Aktualności

Dyskwalifikacja zamiast zwycięstwa. Niespodziewany konkurs w Lahti

TVP.Info - 5 godzin 27 min. temu

Domen Prevc uzyskał 129 m, najwięcej z całej stawki, i już cieszył się z siódmego z rzędu zwycięstwa w zawodach PŚ, co nie udało się żadnemu skoczkowi przed nim. Niedługo po swoim skoku Słoweniec został zdyskwalifikowany za – jak przekazała FIS na oficjalnej stronie internetowej – „długość nart +1 cm”.


Puchar Świata w skokach narciarskich: Prevc zdyskwalifikowany, Raimund zwycięzcą


– Muszę pilnować wagi, okazało się, że jestem o 100 g za lekki wobec długości nart – powiedział w Eurosporcie Prevc. 


Wobec dyskwalifikacji Słoweńca triumfatorem został Philipp Raimund, mistrz olimpijski z lutego z Predazzo, uzyskał 122,5 m. Drugie miejsce zajął Austriak Daniel Tschofenig (124,5 m), a trzecie Bułgar Władimir Zografski. Podopieczny trenera Grzegorza Sobczyka na podium zawodów PŚ stanął po raz pierwszy w karierze.


Kamil Stoch miał 117,5 m i osiągnął swój najlepszy wynik w indywidualnych zawodach PŚ od 1 kwietnia 2023 roku, kiedy był także 10. w Planicy.


Kacper Tomasiak, który w czwartek wywalczył srebrny medal mistrzostw świata juniorów i w piątek startował w Lahti po podróżny z Lillehammer i bez treningu, zajął 24. miejsce (112 m), Dawid Kubacki był 31. (111,5 m), Maciej Kot 32. (112,5 m), Paweł Wąsek 48. (106 m), a Piotr Żyła 56. (98 m).

Kategorie: Telewizja

Volkswagen może się przebranżowić na produkcję zbrojeniową

TVP.Info - 5 godzin 30 min. temu

Zdaniem Cavallo zmiana produkcji może to być realna perspektywa, zwłaszcza dla zakładu w Osnabrück w Dolnej Saksonii. – Badamy wszelkie możliwości zabezpieczenia przyszłości zakładu w Osnabrück – oświadczyła. Jedną z branych pod uwagę opcji są projekty obronne. Przedstawicielka pracowników stwierdziła, że spółka zależna MAN od lat produkuje ciężarówki wojskowe w ramach joint venture z koncernem Rheinmetall.


Cavallo przyznała, że ​​branża motoryzacyjna nadal znajduje się w niepewnej sytuacji. Dotyczy to również Volkswagena. Konflikty geopolityczne i spory handlowe, między innymi nowe cła USA, wywierają dodatkową presję na branżę. – Zarząd musi się tym zająć; to jego zadanie – podkreśliła działaczka.


Jednak stanowczo odrzuciła ona wszelkie nowe programy cięć kosztem pracowników. – Moim zadaniem jest dopilnowanie, aby istniejące porozumienia były przestrzegane – i aby nowe programy redukcji kosztów nie były jednostronnie narzucane kosztem siły roboczej – dodała.


Pakiet zmian w koncernie Volkswagen


Pakiet uzgodniony pod koniec 2024 roku już teraz stawia wysokie wymagania pracownikom. – Ten program musi być teraz wdrażany konsekwentnie – nie tylko w odniesieniu do kosztów pracy, ale we wszystkich kategoriach kosztów – stwierdziła Cavallo. Wówczas – dowodziła – ​​program przyniesie owoce. – Po każdym kryzysie następują lepsze czasy. Jestem o tym przekonana – mówiła.


Pod koniec 2024 roku, po długich negocjacjach, firma i związek zawodowy uzgodniły program restrukturyzacji, który przewiduje redukcję 35 tysięcy miejsc pracy w Niemczech do 2030 roku. Zamknięcia zakładów i zwolnienia zostały wykluczone.


Cavallo zapewniła, że nie zamierza tego zmieniać. Przyznała, że nie zaakceptuje zamknięcia zakładów „pod żadnym pozorem”, również w Osnabrück. Stwierdziła, że chociaż nie ma jeszcze ostatecznego planu na przyszłość dla zakładu, „zarząd grupy zobowiązał się do opracowania takiego planu wspólnie z przedstawicielami pracowników”. Zamknięcie nie jest planowane i „nie wchodzi w grę” – przekonywała.


Porschy kończy produkcję w Osnabrück


W tym roku zakończy się produkcja modeli Porsche w Osnabrück, zaś produkcja auta VW T-Roc Cabriolet – w połowie 2027 roku. Koncern zbrojeniowy Rheinmetall od dawna jest rozważany jako potencjalny nabywca zakładu. W lutym zakład zaprezentował również prototypy potencjalnych pojazdów wojskowych opartych na platformach Volkswagena, początkowo jedynie w celach testowych. Według VW to, czy z tego wyniknie coś konkretnego, pozostaje kwestią otwartą.


W grudniu ubiegłego roku z taśmy produkcyjnej fabryki Volkswagena w Dreźnie we wtorek zjechał ostatni samochód. Zakład przerwał produkcję aut, co jest pierwszym takim przypadkiem dla tej firmy w Niemczech w ciągu 88 lat jej działalności. Fabryka ma zostać przekształcona w centrum badań i rozwoju, skoncentrowane na półprzewodnikach, sztucznej inteligencji oraz robotyce. Połowę przestrzeni ma zająć Uniwersytet Techniczny w Dreźnie.


Czytaj także: Niemiecki potentat zamyka fabrykę. Pierwszy taki przypadek w historii

Kategorie: Telewizja

Reagują na blokadę cieśniny Ormuz. Kontrola cen paliw

TVN24 Biznes i Świat - 5 godzin 37 min. temu
Rząd Turcji tymczasowo wprowadził mechanizm kontroli cen paliw, który ma łagodzić skutki podwyżek na stacjach. W ramach programu państwo będzie rekompensować wzrosty poprzez redukcję podatków sięgającą nawet 75 procent - poinformował portal Bia.
Kategorie: Telewizja

Jaka będzie inflacja w latach 2026–2028? Jest nowa projekcja NBP

Dziennik - 5 godzin 39 min. temu
Inflacja wróciła do celu NBP i pozostanie w nim do końca horyzontu projekcji – powiedział w piątek dyrektor w Narodowym Banku Polskim Jacek Kotłowski. Przyznał także, że w wybuch wojny z Iranie i wzrost cen ropy i gazu to czynnik ryzyka, który zaczął się materializować. Tomasz Lipczyński
Kategorie: Prasa

Donald Trump nie będzie negocjował z Iranem. "Tylko bezwarunkowa kapitulacja"

Dziennik - 5 godzin 39 min. temu
Od tygodnia trwa atak Izraela i USA na Iran. Już na samym jego początku wyeliminowani zostali najważniejsi przywódcy stojący na czele reżimu. Końca konfliktu jednak nie widać, bo Teheran nie zamierza się poddawać. Natomiast Donald Trump nie zamierza siadać do negocjacji. Prezydent USA w mediach społecznościowych poinformował, że w grę wchodzi tylko bezwarunkowa kapitulacja. Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa

