LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
Aktualności„Czort” – ciemna strona Warszawy. Książka Karola Górskiego z portalu TVP.Info [FRAGMENT]„Czort” Karola Górskiego ukaże się nakładem wydawnictwa Harde. Premiera 11 lutego. Poniżej możecie przeczytać fragment tej książki. Jak siódemka nie skończy w top trzy, to już naprawdę Boga nie ma i zostaje pętla. Paweł był pewny, że tym razem się uda. Na trzech poprzednich gonitwach przegrał cztery kafle. Nawet pewniaczka na podparcie za dwie stówki ch** strzelił. Ale dobra, nie z takiej muki się wymykało suchą stopą. Paweł ustawił się przy barierce, tuż obok linii mety. Waliło koniem. Przez chwilę wziął ten odór za ponurą symbolikę. Ogarnął się prędko. Bez takich. Piekło jest w nas, znaków nie ma. Jest za to flota do zrobienia. W Pawle buzowała wolność. Był kompletnie pusty. Przed chwilą postawił na siódemkę ostatnie dwa koła. Mógł rozbijać na drobnicę, ale nie ma co. Wiedział, że się uda. Nie udało się. Siódemka długo była w czubie, przewaliła na ostatniej prostej. Oswojenie się z porażką przyszło zaskakująco łatwo. Paweł wygrzebał jeszcze parę ziko z portfela, zjadł hot doga na Orlenie przy Wyścigach. W ogóle nie rozkminiał. W myślach kleił bety na Ligę Mistrzów. Swoje położenie analizować zaczął dopiero w kabanie. Szukał początku tej smętnej opowieści. Posypało się wszystko gdzieś tak rok temu. Kasyno to była git fucha. Trochę ryła łeb i zegar biologiczny, ale chociaż oddawała. Dobrze sobie radził. Nieprzypadkowo po pół roku tyry zrobili z niego kierownika zmiany. Piętnastaka wyciągał luźno. Początkowo szło z tego wyżyć. Nawet coś się odłożyć udawało. Tylko że apetyt rośnie w miarę jedzenia, co nie? Swoje Paweł przebimbał, swoje poinwestował. Raczej nieudanie. Nie jego wina. Skąd miał, k****, wiedzieć, że jak bańka na bitcoinie pęknie, to od razu na łeb, na szyję pójdzie? Kumple kupowali na górkach, przychodził dołek, a potem odbicie i to the moon. A jak on wszedł grubiej w krypto, to od razu krach. Klątwa jakaś normalnie. Nie było wyjścia. Musiał zacząć przycinać na krupierce. W jaki sposób? Nie interesuj się, dzieciak, bo kociej mordy dostaniesz. Mniej wiesz, lepiej śpisz. Zobacz też: Pytania o samotność i komunikację. Ważna sztuka w Teatrze Telewizji Rączki zawsze miał lepkie. Zaczęło się pięknie. Klienci nawet specjalnie się nie sapali. Paweł odkrył, że monitoring działa wybiórczo. Przytulał trochę grosza na lewo. Pierwszy miesiąc takiej działalności zakręcił we łbie. Trzy dychy zrobił! Święty by nie zszedł z tak skutecznej drogi. W drugim miesiącu Paweł przebił ten wynik – czterdzieści! Trzeba było szybko zmaterializować szemrane zyski. Przechodzona corolla błagała o zezłomowanie. Koleżka miał na zbyciu kilkuletnią audiolę piątkę. Chciał ją opchnąć za pięćdziesiąt patoli. Trochę bita, ale ch** tam, się wyklepie. Pięć dych to jak w k*** splunąć. Przy okazji transakcji Paweł rozkminił z koleżką biznes. Tamten miał do ożenienia sporo mąki, a w kasynie kręciła się potencjalna klientela. Okazja nie do przepuszczenia. Paweł zaczął gonić tynk pod stołem. Drugiej pensji z tego nie było, ale dodatek solidny. Sam pudrował kinol. Nie robił tego od lat. Bez wspomagaczy za długo by nie pociągnął na takim trybie. Raz przeholował z białym. Pech chciał, że akurat jakiś klient się spultał. Chyba wyczuł przekręt. Dostał dwa strzały na beret, a potem przekopę od ochrony. Szefowie coś tam popytali, ale chyba nic nie podejrzewali. Przez parę dni Paweł nie wziął ani grosza na lewo. Na