LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPNPopularne strony |
AktualnościDecyzja Trumpa uderza w partnera PGE. Duńczycy liczą straty i zapowiadają walkę w sądzieAdministracja Donalda Trumpa zdecydowała się zawiesić umowy dzierżawy pięciu projektów morskiej energetyki wiatrowej, według których miały powstać wiatraki u wschodnich wybrzeży USA. Amerykanie powołują się na względy bezpieczeństwa, a Duńczycy liczą straty.
Kategorie: Portale
JSW na krawędzi. Zarząd apeluje o kompromis ze związkami w sprawie restrukturyzacjiSytuacja Jastrzębskiej Spółki Węglowej jest bezprecedensowa, a margines czasu na działania kurczy się z każdym dniem – ostrzega zarząd Jastrzębska Spółka Węglowa. Po fiasku rozmów ze związkami w sprawie ograniczenia kosztów pracy władze spółki apelują o pilne wypracowanie kompromisu, bez którego – jak podkreślają – zagrożone są miejsca pracy i przyszłość całego regionu.
Marta Morświnek
Kategorie: Prasa
„Całą noc słychać było krzyki”. Wstrząsające relacje świadków pożaruJeden ze świadków dramatu w szwajcarskim ośrodku był w pobliżu baru La Constellation, gdy usłyszał głośną eksplozję, po której pojawiło się dużo dymu. Chociaż inni ludzie uciekali, on wszedł do środka, bo chciał znaleźć swojego brata. – Zobaczyłem płonących ludzi. Palili się od stóp do głów. Nie było już na nich ubrań. To było szokujące – relacjonował. Okazało się, że jego bratu nic się nie stało. Mężczyzna zaznaczył, że chodził do baru La Constellation niemal codziennie, a pożar wybuchł akurat w dzień, gdy go tam nie było. La Constellation to duży, dwupiętrowy bar z tarasem, który mógł pomieścić około 300 osób. Nie wiadomo jednak ile osób znajdowało się tam w momencie wybuchu pożaru. Dwie Francuzki powiedziały dziennikarzom, że były wewnątrz baru, gdy pojawiły się płomienie. Według nich pożar spowodowały „świeczki urodzinowe”, które jedna z kelnerek postawiła na butelkach szampana. – W ciągu kilku sekund cały sufit był w ogniu. Wszystko było zrobione z drewna – relacjonowała jedna z kobiet. Czytaj także: Seria tragicznych pożarów. Szwajcaria dołączyła do niechlubnej listy Według obu Francuzek bardzo trudno było wydostać się ze środka, bo wyjście z pomieszczenia, w którym się znajdowały, było „wąskie”, a schody prowadzące na zewnątrz „jeszcze węższe”. Nastolatek, który przebywał wewnątrz baru, usiłował schować się przed „ścianą gorąca”, po czym udało mu się znaleźć schody na zewnątrz. Nie był jednak w stanie wyjść z powodu tłoku, spróbował więc stołem wybić szybę w oknie. Gdy to się nie udało, mocno w nie kopnął i dopiero wtedy udało mu się wydostać. Tragedię widziała też Daniella z Mediolanu, która ma dom na ulicy równoległej do baru. Gdy wracała z mężem z kolacji, oboje poczuli dym i zobaczyli na ziemi zupełnie spaloną kurtkę. – Ludzie biegli we wszystkich kierunkach, wrzeszczeli i płakali. Widziałam, jak kilka osób niesiono na noszach – mówiła. Dodała, że po powrocie do mieszania „przez całą noc słyszała krzyki”. Student, który poszedł do baru z przyjaciółką, w momencie dotarcia na miejsce zobaczył, że „ze środka zaczynają wybiegać płonący ludzie”. Jedna z ofiar powiedziała mu, że wszystko ją boli. – Niektórzy tylko krzyczeli. Sam krzyk. Nic więcej. Inni nic nie mówili, tylko leżeli na ziemi – powiedział. Pewien Włoch powiedział, że jego znajomy, który był w barze „cały się spalił”, a inny został zabrany do Zurychu śmigłowcem. – Jeszcze jeden nasz znajomy… nie wiemy, co się z nim stało, nie znaleźli go – powiedział mężczyzna stacji. 16-latek z Paryża, który po wybuchu pożaru czuł, że się dusi i udało mu się uciec dopiero wtedy, gdy zbił szybę przy pomocy stołu. Jeden z jego znajomych zginął, a z „dwoma czy trzema” wciąż nie wiadomo, co się stało. Nie widział on momentu wybuchu pożaru, ale zapamiętał kelnerki przynoszące butelki szampana z płonącymi zimnymi ogniami. W pożarze zginęło około 40 osób, a 115 odniosło obrażenia, w tym wiele poważne. Znaczna część ofiar śmiertelnych i poszkodowanych to osoby nastoletnie lub w wieku około 20 lat – podała policja. Wiadomo, że wśród poszkodowanych są obywatele Włoch i Francji. W pobliżu baru zaimprowizowano miejsce pamięci ofiar, zostawiane tam są świece i kwiaty. Kilkaset osób modli się pobliskim kościele. Czytaj także: Sylwester pod znakiem zamieszek i pożarów. Spłonął zabytkowy kościół Kategorie: Telewizja
Czerwony kabel dla Damiana. Ojczym: "Chciałem, żeby dobrze się uczył i był posłuszny" [TOP 2025]W wymyślaniu kar ojczym miał niczym nieograniczoną wyobraźnię. Na jego rozkaz chłopiec musiał np. spędzić cały dzień w łóżku. Nie dostawał jedzenia, nie mógł załatwiać potrzeb fizjologicznych.