Echa decyzji Pentagonu. "Nie ogranicza zastosowań"

TVN24 Biznes i Świat - 5 godzin 54 min. temu
Pentagon uznał firmę Anthropic za "zagrożenie dla łańcucha dostaw bezpieczeństwa narodowego". Spółka twierdzi, że decyzja nie ma aż tak dużego znaczenia, jak mogły wskazywać wcześniejsze wypowiedzi sekretarza obrony USA Pete'a Hegsetha. Według firmy nie blokuje to współpracy z sektorem prywatnym.
Kategorie: Telewizja

Tak wyglądały ostatnie dni Gustawa Holoubka. To opowiedziała Magdalena Zawadzka

Dziennik - 5 godzin 55 min. temu
6 marca 2008 r. zmarł wybitny aktor Gustaw Holoubek. Miał 85 lat. Przez 35 lat był mężem aktorki Magdaleny Zawadzkiej. W nowym wywiadzie aktorka wróciła pamięcią do smutnych przeżyć sprzed 18 lat. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

Fałszywe zeznania funkcjonariusza SOP. Prokuratura postawiła zarzut

TVP.Info - 5 godzin 59 min. temu

Pod koniec lutego taki sam zarzut usłyszał inny były funkcjonariusz BOR. Rzecznik białostockiej prokuratury regionalnej prok. Zbigniew Szpiczko przekazał, że czyn zarzucany podejrzanemu zagrożony jest karą do 8 lat więzienia.


„W niniejszej sprawie nie było potrzeby zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania poprzez stosowanie wobec podejrzanego środków zapobiegawczych” – zaznaczył prok. Szpiczko.


Przekazał, że na tym etapie postępowania prokuratura nie informuje o postawie procesowej podejrzanego z uwagi na to, iż przesłuchanie nastąpiło w trybie niejawnym. Dodał, że bliższe informacje dotyczące zakresu prowadzonego śledztwa będą udzielane po wykonaniu czynności procesowych z udziałem kolejnych podejrzanych.


Zobacz również: „Przekroczenie uprawnień”. Wraca sprawa wypadku Beaty Szydło


Wypadek premier Szydło


We wszczętym wiosną ubiegłego roku śledztwie prokuratorzy badają m.in., czy w latach 2017–2023 nie doszło do przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, podczas wykonywania obowiązków służbowych w toku prowadzonego postępowania przygotowawczego Prokuratury Okręgowej w Krakowie, a następnie w postępowaniu sądowym w pierwszej instancji i w postępowaniu odwoławczym.


Śledztwo dotyczy też samego wypadku z 10 lutego 2017 roku z udziałem aut z kolumny rządowej i Fiata Seicento, w wyniku którego pasażerowie jednego z tych samochodów oraz ówczesna premier Beata Szydło doznali obrażeń. Trzeci wątek śledztwa dotyczy zeznawania nieprawdy oraz zatajania prawdy podczas składania zeznań – w charakterze świadków – przez ówczesnych funkcjonariuszy BOR co do okoliczności wypadku.


Jak podawała białostocka prokuratura, wszczynając swoje śledztwo, chodzi o kwestię używania sygnałów dźwiękowych podczas przejazdu kolumny rządowej. Zeznania funkcjonariuszy BOR były dowodami w śledztwie w Krakowie, a potem w procesie przed Sądem Rejonowym w Oświęcimiu oraz w postępowaniu odwoławczym przed Sądem Okręgowym w Krakowie.


W śledztwie krakowskiej prokuratury kierowca Seicento został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku.


Zobacz także: Możliwy zwrot w sprawie wypadku Beaty Szydło. Ruch prokuratury


Wyrok sądu


W połowie marca 2018 r. krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do sądu w Oświęcimiu o uznanie winy z warunkowym umorzeniem postępowania na okres próby jednego roku. W lipcu 2020 r. sąd ten uznał, że kierowca Fiata jest winien nieumyślnego spowodowania wypadku. Zarazem warunkowo umorzył postępowanie na rok.


Sąd uznał, że także kierowca BOR złamał przepisy. W lutym 2023 r. Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał wyrok wobec kierowcy. Sprawa wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu znalazła się w raporcie Prokuratury Krajowej z audytu spraw z lat 2016–2023, w których stwierdzono nieprawidłowości. 


Zobacz też: Śledztwo ws. wypadku Szydło. Prokuratura wzywa dziewięć osób

Kategorie: Telewizja

Drony efektywnym środkiem rażenia. Tak Ukraina odpiera ataki Rosji

TVP.Info - 6 godzin 2 min. temu

Piotr Kaszuwara, TVP.Info: Obecna sytuacja w Ukrainie: czy bardziej przypomina I, II czy może już III wojnę światową? 


Taras Tymoszko, Fundacja Come Back Alive, kierownik projektu Dronopad: Jeśli spojrzeć kompleksowo na to, co dzieje się na świecie, to rzeczywiście w pewnym sensie przypomina to wydarzenia poprzedzające I wojnę światową. Kiedy wielkie mocarstwa zaczynały wykorzystywać swoje znaczące zasoby i potencjał gospodarczy oraz polityczny, by doprowadzić do poważnych przetasowań w układzie sił. Jednak obecne warunki są już inne. Technologa wiele zmieniła. Możemy mówić więc raczej o zagrożeniu czymś na kształt już III wojny światowej. O ryzyku dużego, globalnego konfliktu, do którego nie daj Boże, aby nie doszło. 


My mamy swoją własną wojnę, w której musimy walczyć i stawiać opór przeciwnikowi, ale kontekst międzynarodowy ma na nas ogromny wpływ. To nie jest wyłącznie wojna Ukrainy z Rosją. W pewnym sensie to także wojna Europy, wojna Stanów Zjednoczonych, a pośrednio również wojna Chin. 


Długo mówiliśmy o wojnie w Ukrainie, że przypomina I wojnę, bo jest pozycyjna, w okopach, w której dominowała artyleria. Dziś już coraz bardziej otwarcie mówi się o starciu robotów. Ludzi na froncie jest coraz mniej, dronów, łazików i technologii natomiast coraz więcej. 


Przed I wojną światową poważne technologie militarne dopiero zaczynały się pojawiać. Pierwsze pojazdy opancerzone, prototypy wozów bojowych czy samobieżnych platform artyleryjskich zaledwie raczkowały. Dziś nowym technologicznym graczem są drony. To one stanowią jedną z najważniejszych innowacji w prowadzeniu działań wojennych. Mają ogromny wpływ na sposób prowadzenia walki. Zarówno na taktykę, jak i na strategię.


Dlaczego także na strategię?  


Dlatego że Ukraina w pewnym sensie była zmuszona uruchomić ten impuls technologicznego rozwoju. Wynikało to z faktu, że mieliśmy ograniczone zasoby, zarówno w uzbrojeniu, jak i w liczbie żołnierzy. Musieliśmy więc wymyślić coś, co pozwoliłoby nam walczyć taniej, dłużej i szanować życie naszych ludzi. W Rosji wygląda to inaczej.