koniec miesiąca dostał z d*** premię. Czyli gitarka. Następnego dnia wrócił do szpontów. Eldorado trwało pół roku. Paweł planował, że przejedzie tak jeszcze drugie tyle, a potem odejdzie z kasyna. Miał poważne plany. Z tym spólasem od audicy i prochów chcieli rozkręcić coś większego. Niekoniecznie dragi. Był pomysł, żeby iść w legal, branża do dogadania. Któregoś dnia szef zawołał Pawła na parking. Siedział w swoim czarnym bentleyu, zaprosił do środka. Kiedy Paweł otwierał drzwi, dostał pałką w potylicę. Przeczuwał, że tak się stanie. Doprawili paralizatorem, wrzucili go na pakę. Pojechali do jakiegoś lasu. Szefu odwalił szopkę rodem z gangsterskich filmów – kazał kopać sobie grób, przyłożył spluwę do skroni, strzelił obok ucha. Twierdził, że o przekrętach wiedział od początku. W to akurat Paweł wątpił. Bo niby czemu miałby wiedzieć i patrzeć, jak go młody doi? Szef oznajmił, że oszczędzi Pawła, jeśli ten mu odda całą kasę. Zawieźli go na Dolną, gdzie wynajmował wtedy kwadrat. Szef i dwóch byków weszło z nim do mieszkania. Nie było jak się ukręcić. Oddał im ponad dwieście koła w gotówce. Wszystko, co miał, ale i tak nie uwierzyli. Przewrócili chatę do góry nogami. Znaleźli trochę białego, powinęli. Kazali zaprowadzić się do fury. Tam nie było żadnego hajsu. Szef oznajmił, że rekwiruje auto w ramach rekompensaty. Cała akcja trwała dwie godziny. Tyle wystarczyło, by Paweł wrócił do punktu wyjścia. Kilka lat życia ch** trzasnął. I wtedy jeszcze taka rura, z którą spiknął się parę razy na wiadomo co, wyskoczyła mu z dwiema kreskami na teście. Ledwie pamiętał imię, a ona mu, że za osiem miechów rodzi. Raczej nie kantowała. Nigdy nie lubił w gumce. Do spólasa nie miał nawet po co się odzywać. To był tylko kumpel od interesów. A w jaki niby interes teraz by mieli wejść? Co najwyżej dałby Pawłowi trochę towaru do opchnięcia pod klatką. Bez sensu pchać się w takie tematy za drobnicę. Parę dni później Paweł śmigał już z wózkiem na giełdzie kwiatowej. Podła tyra. Na zmianach ludzie po kryminale. Poznał starego recedensa, co odsiedział piętnastaka za głowę. Ten mu wyskoczył od razu z propozycją biznesową. Chciał wysadzać bankomaty. Paweł nie miał siły na takie gadki. Słuchawki na łeb i pchamy dalej roślinki. Pizga, łapy fioletowe, zawierucha, że szluga nie idzie odpalić. Jeszcze zapłacili z opóźnieniem. Paweł wytrzymał tam dwa miesiące. Potem znalazł jakąś agencję, która wysyłała ludzi na arbajt do Holandii. Miał pracować na magazynie. Stawka cztery razy taka jak przy pchaniu donic. Na miejscu w zasadzie zero wydatków. Może parę razy się kopnie do kofika. Opcja jak znalazł na wstępne odkucie. Tak sobie to wszystko w głowie kleił. A wyszło, jak wyszło. (...) Rówieśnik Google’a, Żabki i filmu „Big Lebowski”. Jako autor debiutował w 2023 roku powieścią „Aniołek”, która z „Czortem”, wbrew tytułowi, nie jest w żaden sposób połączona. Zawodowo związany z mediami. Czytaj także: Netflix odkrywa kolejne karty. Ci aktorzy zagrają w serialu „Lalka” Kategorie: Telewizja
Milionowe zasięgi i jedno ostrzeżenie. "Niektórzy twórcy są gotowi zrobić wszystko"
Króliki na trampolinie? Wenezuelczycy tańczący na ulicach po interwencji USA? Filmiki wygenerowane przez sztuczną inteligencję mają nawet milionowe zasięgi. Jak nauczyć się odróżniać prawdę od fejków? - Nie zakładaj, że to, co widzisz w internecie, na pewno jest prawdziwe - radzi Jeremy Carrasco, specjalista od materiałów wideo tworzonych przy użyciu AI, którego konto śledzi prawie 400 tysięcy osób.