Kategorie: Prasa
Arcydzieło światowego kina powróciło jako serial. Już dziś dwa odcinkiNagrodzony ośmioma Oscarami "Amadeusz" Miloša Formana powrócił we wrześniu na ekrany polskich kin. Tymczasem od dziś Polacy mogą oglądać premierowo w streamingu nowy serial pod tym samym tytułem i o tych samych wydarzeniach. Ciężko będzie dorównać perfekcyjnemu oryginałowi. Gdzie można zobaczyć tę niewątpliwie śmiałą próbę?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Zarząd JSW apeluje do związkowców: margines czasu się kurczyApelujemy o podejście oparte na odpowiedzialności i gotowości do kompromisu - takiego, który pozwoli ochronić fundamenty działalności JSW i zapewnić jej przyszłość. Naszym celem jest przywrócenie rentowności oraz zapewnienie długoterminowego bezpieczeństwa finansowego JSW - zaznacza zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej w liście otwartym skierowanym do reprezentatywnych organizacji związkowych działających w JSW.
Kategorie: Portale
Trump nagle zmienił zdanie. Podpis w ostatniej chwili
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zdecydował o rocznym przesunięciu planowanych podwyżek ceł na meble tapicerowane, szafki kuchenne oraz meble łazienkowe. Nowe stawki wejdą w życie dopiero w 2027 roku, poinformował Biały Dom.
Kategorie: Telewizja
PGG wprowadza nowe produkty. Na to stawia teraz producent węglaPolska Grupa Górnicza (PGG) jest jedynym producentem węgla na wszystkie rynki. Spółka planuje przy tym i przygotowuje ofertę przystosowaną do nowych warunków.
Kategorie: Portale
Biją na alarm ws. edukacji włączającej. "Porażająca skala problemów"Dramatyczny list nauczycieli ws. tego, jak wygląda rzeczywistość w klasach z dziećmi z orzeczeniem, wywołał burzę w mediach społecznościowych. Pedagodzy podają przypadki zachowań dzieci, które zagrażają bezpieczeństwu nauczycieli i innych uczniów. "Edukacja włączająca jest żartem z edukacji" - napisała jedna z nauczycielek.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Ola Ciupa pokazała ukochanego. Ludzie są zaszokowani, miał kłopoty z prawemOla Ciupa nie jest już singielką, to pewne. Nowy rok rozpoczęła w towarzystwie nowego partnera. Na Instagramie pochwaliła się fotkami z ukochanym. Paweł jest doskonale znany w świecie freak-fightów. Ma też za sobą pobyt w więzieniu.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Polska wzmacnia bezpieczeństwo wschodniej granicy. Zwiększymy produkcję kluczowych systemówW przedostatni dzień roku, 29 grudnia 2025 r. w Ministerstwie Aktywów Państwowych podpisano umowę inwestycyjną w ramach dokapitalizowania Bydgoskich Zakładów Elektromechanicznych Belma. Dzięki tym środkom zakłady będą mogły zwiększyć produkcję. Pojawi się też więcej ważnych systemów.
Kategorie: Portale
Tak szukają rozwiązania problemu segregacji. Chcą „wymieszać” mieszkańcówOpozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza w Szwecji chce ograniczyć segregację ekonomiczną i etniczną poprzez zmiany w polityce mieszkaniowej, m.in. budowę lokali komunalnych w zamożnych dzielnicach i domów w biedniejszych rejonach.