Bardzo długo, bez wahania wysyłali swoich żołnierzy na tzw. mięsne szturmy, jakkolwiek by to brutalnie nie brzmiało. My nie mogliśmy sobie na coś takiego pozwolić. Po pierwsze dlatego, że mamy inne wartości, a po drugie inne zasoby ludzkie. Dlatego pojawienie się dronów na polu walki było w pewnym sensie kompensacją naszych ograniczeń w sile militarnej.


Czytaj również: Węgry przejęły transport złota i porwały Ukraińców. „To terroryzm państwowy”


Drony oczywiście już wcześniej istniały w armiach świata – na przykład w armii Stanów Zjednoczonych – ale z tego, co rozumiem, nie były używane na tak masową skalę, jak dziś. Wyzwolenie Kupiańska było możliwe właściwie dzięki dronom. Prawie nikt nie wchodził do centrum miasta, za to drony wlatywały tam i patrolowały całe miasto, sprawdzając, gdzie znajdują się rosyjscy żołnierze. 


Stany Zjednoczone i inne państwa Zachodu, które wcześniej rozwijały technologie dronowe, wykorzystywały je głównie w krajach, gdzie nie było odpowiedniej bazy technologicznej, która mogłaby stworzyć skuteczną odpowiedź. To było coś zupełnie innego. Używanie dronów w Ukrainie spotkało się z przeciwdziałaniem.


USA natomiast w wielu krajach, powiedzmy na Bliskim Wschodzie, nie napotykały takiego oporu. Nie pojawiała się tam poważna walka z dronami. Na przykład systemy walki elektronicznej, przechwytujące drony czy inne technologie przeciwdziałania. Najprawdopodobniej wynikało to z warunków tych krajów albo możliwości militarnych formacji, przeciwko którym walczono. Po prostu nie miały takich zdolności.


Ukraina natomiast jest państwem o dość wysokim poziomie wykształcenia społeczeństwa. Mamy bardzo silną bazę matematyków i informatyków na uniwersytetach. W związku z tym mieliśmy podstawy, aby tworzyć własne rozwiązania technologiczne. Dlatego Ukraina stała się inicjatorem rozwoju technologii dronowych, opierając się na bazie, którą już posiadaliśmy. Z dostępem zarówno do technologii zachodnich, jak i do komponentów z Chin, które są stosunkowo tanie. 


Wykorzystaliśmy ten moment i stworzyliśmy produkt, który dziś przechodzi kolejne iteracje ulepszeń. Walczymy bowiem z przeciwnikiem, który czasem dysponuje taką samą, a czasem nawet lepszą bazą produkcyjną i intelektualną.


Nie należy więc umniejszać znaczenia Rosji i jej zdolności w zakresie technologii dronowych? 


Na przykład w dronach światłowodowych Rosjanie obecnie mają przewagę. Wybrali właśnie tę niszę. My z kolei rozwijaliśmy bardziej technologie radiowe – czyli sterowanie radiowe i systemy zakłócające. 


Dronów światłowodowych nie da się zagłuszyć. To jest kolejny problem do rozwiązania, bo wyścig technologii trwa i jest niezwykle dynamiczny. Wszystko zmienia się z tygodnia na tydzień, czy z miesiąca na miesiąc. Wypadasz – przegrywasz. 


Oczywiście my także musimy rozwijać się w każdym kierunku, niemniej nasz segment dronów sterowanych radiowo jest wciąż bardziej rozwinięty niż rosyjski. Bardziej rozwinięty jest również segment dronów przechwytujących.


Czytaj także: Ukraińscy eksperci od dronów w Zatoce Perskiej? Zełenski komentuje


W Rosji pewnie nie ma aż tak dużej potrzeby rozwijania tej gałęzi produkcji, bo wciąż stosunkowo mało dronów atakuje cele na dalekich dystansach. 


Budowa takiej branży to złożony proces. Trzeba zgromadzić wiele taktycznych radarów, zdobyć je, kupić, rozmieścić – to nie jest coś, co da się zrobić szybko. Rosja ma też bardzo długą granicę i ogromne terytorium. Rozmieszczenie grup dronów przechwytujących na całym obszarze kraju byłoby mało racjonalne. Mogłoby to być tylko niewielkim elementem ich systemu obrony powietrznej. 


Dla Ukrainy natomiast jest to bardzo istotny element. Może on niebawem stanowić nawet około 30 procent, a może i więcej, zdolności przeciwdziałania zagrożeniom powietrznym. W przechwytywaniu dronów typu Shahed drony przechwytujące zaczynają odgrywać bardzo znaczącą rolę.


Dla Rosji prawdopodobnie nie jest to aż tak ważne. Nasze uderzenia w ich terytorium mogą odbywać się bardzo różnymi korytarzami i nigdy nie wiadomo, skąd dokładnie przylecimy.  


Z drugiej strony Rosja ma bardzo rozwinięte konwencjonalne systemy obrony przeciwlotniczej, dlatego nie ma aż tak pilnej potrzeby rozwijania dodatkowych rozwiązań. 


U nas natomiast, w związku z częstymi, masowymi atakami, niemal zawsze występuje deficyt takich środków. Bardzo szybko zużywamy rakiety przeciwlotnicze, które dostarczają nam partnerzy. Musimy więc mieć jakiś własny, tańszy wariant zapasowy, który pozwoli przynajmniej częściowo radzić sobie z zagrożeniem ataków dalekiego zasięgu – na przykład dronów typu Shahed. 


Systemy Patriot są bardzo drogie. Jedna rakieta jest kilkukrotnie droższa niż Shahed. 


Owszem. Technologie rakietowe i klasyczna obrona przeciwlotnicza – te systemy, które otrzymujemy od naszych zachodnich partnerów – są niezwykle kosztowne. Aby samodzielnie rozwinąć takie technologie, potrzeba ogromnych inwestycji i czasu. Potrzebne nam więc było szybkie i stosunkowo łatwo dostępne rozwiązanie. Takim rozwiązaniem stały się drony przechwytujące. Stosujemy je już prawie dwa. 


I coraz częściej słyszę o bardziej ambitnych planach dotyczących ich rozwoju. Od ministra obrony niedawno dowiedzieliśmy się o planach tworzenia autonomicznych systemów obrony powietrznej, które miałyby powstać na bazie dronów przechwytujących, opartych na technologii sztucznej inteligencji. Brzmi jak as w rękawie, patrząc na to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. 


To jest logiczne działanie, ponieważ Rosjanie również zwiększają produkcję dronów typu Shahed. Obecnie są w stanie produkować około 400 dziennie, a pojawiają się informacje, że chcą zwiększyć tę liczbę nawet do tysiąca dziennie. 


