 43,7 miliarda euro. Pożyczka ma zostać uruchomiona na preferencyjnych warunkach, a jej spłata, co istotne, ma rozpocząć się dopiero za dekadę i potrwać aż 40 lat.

Prezydent Nawrocki w jawnej części posiedzenia, ograniczonej do jego wystąpienia, podkreślał jednak, że mimo euforii obozu rządowego wiele kwestii wciąż nie zostało Polakom w wystarczający sposób wyjaśnionych.


Kolejnym punktem obrad RBN była kwestia Rady Pokoju Donalda Trumpa, do której Polska otrzymała zaproszenie. To inicjatywa prezydenta Stanów Zjednoczonych, która pierwotnie miała zajmować się sytuacją w Strefie Gazy po rozejmie między Hamasem a Izraelem. Dziś jednak coraz częściej mówi się, że jej mandat mógłby zostać rozszerzony także na sprawę Ukrainy. Samo przedsięwzięcie budzi niemałe kontrowersje. Do udziału zaproszeni zostali m.in. Władimir Putin, Aleksandr Łukaszenko czy Viktor Orbán. Największe państwa europejskie patrzą na tę inicjatywę z wyraźnym sceptycyzmem, obawiając się zarówno jej formuły, jak i politycznych konsekwencji.


Do tej pory wydawało się, że prezydent i rząd prowadzą w tej sprawie ostrożną, dość zręczną grę, nie deklarując ani jednoznacznej zgody na udział, ani twardej odmowy wobec Waszyngtonu. Jednak w ostatnich dniach z obozu prezydenckiego i części opozycji płyną coraz wyraźniejsze sygnały, że Polska powinna zaproszenie przyjąć. Karol Nawrocki w jawnej części posiedzenia RBN podkreślał, że nie otrzymał od rządu jednoznacznej rekomendacji w tej sprawie. Tymczasem premier Donald Tusk jeszcze przed RBN wyraźnie deklarował, że Polska nie przystąpi do prac w ramach Rady Pokoju.


I dochodzimy do punktu trzeciego, od początku najbardziej elektryzującego politycznie. Chodzi o wschodnie kontakty Włodzimierza Czarzastego, a konkretnie o jego znajomość ze Swietłaną Czestnych – Rosjanką posiadającą również polskie obywatelstwo. O sprawie mniej więcej dwa tygodnie temu pisała „Gazeta Polska”. Tyle że trudno mówić tu o sensacyjnym odkryciu, bo już w 2023 roku szczegółowo opisywał ją Tomasz Piątek w jednej ze swoich książek. Informacje dotyczące udziałów pani Czestnych w spółce, w której współudziałowczynią jest także żona marszałka, są jawne i publicznie dostępne.


I tu pojawia się pytanie kluczowe: dlaczego właśnie teraz ta historia, znana opinii publicznej od kilku lat, stała się dla PiS i prezydenta Karola Nawrockiego tak istotna? Gdy w 2019 roku Włodzimierz Czarzasty został wicemarszałkiem Sejmu, sprawa ta nie budziła sprzeciwu PiS. Również jesienią ubiegłego roku, gdy obejmował funkcję marszałka Sejmu – choć PiS był przeciw jego kandydaturze – argument wschodnich powiązań nie został przez opozycję podniesiony. Dziś natomiast słyszymy, że chodzi o „standardy bezpieczeństwa państwa” i konieczność rzetelnego wyjaśnienia sprawy – jak podkreślał w części jawnej posiedzenia Karol Nawrocki.


Można więc postawić pytanie (i zostawiam je otwarte) czy to przypadek, że temat wraca właśnie teraz. W tym samym czasie, gdy PiS i prezydent uderzają w Czarzastego, z marszałkiem zrywa relacje amerykański ambasador Thomas Rose, o czym pisałam w ubiegłym tygodniu.

