LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
AktualnościNie ma rąk ani nóg. „Nie zamknę się w pokoju i będę płakać”Paula Szewczyk, portal TVP.Info: Praca modelki była czymś, o czym kiedykolwiek marzyłaś? Maria Szychowiak: Marzyłam o tym, odkąd pamiętam. Tylko kiedy byłam dziewczynką, wydawało mi się to marzeniem ściętej głowy. Bo jak, bez rąk i nóg? Pokazywanie się na wybiegu w mojej sytuacji brzmiało jak coś niemożliwego. Rozumiałam, że mnie to nie spotka, że nie będę modelką, jak inne. Dopiero na studiach ktoś zapytał, czy nie myślałam o wybiegu. Pierwszy raz pomyślałam, że właściwie dlaczego nie? Mogłabym być przecież modelką na swoich zasadach, reprezentować osoby, jak ja, z niepełnosprawnościami. Zależało mi na tym też dlatego, że sama takiej reprezentacji nie miałam, a świat mody mnie zawsze interesował. Potem jakoś w pandemii oglądałam w mediach społecznościowych pokaz na Fashion Week w Londynie, na którym występowały właśnie modelki z niepełnosprawnościami. Postanowiłam sobie, że i ja spróbuję. Że to wcale nie takie nierealne, że mogę. Miałaś w tym wsparcie w domu? Byłaś wyręczana z obowiązków przez bliskich czy postrzegali cię raczej jako osobę samodzielną? Dostawałam wsparcie od rodziny, cokolwiek chciałam robić. Byłam dzieckiem, którego wszędzie było pełno, nigdy nie usłyszałam, że czegoś nie powinnam robić. Wręcz na odwrót, rodzina zachęcała mnie, żebym próbowała. Z niewielu też rzeczy mnie wyręczano. Czytaj także: Społeczeństwo zmęczenia. Coraz więcej obowiązków, mniej poczucia sensu Myślę dzisiaj ukształtowało, że ukształtowało mnie to, iż od początku myślałam o sobie jak o osobie niezależnej, która poradzi sobie w życiu sama. Wiem, że są domy, w których do osób z niepełnosprawnościami nie podchodzi się w ten sposób. Słyszą „nie łap”, „nie rób”, „nie poradzisz sobie”, „zrobię to za ciebie”. To ma wpływ na to, jak same siebie później postrzegają. Twoi rodzice wiedzieli, że urodzi się im dziewczynka z niepełnosprawnością? Wiedzieli od samego początku, ale nie wiem, czy na taką wiadomość można się przygotować. Urodziłam się w niewielkiej miejscowości, wychowywałam się na wsi, gdzie każdy każdego znał. Dlatego też rodzice nie posłali mnie do szkoły specjalnej, chciałam iść do klasy z koleżankami z sąsiedztwa. I też dzięki temu nie miałam w szkole problemów z akceptacją, każdy mnie znał, wiele osób mi pomagało. Dopiero w liceum i na studiach w Poznaniu zrozumiałam, że to nie takie oczywiste, bywało ciężko. Rodzice szukali dla mnie pomocy, ale w Polsce jej nie było. Znaleźli specjalistów w Szwecji. To oni powiedzieli im, że szkoły specjalne nie są dobrym rozwiązaniem, tak jak i zabieganie o protezy, doradzali wózek elektryczny. Chodziło o to, żebym od dziecka miała poczucie, że jestem wartościowa i wystarczająca taka jaka jestem. Żebym nabrała przekonania, że bez kończyn mogę się czuć dobrze. Protezy zawsze byłyby tylko dodatkiem do mnie. Jako dziecko miałaś obawy, czy zostaniesz pełnoprawną częścią grupy i inne dzieci zaakceptują cię taką, jaką jesteś? Miałam, ale chyba przez to, że w szkole były moje sąsiadki, koleżanki, kuzynki, a nawet mój brat – mam trzech– nie dawano mi odczuć, że nie pasuję. Chodziłam na spotkania klasowe, imprezy, nawet na noce filmowe, które urządzaliśmy wspólnie. Nie pamiętam dziś żadnej przykrej sytuacji. Nie miałam też większego kryzysu, załamania czy momentu użalania się nad sobą. Na studiach było trochę trudniej, studiowałam edukację prorozwojową, specjalizacja przedszkolna. Słyszałam w związku z tym złośliwości i niedowierzanie, jak mam zamiar pracować z dziećmi? Niektórym wydawało się oczywiste, że nie będę potrafiła się nimi zająć. Choć takie opinie miały niektóre – młode i teoretycznie otwarte – osoby z roku, nie wykładowcy. Są jednak rzeczy, których sama nie dasz rady zrobić? Większość rzeczy robię sama. Często osoby bez kończyn, próbują robić jak najwięcej rzeczy ustami, ja nauczyłam się trochę inaczej. Przedmioty jestem w stanie utrzymać w taki sposób, że chwytam na przykład widelec, produkty spożywcze czy telefon pomiędzy moją rękę – mój kikut – a policzek. W kuchni mam air fryera, który dobrze się sprawdza. Zamawiam ostatnio głównie dietę pudełkową, dostaję ją pod drzwi i sama sobie te dania podgrzewam. Kikutem klikam guzik, wyjmuję jedzenie wielką chochlą i przekładam na talerz. Sama też jem, biorę po prostu widelec i trzymam pomiędzy kikutem a policzkiem, nakłuwam, co tam chcę i przeciągam na brzeg talerza. To wymaga może pewnej gimnastyki, ale kwestia wprawy i wieloletniej praktyki. Sama też się maluję. Bardzo pomaga mi segregator na kosmetyki. To taki zwykły stojak, do którego wkładam potrzebne rzeczy do mejkapu i pędzle. Leżą tam stabilnie i mam je w jednym miejscu. Ten stojak „trzyma” mi dany produkt albo pędzel, więc ja nie ruszam ani ręką, ani stojakiem, tylko głową i twarzą. Ustawiam się tak, żeby dokładnie się pomalować, po prostu przysuwam twarz, gdzie trzeba.