To liczba wręcz niewiarygodna. Kiedyś, gdy nadlatywało 20 takich dronów, wszyscy byliśmy już w szoku. A teraz wyobrazić sobie tysiąc dziennie… 


Największa liczba, jaka nadleciała jednej nocy, przekroczyła już 800 sztuk. To już było bardzo dużo. Dysponujemy zdolnościami, aby na pierwszej linii lub w drugim czy trzecim rzucie obrony przechwytywać te drony, a następnie już przy użyciu konwencjonalnych środków neutralizować je głębiej w kraju. Ale znowu – jeśli będzie ich tysiąc, to coraz większa ich część będzie przenikała w głąb kraju, ponieważ możliwości przechwytywania na tych liniach obrony mają swoje ograniczenia. 


Dlatego pojawia się pytanie o rozwijanie wewnętrznych zdolności obronnych, czyli tworzenie w głębi kraju czwartego stopnia przechwytywania, albo też o rozwój bardziej autonomicznych systemów, o których wspominał minister obrony. Do takiego rozwiązania i tak z czasem dojdziemy. Trudno powiedzieć, czy nastąpi to za pół roku – jak mówi pan Fedorow – czy wcześniej, czy później. 


Czytaj również: Orban pisze do Zełenskiego. „Więcej szacunku dla Węgier!”


Wydaje się, że słowem kluczem jest tu szkolenie, bo nie wyobrażam sobie, żeby ludzie bez doświadczenia byli w stanie to wszystko obsługiwać. 


Tym zajmuje się właśnie nasza Fundacja Come Back Alive. 


Pewnie, gdyby w Polsce istniały w ten sposób przeszkolone wojska, to reakcja na wtargnięcie rosyjskich dronów na nasze terytorium mogłaby być bardziej sprawna. Niekoniecznie trzeba byłoby wykorzystywać rakiety za setki tysięcy dolarów, by zestrzelić drony o wartości kilku tysięcy. 


Tego wszystkiego trzeba się nauczyć i odpowiednio zsynchronizować, bo same mobilne grupy nie wystarczą. Same drony przechwytujące również nie wystarczą. Podobnie tradycyjne systemy obrony przeciwlotniczej mogą okazać się nie tak skuteczne, przy np. przewlekłej wojnie. To wszystko musi działać razem jako jeden system.  


Jak to obecnie wygląda w Ukrainie? 


Jeśli chodzi o szczegóły, niestety nie wszystko można ujawniać, ale sama zasada jest dość oczywista. W praktyce mamy kilka poziomów obrony. Istnieją konwencjonalne środki obrony. Są systemy walki radioelektronicznej, które działają w pobliżu linii kontaktu bojowego, a także na tyłach, np. wokół obiektów krytycznej infrastruktury. 


W teorii i w idealnym modelu wszystko to powinno być zintegrowane pod jednym centrum koordynacyjnym. W tym obszarze wciąż jednak jest jeszcze wiele do zrobienia. 


Mam nadzieję, że wraz z nowym zastępcą dowódcy Sił Powietrznych system ten nabierze bardziej instytucjonalnego charakteru – że wszystkie jego elementy zostaną lepiej połączone w jedną całość i pojawi się większa koordynacja oraz spójność działań. 


A jak wygląda wykorzystanie sztucznej inteligencji? Czy jest ona już używana w systemach przechwytywania lub w procesie podejmowania decyzji? 


Nie jest żadną wielką tajemnicą, że wsparcie oparte na sztucznej inteligencji oraz różne elementy automatyzacji już funkcjonują.


Czytaj także: Polska poderwała myśliwce. „Zmasowany atak Rosji na terytorium Ukrainy”


Czy mogą na przykład samodzielnie wyszukiwać cele? 


Tak. Mogą identyfikować cele, upraszczać pracę operatora, a nawet automatycznie przechwytywać i śledzić obiekty. 


Domyślam się, że Rosjanie też udoskonalają swoją broń, by była coraz mniej namierzalna, trudniejsza do strącenia. Kiedyś Shahedy latały na bardzo niskich wysokościach, dziś na coraz wyższych, żeby ich zbicie było bardziej kosztowne. Pikują, dopiero gdy dolatują do celu i w ten sposób unikają mobilnych grup. Niska wysokość z kolei chroniła je przed konwencjonalną obroną przeciwlotniczą. Tego typu problemy obserwujemy teraz na Bliskim Wschodzie. Ukraina wie, jak sobie z tym wszystkim radzić. 


Systemy, które obecnie istnieją w Ukrainie, potrafią w wielu przypadkach znacznie lepiej niż ludzkie oko wykrywać cele. Od momentu wykrycia celu pojawiają się już kolejne etapy automatyzacji. 


A jaka jest obecnie skuteczność dronów przechwytujących? Ile dronów typu Shahed zostało do tej pory zestrzelonych przy ich użyciu? 


Powiem tak – na podstawie obrazu sytuacji, jaki do mnie dociera, mogę powiedzieć, że około jedną trzecią jesteśmy w stanie przechwycić. Te dane były zresztą podawane również przez oficjalnych przedstawicieli państwa, więc nie jest to żadna tajna informacja.

 

Te technologie i współczesną wojnę, zmieniającą się, Ukraina udoskonala od dawna. Dawno też chciała się dzielić wiedzą z krajami sojuszniczymi, ale euforii to współpracy nie było. Triggerem mogło być przedostanie się rosyjskich dronów na terytorium Polski. 


Obecnie otrzymujemy sygnały o dużym zainteresowaniu ze strony partnerów niemieckich podobnymi rozwiązaniami. Pytają, jak to działa, czy można zastosować takie rozwiązania u siebie. Chcą dowiedzieć się więcej, chcą rozmawiać oczywiście z jednostkami wojskowymi, z producentami, chcą zrozumieć taktykę zastosowania. Coraz wyraźniej widać, że ta branża – i to jest już dość oczywiste na obecnym etapie – pokazuje, iż to, co kiedyś uważano za „biedną obronę przeciwlotniczą”, nie tylko nie jest wcale tak ubogie, ale bywa skuteczne, a czasem nawet bardziej skuteczne niż tradycyjne systemy, które istniały wcześniej.


Czytaj również: Zawyżone kilometry, przemilczane straty. Kreml buduje iluzję siły


Sun Zi w „Sztuce wojny” pisał, że ten, kto umie walczyć tanio i skutecznie, wygrywa wojny. 


Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja. Czym innym jest produkcja, a czym innym praktyczne użycie i zrozumienie słabych stron sprzętu, który się wytwarza. W Niemczech na przykład niektóre firmy już aktywnie pracują nad produkcją dronów przechwytujących. Problem polega na tym, że Niemcy czy Polska nie mają dziś takich warunków bojowych, w których mogłyby je w pełni sprawdzić. Nie da się stworzyć dobrego produktu, jeśli nie rozumie się jego słabości. Żeby je z kolei poznać, trzeba go realnie używać i udoskonalać. I to jest największy problem wielu państw europejskich. 


Oczywiście dobrze, że nie musimy tego robić w warunkach wojny. 


Tak. Mówię o tym wyłącznie z punktu widzenia rozwoju technologii i produktu. Jeżeli jednak rozwijać współpracę między Ukrainą a państwami europejskimi – choćby na poziomie testów technologii miltech – pojawiają się bardzo duże możliwości. Z jednej strony nam brakuje zasobów, inwestycji oraz wsparcia w obszarze badań i rozwoju (R&D). W wielu firmach komponent badawczo-rozwojowy nie jest jeszcze wystarczająco silny, choć mamy producentów na bardzo dobrym poziomie. Z drugiej strony my mamy dostęp do realnych testów bojowych.