Kategorie: Telewizja
Telewizja pokaże nowe odcinki kultowego kryminału. W streamingu serial był hitemJuż dziś, 31 stycznia, polskojęzyczna telewizja pokaże premierowo kolejne odcinki kultowego brytyjsko-amerykańskiego serialu kryminalnego "W cieniu podejrzeń" z Umą Thurman. W tym thrillerze pięcioro osób oskarżonych o porwanie syna magnatki medialnej walczy o prawdę. Gdzie można oglądać serial dostępny dotąd tylko w Apple TV+?
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
W USA rozpoczął się kolejny shutdown
Po ubiegłorocznym, rekordowym "zamknięciu rządu", amerykański Kongres ponownie nie zdołał przyjąć ustawy budżetowej w terminie. Choć dokument przeszedł przez Senat, wciąż czeka na zatwierdzenie przez Izbę Reprezentantów oraz podpis prezydenta. Część resortów - w tym Pentagon - od dzisiaj pracują bez środków.
Kategorie: Telewizja
Poważne tąpnięcie na rynku pracy. Kryzys wraca po latachLubelszczyzna mierzy się z najgłębszym załamaniem na rynku pracy od 2020 roku. W regionie ubyło około 15 tys. ofert zatrudnienia, skala zwolnień grupowych wróciła do poziomów notowanych w najcięższym okresie pandemii, a liczba osób bez pracy zwiększyła się w ciągu roku o 10 proc.
Kategorie: Portale
Nowa odsłona „Polski na TAK!”. Zaproszenie dla Seniorów z Uniwersytetów Trzeciego Wieku!Inicjatywa została objęta Honorowym Patronatem Minister Marzeny Okły-Drewnowicz, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Projekt ma na celu ukazanie, jak różnorodność lokalnych środowisk i regionów tworzy współczesną Polskę. Organizatorzy chcą, aby Seniorki i Seniorzy – osoby aktywne, zaangażowane i twórcze – zaprezentowali swoją własną interpretację hasła „Polska na TAK!”. Zaproszenie kierowane jest do wszystkich, którzy chcą pokazać, czym dla nich jest Polska: miejscem codziennego życia, relacji, rozwoju i działań, dzięki którym nasz kraj zmienia się „na TAK!”. Uczestnicy mogą nadsyłać krótkie formy artystyczne, takie jak:
Zgłoszenia przyjmowane są do 28 lutego 2026 roku, a szczegóły dotyczące udziału dostępne są na stronie: www.tvp.info/polskanatak. Nadesłane prace oceni Kapituła Projektu, w której zasiądą przedstawiciele:
➡ POBIERZ ZGODĘ NA PUBLIKACJĘ WIZERUNKU W kolejnych miesiącach organizatorzy odwiedzą wybrane miejsca biorące udział w projekcie. Podczas tych wizyt zaprezentowane zostaną lokalne inicjatywy, a uczestnikom towarzyszyć będą wyjątkowi goście – profesorowie, dziennikarze, artyści i twórcy kultury. Spotkania będą miały kameralny charakter i zostaną dostosowane do specyfiki oraz potrzeb danego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Spośród nadesłanych zgłoszeń wyłonionych zostanie 11 najciekawszych projektów, które staną się częścią ogólnopolskiej trasy „Polska na TAK!”. Organizatorzy podkreślają, że głos, energia i mądrość seniorów są ważnym elementem budowania wspólnej przyszłości. Ich doświadczenie i kreatywność stanowią jedno z najpiękniejszych świadectw tego, jak zmienia się Polska oraz jak wiele można osiągnąć dzięki współpracy i zaangażowaniu. „Polska na TAK!” to projekt pokazujący, że Seniorzy mają realny wpływ na kształtowanie naszego kraju. Zapraszamy do udziału – pokażmy razem, jak wiele dobrego dzieje się w całej Polsce. Czytaj też: Rekin zabił 13-latka. „Odgryzł prawie całą nogę” Wystarczy: • przygotować krótki materiał (film do 3 minut, zdjęcia lub inną kreatywną formę) • opublikować materiał w mediach społecznościowych z hasztagiem #PolskaNaTak, Harmonogram akcji „Polska na TAK! Seniorzy”: • zgłoszenia można nadsyłać do 28 lutego 2026 roku. Następnie: • w okresie 2-8 marca– analiza i wybór najciekawszych inicjatyw. • 9 marca – ogłoszenie wyników i prezentacja najlepszych prac • od 14 marca 2026 r. do 19 grudnia 2026 r. – cykl wydarzeń i spotkań w 11 wybranych miejscach w całej Polsce Czytaj też: Rolexy, sygnety, drogie garnitury. Tak żyje kierownictwo Świadków Jehowy Kategorie: Telewizja