Czytaj także: Polacy piją za dużo. Ekspert: Są trzy sposoby, by to zmienić Pomocy potrzebuję głównie, gdy korzystam z łazienki, myję się i przy higienicznych sprawach. Zwykle pomaga mi mama albo przyjaciółki, bo niestety nadal z asystencją w Polsce jest kłopot. Rzadko rodzi się w Polsce osoba, której ręce i nogi się nie wykształciły? Bardzo rzadko. Wiem o dwóch osobach poza mną z tetra-amelią, bo tak nazywa się tę przypadłość, gdy człowiek rodzi się bez kończyn górnych i dolnych. Powody, dla których tak się dzieje mogą być różne, u mnie nie wiadomo, dlaczego tak się stało, dlaczego natura czy biologia tak zdecydowały. Ale nie do końca też kiedykolwiek zależało mi, żeby to wiedzieć, bo niczego to w moim życiu nie zmieni ani nie wpłynie na moją sytuację. Nie chcę tego roztrząsać, tylko żyć tu i teraz. Niedawno spotkałam się z chłopakiem z tą samą niepełnosprawnością we Wrocławiu. Byliśmy wychowywani nieco inaczej i inaczej się pewnych rzeczy uczyliśmy. To było zabawne, gdy obserwował mnie jak jem, a ja patrzyłam na niego i jak on to robi. Czasem się denerwuję, jeśli ktoś na mnie tak długo patrzy, a my dosłownie się w siebie wgapialiśmy. Choć bardziej z ciekawości niż ze zdziwienia. Często słyszysz pytanie, skąd w tobie tyle radości, optymizmu? Pytania i komentarze, które słyszę dzielą się na dwie grupy. Pierwsza jest niezbyt pozytywna: „jaka ona biedna”, „masakra”, „jak tak można żyć?”. Druga przegięta, ale w drugą stronę: „wspaniała dziewczyna”, „jak ty to robisz”, „jesteś wielka!”. Nie wiem jak odpowiadać ani na te negatywne, ani na te zachwyty. Zwykle mówię, że po prostu staram się żyć, tak jak każdy. I że każdy powinien być pozytywny, cieszyć się tym, co ma. Urodziłam się z niepełnosprawnością, ale chcę przeżyć życie, jak potrafię najlepiej. Zamknąć się w pokoju i płakać mogę zawsze, tylko po co? Staram się też być aktywna w mediach społecznościowych. Bywa to trudne, mam dobry humor, dzielę się czymś dla mnie ważnym i nagle bam! W komentarzach hejt. Oczywiście próbuję się tym nie przejmować, ale chyba wielu osobom, które czytają o sobie jakieś okropieństwa też byłoby przykro. Wiem, że piszą to osoby, które nic o mnie nie wiedzą i oceniają tylko na podstawie tego, co zobaczą i tak też to sobie czasem tłumaczę. Byłaś na to gotowa, zakładając konto i publikując materiały na TikToku? Miałam takie myśli, że pokazując się, muszę być gotowa też i na negatywne komentarze i na to, że inni będą mieć oceniać. Ale jednocześnie zależało mi, żeby dzielić się tym, jak żyję, być aktywna, przełamywać stereotypy o osobach z niepełnosprawnościami. Skupiłam się na pozytywach. Czytaj także: Latała do Dubaju, a nie miała na czynsz. Walka o eksmisję trwała trzy lata Kiedy patrzę w lustro, mówię sobie, „jesteś piękna”, „to będzie super dzień”. Nie mam kompleksów. Miałam je jako nastolatka, ale wynikały one raczej z dojrzewania niż z zazdrości, że różnię się od innych dziewczyn wokół. Nie czułam się nigdy brzydko ze względu na samą niepełnosprawność. Nie wiem, czy powinnam, ale zapytam o lęk przed samotnością? Możesz pytać, to ważny temat, pewnie wiele osób, nie tylko tych z niepełnosprawnościami, odczuwa lęk przed samotnością. Też go miałam, bo chociaż sama nie czułam, że moja niepełnosprawność to coś brzydkiego, domyślałam, że nie wszyscy mogą uważać podobnie. Myślałam o tym, że pewnie będę sama, momentami nawet to akceptowałam. Było mi przykro, ale uznawałam, że tak musi być, że widocznie nie jest mi dane być dziewczyną czy żoną, chodzić na randki. Aż któregoś razu ktoś zaproponował „a może założysz Tindera?”. Zakładałam, że pewnie nie znajdę tam męża, ale może chociaż sobie z kimś popiszę. I ku mojemu zdziwieniu, mężczyźni byli zainteresowani spotkaniem ze mną. Cztery lata temu poznałam chłopaka na portalu społecznościowym i od tamtego czasu jesteśmy razem. Chciałabym powiedzieć osobom, które są same i się z tego powodu zamartwiają, że miłość jest wszechobecna i nikogo nie skreśla. To też między innymi dzięki mojemu chłopakowi postanowiłam iść w modeling i skontaktowałam się z jedną z agencji modelek. Chciałabym, żeby to się udało, żeby otoczenie nie widziało w osobach jak ja tylko niepełnosprawności. By zobaczyło, że można z nią robić w życiu wiele różnych rzeczy, mieć pasje i je realizować. Masz zlecenia? Póki co to raczej pasja niż praca. Zawodowo pracuję z dzieciakami i uczę online angielskiego. Nie mam póki co płatnych zleceń w modelingu, ten świat nie jest jeszcze jednak tak bardzo otwarty na osoby z niepełnosprawnościami. Liczę, że z czasem te oferty się pojawią, jestem na bieżąco z tym, co się dzieje, obserwuję kolekcje, które są dostosowane dla osób z niepełnosprawnościami. O ubrania dla siebie musisz zadbać sama? To jest właśnie