Mamy możliwość współpracy z wojskowymi, którzy mogą doradzić, jak ulepszyć system. W ten sposób właśnie rozwijają się produkty. Każda ukraińska firma produkująca sprzęt wojskowy powie panu, że nie da się stworzyć dobrego produktu bez współpracy z armią.


Nie da się go dopracować, jeśli nie został przetestowany – i to nie w jednej jednostce, ale w wielu. Na linii frontu występuje bowiem bardzo wiele niuansów. W różnych sektorach frontu są na przykład różne warunki radiowe. Trzeba więc rozumieć specyfikę działania sprzętu: jak będzie działał na przykład w obwodzie sumskim, jak zachowa się w innym miejscu. 


Czytaj także: Zamach terrorystyczny w centrum Lwowa. Są zabici i ranni


A z iloma brygadami obecnie współpracujecie? 


Oficjalnie współpracujemy ze 100 jednostkami, którym udzielamy wsparcia w ramach projektu „Dronopad”. Jednostki te mają bardzo różną liczbę załóg bojowych i grup, ponieważ są to formacje różnego szczebla i o różnych zadaniach. Są wśród nich jednostki obrony przeciwlotniczej, są pułki rakietowe, które obecnie traktują drony przechwytujące jako jeden z głównych środków walki i rozwijają ten komponent w bardzo szybkim tempie. Są też brygady wojsk lądowych, stojące na pierwszej linii frontu.


Nie mają one obowiązku tworzenia pełnych dywizjonów przechwytujących, ale potrzebują możliwości przechwytywania dronów i osłony swoich wojsk na ziemi. Dotyczy to również dronów typu Shahed, ponieważ stają się one coraz bardziej uniwersalnym narzędziem walki. 


Od jakiegoś czasu nie są już wykorzystywane wyłącznie do uderzeń dalekiego zasięgu. Coraz częściej pojawiają się informacje, że Shahedy działają w trybie sterowania na żywo, czyli operator kieruje nimi w czasie rzeczywistym. Są też wyposażane w kamery oraz retransmitery zwiększające zasięg łączności. 


Zdarza się również, że przenoszą różne środki rażenia – na przykład pociski przenośnych zestawów przeciwlotniczych, rakiety czy nawet miny. W rezultacie ten system staje się coraz bardziej „żywym”, wielofunkcyjnym narzędziem walki. Nie są już tylko zagrożeniem dla infrastruktury krytycznej czy obiektów wojskowych na zapleczu kraju. Coraz częściej używa się ich na pierwszej linii frontu, do niszczenia logistyki, a czasem nawet bezpośrednio pozycji bojowych. 


Jak to obecnie wygląda? Chodzi o to, żeby czytelnicy zrozumieli, że operator drona przechwytującego czy innego systemu nie musi znajdować się bezpośrednio przy działaniach bojowych. W jakiej mniej więcej odległości może pracować operator? 


To zależy od systemu sterowania dronem typu Shahed. Jeśli jest on sterowany przez operatora. Jeżeli nie jest sterowany, tylko zaprogramowany, to większość z nich działa właśnie w ten sposób: wprowadza się określone koordynaty, następuje start, dron leci i powinien dotrzeć do punktu rażenia.


Czasem programuje się także bardziej złożone trasy, ponieważ taktyka użycia bywa różna. Zdarzają się skomplikowane trajektorie, abyśmy nie mogli zrozumieć, dokąd dokładnie leci dron i jaki jest jego ostateczny cel. To dotyczy jednak dronów zaprogramowanych. Jeżeli mówimy o dronach sterowanych przez operatora, wszystko zależy od technologii wykorzystywanej przez Rosjan – jeśli jest to sterowanie radiowe, znaczenie mają konkretne rozwiązania techniczne. 


Czytaj także: Mołdawia była tylko poligonem. Specgrupa Kremla na węgierskie wybory


Rozumiem, że drony zaprogramowane częściej uderzają w infrastrukturę cywilną, ponieważ zdarza się, że trafiają na przykład w budynki mieszkalne. 


Tak, dokładnie. Wszystko zależy od celu. Jeżeli celem jest obiekt stacjonarny, na przykład fabryka, której koordynaty wcześniej ustalono dzięki rozpoznaniu, to dron po prostu leci na zaprogramowane współrzędne.


Jeżeli jednak celem jest coś, co może się przemieszczać – na przykład mobilna grupa obrony przeciwlotniczej, mobilna grupa ogniowa czy grupa przechwytująca – a dron jest sterowany i działa w trybie live, operator widzi ją na obrazie z kamery. Jeżeli ta grupa zmienia pozycję, operator może korygować trasę w czasie rzeczywistym i uderzyć dokładnie w miejsce, w którym znajduje się ona w danym momencie. 


Rozmawiamy teraz o sytuacji w całym kraju, ale chciałbym zapytać również o sam front, bo tam sytuacja – jak rozumiem – wygląda zupełnie inaczej. Jak działają tam technologie? Często słyszymy, że to już wojna robotów. Czy to prawda? 


Ponieważ obecnie nie ma już wyraźnej linii rozgraniczenia, lecz raczej pas walki, który często określa się mianem „kill zone”. Ta strefa rozszerza się w obie strony. Jeśli dowódca podejmuje rozsądne decyzje i dba o swoich żołnierzy, maksymalnie wykorzystuje roboty, systemy bezzałogowe i kompleksy robotyczne na pierwszej linii.


Chodzi o to, aby maksymalnie zastępować ludzi technologią, ponieważ żołnierze są narażeni na ogromne ryzyko, a ludzi jest niewielu, więc trzeba ich chronić. W rezultacie mamy dziś bardzo zróżnicowaną flotę dronów, które wykonują różne zadania: drony minujące, drony na światłowodzie, które mogą czekać na przykład na przejeżdżający pojazd, drony rozpoznawcze, drony przechwytujące, drony-bombowce i wiele innych. Dotyczy to nawet logistyki – transportu zaopatrzenia, ewakuacji rannych czy przenoszenia amunicji. Coraz częściej odbywa się to przy pomocy dronów. 


Drony jednak nie zastąpią całkowicie ludzi. Ktoś musi nimi sterować, nadawać im koordynaty. 


I najprawdopodobniej nigdy ich w pełni nie zastąpią. Będą jedynie coraz bardziej wspierać człowieka na polu walki. 


Czytaj również: Zełenski wbija szpilę Putinowi. „Ma niewiele czasu”


Jaka jest obecnie skuteczność dronów na froncie? Pamiętam dane mówiące, że około 30% dronów trafia w cel, a 70% jest niszczonych lub zakłócanych – na przykład przez walkę radioelektroniczną albo po prostu nie dociera do celu. Czy ten procent się zmienia? 