Kategorie: Portale
Rewolucja w przychodniach. Do lekarza zapiszemy się przez internetNowy rok to także zmiany w samej aplikacji i stronie Internetowego Konta Pacjenta. Tomasz Kulas, rzecznik Centrum e-Zdrowia wskazywał, że to wyjście naprzeciw oczekiwaniom pacjentów. Najnowsza odsłona aplikacji mojeIKP ma na celu m.in. łatwiejszy dostęp do centralnej e-rejestracji, która jest wdrażana od 1 stycznia. Na początek system obejmie m.in. pierwszą wizytę u kardiologa oraz bezpłatne badania profilaktyczne dla kobiet: mammografię czy badania cytologiczne. – Każdy może zainstalować sobie aplikację mojeIKP, tam wskazać miejsce, gdzie chciałby odbyć badania – w dowolnym przedziale czasowym. I dostaje informacje o wolnych terminach w pobliskich placówkach medycznych. To niezwykle proste dla osób, które korzystają z aplikacji mobilnych. Stajemy się poniekąd nie tylko pacjentem, ale także konsumentem świadczeń medycznych – tłumaczy na antenie TVP Info prof. Katarzyna Kolasa z Uniwersytetu Gdańskiego. Po wskazaniu przez pacjenta preferowanego terminu i miejsca wizyty, system ma automatycznie zaproponować najbliższy dostępny termin, który spełnia te kryteria. Można skorzystać z dwóch możliwości e-rejestracji: • aplikację mobilną mojeIKP, • online: przez Internetowe Konto Pacjenta. Co ważne – osoby, które na co dzień nie korzystają z internetu, nadal zapiszą się telefonicznie lub osobiście Internetowe Konto Pacjenta pozwoli nie tylko zapisać się na badanie, ale również samodzielnie przełożyć wizytę, odwołać ją i skorzystać z nowej funkcji e-poczekalni, czyli z centralnego wykazu oczekujących na badanie. Dzięki centralnej e-rejestracji będzie więc łatwiej nie tylko umawiać, ale i odwoływać wizyty, co zwiększy ich dostępność. Do 30 czerwca świadczeniodawcy będą mieli obowiązek telefonicznego kontaktu z pacjentami. Oznacza to, że pracownicy placówek medycznych będą dzwonić do pacjentów, informując ich o wyznaczonym terminie, wszelkich zmianach, a także o wpisaniu do centralnego wykazu oczekujących. Od lipca do systemu dołączy asystent głosowy. Zobacz także: Duże zmiany. Wzrosły płaca minimalna i stawka godzinowa Kategorie: Telewizja
Trump wrócił i zamieszał w świecie. A to może być dopiero początekPierwsza kadencja to był czysty chaos. Teoretycznie musiało tak być: władzę w najpotężniejszym kraju świata dostał przecież człowiek, który nie miał nic wspólnego z polityką, a któremu sławę przyniosły kontrowersyjne biznesy i udział w kultowym reality show. Można było liczyć, że otoczy się mądrymi ludźmi, posłucha rad, wyciągnie dla siebie to, co najlepsze, ale… trzeba byłoby nie znać Trumpa. Kluczowe decyzje podejmował więc sam, szybko dopadł go syndrom oblężonej twierdzy, najbliższych współpracowników zmieniał jak rękawiczki, nie docenił mocy koronawirusa i po czterech niezbyt udanych latach przegrał walkę o reelekcję ze słabiutkim Joe Bidenem. Gdy sprowokował swoich zwolenników do ataku na Kapitol na początku stycznia 2021 roku, wydawało się, że jego kariera polityczna jest skończona. Bo przecież musiało tak być. Dość powiedzieć, że znacznie mniej pieniędzy u bukmacherów płacono za to, że jego kolejnym domem będzie więzienie niż Biały Dom. Czytaj też: 100 dni Trumpa. Ameryka raczej nie będzie wielka... Przez cztery lata Republikanie nie wyhodowali jednak żadnego potencjalnego lidera. Ron DeSantis, gubernator Florydy, który długo zdawał się być faworytem w walce o partyjną nominację, w końcowym rozrachunku okazał się za miękki. Amerykańska prawica potrzebowała silnego, stanowczego przywódcy, w obliczu zagrożeń ze strony Chin czy – wewnętrznie – fali migrantów i gwałtownego spadku poziomu bezpieczeństwa. Trump się przegrupował, zradykalizował, gryzł w język jeszcze mniej i… wygrał. W styczniu 2025 roku ponownie zaprzysiężono go na prezydenta USA. Trump i jego najbliższe otoczenie dostali cztery lata, żeby wszystko przemyśleć. Wyciągnąć