Czytaj też: Zamrożone ustawy prezydenta. Nawrocki apeluje do marszałka Sejmu


Prezydent Karol Nawrocki najwyraźniej wyciągnął wnioski z Rady Gabinetowej, którą zwołał na początku swojej kadencji. Zapowiadał wówczas, że takie spotkania będą odbywać się co miesiąc. Skończyło się na zapowiedziach. Tym razem podczas RBN część jawna ograniczyła się wyłącznie do wystąpienia prezydenta, a dalsza dyskusja toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Co działo się przez niemal sześć godzin? Tego dowiadujemy się z mniej lub bardziej oficjalnych rozmów z uczestnikami rady. Włodzimierz Czarzasty – jak sam przyznał – nie odnosił się do stawianych mu zarzutów. Tłumaczył, że „nie uczestniczy w ustawkach”, gdyż nawet jeśli musi przebywać w miejscu, gdzie ktoś próbuje taką ustawkę zorganizować, on brał w niej udziału nie będzie. W jego imieniu głos zabrał minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, który – według relacji marszałka – miał przedstawić pełną informację w sprawie.


Wszystko wskazuje jednak na to, że temat Czarzastego będzie przez obóz prezydencki i PiS kontynuowany. Z raportu kolektywu Res Futura wynika, że tym razem emocje w internecie są w dużej mierze skierowane przeciwko marszałkowi. A przecież jeszcze tydzień wcześniej, gdy ambasador Rose publicznie uderzył w Czarzastego, dominowały odwrotne reakcje – aktywna część użytkowników platform cyfrowych stanęła po jego stronie.


Póki co lider Nowej Lewicy sprawia wrażenie człowieka, który cieszy się z tego, że znalazł się w centrum politycznej burzy.


***

Dwa dni po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w piątek, Sejm przyjął ustawę o SAFE. Za głosowało 236 posłów, przeciw było 199, cztery osoby wstrzymały się od głosu. Odrzucono poprawki zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość.


Premier Donald Tusk na portalu X napisał: „Maski opadły. PiS i Konfederacja zagłosowały przeciwko programowi SAFE, czyli przeciw bezpieczeństwu Polski, przeciw nowoczesnej armii, przeciw polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości”. Opozycja odpowiada: chodzi o brak przejrzystości w wydatkowaniu środków oraz ryzyko, że instrument finansowy może w przyszłości stać się narzędziem politycznego nacisku na Polskę. PiS przywołuje tu analogię do KPO, twierdząc, że podobne mechanizmy już widzieliśmy.

I w tym miejscu pojawia się pytanie kluczowe: co zrobi prezydent Karol Nawrocki? Jeszcze półtora czy dwa tygodnie temu można było zakładać, że ustawę podpisze. Bezpieczeństwo i obronność to obszar, w którym wyborcy niezależnie od sympatii politycznych oczekują współpracy ponad podziałami. Prezydent mógłby wystąpić w roli strażnika strategicznego interesu państwa. Ale polityka to także emocje. A te, jak pokazują analizy Res Futury, w przestrzeni internetowej przechylają się obecnie w stronę narracji PiS. W sieci dominuje sceptycyzm wobec programu SAFE. Gdyby więc pojawiło się prezydenckie weto, nie byłoby to dziś zaskoczeniem.


Ale skoro mowa o wetach… W czwartek wieczorem Karol Nawrocki zawetował dwie kolejne ustawy. Po raz kolejny powiedział „nie” ustawie o kryptowalutach oraz zawetował ustawę o języku śląskim. Tym samym liczba jego wet od początku kadencji wzrosła do 25.


Krytycy Karola Nawrockiego już od dłuższego czasu próbują przykleić prezydentowi etykietę „wetomatu”. Kluczowe będzie to, czy ta łatka zacznie funkcjonować także w oczach własnego elektoratu. Bo jedno jest pewne, Karol Nawrocki na pewno myśli o drugiej kadencji i dalszej karierze politycznej. A to wymaga zdolności do poszerzenia elektoratu. Karolowi Nawrockiemu powinno więc zależeć na tym, żeby nie był kojarzony wyłącznie z blokowaniem.


***


I na koniec – trochę politycznych ploteczek. W Prawie i Sprawiedliwości wybuchł kolejny spór, a w jego centrum znalazł się Ryszard Terlecki. Jeden z najbardziej doświadczonych polityków tej formacji, znany z tego, że bywa szczery do bólu i nie zawsze trzyma się sztywno partyjnej linii. To on pytany przez Justynę Dobrosz-Oracz z TVP, przyznał, że sprawa Zbigniewa Ziobry „topi” Prawo i Sprawiedliwość. Tym razem Arleta Zalewska z TVN chciała zapytać Terleckiego właśnie o wątek Ziobry. Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, do rozmowy wkroczył Sebastian Kaleta (bliski współpracownik byłego ministra sprawiedliwości) i zasugerował, by Terlecki w tej sprawie się nie wypowiadał. Dodał, że to on chciałby zabrać głos. Terlecki skwitował to krótko: „Może czegoś się dowiemy”.