Według informacji od wojskowych, z którymi rozmawiam, proporcje pozostają mniej więcej podobne. Każdej naszej metodzie działania przeciwnik stara się przeciwstawić własne środki. Dlatego kluczowa staje się skala użycia. Chodzi o to, ile mamy jednostek zdolnych do używania dronów na całej linii frontu, jak masowo są one wykorzystywane i jak szybko można je uruchamiać. 


Na przykład: jeśli cel znajduje się 15 kilometrów od operatora lub punktu startu, ile dronów można w ciągu godziny wysłać w to miejsce? 


Prędkość drona jest ograniczona, podobnie jak tempo startów. 


Czytaj także: Program SAFE a Ukraina. Współpraca przemysłowa, nie transfer pieniędzy



Drony FPV latają dziś z szybkością około 90 km/h, prawda? 


Mniej więcej. Trzeba więc działać bardzo szybko. Jeśli chcemy zniszczyć większy obiekt, często trzeba uruchomić kilka dronów jednocześnie. Powstaje pytanie: czy mamy taką możliwość? Czy jest wystarczająco dużo operatorów? 


A jeśli spojrzeć na to z drugiej strony – jaki procent strat przeciwnika powodują dziś drony? Około 70%? 


Jeśli się nie mylę, niedawno podawano świeże dane – chyba mówił o tym dowódca Sił Systemów Bezzałogowych. W bezpośrednim boju strzeleckim ginie około 5% żołnierzy. Natomiast ponad 80% strat powodują drony, a resztę – artyleria. Mogę się mylić w szczegółowych liczbach, ale proporcje wyglądają mniej więcej w ten sposób. 


Czy jesteśmy jeszcze daleko od filmu „Terminator”? 


Wie Pan, nie chcielibyśmy, aby do tego doszło. Technologie się rozwijają, niektóre środki przestają być skuteczne. Ale trzeba też pamiętać, że na przykład te same czołgi, wozy opancerzone i tak dalej mają coraz większe ograniczenia w zastosowaniu. Dlatego drony stają się bardziej efektywnym środkiem rażenia.


Myślę, że wiele będzie zależało od tego, jak długo ta wojna jeszcze potrwa. Bo wojna to w gruncie rzeczy czas. Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się na wojnę. To stara, ale aktualna prawda. 

Kategorie: Telewizja

Gwałtownie uderzy w Polskę. Zacznie się 17 marca. Obejmie cały kraj

Dziennik - 6 godzin 8 min. temu
W wielu krajach Europy panuje już niemal wiosenna pogoda, ale synoptycy ostrzegają, że ta sielanka nie potrwa długo. Nad kontynent zaczyna napływać zimne powietrze z północy, które w kolejnych dniach może przynieść wyraźne ochłodzenie, również w Polsce. Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa

Ceny paliw rosną

TVP.Info - 6 godzin 10 min. temu
Prognoza na przyszły tydzień.
Kategorie: Telewizja

Pompy ciepła i sąsiedzkie konflikty. Problemem hałas, a nie technologia

TVP.Info - 6 godzin 13 min. temu

W ostatnim miesiącach internet obiegły alarmistyczne nagłówki o rzekomych „mandatach do 5 tysięcy złotych za pompę ciepła” i masowych kontrolach straży miejskiej.


W mediach społecznościowych szybko pojawił się niepokój wśród właścicieli domów, którzy zainwestowali w to źródło ogrzewania. W rzeczywistości jednak wiele z tych przekazów okazało się mocno przesadzonych, a czasem wręcz wprowadzających w błąd. 


Pompy sporną kwestią 


Pompy ciepła w ostatnich latach stały się popularnym rozwiązaniem w polskich domach jednorodzinnych. Widać je w szczególności przy nowych inwestycjach, gdzie często stanowią podstawowe źródło ogrzewania. Wraz z szybkim wzrostem liczby instalacji zaczęły jednak pojawiać się sporadyczne konflikty sąsiedzkie.


Najczęściej ich przyczyną bywa hałas generowany przez jednostkę zewnętrzną urządzenia – sprężarkę i wentylator. W materiałach producentów poziom dźwięku zazwyczaj mieści się w granicach 40-60 decybeli, co można porównać do cichej rozmowy lub pracy lodówki.


W praktyce jednak odczuwalność hałasu zależy od wielu czynników, takich jak odległość od granicy działki, kierunku ustawienia urządzenia czy gęstości zabudowy. Problem pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy jednostka zewnętrzna zostaje zamontowana bardzo blisko ogrodzenia lub skierowana jest w stronę okien sąsiedniego domu.


W takich sytuacjach dźwięk może być bardziej słyszalny, zwłaszcza w nocy, gdy poziom hałasu w otoczeniu naturalnie spada. W gęstej zabudowie jednorodzinnej nawet kilka dodatkowych decybeli może decydować o tym, czy urządzenie pozostaje praktycznie niezauważalne, czy staje się źródłem długotrwałego sporu. 


CZYTAJ TEŻ: Nie będzie wielkiej fabryki na Dolnym Śląsku. Niemcy się wycofali


Problem „zanieczyszczenia hałasem”


Kolejną kwestią jest zanieczyszczenie hałasem, określane także jako smog akustyczny, który jest poważnym problemem zdrowotnym, szczególnie w dużych miastach. Szacuje się, że może on dotyczyć około 5 milionów osób, a w 2021 roku ponad 280 tys. mieszkańców miast liczących powyżej 100 tys. mieszkańców żyło na obszarach o szczególnie wysokim poziomie hałasu. 


Długotrwałe narażenie na nadmierny hałas może negatywnie wpływać na zdrowie – prowadzić do stresu, zaburzeń snu oraz zwiększać ryzyko chorób układu krążenia. Z tego powodu zanieczyszczenia hałasem uznawane jest za jedno z najpoważniejszych zagrożeń środowiskowych dla zdrowia ludzi. 


Pomimo że pompy ciepła nie są realnym źródłem smogu akustycznego, mogą prowadzić do licznych sporów, gdy instalacja została wykonana bez uwzględnienia warunków otoczenia. W takich przypadkach problemem nie jest sama technologia, lecz sposób jej montażu i lokalizacja urządzenia. 


CZYTAJ TAKŻE: Polscy rolnicy chcą sankcji na kraje handlujące z Rosją


Regulacje prawne 


Z kolei polskie prawo reguluje kwestie hałasu w środowisku. Dopuszczalne poziomy określa rozporządzenie dotyczące ochrony środowiska przed hałasem.


Na terenach zabudowy mieszkaniowej wartości te wynoszą około 50 decybeli w ciągu dnia oraz około 40 decybeli w nocy, choć dokładne limity zależą od rodzaju zabudowy. Co ważne, normy te odnoszą się do poziomu hałasu mierzonego na granicy działki, a nie bezpośrednio przy samym urządzeniu. 


Jeżeli poziom dźwięku przekracza dopuszczalne wartości, może to zostać uznane za naruszenie przepisów. W takich sytuacjach zastosowanie mogą mieć zarówno regulacje z zakresu ochrony środowiska, jak i przepisy prawa cywilnego. Kodeks cywilny zakazuje tzw. immisji, czyli oddziaływań z jednej nieruchomości na drugą, które przekraczają przeciętną miarę wynikającą z przeznaczenia terenu. 