wnioski. Wiele można mu zarzucić, wiele rzeczy może się w nim nie podobać, ale faktem jest, że dokonał rzeczy niezwykłych. Mało komu udaje się dwa razy zostać prezydentem. Zostać nim po czterech latach przerwy? W przeszłości zrobił to tylko Grover Cleveland. Ale czasy były inne, okoliczności tamtego „powrotu” też. Tylko naiwni mogli więc przypuszczać, że powtórzy błędy, które kilka lat wcześniej wypchnęły go z wymarzonej posady. Po niemal roku kadencji wiemy na pewno, że to inny prezydent. Inna sprawa, że wcale nie trzeba było czekać rok. Wszystko było jasne już pierwszego dnia. To wtedy nowy-stary prezydent podpisał 26 rozporządzeń wykonawczych. Każdy dokument, jeden po drugim, wznosił triumfalnie, a zgromadzona w jednej z waszyngtońskich hal publiczność biła brawo i wiwatowała. Żmudną, urzędniczą robotę przerodził w spektakl. I robi tak cały czas, ze wszystkim. Każdy dzień to nowa przygoda. To stracone miliardy dolarów, zagrożone ludzkie życia, ale też rozmaite sukcesy i sukcesiki. Ciągle gdzieś jest, ciągle o czymś pisze, ciągle z kimś rozmawia, wszędzie go pełno. W ciągu 11 miesięcy urzędowania podpisał 223 rozporządzenia – to więcej niż w trakcie… całej pierwszej kadencji (220), która i tak była przecież pod tym względem wyjątkowo płodna. Amerykanie nazywają to ładnie „flooding the zone”. Polskie „zalewanie strefy” brzmi nieelegancko, więc przyjmijmy – za kinowym hitem sprzed trzech lat – że to polityka „wszystko, wszędzie, naraz”. Chaos jest tak duży, że pewnie nawet sztuczna inteligencja miałaby problem, by połapać się w tym, o co Trumpowi właściwie chodzi, dokąd zmierza i czego można się po nim spodziewać. I – przekonują eksperci – taki był właśnie jego cel. Opozycja jest zdezorientowana. Cały świat jest zdezorientowany. Trudniej powiedzieć komuś: „hej, robisz źle”, jeśli… nie wiadomo do końca, co tak naprawdę robi. Wobec tego, jak słaba była prezydentura Bidena, Trump przystąpił do rządzenia, mając za sobą również poparcie Kongresu. Nie wiadomo, jak długo to potrwa: amerykański system skonstruowany jest bowiem tak, że gdy prezydent przesadza (lub po prostu słabo sobie radzi), to w połowie kadencji następuje tzw. przykręcanie śruby i hamowanie zapędów. Podczas wyborów midterm (nie ma dobrego odpowiednika w języku polskim), które przypadają na listopad 2026 roku, jego władza może – choć nie musi – zostać dość mocno ograniczona. Trump dobrze o tym wie, więc nie traci ani chwili, by układać wszystko na swoją modłę. Amerykańscy komentatorzy coraz chętniej piszą więc o „imperialnej prezydenturze”, bo – to paradoks – w najpotężniejszej demokracji świata więcej jest dziś monarchii. Od narastającego złotego przepychu w Gabinecie Owalnym, przez parady wojskowe, po łuk triumfalny budowany przed cmentarzem w Arlington, nowe okręty wojenne klasy „Trump” dla marynarki, przemianowanie waszyngtońskiego centrum koncertowo-teatralnego na „The Donald J. Trump and John F. Kennedy Memorial Center for the Performing Arts”, nieustanną pogoń za Pokojową Nagrodą Nobla i ciągłe uniżone hołdy ze strony sponiewieranej Partii Republikańskiej w Kongresie – wszystko to wygląda bardziej jak rządy cesarskie niż prezydenckie. Trump kładzie ogromny nacisk na demonstrowanie i poszerzanie władzy. Jego podstawowe założenie brzmi: pokój i dobrobyt najlepiej zapewnia silne USA z silnym liderem, który nie boi się używać narzędzi, jakie ma. „Propaganda czynu” – i propaganda wspierająca czyn – są dla niego i jego wizji amerykańskiej potęgi kluczowe. Widać to wyraźnie w zaostrzeniu polityki migracyjnej. Południowa granica została zamknięta, ludzie po prostu przestali napływać, a część imigrantów, którzy już są w USA, „samodeportuje się”, byle nie ryzykować surowszego traktowania przez ICE (Immigration and Customs Enforcement) – agencję, która gwałtownie rośnie, jest napompowana pieniędzmi i jest na dobrej drodze, by stać się największą amerykańską