problem. Kiedy kupuję ubrania, muszę skracać rękawy czy nogawki na własną rękę, bo nie ma dopasowanej garderoby akurat do mojej niepełnosprawności. Czasami jest ciężko, staram się kupować bluzki z krótkimi rękawami, szorty zamiast długich dżinsów, ale swetrów czy kurtek już takich nie ma. Kupuję więc z długimi i daję swojej cioci, która jest krawcową, a ona mi je przerabia. Czytaj także: Osoby z niepełnosprawnością zniecierpliwione. Krasoń: Mam związane ręce Największy problem mam jeśli chodzi o ciuchy eleganckie, jak idę na wesele czy event, bo nie ma np. eleganckich sukienek, które byłyby krótsze. Muszę liczyć wtedy na kreatywność cioci. Jest coś, co chciałabyś zrobić, ale może ci się to nie udać? Nie pochodzę za bardzo po górach, a to taka rzecz, którą bardzo chciałabym zrobić. Ale właściwie to też nie takie niemożliwe, mogłabym przecież wejść do nosidełka i ktoś niósłby mnie w nim na plecach. Widzisz, nawet i to nie jest nierealne! Po prostu są pewne sytuacje, które mogę zrobić tylko z pomocą drugiej osoby. Na szczęście taką osobę w swoim życiu mam. Może nie mam rąk, ani nóg, ale poza tym, mam w życiu wszystko. Maria Szczygielska jest jedną z bohaterek kampanii społecznej „Niepełnosprawność nie mówi, jacy jesteśmy” przygotowanej przez Fundację Avalon. Napisz do autorki: paula.szewczyk@tvp.pl Kategorie: Telewizja
Miał być tani wykup, jest mieszkanie za 2 mln zł. Takich warunków się nie spodziewaliLokatorzy osiedla Mieszkanie Plus w Krakowie dostali propozycje wykupu lokali. Stawki mają sięgać nawet 2 mln zł za 60-70 m kw., część mieszkańców rozważa rezygnację z najmu i wyprowadzkę.
Kategorie: Portale
Wystarcza tajna notatka. Agenci ICE mogą działać wbrew Konstytucji USADziennikarze agencji Associated Press (AP) dotarli do wewnętrznej notatki ICE (Immigration and Customs Enforcement), która pozwala agentom siłowe wchodzenie do domów nawet bez zgody sędziego. Prawnicy zwracają uwagę, że jest to rażące naruszenie amerykańskiego prawa, wprost zapisanego w czwartej poprawce konstytucji. Co więcej, także orzecznictwo Sądu Najwyższego z 1980 roku potwierdza, że wejście do prywatnego domu bez nakazu jest pogwałceniem fundamentalnych praw. CZYTAJ TAKŻE: Dehumanizacja migrantów. Ekspert: Nie powinniśmy na to pozwalać Agencja AP była świadkiem, jak funkcjonariusze ICE w ciężkim sprzęcie taktycznym i z wyciągniętymi karabinami wtargnęli 11 stycznia przez drzwi wejściowe do domu Liberyjczyka w Minneapolis, mając jedynie nakaz administracyjny. Amerykańskie sądy w przeszłości uznawały za nielegalne praktyki polegające na tym, że agenci migracyjni pukali do drzwi i namawiali do wyjścia z domu w celu rozmowy i odpowiedzi na pytania. Media zwracają uwagę na to, że nowe uprawnienia ICE mogą być efektem frustracji Donalda Trumpa, który oczekuje sprawniejszych i szybszych deportacji, by pokazać swoją sprawczość. ZOBACZ TAKŻE: Funkcjonariusz ICE zastrzelił kobietę. Kuriozalne wyjaśnienie Trumpa Kategorie: Telewizja
Polityczny kryzys w Bułgarii. Prezydent złożył urządBułgarscy sędziowie konstytucyjni potrzebowali pięciu dni, by formalnie zatwierdzić rezygnację dotychczasowego prezydenta. Czemu aż tyle? Być może wynikało to z faktu, że to bezprecedensowy przypadek w historii kraju. Rumen Radew nie wypowiedział się na temat swojej politycznej przyszłości. – Chcę wam powiedzieć, kiedy mówicie o nadchodzących wyborach, że nie mogą one zatrzymać tej fali. Bo jest nas wielu, jak widzicie, bo jesteśmy razem i dlatego, że ta sprawa jest wspólna – to Bułgaria – powiedział po opuszczeniu pałacu prezydenckiego. Najpóźniej za dwa miesiące w Bułgarii odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne. Hipotetyczna partia byłego prezydenta ma szanse je wygrać. Zobacz także: Bułgaria już w strefie euro. Społeczeństwo pozostaje jednak podzielone Rezygnacja prezydenta wpisuje się wciąg zawirowań w bułgarskiej polityce. Jeszcze przed końcem 2025 roku nastąpiła dymisja tamtejszego rządu. Bułgarski parlament przyjął dymisję premiera Rosena Żelazkowa. Za jego odwołaniem zagłosowało 227 spośród 240 deputowanych Dymisja była skutkiem masowych protestów w kraju. W demonstracjach wzięli udział przede wszystkim przedstawiciele pokolenia Z, czyli popularne „zetki”. Zobacz też: Polityczne trzęsienie ziemi. „Zetki” doprowadziły do dymisji rządu Kategorie: Telewizja
Ustawa sieciowa się wykoleiła. Rząd ma zamienić siekierę na skalpelWygląda na to, że zwaśnione strony podpisały chwilowy "pax sieciowy", by ponownie przyjrzeć się zaprojektowanym przepisom ustawy. Sektor OZE może odtrąbić zwycięstwo, bo dotąd Ministerstwo Energii i Polskie Sieci Elektroenergetyczne parły przed siebie jak burza. Jak jednak się okazuje, jest co poprawiać projekcie tzw. ustawy sieciowej.