Masowe kontrole i mandaty karne 


W medialnych doniesieniach często pojawia się również informacja o mandatach do 5 tysięcy złoty. Co istotne, podawana przez portale kwota wynika z przepisów dotyczących zakłócenia spokoju bądź porządku publicznego hałasem.


Maksymalna grzywna w postępowaniu sądowym może sięgać kilku tysięcy złotych, jednak jest to górna granica przewidziana dla różnych sytuacji, a nie standardowa kara nakładana za pracę pompy ciepła.


Równie mylące są doniesienia o rzekomych masowych kontrolach. Straż miejska lub policja mogą interweniować w przypadku, gdy ktoś zgłosi zakłócenie spokoju. Nie prowadzą jednak specjalistycznych pomiarów hałasu środowiskowego.


Badania wykonują wyspecjalizowane instytucje, takie jak inspekcja ochrony środowiska czy akredytowane laboratoria. Procedura ta jest znacznie bardziej złożona niż szybki pomiar przy ogrodzeniu – wymaga odpowiednich warunków, analizy tła akustycznego i sporządzenia dokumentacji. Dopiero na podstawie takich wyników mogą być podejmowane dalsze działania administracyjne. 


CZYTAJ TEŻ: Amerykański reaktor nuklearny na Księżycu. Zdążyć przed Rosją i Chinami

Kategorie: Telewizja

Aktor pójdzie do więzienia za napaści seksualne

TVP.Info - 6 godzin 14 min. temu

Sąd Rejonowy w Tokio orzekł, że 55-letni Hideo Sakaki wykorzystał swoją pozycję w branży filmowej, aby zmusić kobiety – wówczas w wieku około 20 lat – do odbycia z nim stosunków seksualnych. Do przestępstw dochodziło w marcu 2015 roku oraz między lipcem a wrześniem 2016 roku.


Sąd wymierzył mu karę 8 lat więzienia. Przewodniczący składu sędziowskiego Shoji Miyata stwierdził, że oskarżony lekceważył godność ludzką ofiar, a także zadał im niewyobrażalny ból psychiczny i fizyczny. – Poczucie moralności oskarżonego jest upośledzone – oświadczył sędzia.


Aktor nie przyznał się do winy


Podczas rozprawy w sierpniu 2024 roku Sakaki nie przyznał się do winy. Jego obrońca argumentował, że zeznania kobiet mogły zostać zmodyfikowane przez organy śledcze, a co za tym idzie, nie są wiarygodne.


Sędzia stwierdził jednak, że zeznania ofiar były wiarygodne i nie było żadnych nieścisłości w sposobie, w jaki prokuratura przedstawiła przestępstwa.


Czytaj także: Legenda kina skazana. Dwie napaści seksualne przy „Zielonych żaluzjach”


Łącznie Sakakiego oskarżyły w marcu 2022 roku cztery kobiety, które zarzuciły napaści także jego przyjacielowi, aktorowi Houce Kinoshitiemu. 20 lutego 2024 roku został aresztowany po tym, jak kobieta oskarżyła go o napaść seksualną w apartamencie w Minato w Tokio. Twierdziła, że doszło niej w 2016 roku. 20-latka przyszła wówczas do niego pod pretekstem udzielania lekcji aktorstwa.


Hideo Sakaki zasłynął rolami w japońskich filmach akcji, między innymi „Versus”, „Battlefield baseball” czy „Alive”. Przyjaźni się z reżyserem Ryuhei Kitamurą i często występował w jego produkcjach. Sam również wyreżyserował kilka filmów. W 2022 roku jego żona Izumi Tachibana wniosła o rozwód. Piosenkarka również oskarżała go, że była przez niego zmuszana do wykonywania różnych czynności seksualnych.

Kategorie: Telewizja

Zaginęła znana z seriali aktorka. Pilny apel o pomoc w poszukiwaniach

Dziennik - 6 godzin 16 min. temu
Od środy trwają poszukiwania zaginionej 42-letniej Magdaleny Majtyki z Wrocławia. To aktorka, znana widzom z wielu popularnych seriali. Informację o jej zaginięciu opublikował jej mąż, Piotr Baros. Beata Zatońska
Kategorie: Prasa

KO prowadzi, PiS goni. Trzy partie poza Sejmem

TVP.Info - 6 godzin 19 min. temu

Z sondażu wynika, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, najwyższy wynik osiągnęłaby Koalicja Obywatelska z wynikiem 30,6 proc (bez zmian w stosunku do ostatniego badania). Na drugim miejscu znalazłoby się Prawo i Sprawiedliwość z poparciem 23,5 proc. (wzrost o 2 pkt. proc.) Podium zamyka Konfederacja, osiągając poparcie 12,2 proc. (spadek o 1 pkt proc.)


Według badania w Sejmie znalazłyby się jeszcze dwie partie – KKP Grzegorza Brauna, na którą chce głosować 8,4 proc. ankietowanych (spadek o 1,6 pkt. proc.), oraz Nowa Lewica z wynikiem 7,5 proc. (bez zmian).


Pod progiem wyborczym


Poza Sejmem znalazłyby się: Partia Razem – z poparciem 4,2 proc. ankietowanych (wzrost o 1,7 pkt. proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe, na które deklaruje oddanie głosu 3,8 proc. badanych (spadek o 1,2 pkt. proc.) oraz Polska 2050 – 1,1 proc. poparcia (bez zmian).


8,5 proc. ankietowanych nie wie, na kogo zagłosować (wzrost o 0,5 proc.)


Badanie zostało zrealizowane przez United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski w dniach 27 lutego – 01 marca 2026 roku, metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych i ankiet internetowych (CATI & CAWI), na reprezentatywnej grupie tysiąca dorosłych Polaków.


Czytaj także: Spotkanie prezydenta z premierem? Nawrocki zaprasza ws. SAFE

Kategorie: Telewizja

Konflikt w Iranie się zaognia. Ceny paliwa szybują do góry

TVP.Info - 6 godzin 22 min. temu

Eksperci w piątkowym komentarzu zwrócili uwagę, że konflikt na Bliskim Wschodzie i zamknięcie Cieśniny Ormuz szybko przełożyły się na sytuację cenową na rynku paliw w Polsce. W cennikach rafinerii notowane są skokowe podwyżki, które z dnia na dzień przenoszą się na stacje paliw.


„Olej napędowy od poprzedniego piątku podrożał o szokujące 1 373,20 zł i metr sześcienny tego paliwa jest przez producentów wyceniany dzisiaj średnio na 6 150,20 zł. To jego najwyższa cena od stycznia 2023 roku. Średnie notowania 95-oktanowej benzyny na przestrzeni tygodnia wzrosły o 536,20 zł i jej aktualna cena to 5 008,20 zł/metr sześcienny. Tak droga benzyna w hurcie ostatni raz była w lipcu 2024 roku” – podkreślili analitycy.