35 lat „Metra”. Czego Wajda zazdrościł Józefowiczowi?Był 30 stycznia 1991 roku. To właśnie wtedy widzowie zgromadzeni w Teatrze Dramatycznym w Warszawie zobaczyli i usłyszeli po raz pierwszy nieznanych im do tej pory młodych wykonawców. Byli to m.in. Robert Janowski, Katarzyna Groniec, Edyta Górniak czy Barbara Melzer. Spektakl miał zacząć się o godzinie 19:00, ale jego reżyser Janusz Józefowicz, jak przyznawał po latach, nie był na to gotowy. – Ktoś podszedł i powiedział, że jest już siódma i czas zaczynać, odpowiedziałem, że co z tego. Wtedy zaczęło się to, co trwa do dziś – rzadko zdarza mi się, żebym kończył pracę nad spektaklem w dniu premiery. Robię to tak długo, aż uznam, że to jest to, że nic więcej już nie da się zmienić – mówił w rozmowie z TVP.info. Przyznał, że premiera „nie była mu po drodze”. – Jeszcze coś chciałem, tym bardziej że wszyscy się uczyliśmy, zaczynaliśmy od zera, chciało się podnieść tę poprzeczkę jak najwyżej, choć wiadomo, że nie do końca było to możliwe. Zresztą premiera „Metra” była pewnym etapem pracy nad spektaklem. Zaraz po zaczęła się praca z drugą obsadą, próbami do amerykańskiej wersji. Polska premiera była tylko krótkim przystankiem w tej naszej wieloletniej pracy – wspominał reżyser pierwszego polskiego musicalu lat 90. Libretto oraz połowa tekstów piosenek do musicalu „Metro” wyszły spod pióra Agaty i Maryny Miklaszewskich. – Nie tworzyłyśmy z myślą o musicalu, bo ta forma była wtedy jeszcze nieznana. Myślałyśmy raczej o jakimś widowisku muzycznym. Nasza przyjaciółka Zuzanna Łapicka zaniosła to do Teatru Rampa i pokazała Andrzejowi Strzeleckiemu, który był ówczesnym dyrektorem. Janusz Józefowicz pracował tam wtedy jako choreograf i miał wreszcie zadebiutować jako reżyser. Gdy zobaczył, co napisałyśmy, od razu powiedział, że to rezerwuje i będzie to jego debiut. Minął rok, debiutu nadal nie było, ale pojawił się producent, który obejrzał w telewizji przygotowane przez Józefowicza widowisko. Znalazł reżysera i powiedział mu, że gdyby miał jakieś marzenia i plany do zrealizowania, to on chętnie mu w tym pomoże – wspominała w książce Marcina Kydryńskiego „Metro na Broadwayu” Maryna Miklaszewska. Początkowo Janusz Józefowicz zaproponował współpracę Przemysławowi Gintrowskiemu. To on miał być twórcą muzyki do spektaklu. Panowie się jednak nie dogadali i wtedy Józefowicz zaproponował współpracę Januszowi Stokłosie. Czytaj też: Lady Gaga przerwała koncert. Mocne przemówienie przeciwko ICE W końcu nadszedł czas poszukiwań tych, którzy w „Metrze” zatańczą i zaśpiewają. Janusz Józefowicz wspominał, że castingi wyglądały bardzo dziwnie. – Nikt nie wiedział, o co chodzi, my nie wiedzieliśmy, jak to nazwać – konkursem, eliminacją? Przychodzili młodzi ludzie bez szkół i po szkołach. Stawali i dziwili się, że coś mają zatańczyć, zaśpiewać. Dopytywali się, czy mówię serio o tym, że mają pokazać, co potrafią – opowiadał. On i Janusz Stokłosa poszukiwania wykonawców zaczęli od Warszawy, ale okazało się, że w stolicy młodych, zdolnych, którzy rokują, nie ma. Ruszyli, więc w Polskę. – Pomyślałem, że może ci młodzi zdolni nie mają pieniędzy na bilety i nie są w stanie przyjechać do Warszawy – mówił Józefowicz. Pojechali do Wrocławia, Lublina, Szczecina, Koszalina. Odwiedzili