formacją egzekwującą prawo pod względem liczby funkcjonariuszy. Tak, były ofiary. Niektórzy obywatele USA zostali deportowani, inni zagazowani, postrzeleni albo pobici przez funkcjonariuszy ICE. Obóz o zaostrzonym rygorze w Salwadorze, do którego deportowano domniemanych członków gangów, jest miejscem wstrząsającym. Administracja twierdzi jednak, że nie ma wyjścia: musi działać ostro i „bez ceregieli”, żeby osiągnąć rezultaty, których chce – ona i ludzie, którzy na nią głosowali. W polityce zagranicznej też pozmieniało się sporo. Głośno było o cłach, którymi przypadkowo objęte zostały nawet pingwiny, ale to może się jeszcze (już poniekąd tak jest) odbić Trumpowi czkawką. To, co z polskiej perspektywy ważniejsze, to stosunek do trwającej za naszą wschodnią granicą wojny. Stosunek, który zdawał się zmieniać co miesiąc, nie mieć żadnego sensu i był bardziej „testowaniem granic” niż realną dyplomatyczną strategią. Wreszcie, w listopadzie, to pozornie niespójne podejście do UE, Rosji, Ukrainy i dużej części świata zostało skodyfikowane w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Skrajnie dla Starego Kontynentu nieprzychylnej. Dokument przesuwa amerykańską politykę zagraniczną w sposób głęboki, odchodząc od dziesięcioleci praktyki powojennej – szczególnie tej po zimnej wojnie. W tekście czytamy m.in.: „Nasze elity fatalnie przeliczyły gotowość Ameryki do wiecznego dźwigania globalnych ciężarów, z którymi zwykli Amerykanie nie widzieli związku z interesem narodowym. Przeceniły zdolność Ameryki do finansowania jednocześnie ogromnego państwa opiekuńczo-regulacyjno-administracyjnego oraz ogromnego kompleksu wojskowego, dyplomatycznego, wywiadowczego i pomocy zagranicznej”. Postawiły na globalizm i tzw. ‘wolny handel’ w sposób błędny i destrukcyjny, który wydrążył klasę średnią i bazę przemysłową, na których opierają się gospodarcza i militarna przewaga USA. Pozwoliły sojusznikom i partnerom przerzucać koszty ich obrony na Amerykanów, a czasem wciągać nas w konflikty i spory centralne dla ich interesów, ale peryferyjne lub nieistotne dla naszych. Przywiązały amerykańską politykę do sieci instytucji międzynarodowych, z których część kieruje się otwartym antyamerykanizmem, a wiele transnacjonalizmem, który wprost dąży do rozpuszczenia suwerenności państw. Krótko mówiąc: nie tylko dążyły do celu zasadniczo niepożądanego i niemożliwego, ale robiąc to, podkopały środki niezbędne do jego osiągnięcia: charakter naszego narodu, na którym zbudowano jego potęgę, bogactwo i przyzwoitość” – kończy dokument. Misją Trumpa jest teraz „skorygowanie” tego kursu. Unia Europejska jest postrzegana jako przeszkoda, więc w strategii dostaje czterostronicową serię ciosów. Rosja, która prowadzi największą wojnę w Europie od II wojny światowej, jest wspomniana w jednym zdaniu – że interesem USA jest „stabilność strategiczna” między Europą a Rosją. Jeszcze jednym benefitem przegranej w 2020 roku jest to, że Trump będzie prezydentem, gdy USA (wraz z Kanadą i Meksykiem) będą gospodarzem mundialu. To już za kilka miesięcy. Trump jest wystarczająco sprytny, by rozpoznać globalną siłę piłki nożnej i podpiąć się do niej dla efektu wewnętrznego i międzynarodowego (jak kiedyś Silvio Berlusconi, miliarder, który został politykiem we Włoszech). Szef FIFA Gianni Infantino zachęca Trumpa do tej gry, pozwalając mu trzymać puchar Klubowych Mistrzostw Świata w Gabinecie Owalnym czy wręczając prezydentowi świeżo wymyśloną „nagrodę pokoju FIFA” podczas losowania mistrzostw świata w Kennedy Center (jeszcze przed zmianą nazwy). Piłka nożna jest dziś w USA dobrze zakorzeniona, a tak bliska relacja z tym sportem w nadchodzącym roku raczej Trumpowi nie zaszkodzi. Warto obserwować, jak ta relacja będzie się rozwijać (zwłaszcza że Infantino zorganizował mundial w Arabii Saudyjskiej w 2032 roku). Ta „futbolizacja” Trumpa to kolejny sygnał, że jego prezydentura