Kilka dni później Radosław Wit z TVN24 zapytał Terleckiego wprost, jak ocenia zachowanie młodszego kolegi. Odpowiedź była chłodna: nie bardzo mu się to spodobało, nie każdy jest dobrze wychowany. Padło nawet określenie, że była to „gów***ria” ze strony Kalety. Dopytywany, czy wybaczy, odparł, że tak.

I to wystarczyło, by na platformie X rozpętała się burza. Politycy PiS zaczęli publicznie opowiadać się po jednej ze stron. Jedni bronili Terleckiego, podkreślając jego doświadczenie i polityczną drogę, jakiej wielu może tylko pozazdrościć (do tego grona zalicza się m.in. Mateusz Morawiecki). Inni w mniej lub bardziej zawoalowany sposób dawali do zrozumienia, że młodsze pokolenie ma dziś w partii coraz więcej do powiedzenia.


Jeśli ktoś sądził, że wraz z powrotem Jarosława Kaczyńskiego do zdrowia atmosfera w PiS się uspokoi, chyba mocno się pomylił.

Czytaj też: Publiczna awantura w PiS. Kaczyński zapowiada zawieszenia

Kategorie: Telewizja

Sekrety udanych związków na całe życie. Jak parom udaje się być szczęśliwie zakochanym przez 50, 60, a nawet 70 lat

Dziennik - 3 godziny 37 min. temu
Kiedy myślimy o miłości na całe życie, nieodmiennie przychodzą nam na myśl pary staruszków, trzymających się za ręce na spacerze w parku. Wieczna miłość. Związek na całe życie. Badania psychologiczne i socjologiczne ujawniają, co odróżnia długotrwałe związki od tych, które nie przetrwają. Ewa Kranz
Kategorie: Prasa

To koniec korzystnych rozwiązań dla nauczycieli. Od 1 września nie będą już obowiązywać

Dziennik - 3 godziny 41 min. temu
Część nauczycieli może stracić godziny ponadwymiarowe. 4 marca przestaną obowiązywać przepisy ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, zgodne z którą dyrektor w określonych przypadkach może przydzielić nauczycielowi liczbę godzin ponadwymiarowych przekraczających ustawowy limit określony w Karcie Nauczyciela. Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa

Śledzie proboszcza to przepyszny hit. Wyjątkowe połączenie smaków

Dziennik - 3 godziny 41 min. temu
Przepisów na śledzie jest wiele. Warto więc raz na jakiś czas zrezygnować z klasyki, czyli śledzia z cebulą lub w śmietanie, i spróbować czegoś nowego. Śledzie proboszcza to przysmak, który po pierwszym kęsie podbija podniebienia. Smaki są tu idealnie zrównoważone. Podajemy przepis. Takie śledzie będą świetne na imprezę. W czasie Wielkiego Postu będziecie się nimi zajadać. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Bardzo trudny quiz geograficzny. 15/15 dla nielicznych

Dziennik - 3 godziny 41 min. temu
Ten quiz geograficzny jest naprawdę trudny. Dotyczy zagadnień na poziomie szkoły średniej. To już nie podstawówka – i sama znajomość kontynentów oraz wykucie nazw stolic na pamięć nie wystarczy. Potrzeba znacznie obszerniejszej wiedzy. Posiadasz ją? Pamiętasz jeszcze lekcje geografii z liceum? Powodzenia! Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Pyszny obiad na sobotę. Podajemy przepis, Ty gotujesz. Polędwiczki à la Wellington

Dziennik - 3 godziny 54 min. temu
Na sobotę przygotujemy obiad wykwintny i prosty do zrobienia. W sam raz na 14 lutego, czyli święto zakochanych. Proponujemy polędwiczki à la Wellington. Mięso jest delikatne i kruche. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Subskrybuj zawartość