też Bratysławę, Pragę, Moskwę. Podróż po Polsce i poza jej granicami okazała się dobrym pomysłem. We Wrocławiu znaleźli Katarzynę Groniec, która wraz ze swoim ówczesnym chłopakiem Piotrkiem Hajdukiem na przesłuchaniach pojawili się w powyciąganych swetrach, z kontrabasem i wykonali swingowy kawałek. – Dziwne to było, ale coś w tym zagrało, więc zabraliśmy ich do Warszawy. Tak po kolei dołączali następni – mówił Józefowicz. Poszukiwania trwały ponad rok. Kandydaci do „Metra” byli nie tylko z Polski, ale też ze Słowacji, czy z Rosji. Wśród nich Denisa Geislerova, Igor Sorin, czy Lena Wanina. W porównaniu z tym, co dziś na castingach śpiewają kandydaci do wszelkiego rodzaju talent shows, repertuar był dosyć ubogi. Józefowicz i Stokłosa słyszeli głównie kolędy i „Sto lat”. Nie inaczej było z tancerzami i tancerkami. O tym, w czym pojawiali się na castingach, krążyły legendy, które do końca legendami nie były. – Tu też było ciekawie. Tancerki przychodziły w mini i szpilkach. Tłumaczyłem, że przychodzą nie po to, żeby się pokazać, tylko do roboty. Pląsały w tych sukienkach, rajstopach. To było dosyć zabawne – wspominał. Tych, którzy zainteresowali twórców „Metra” i weszli do pierwszego składu, czekały przysłowiowe „krew, pot i łzy”. Kilkanaście godzin dziennie ciężkiej pracy z pedagogami. Uczyli się tańca jazzowego, stepowania, śpiewu czy solfeżu, czyli nauki czytania nut głosem. Janusz Józefowicz czujnym okiem obserwował, kto robi postępy, a kto stoi w miejscu i trzeba mu podziękować za dalszą współpracę. Okazuje się, że aż do samego końca nie było wiadomo, kto zagra główną rolę kobiecą, czyli Ankę. Do samego końca kandydatki były aż trzy – Katarzyna Groniec, Barbara Melzer i Edyta Górniak. – To ja byłem osobą, która ostatecznie podejmowała decyzje. Chciałem wziąć za to personalną odpowiedzialność – mówił Józefowicz. O tym, że współpraca z nim do najłatwiejszych nie należy, również krążyły legendy. Sam Józefowicz przyznał, że już na samym początku oznajmił kandydatom, że łatwo nie będzie. – Powiedziałem im już na samym początku, że na parę lat muszą zapomnieć o narzeczonych, imprezach, że będą żyli jak w klasztorze. Nie ma mowy o rozrywkach, bo inaczej tego nie zrobimy – mówił. Czytaj też: Phil Collins szczerze o chorobie. „Posypało się wszystko, co tylko mogło” Treningi rozpoczęły się latem 1990 roku. Wiktor Kubiak stwierdził, że skoro ekipa została zebrana, to trzeba ją „zagonić, opanować i okrzesać”. Ćwiczyli od rana do nocy. Najpierw na AWF-ie w Warszawie, potem w ośrodku w Ojcówku, który Kubiak wynajął. Młodych wokalistów i tancerzy przygotowywała m.in. Elżbieta Zapendowska, która uczyła ich śpiewu. Aktorstwem zajęli się Cezary Morawski i Wiesław Komasa, akrobatyką – Jerzy i Danuta Fidusiewicz a dykcją prof. Kazimierz Gawęda. – Jedni sami przyjeżdżali na to zgrupowanie, innym trzeba było dać na autobus, ale w te wakacje uświadomiliśmy sobie, że rodzi się coś dużego, sensownego, że te śpiewane utwory nabierają dziwnej energii, odjazdu, którego ja w Ateneum czy Janusz w Rampie byśmy nie znaleźli – wspominał Janusz Stokłosa. 