Kategorie: Portale
Dlaczego niektórzy „słyszą głosy”? Naukowcy mówią o „błędzie mózgu”Naukowcy wskazują, że to odkrycie może pomóc w opracowaniu wczesnych sygnałów ostrzegawczych psychozy. Badacze wyjaśniają, że tzw. mowa wewnętrzna – czyli cichy „komentarz” towarzyszący naszym myślom – jest czymś powszechnym. U większości osób mózg potrafi rozpoznać, że to my sami „mówimy w myślach”, dlatego odpowiednie obszary odpowiedzialne za słyszenie dźwięków reagują słabiej. U osób doświadczających halucynacji słuchowych ten mechanizm może działać odwrotnie – mózg reaguje silniej, jakby mowa wewnętrzna była prawdziwym dźwiękiem dochodzącym z zewnątrz. W badaniu wykorzystano EEG, czyli zapis elektrycznej aktywności mózgu. Uczestnicy mieli w myślach wypowiadać sylaby „bah” lub „bih”, a jednocześnie słyszeli je w słuchawkach. Kluczowe było to, czy wyobrażony dźwięk pasował do tego, który rzeczywiście odtwarzano. U osób zdrowych aktywność w korze słuchowej spadała, gdy wyobrażana sylaba była zgodna z odtwarzaną – tak, jakby mózg przewidywał dźwięk i „wyciszał” reakcję. W grupie osób, które niedawno słyszały głosy, zaobserwowano odwrotny efekt: aktywność mózgu rosła, zamiast słabnąć. W badaniu uczestniczyły trzy grupy: osoby ze spektrum schizofrenii, które doświadczyły halucynacji w ostatnim tygodniu, osoby ze schizofrenią bez niedawnych epizodów oraz osoby zdrowe. Wyniki osób z drugiej grupy były pośrednie – pomiędzy zdrowymi a tymi, którzy słyszeli głosy. Zdaniem naukowców może to oznaczać, że zaburzenie mechanizmu przewidywania dźwięku ma związek z aktualnym nasileniem objawów. Autorzy podkreślają, że obecnie nie istnieją jednoznaczne badania krwi ani proste testy diagnostyczne, które potwierdzałyby schizofrenię. Z tego powodu poszukiwanie biomarkerów – czyli mierzalnych oznak choroby w organizmie – jest szczególnie ważne. Naukowcy planują sprawdzić, czy charakterystyczny wzorzec aktywności mózgu może w przyszłości pomóc przewidywać ryzyko rozwinięcia się psychozy. Jeśli tak, mogłoby to umożliwić wcześniejsze wdrożenie leczenia i lepszą kontrolę choroby. Czytaj również: „Oni nas otruli”. Testy jądrowe zabijają kolejne pokolenia Kategorie: Telewizja
Trwa chińska ekspansja koncernów motoryzacyjnych. Chery przejmuje fabrykę od NissanaJapoński koncern Nissan podpisał umowę z chińskim Chery Holding umowę sprzedaży fabryki samochodów w Rosslyn w Republice Południowej Afryki. Nowy właściciel zapewnia, że większość załogi znajdzie zatrudnienie przy produkcji modeli Omoda, Jaecco i Tiggo.
Kategorie: Portale
Studniówka 2026. Jedna noc, trzy pokolenia i wspomnienia na całe życieSą takie wieczory, które na moment zatrzymują czas. Studniówka jest jednym z nich — elegancka, emocjonalna i pełna symboli. Dla maturzystów to pierwszy tak dorosły krok w przyszłość, dla rodziców chwila dumy pomieszanej z nostalgią, a dla nauczycieli dowód, że ich praca ma sens. Studniówka 2026 pokazuje, że ten bal to dziś coś znacznie więcej niż tylko tradycja.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
Ceny gazu rosną jak szalone, a magazyny pustoszeją. Czegoś takiego nie było od latTej zimy Europa w większym stopniu opiera się na rezerwach gazu, a w tym miesiącu, w związku z wyjątkowo mroźną pogodą, pobór przebiegał w najszybszym tempie od pięciu lat – pisze Bloomberg.