jest skrajnie niestandardowa, ale dobrze współgra ze sportową koncepcją polityki: kibice zostają przy swojej drużynie niezależnie od tego, czy ma rację, czy nie; obiektywne wyniki znaczą mniej niż tożsamość plemienna i różnica wobec „tamtych”. Ameryka, jak nigdy (?) wcześniej, to dziś przecież „my” kontra „oni”. Mimo wszystkich zawirowań związanych z cłami gospodarka kończy rok mocno: wzrost PKB w trzecim kwartale w ujęciu rocznym wyniósł 4,3 proc. według danych opublikowanych tuż przed świętami. Rynek pracy ma się dobrze, ale pewne problemy sprawia wysoka inflacja. To jednak nic. Do świadomości Amerykanów najbardziej trafia fakt, że… coraz trudniej im o nowy samochód. Symbol w USA nie tyle „luksusu”, ile po prostu wolności i praktycznej konieczności, zdaje się być poza zasięgiem milionów młodych ludzi. Dane opublikowane tuż przed świętami pokazują, że średnia cena nowego auta w USA przekroczyła 50 tys. dolarów – to wzrost o 33 proc. w ciągu zaledwie pięciu lat. To skłania konsumentów do brania dłuższych kredytów: dealerzy zaczęli wypisywać nawet 100-miesięczne pożyczki. Jeden z nich przyznał „Wall Street Journal”, że rata 300 dolarów miesięcznie właściwie zniknęła – teraz to raczej… 700 dolarów. Trump robi, co może. Skasował obowiązki dotyczące elektryków, w które branża wpompowała miliardy dolarów, a i tak nie była w stanie rywalizować z Chinami. Ford odpisał w straty 19,5 mld dolarów inwestycji w elektryki, ale ogłosił, że jest zachwycony skasowaniem wsparcia dla EV: widzi przyszłość w hybrydach. Ogrom USA utrudnia szybkie rozwinięcie infrastruktury ładowania, centra danych potrzebują energii, a przemysł naftowy – uwolniony przez hasło „drill baby, drill!” – rusza budować amerykańską dominację energetyczną w oparciu o paliwa kopalne. Wróćmy jednak do tego kontrolowanego chaosu. Trump robi dużo, robi często, ale – tu bez niespodzianki – nie za darmo. Forbes śledzi jego majątek od wielu dekad. We wrześniu wycenił go na 7,3 mld dolarów. Przed wyborami było to nieco ponad 4 mld. Wzrost o 3 mld wynika głównie z kryptowalut: rodzina Trumpów uruchomiła i wspiera kilka przedsięwzięć crypto, mocno finansowanych przez branżę w kampanii wyborczej. Od dnia wyborów wartość majątku Trumpa wzrosła o 70 proc. Dla porównania: akcje Nvidii, producenta kluczowych chipów dla AI i najcenniejszej spółki świata, poszły w tym czasie w górę o 35 proc. Forbes szacuje, że majątek Erica Trumpa wzrósł z 40 mln do 750 mln dolarów w 2025 roku. Portfel Dona Jr. miał urosnąć z 50 mln do 500 mln, 19-letni Barron miał zainkasować 80 mln i nadal trzymać aktywa krypto warte 150 mln. O ile Trump wciąż ma wielu sympatyków, to dla tych ze środka, którzy tłumnie poparli go w starciu z Kamalą Harris, stał się trochę zbyt radykalny. Zbyt głośny. Wiele wskazuje na to, że w listopadzie straci Kongres i stanie się – jak to ładnie określają Amerykanie – „kulawą kaczką”, niezdolną do samodzielnego rządzenia. Czy będzie umiał chodzić na kompromisy? Czy dogada się z Demokratami? Wielu ma co do tego wątpliwości. Zanim to jednak nastąpi, amerykańskiego prezydenta czeka prawdopodobnie… najlepszy rok w życiu. W czerwcu, tuż przed wielkim finałem mistrzostw świata w jego ukochanym Nowym Jorku (no, kilkanaście kilometrów pod NYC), skończy 80 lat. Przed Białym Domem mają bić się na wielkiej gali najwybitniejsi zawodnicy UFC. Świat – czy tego chce, czy nie – będzie „skakał” wokół Trumpa, bo tak trzeba, tak lepiej, tak się bardziej opłaca. On wie, że to ostatnie podrygi i ani przez minutę nie zawaha się, by ten złoty okres wyciskać do maksimum. A to niekoniecznie dobra wiadomość. Kategorie: Telewizja
Waszyngton zmienia zdanie w sprawie makaronu
Departament Handlu Stanów Zjednoczonych planuje wprowadzić zmiany, które będą dotyczyły kilku włoskich producentów makaronu. Cła na tę kategorię produktów spożywczych zostaną znacznie obniżone - podaje portal stacji CNN.