30 stycznia 1991 roku na scenie, oprócz wspominanych już Górniak, Melzer, czy Groniec, która wcieliła się w postać Anki, pojawili się: Robert Janowski w roli Jana, a także m.in. Anna Mamczur, Monika Ambroziak, Dariusz Kordek, Michał Milowicz. W musicalu „Metro” epizody dostali Cezary Pazura, Olaf Lubaszenko, a nawet Bogusław Linda. Nowością, oprócz obsady złożonej w większości z nikomu nieznanych amatorów, były ultrafiolet oraz lasery. W latach 90. była to robiąca wrażenie nowinka techniczna, którą widzowie podczas spektaklu próbowali łapać w dłonie. Uparł się na nią Wiktor Kubiak. Ciekawostką jest to, że do dzisiaj są używane w spektaklu w niezmienionej formie, choć nie są już taką atrakcją jak kiedyś. Założeniem spektaklu w oryginalnej formie była całkowita rezygnacja z playbacku. Na scenie występowało nawet 39 osób. To wymagało ponad 50 mikrofonów i 3 wielkich konsolet mikserskich. Realizacja nagłośnienia była problematyczna ze względu na użycie obrotowej sceny, ale udało się to zrobić. W styczniowy wieczór na deskach Teatru Dramatycznego po raz pierwszy widzowie zobaczyli historię młodych ludzi, którzy marzą o sławie. Uliczni grajkowie, śpiewacy, tancerze decydują się wystawić w podziemnych peronach metra spektakl dla pasażerów. Jego twórcą i animatorem jest Jan, dla którego metro jest domem i sposobem na życie. Spektakl wzbudza sensację, co sprawia, że młodzi artyści otrzymują propozycję pracy w komercyjnym teatrze i odchodzą od Jana, rezygnując z wyznawanych przez niego idei. Ostatnią, która odchodzi, a właściwie zostaje przez niego przegoniona, jest Anka. W ostatniej scenie – już jako gwiazda – śpiewa piosenkę o utraconej miłości. Jak wspominał Józefowicz mało, kto wierzył w sukces „Metra”. Większość krytyków była przekonana, że spektakl zostanie „zagrany może 100 razy i zniknie z afisza”. Czytaj też: Festiwalowe lato 2026 w Polsce. Stałe punkty programu i jeden wielki powrót
Pierwsze recenzje nie były zbyt przychylne. Pisano w stylu, że „jak na garbatego, to i tak nieźle”. Nazywano „Metro” „amatorskim i kiczowatym przedsięwzięciem”, które bez sensu naśladuje zagraniczną kulturę. Byli też i tacy, którzy widzieli, że „Metro” to początek czegoś nowego, rewolucyjnego myślenia o teatrze. Uważali, że to odważny projekt pod względem artystycznym, ekonomicznym, a nawet socjologicznym. „Tak, uważam 'Metro' za sukces. Oto udało się doprowadzić do premiery nowego, polskiego musicalu, którego ostateczna forma sceniczna nie jest piramidą kompromisów realizacyjnych, lecz odpowiada zamierzeniu początkowemu. Na dodatek powstał nowy, sprawny zespół wykonawczy, dowodzący (…), iż mamy pełną entuzjazmu i wielu talentów młodzież, pragnącą się uczyć, gotową do wielu poświęceń dla doskonalenia siebie i tworzenia teatru swoich marzeń” – pisał w „Przeglądzie Tygodniowym” Tomasz Raczek. O ile krytykom musical Józefowicza i Stokłosy nie przypadł do gustu, o tyle widzowie oszaleli. Sala w Teatrze Dramatycznym, co wieczór była wypełniona po brzegi, a bilety wyprzedane co do jednego. Nastała prawdziwa „metromania”. Wypadało pojawić się minimum na dwóch spektaklach w miesiącu. Rekordziści obejrzeli go po 300, a nawet 400 razy. Modne było licytowanie się, kto, ile razy był na „Metrze”. Młodzi ludzie w artystach na scenie odnajdowali siebie, swoje marzenia i problemy. Lata 90. były w Polsce czasem transformacji, wchodzenia w czas kapitalizmu. I młodzi, i starsi zadawali sobie coraz częściej pytanie o „kult pieniądza”. Tego tematu dotyczy cała sekwencja musicalu „Metro”, w której śpiewane są takie utwory jak „Żyj na swój koszt”, „Pieniądze”, czy „Brzdęk”. Piosenki z musicalu „Metro” stały się hitami i do dzisiaj są śpiewane. Wystarczy wspomnieć takie utwory jak „Uciekali” czy „Wieża Babel”. Artyści musicalu „Metro” szybko zdobyli popularność. Fani czekali na nich po spektaklach, bywało, że pod drzwiami ich mieszkań. Powstawały fankluby musicalu. Pocztą pantoflową przekazywane były numery telefonów m.in. do Edyty Górniak czy Dariusza Kordka. Fanki dzwoniły, by tylko usłyszeć głos lub – jeśli były trochę odważniejsze – choć przez chwilę porozmawiać i wyrazić swoje uznanie. – Pamiętam, że jedna z dziewczyn miała notes ze wszystkimi numerami telefonów. Nie wiem, jakim cudem je zdobyła. Dzieliła się nimi, ale oczywiście nie za darmo. Razem z koleżanką z zajęć baletu „zrzuciłyśmy się” na ten do Edyty Górniak, bo byłyśmy fankami jej wykonania piosenki „Litania”. Udało nam się dodzwonić i chwilkę z naszą idolką porozmawiać. Spieszyła się na próbę, więc rozmowa nie trwała długo – wspomina pani Ula, która była w 7. klasie podstawówki, gdy „Metro” miało swoją premierę. Na cieszenie się popularnością artyści nie mieli zbytnio czasu. Tuż po premierze w Teatrze Dramatycznym wrócili do Ojcówka, by trenować przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Wiktor Kubiak wierzył, że występ na Broadwayu będzie wielkim sukcesem. – Pamiętam, jak z lotniska przyjechał autokar z obsadą. Gdy zobaczyłem twarze tych ludzi, którzy w większości po raz pierwszy byli za granicą i to od razu w Nowym Jorku, byłem szczęśliwy, miałem łzy w oczach. Pomyślałem, że oni naprawdę tu są, że za chwilę wystąpią na Broadwayu. To było niebywałe i warte każdych pieniędzy – wspominał Józefowicz. Zagrali 38 razy. Publiczność reagowała tak jak ta w Polsce, entuzjastycznie. – Pamiętam ten premierowy wieczór, gdy Kasia Groniec skończyła śpiewać finałową piosenkę i nagle zapadła cisza. Ta chwila była dla mnie wiecznością. Nagle rozległa się owacja z tupaniem, to był znak, że daliśmy radę. Wiedziałem już, że to mi się nie śni, że naprawdę tam jesteśmy, publiczność nas przyjęła, choć krytyka kompletnie zmiażdżyła. Po powrocie do Polski otrzymałem list od Stowarzyszenia Choreografów „Janusz dziękujemy za to, że przywieźliście 'Metro'. Wprowadziliście tyle świeżości, energii i za to wam dziękujemy” – wspomina Józefowicz. Krytycy nie byli jednak tak łaskawi. Jeden z nich, niejaki Frank Rich, który uznawany był za najbardziej opiniotwórczego krytyka teatralnego wschodniego Wybrzeża Ameryki, napisał tak: „Jeżeli Nowy Jork miałby serce, ktoś mógłby zaprosić ich na stek albo nawet ofiarować im bilety na broadwayowskie przedstawienie”. Artyści „Metra” postanowili zareagować. Następnego dnia przed redakcją „New York Timesa” pojawili się w koszulkach i czapkach z logo musicalu. Przynieśli 50 steków i wielki transparent „To Mr. Rich from Metro with love”. Po powrocie do Polski ekipa „Metra” została wyrzucona z Teatru Dramatycznego. – Wszyscy nas opluli, telefony nie dzwoniły – wspominał Józefowicz. Razem ze Stokłosą nie poddali się i stworzyli Studio Buffo. Tam przenieśli spektakl. Zanim do tego doszło, przez pół roku „Metro” nie było grane w ogóle. Poza Polską wystawiane było we Francji oraz Rosji. Dziś mija 35 lat od premiery. – Muzyce Stokłosy zarzucano, że nie ma hitu, że nie opiera się na wtedy panujących trendach. Okazało się, że to, co zrobił, stało się uniwersalne – mówi Józefowicz. – Janusz opowiadał mi, że gdzieś kiedyś wyjechał i słyszał, jak późną nocą przy ognisku dziewczyna śpiewa tekst „Co dzień ta sama zabawa się zaczyna”, czyli fragment piosenki „Szyby”. Pomyślałem wtedy, że trafiliśmy pod strzechy. „Metro” stało się częścią naszej muzycznej kultury i to jest fajne. Będziemy je grali tak długo, jak publiczność będzie chciała nas oglądać. Czytaj też: „Serwus – jestem nerwus”. Ewa Szykulska o karierze między euforią a depresją Kategorie: Telewizja