Kategorie: Portale
Wyścig po metale ziem rzadkich. Do gry wchodzi nowe państwoMetale ziem rzadkich, czyli grupa surowców, o którą walczą wszystkie światowe mocarstwa. To z nich tworzone są np. magnesy, światłowody i wszelkiego rodzaju elektronika potrzebna do produkcji m.in. telefonów, samochodów elektrycznych, czy nowoczesnych myśliwców. Rynek jest zdominowany przez Chiny, które posiadają największe złoża metali ziem rzadkich, a także najbardziej rozwiniętą infrastrukturę wydobywczą. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej kontrolują one ponad 90 proc. światowej produkcji rafinowanych metali ziem rzadkich i ponad 60 proc. wydobycia tej grupy surowców. Zobacz również: Niemcy grają na siebie. Szef MSZ chce się dogadać z Chinami Jak wskazuje amerykańska stacja CNN, metale ziem rzadkich znów są na pierwszych stronach gazet z uwagi na zainteresowanie Donalda Trumpa Grenlandią, na której są ich duże złoża, około 30 proc. światowych rezerw. Dla USA ma to niebagatelne znaczeniem.in. z uwagi na fakt, że amerykańskie złoża są bardzo małe – mniej więcej 2 proc. światowych rezerw. Na tej płaszczyźnie toczy się także rywalizacja z Chinami, które już teraz wykorzystują swoje zasoby do wywierania presji na państwa zachodnie, np. okresowo wstrzymując ich eksport lub ograniczając jego dostępność do celów wojskowych. Zobacz także: Pogodzili się, ale to Chiny są górą. Trzymają Trumpa w szachu Jednym z państw, które chce wykorzystać niedobory metali ziem rzadkich na rynku jest Arabia Saudyjska. Jej władze ogłosiły, że posiadają rezerwy tej grupy surowców o wartości 2,5 biliona dolarów. Analitycy wskazują, że Arabia Saudyjska będzie chciała rozwijać wydobycie metali ziem rzadkich, aby zmniejszyć swoją zależność gospodarczą od ropy naftowej, która stanowi około 90 proc. wpływów do budżetu z eksportu. Wydobycie metali ziem rzadkich w sytuacji relatywnie małej dostępności tego surowca na rynku zwiększyłoby także wpływ geopolityczny Arabii Saudyjskiej. Zobacz też: Lit dla ludzi Trumpa. Kijów potwierdza Kategorie: Telewizja
Ropa ma popłynąć do Europy. Na polecenie Trumpa
Dwa tankowce płyną do Wenezueli. Mają odebrać ropę i dostarczyć do portów w Europie - na polecenie prezydenta USA Donalda Trumpa - tak wynika z dokumentów, do których dotarł Bloomberg.
Kategorie: Telewizja
Odpowie za zbrodnie wojenne. Rosjanin przyznał się do mordowania jeńcówSłużba Bezpieczeństwa Ukrainy opublikowała nagranie, na którym Siergiej Skobielew (żołnierz 155. samodzielnej brygady Floty Pacyfiku Federacji Rosyjskiej) opowiada, jak na polecenie dowódcy rozstrzelał ukraińskich jeńców podczas walk w obwodzie kurskim.
W październiku 2024 roku Skobielew był dowódcą grupy szturmowej i otrzymał rozkaz ataku na pozycje Sił Obronnych Ukrainy w obwodzie kurskim. Jego oddział wziął do niewoli dziewięciu żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU). Rosjanie zmusili pojmanych wojskowych do rozebrania się do majtek i kazali im położyć się na ziemi.
Skobielew zeznał, że otrzymał od dowództwa rozkaz uspokojenia Ukraińców, aby nie stawiali oporu oraz obiecać im, że zostaną wysłani na wymianę. W rzeczywistości los pojmanych był już przesądzony. Rosjanin opowiedział, jak rozstrzelał czterech z nich, a jego kolega pozostałych pięciu. Następnie żołdacy zabrali ofiarom telefony i krótkofalówki.
Tydzień później Skobielew został schwytany przez SZU. Początkowo nie przyznał się do winy, ale funkcjonariusze SBU zebrali niezbędne dowody, które przekonały Rosjanina do opowiedzenia o zbrodni.
Czytaj także: Rosjanie zamordowali co najmniej siedmiu jeńców ukraińskich
W sierpniu 2025 roku, ukraińska stacja Suspilne przedstawiła historię 33-letniego Władysława, żołnierza Gwardii Narodowej, pojmanego przez rosyjskich żołdaków. On sam nie mógł mówić ze względu na doznane obrażenia, ale wszystko opisał w dzienniku.
Jego brygada straciła w sierpniu kontrolę nad pozycją w pobliżu Pokrowska. Próbując pomóc swoim towarzyszom, Władysław dostał się do niewoli. Okazało się, że w rękach najeźdźców jest jeszcze siedmiu innych jeńców.
Władysław był świadkiem jak Rosjanie zabijają po kolei siedmiu jego towarzyszy niedoli. Wszystkim podrzynali gardła i wrzucali konających do dołu. Taki sam los spotkał i 33-latka. Następnie żołdacy zasypali ciała śmieciami i odeszli.