Kategorie: Telewizja
„Komputer” sprzed 2 tysięcy lat. Urządzenie zaskoczyło naukowcówZaawansowana maszyna do tkania jedwabiu odkryta w 2012 roku w Chengdu w grobowcu datowanym na około 150 rok p.n.e. wykorzystywała programowalne obliczenia. Jej „program” miał formę fizycznych kart wzorów – starożytnego odpowiednika oprogramowania – które sterowały podnoszeniem poszczególnych nici osnowy zgodnie z ustalonym schematem. Odnaleziony zabytek jest zatem w swojej istocie urządzeniem wejścia-wyjścia – odbiera instrukcje, uruchamia programy, automatycznie wykonuje obliczenia i generuje wyniki. Zgodnie z tą fundamentalną definicją, starożytne chińskie ti hua ji, czyli warsztat tkacki, którego początki datuje się na ponad dwa tysiące lat wstecz aż do czasów dynastii Han Zachodniej, można śmiało uznać za najstarszy na świecie komputer – jak twierdzi Chińskie Stowarzyszenie Nauki i Technologii (CAST). Czytaj także: Atomowa „kamera”. Naukowcy uzyskali rekordowo krótki impuls światła Kategorie: Telewizja
Chiny straszą w sprawie Tajwanu. „Nigdy nie zaakceptujemy sytuacji”„Działania Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLA) wokół wyspy są konieczne i bezdyskusyjne. Nigdy nie zaakceptujemy sytuacji, w której ktokolwiek, pod pretekstem utrzymania pokoju w Cieśninie Tajwańskiej, wiązałby nam ręce w powstrzymywaniu tajwańskiego separatyzmu” – oświadczył rzecznik chińskiego ministerstwa obrony Zhang Xiaogang w komunikacie opublikowanym na stronie resortu. Reakcja rzecznika była odpowiedzią na głosy sprzeciwu po ćwiczeniach zorganizowanych przez Dowództwo Wschodniego Teatru Działań. W środę (31 grudnia 2025) PLA oświadczyła, że dwudniowe ćwiczenia pozwoliły „w pełni przetestować zdolności wojsk”, w tym do ataków na cele morskie. Pokaz siły armii ChRL nastąpił 11 dni po zatwierdzeniu przez Stany Zjednoczone rekordowego pakietu zbrojeniowego dla Tajwanu o wartości 11,1 mld dolarów. Zobacz także: Chiny ćwiczą ataki na zagraniczne okręty. Możliwy wstęp do inwazji Prezydent Tajwanu Lai Ching-te oraz przedstawiciele USA, UE, Japonii, Australii i Filipin wyrazili zaniepokojenie chińskimi manewrami, uznając, że działania Pekinu destabilizują region i jednostronnie zmieniają status quo. Lai Ching-te oświadczył w orędziu noworocznym, że jego kraj jest zdecydowany bronić swej suwerenności i zwiększyć zdolności obronne wobec ekspansji Chin. – Moje stanowisko jako prezydenta zawsze było jasne: zdecydowanie bronić suwerenności państwowej i wzmacniać obronę narodową – oznajmił Lai. Jak podkreślił, podczas manewrów Chiny potraktowały nowo pozyskany przez Tajwan sprzęt bojowy jako „hipotetycznego wroga”. Jego zdaniem dowodzi to potrzeby zwiększenia wartości potencjału obronnego Tajwanu o 40 mld dol. Lai pytany był też o amerykański raport, zgodnie z którym Chiny szykują się do osiągnięcia do 2027 r. zdolności umożliwiających wygranie wojny o Tajwan. – 2026 rok będzie dla Tajwanu kluczowy – zaznaczył prezydent, dodając, że jego kraj „musi szykować się na najgorsze, ale mieć nadzieję na najlepsze”. Zobacz także: Chiny bawią się w gry wojenne i szykują do ataku na Tajwan. USA w pogotowiu Napięcie w Cieśninie Tajwańskiej utrzymuje się na wysokim poziomie od czasu objęcia władzy w Tajpej przez Laia, którego Pekin określa mianem „separatysty”. Komunistyczne władze w Pekinie uznają