Czytaj więcej: Po ataku na Iran ceny paliw w górę. Powtórka z 2022 roku mało realna


Bez paniki wśród kierowców


Eksperci zwrócili uwagę, że mimo „cenowego szoku” dotyczącego także detalicznej części rynku paliw, udało uniknąć się „masowej paniki wśród kierowców, która byłaby poważnym wyzwaniem dla całego logistycznego systemu (...)”.


„W połowie tygodnia, według notowania e-petrol.pl, średnia cena 95-oktanowej benzyny, po podwyżce o 25 groszy, wyniosła 5,99 zł/l. Olej napędowy podrożał aż o 41 groszy do poziomu 6,40 zł/l. Litr autogazu kosztował o 8 groszy więcej i tankujący płacili za niego 2,85 zł. Przed weekendem na wielu stacjach ceny były już jednak zdecydowanie wyższe – za litr benzyny kierowcy płacili ponad 6 złotych, a cena diesla przekraczała poziom 7 złotych” – wskazano.


Zobacz również: PiS nakręca paliwową panikę. „Szturm na stacje” to fake news

Ile za benzynę w przyszłym tygodniu?


e-petrol.pl prognozuje, że nadchodzący tydzień przyniesie kolejne podwyżki na stacjach. Według szacunków litr benzyny 95-oktanowej może kosztować 6,15-6,30 zł; benzyny 98-oktanowej 6,96-7,10 zł; oleju napędowego 7,12-7,29 zł, a autogazu – 2,97-3,10 zł.


Analitycy podkreślili, że mijający tydzień pozostaje dla rynku ropy „jednym z najbardziej szokujących od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r.”. Notowania ropy Brent wzrosły bowiem w tym okresie o 16,4 proc., a WTI o 19,2 proc.


Za takie podwyżki odpowiada eskalacja konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Izraelem a Iranem, która doprowadziła do praktycznego wstrzymania żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Eksperci przypominają, że szlak ten odpowiada za transport około jednej piątej globalnej podaży ropy.


Zobacz także: Już odczuwamy skutki wojny w Iranie. Ceny paliw mocno w górę


Szlaki transportowe zagrożone


Jak zauważono w komentarzu, część producentów próbuje omijać najbardziej zagrożone szlaki. „Saudi Aramco planuje przekierowanie części eksportu na Morze Czerwone poprzez terminal w Janbu, korzystając z rurociągu Wschód–Zachód o przepustowości do 7 mln baryłek dziennie. Rozwiązanie to pozwala ograniczyć zależność od Cieśniny Ormuz, choć przy produkcji Arabii Saudyjskiej przekraczającej 10 mln baryłek dziennie możliwości przesyłowe mogą okazać się niewystarczające, jeśli blokada potrwa dłużej” - wskazano.


Analitycy dodali, że oprócz tego pojawiają się działania mające łagodzić napięcia po stronie podaży. „Administracja USA przyznała pierwsze zwolnienia umożliwiające zakup rosyjskiej ropy objętej sankcjami, przechowywanej na tankowcach. Z możliwości tej zaczęły korzystać m.in. indyjskie rafinerie, które kupują miliony baryłek surowca zalegającego w magazynach pływających. Według danych Kpler, na wodach Oceanu Indyjskiego, Morza Arabskiego i w rejonie Cieśniny Singapurskiej znajduje się około 30 mln baryłek rosyjskiej ropy dostępnej do sprzedaży” – wyjaśniono.


Eksperci dodali, że mimo gwałtownego wzrostu cen amerykańscy producenci ropy z łupków nie zwiększają na razie znacząco wydobycia. Firmy traktują obecny skok cen jako potencjalnie krótkotrwały i zakładają, że napięcia wokół Cieśniny Ormuz mogą ustąpić w ciągu kilku tygodni. Zwrócono jednak uwagę, że część banków inwestycyjnych ostrzega jednak, że przedłużająca się blokada kluczowego szlaku transportowego może skutkować podniesieniem cen ropy powyżej 100 dol. za baryłkę.


Zwrócili uwagę, że w krótkim terminie rynek pozostaje silnie uzależniony od rozwoju sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej, a każde sygnały odblokowania Cieśniny Ormuz mogłyby szybko „schłodzić” notowania. Utrzymująca się jednak blokada lub dalsza eskalacja konfliktu zwiększać będzie ryzyko dalszego wzrostu premii geopolitycznej w cenach ropy – podkreślają analitycy.


Zobacz też: Chiny pod ścianą. Negocjują z Iranem

Kategorie: Telewizja

Wyczekiwany polski serial na VOD. Łączy wątki historyczne i kryminalne

Dziennik - 6 godzin 27 min. temu
Nastąpiła wyczekiwana premiera nowego polskiego serialu kostiumowego "Piekło kobiet" w reżyserii Anny Maliszewskiej. Za produkcję odpowiada Ewa Puszczyńska, której filmy, takie jak "Ida" czy "Strefa interesów", od lat zdobywają najważniejsze nagrody na całym świecie. Gdzie można oglądać pierwszy odcinek? Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa

Charles de Gaulle już na Morzu Śródziemnym. Pomoc dla Libanu w drodze

TVP.Info - 6 godzin 31 min. temu

W ubiegłym tygodniu lotniskowiec był w szwedzkim porcie Malmoe, gdzie doszło do incydentu – do okrętu zbliżył się dron, który został wykryty przez siły zbrojne Szwecji. W Malmoe okręt miał pozostać do 2 marca w ramach wizyty ocenianej jako elementu odstraszania w regionie Bałtyku.


Francuski lotniskowiec na Morzu Śródziemnym


Charles de Gaulle o napędzie atomowym ma długość 260 m - to największa tego rodzaju jednostka poza USA. Może pomieścić 30 samolotów, w tym myśliwce Dassault Rafale.


Francuski prezydent Emmanuel Macron oświadczył we wtorek, że na Cypr wysłane zostały środki obrony powietrznej oraz jednostka francuskiej marynarki wojennej, fregata Languedoc.



Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran w sobotę, 28 lutego, zabijając najwyższego przywódcę tego kraju ajatollaha Alego Chameneia i innych wysokich rangą przedstawicieli władz. Teheran w odwecie przystąpił do ataków m.in. na bazy amerykańskie oraz cywilne lotniska w regionie.


Czytaj również: Francja wesprze libańskie wojsko. „Wzywam Izrael i Iran”

Kategorie: Telewizja

Lot ewakuacyjny do Rijadu zawrócony

TVN24 Biznes i Świat - 6 godzin 33 min. temu
Samolot Lufthansy miał ewakuować niemieckich obywateli z Rijadu w Arabii Saudyjskiej. Jednak z powodów bezpieczeństwa został zawrócony i skierowany do Kairu - poinformowała agencja dpa. Według przewoźnika w najbliższych tygodniach takie sytuacje mogą się powtarzać.
Kategorie: Telewizja

Bogucki: zaprosiłem premiera Tuska na spotkanie z prezydentem w sprawie SAFE

Gazeta Wyborcza — kraj - 6 godzin 34 min. temu
W rozmowie, zaplanowanej na wtorek 10 marca, mają wziąć udział także wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz prezes NBP Adam Glapiński.
Kategorie: Prasa
Subskrybuj zawartość