Tyle tylko, że Władysław przeżył egzekucję. Gdy oprawcy odeszli, przy pomocy rozbitej butelki przeciął więzy. Następnie założył prowizoryczny opatrunek na poderżnięte gardło. I przez pięć kolejnych dni czołgał się do ukraińskich pozycji. – Powiedział, że pierwszym schwytanym facetom – agentom wywiadu – wyłupano oczy, odcięto wargi, męskie narządy, uszy i nosy – mówił stacji Suspilne brat Władysława.
Czytaj także: Rozczłonkowane ciało ukraińskiego żołnierza. Rusza śledztwo Rzeź w Zwaniwce
Rosyjscy żołdacy łamią Konwencję Genewską mordując nie tylko jeńców, ale i ludność cywilną. W październiku 2025 roku zabili pięcioro cywilów we wsi Zwaniwka w okolicy Bachmutu na Ukrainie.
W piwnicy jednego z domów ukrywała się mieszkająca tam rodzina: małżeństwo w średnim wieku oraz ich dwóch synów. W pewnym momencie najmłodszy z nich wyszedł ze schronu do sąsiadów po wodę.
Niedługo potem do schronu weszli rosyjscy żołdacy. Wypytywali przestraszoną rodzinę, gdzie w osadzie znajdują się ukraińskie wojska. Gdy nic nie wskórali wyszli. Jednak chwilę później, jeden z Rosjan wrócił do piwnicy i zaczął strzelać do cywilów. Gdy wydawało mu się, że wszyscy nie żyją, przerwał ogień i opuścił schron.
Okazało się, że masakrę przeżyła 57-letnia kobieta. Kobieta została postrzelona w szczękę. Gdy odzyskała przytomność zobaczyła ciała męża i najstarszego z synów. Ruszyła na poszukiwanie drugiego dziecka. Niestety, w piwnicy pobliskiego domu znalazła jego ciało, obok zwłok 62-letniej sąsiadki i jej 30-letniego syna.
Czytaj także: Rosjanie rozstrzelali rodzinę. Kobieta przeżyła, bo żołdak się pomylił Kategorie: Telewizja
Tak źle nie było już od wielu lat. Kryzysowa sytuacja w setkach miast i wsiSytuacja jest kryzysowa, a w wielu polskich miejscowościach wystąpiły w ostatnich dniach niespotykane od lat stężenia pyłów zawieszonych - ostrzega Polski Alarm Smogowy. W najnowszym komunikacie PAS zarzuca, że resort klimatu i środowiska milczy, program "Czyste Powietrze" kuleje, a alerty RCB nie podkreślają wagi sytuacji.
Kategorie: Portale
Bez cięć w odszkodowaniach. PE staje po stronie pasażerówParlament Europejski przyjął swoje stanowisko znaczącą większością głosów – 632 posłów poparło dokument, 15 było przeciw, a 9 wstrzymało się od głosu. Dotyczy on zmian w unijnych przepisach o prawach pasażerów linii lotniczych, zaproponowanych przez państwa członkowskie UE w czerwcu 2025 roku. Europosłowie zagłosowali przeciwko propozycjom ministrów UE, które zmierzały do ograniczenia praw pasażerów obowiązujących od ponad 20 lat. Obecne regulacje mają na celu zapewnienie podróżnym odpowiedniej ochrony w przypadku zakłóceń w ruchu lotniczym, takich jak opóźnienia, odwołania lotów czy odmowa przyjęcia na pokład. Parlament uznał, że proponowane przez Radę zmiany nie gwarantują wystarczającego poziomu ochrony i mogłyby pogorszyć sytuację pasażerów w całej Unii Europejskiej. PE chce zachować prawo pasażerów do zwrotu kosztów biletu lub zmiany trasy podróży, a także do ubiegania się o odszkodowanie w przypadku: • opóźnienia lotu o ponad trzy godziny, • odwołania lotu, • odmowy przyjęcia na pokład. Stanowisko to stoi w sprzeczności z propozycją Rady, która postuluje, aby prawo do odszkodowania przysługiwało dopiero po opóźnieniu wynoszącym od czterech do sześciu godzin, w zależności od długości trasy lotu. Czytaj także: Paraliż lotniczy w Holandii. KLM odwołuje setki lotów Parlament Europejski sprzeciwia się również obniżaniu kwot odszkodowań za zakłócenia w podróży lotniczej. Zdaniem posłów rekompensaty powinny wynosić od 300 do 600 euro, w zależności od długości lotu. Rządy państw członkowskich opowiadają się natomiast za niższym pułapem – od 300 do 500 euro. Europosłowie podkreślają, że wyższe kwoty są niezbędne, aby realnie chronić interesy pasażerów i skłaniać linie lotnicze do ograniczania opóźnień. Ponieważ odpowiedzialność przewoźników lotniczych obejmuje wyłącznie sytuacje, na które mają oni wpływ, Parlament chce doprecyzować i uaktualnić wykaz tzw. nadzwyczajnych okoliczności zwalniających linie z obowiązku wypłaty odszkodowań. Obecnie obejmują one m.in. klęski żywiołowe, wojny, ekstremalne warunki pogodowe czy nieprzewidziane spory pracownicze wpływające na linie lotnicze, lotniska lub służby kontroli ruchu lotniczego. Posłowie postulują, aby lista ta była wyczerpująca oraz regularnie aktualizowana przez Komisję Europejską. Czytaj także: Polscy turyści utknęli