rządzony demokratycznie Tajwan za nieodłączną część terytorium Chin. Tajpej odrzuca roszczenia Pekinu, nazywając je próbą „aneksji” i podkreślając, że tylko mieszkańcy Tajwanu mogą decydować o jego przyszłości. Amerykanie, którzy ściśle współpracują z Tajwanem, studzą nastroje „wojenne”. – Aktywność wojskowa i retoryka Chin wobec Tajwanu i innych państw regionu niepotrzebnie zwiększają napięcia. Wzywamy Pekin do zachowania powściągliwości, zaprzestania presji wojskowej wobec Tajwanu i podjęcia zamiast tego znaczącego dialogu – oświadczył Tommy Pigott, zastępca rzecznika Departamentu Stanu. Stany Zjednoczone podkreślają, że ich celem jest utrzymanie pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej. Jednocześnie wyrażają zdecydowany sprzeciw wobec jakichkolwiek prób zmiany sytuacji przy użyciu siły lub przymusu. W obliczu narastających napięć głos zabrał także Donald Trump. – Mam świetne stosunki z prezydentem Xi. I nic mi o tym nie powiedział. (...) Prowadzą ćwiczenia morskie od 20 lat w tym rejonie. Teraz ludzie odbierają to trochę inaczej – stwierdził prezydent USA, cytowany przez CBS News. Dodał też, że nie wierzy, by Chiny zamierzały dokonać teraz inwazji na Tajwan. Niepokój natomiast budzą jednak najnowsze analizy amerykańskiego wywiadu i Pentagonu. W corocznym raporcie o Chinach, opublikowanym pod koniec 2025 roku, powtórzono ocenę, że chińska armia intensywnie rozwija zdolności umożliwiające walkę i wygranie wojny o Tajwan do 2027 roku. Urzędnicy podkreślają także, że gotowość militarna nie musi oznaczać natychmiastowych zamiarów inwazyjnych. Zobacz także: Tajwan albo nic. Xi chce postawić Trumpowi warunek Kategorie: Telewizja
Zapisy online do lekarza. Jak działa e-rejestracja?Od 1 stycznia ruszyła centralna e-rejestracja do wybranych świadczeń NFZ. Można już zapisywać się przez Internetowe Konto Pacjenta lub aplikację mobilną IKP na wizytę do kardiologa albo badania cytologiczne i mammograficzne w całej Polsce. A to tylko początek internetowej rewolucji w ochronie zdrowia. – Stajemy się poniekąd nie tylko pacjentem, ale także konsumentem świadczeń medycznych – oceniła na antenie TVP Info prof. Katarzyna Kolasa z Uniwersytetu Gdańskiego.
Kategorie: Telewizja
Awantura o Donalda Tuska w programie na żywo. "Nabija Polaków w butelkę"Noworoczne orędzia prezydenta i premiera są szeroko komentowane. Wśród polityków opozycji najwięcej emocji budzi to, co powiedział Donald Tusk. W programie telewizyjnym pokłócili się o przemówienie premiera. Interweniować musiała prowadząca. Polityk PiS stwierdził np., że Donald Tusk "regularnie kłamie".
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Europa straciła kontrolę nad chmurą i internetem. Szef CCB ostrzega przed lukami w cyberobronie UEPełne przechowywanie danych w Europie jest obecnie niemożliwe, ponieważ infrastrukturę cyfrową zdominowały amerykańskie firmy – ocenił szef belgijskiego Centrum Cyberbezpieczeństwa. Jego zdaniem Unia Europejska traci dostęp do kluczowych technologii, co osłabia zdolność obrony przed nasilającymi się cyberatakami.
Marta Morświnek
Kategorie: Prasa
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i ŚwiatPortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyPowiat CzęstochowskiDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 21 tygodni temu
18 lat 4 tygodnie temu