w Jemenie. Pojawia się szansa na powrót do domu Parlament zgadza się z Radą, że obowiązki opieki nad pasażerami w przypadku opóźnień powinny zostać utrzymane bez względu na okoliczności. Obejmują one: • zapewnienie prowiantu co dwie godziny od planowanego czasu odlotu, • posiłek po trzech godzinach opóźnienia, • nocleg – maksymalnie przez trzy noce w przypadku długich opóźnień. Zdaniem europosłów trzydniowy limit noclegów zapewnia przewoźnikom większą przewidywalność kosztów i chroni ich przed nadmiernym obciążeniem finansowym. Jednym z kluczowych postulatów Parlamentu jest wprowadzenie wstępnie wypełnionych formularzy wniosków o odszkodowanie i zwrot kosztów. Ma to uprościć procedury, ułatwić pasażerom dochodzenie swoich praw oraz ograniczyć konieczność korzystania z usług firm zajmujących się skupem roszczeń. Zgodnie z propozycją PE linie lotnicze miałyby obowiązek przesłać pasażerom, których podróż została zakłócona (opóźnienie lub odwołanie lotu), wstępnie wypełniony formularz w ciągu 48 godzin od zdarzenia. Pasażerowie mieliby następnie rok na złożenie wniosku. Rada przewiduje taki obowiązek jedynie w przypadku odwołania lotu, nie zaś długich opóźnień. Czytaj także: Większe bagaże nawet w tanich liniach? Trwa walka w Brukseli Parlament chce również zagwarantować pasażerom prawo do bezpłatnego przewozu: • jednej rzeczy osobistej (np. torebki, małego plecaka lub laptopa), • jednego małego bagażu podręcznego o maksymalnych wymiarach 100 cm (suma długości, szerokości i wysokości) i wadze do 7 kg. Dodatkowo europosłowie domagają się zniesienia opłat za poprawki błędów w nazwisku pasażera oraz za odprawę na lot. Podkreślają także, że podróżni powinni zachować możliwość wyboru między cyfrową a papierową kartą pokładową. Czytaj także: Polski LOT się umacnia. Chce przejąć czeskie linie Parlament Europejski zwraca szczególną uwagę na sytuację pasażerów z niepełnosprawnościami oraz o ograniczonej sprawności ruchowej. Osoby te powinny mieć prawo do odszkodowania, zmiany trasy i pomocy ze strony linii lotniczych, jeśli spóźnią się na lot z powodu braku odpowiedniej pomocy ze strony lotniska. Pierwszeństwo wejścia na pokład powinno przysługiwać także osobom o ograniczonej mobilności, kobietom w ciąży, niemowlętom oraz dzieciom w wózkach wraz z osobami towarzyszącymi. Co istotne, osoby towarzyszące powinny otrzymywać sąsiednie miejsca bez dodatkowych opłat. Czytaj także: Tania linia lotnicza płaci pracownikom za wyłapywanie nadbagażu Sprawozdawca Andrey Novakov (EPP, BG) podkreślił determinację Parlamentu w obronie praw podróżnych. – Parlament jest gotowy kontynuować walkę o jaśniejsze i bardziej przewidywalne zasady dla linii lotniczych oraz silniejszy sektor lotniczy, ale nie kosztem pasażerów. Nasze stanowisko jest jasne: jesteśmy zdeterminowani, aby poprawić, a nie osłabić prawa pasażerów linii lotniczych. Podkreślamy, że ograniczenie opóźnień przyniesie znaczące korzyści dla całej europejskiej gospodarki – dodał. – Dlatego też trzygodzinny próg uprawniający do odszkodowania, obecne poziomy odszkodowań, wstępnie wypełnione formularze i egzekwowalne zabezpieczenia pozostają nienegocjowalne – zaznaczył. Czytaj także: Ryanair zmienia zasady bagażowe. Większa torba osobista bez dopłat Kolejne kroki w procedurze legislacyjnejW ramach procedury drugiego czytania stanowisko Parlamentu zostanie przekazane Radzie. Jeśli Rada nie zaakceptuje wszystkich poprawek europosłów, powołany zostanie tzw. komitet pojednawczy, którego zadaniem będzie wypracowanie kompromisu w sprawie ostatecznego kształtu przepisów. Prace nad reformą praw pasażerów linii lotniczych trwają od 2014 r., kiedy Parlament po raz pierwszy przedstawił swoje propozycje. Przez 11 lat proces legislacyjny pozostawał jednak zablokowany w Radzie. Dopiero w czerwcu 2025 r. ministrowie UE osiągnęli porozumienie polityczne, co umożliwiło rozpoczęcie negocjacji z Parlamentem. Rozmowy międzyinstytucjonalne ruszyły w październiku 2025 r., lecz nie zakończyły się porozumieniem, co zmusiło Parlament do przyjęcia stanowiska w drugim czytaniu. Czytaj także: Unia Europejska chce skończyć z dopłatami za bagaż. Linie grożą podwyżkami Kategorie: Telewizja
Znany sklep z zabawkami dla dzieci zamyka się po ponad 60 latach. Smutny finałZnana niemiecka sieć z artykułami dla dzieci ogłasza upadłość. Po ponad 60 latach działania musi zamknąć swoje placówki. Ważą się losy ponad 2 tys. pracowników.
Weronika Papiernik
Kategorie: Prasa
Szef CIA John Ratcliffe z tajną wizytą w Polsce. Rozmawiał z dwoma politykamiSzef CIA złożył tajną wizytę w Polsce - dowiedział się RMF FM. Według informacji stacji, spotkał się z dwoma ministrami rządu Donalda Tuska: szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i ministrem koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Szef Szef CIA John Ratcliffe z tajną wizytą w Polsce. Rozmawiał z dwoma politykamiSzef CIA złożył tajną wizytę w Polsce - dowiedział się RMF FM. Spotkał się w z dwoma ministrami rządu Donalda Tuska: szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i ministrem koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Szef CIA z wizytą w Polsce. Miała tajny charakterJako pierwsze informacje na ten temat podało radio RMF FM, po czym potwierdziła te doniesienia także Polska Agencja Prasowa, powołując się na źródła zbliżone do resortu obrony. Do spotkania dyrektora CIA Johna Ratcliffe'a z szefem MON oraz ministrem-koordynatorem służb specjalny Tomaszem Siemoniakiem miało dojść na początku tygodnia. Niejawna pozostaje tematyka spotkania. John Ratcliffe jest dyrektorem CIA od roku; urząd objął 23 stycznia 2025 r., krótko po objęciu urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa. Za poprzedniej kadencji Trumpa w latach 2020-2021 Dyrektorem Wywiadu Narodowego. Kategorie: Telewizja
Piekielnie trudny QUIZ z HISTORII dla orłów. 11 prawidłowych odpowiedzi to cudJeśli uda Ci się poprawnie odpowiedzieć na 11 pytań, to będzie cud. Przed Tobą piekielnie trudny quiz z historii. Kto w szkole nie był orłem z tego przedmiotu będzie miał kłopoty.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
„Muzeum na kółkach” sprawniejsze od obecnego taboru? SprawdzamyByły premier Mateusz Morawiecki za pośrednictwem platformy X odniósł się do zakupu dokonanego przez PKP Intercity, dotyczącego 50 używanych wagonów niemieckiego przewoźnika DB Fernverkehr. „Zafundują nam muzeum na kółkach. Skąd? No oczywiście z Niemiec” – mówi w opublikowanym nagraniu. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości przekonywał, że wagony zostały wyprodukowane około 40 lat temu i jego zdaniem oznaczają nie tylko niski komfort dla pasażerów, lecz także wysokie koszty utrzymania. Według Morawieckiego, inwestycja w używany tabor może obciążyć przewoźnika dodatkowymi wydatkami i jest nieoptymalnym rozwiązaniem. Jak informowaliśmy na portalu TVP.Info, PKP Intercity ogłosiło zakup 50 używanych wagonów niemieckiego DB Fernverkehr, obejmujących zarówno 1., jak i 2. klasę, a wśród nich wagony przedziałowe i bezprzedziałowe. Każdy z nich został wyposażony w klimatyzację i dobrze wyciszone wnętrza. Spółka przekazała, że mogą poruszać się z prędkością do 200 km/godz., co pozwala im sprawnie funkcjonować zarówno na trasach krajowych, jak i międzynarodowych. Ponadto, wszystkie posiadają dopuszczenie do ruchu międzynarodowego, dzięki czemu mogą być wykorzystywane w połączeniach transgranicznych. Choć Morawiecki krytykuje zakup niemieckich wagonów, nazywając je „muzeum na kółkach” i wskazuje wysokie koszty utrzymania, mija się z przedstawionymi przez spółkę informacjami. Jak podkreślił Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity, są one w lepszym stanie technicznym, niż część wykorzystywanych obecnie przez przewoźnika wagonów. „Wszystko wskazuje na to, że potrzebują one generalnego czyszczenia i uporządkowania oraz drobnych zmian i poprawek w środku. Generalnie aranżacja wnętrza i wyposażenie tych wagonów pozostaje bez zmian” – podkreślił Malinowski. Z kolei jak poinformował podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Piotr Malepszak, po szczegółowej weryfikacji technicznej zostanie określony zakres prac. Za przeprowadzenie napraw odpowiadać będzie PKP Intercity Remtrak. CZYTAJ TAKŻE: Podniósł rogatki, chociaż zbliżał się pociąg. Są zarzuty dla dróżnika Rosnący popyt pasażerów Niemieckie wagony mają sprostać rosnącemu popytowi na przewozy – liczba pociągów w sezonie 2025/2026 wzrośnie o 28 proc. Wagony mają zapewnić wszystkim pasażerom wygodne miejsca siedzące, co skutkuje umożliwieniem realizacji oferty przewozowej zgodnej z rosnącym zainteresowaniem usług. Niemieckie tabory zostały zakupione, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na przewozy kolejowe – w sezonie 2025/2026 liczba kursujących pociągów wzrośnie o 28 proc. Ponadto mają zapewnić wszystkim pasażerom wygodne i komfortowe miejsca siedzące, co znacząco podniesie jakość ich podróży. Jak podkreślił przewoźnik, inwestycja pozwoli na realizację oferty przewozowej w pełni zgodnej z rosnącym zainteresowaniem usługami kolejowymi, jednocześnie zwiększając przepustowość i efektywność przewozów. Cały zakup ma strategiczny charakter, pozwalając PKP Intercity zwiększyć dostępność miejsc i sprawnie obsługiwać rosnącą liczbę pasażerów w nadchodzących latach. Jak zapowiedział przewoźnik pierwsze wagony pojawią się na polskich torach pod koniec marca bieżącego roku. CZYTAJ TEŻ: Nowe zasady PKP Intercity. Ogromna zmiana w przedsprzedaży biletów Kategorie: Telewizja
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłuTOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i Świat
PortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 24 tygodnie temu
18 lat 7 tygodni temu