Srogie mrozy dają się we znaki. Z wychłodzenia zmarły dwie osobyNa północnym wschodzie, m.in. w Białymstoku, nocami może być nawet minus 25 st. C. Odczucie chłodu może potęgować porywisty, wschodni wiatr. Od wtorku nastąpi stopniowe ocieplenie, szczególnie na południu i zachodzie kraju – zapowiada IMGW. Policja w sobotę poinformowała, że minionej doby z wychłodzenia zmarły dwie osoby, a od początku listopada 36 osób. Niskie temperatury są śmiertelnym zagrożeniem, szczególnie dla osób w kryzysie bezdomności, seniorów, osób samotnych czy nietrzeźwych. „Każdego dnia policjanci patrolują ulice, pustostany, klatki schodowe i miejsca, gdzie ktoś może potrzebować pomocy. Reagują, sprawdzają, udzielają wsparcia i przekazują osoby zagrożone do bezpiecznych miejsc” – podkreśliła policja. Służby zaapelowały, by nie być obojętnym – jeśli widzi się osobę, która może być narażona na wychłodzenie, należy zadzwonić pod numer 112. W piątek wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański, po odprawie kierownictwa resortu ze służbami oraz wojewodami, poinformował, że wszystkie dworce kolejowe w Polsce będą całodobowe. W przypadku dworców autobusowych resort zaapelował do samorządów o ich udostępnienie osobom w potrzebie. Przekazał, że największy mróz przyjdzie w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wtedy temperatura w Suwałkach może sięgnąć minus 27 st. C, a odczuwalna wyniesie do minus 35 st. C. – Prosiliśmy wojewodów o to, aby przede wszystkim zadbali o osoby niepełnosprawne, osoby bezdomne, aby kontrolowano określone miejsca, gdzie te osoby mogą przebywać. Mamy pewność, że miejsca w noclegowniach we wszystkich województwach są zapełnione – poinformował Szczepański. Zgodnie z prognozą IMGW w sobotę na południu i zachodzie kraju miejscami niewykluczone są słabe opady śniegu. W nocy na północnym wschodzie możliwe lokalne spadki temperatury do minus 22 st. C. Temperatura maksymalna od minus 12 i minus 10 stopni na północy i północnym wschodzie, około minus 8 stopni w centrum, do minus 3 i minus 2 stopni na południowym zachodzie. W niedzielę i poniedziałek po bardzo mroźnych porankach będzie słonecznie. Tylko na południu i południowym zachodzie ma być duże zachmurzenie i tam miejscami wystąpią opady śniegu. Nocami na wschodzie i północnym wschodzie temperatura spadnie do minus 23, a lokalnie do minus 25 stopni. W ciągu dnia temperatura maksymalna ma wynosić ok. minus 15 stopni na wschodzie do minus 5 i minus 3 st. na południowym zachodzie. Czytaj też: Wybory przewodniczącego i koniec? Hołownia nie wyklucza odejścia Kategorie: Telewizja
1500 lub 1900 zł dla każdego, dochody bez znaczenia. Wypłaty od 30 styczniaPolskie rodziny mogą liczyć na dodatkowe wsparcie finansowe ze środków publicznych. Program "Aktywny rodzic" skierowany jest do opiekunów dzieci do trzeciego roku życia i ma ułatwić godzenie aktywności zawodowej z opieką nad dzieckiem. Podstawowe świadczenie w ramach programu wynosi 1500 zł miesięcznie.
Kategorie: Portale
ONZ ma ogromne zaległości. Guterres: finanse są na skraju załamania
Kryzys się pogłębia, zagrażając realizacji programów i stwarzając ryzyko załamania finansów - poinformował sekretarz generalny Antonio Guterres. Zaległości wynoszą 1,57 miliarda dolarów. USA pod prezydenturą Donalda Trumpa nie zapłaciły regularnej składki i ograniczyły finansowanie ONZ.
Kategorie: Telewizja
Czechy zamykają ostatnią kopalnię. „Nie ma już ani jednego odbiorcy”– W Czechach nie ma już nikogo, komu można by dostarczać węgiel kamienny – powiedziała rzeczniczka Kopalni Ostrawsko-Karwińskich (OKD) Barbora Czerna Dvorzakova. Dodała, że ostatnia elektrownia wykorzystująca ten surowiec w Czechach została zamknięta w zeszłym roku, a ceny węgla są zbyt niskie, aby pokryć koszty wydobycia. Produkcja spadła z 35 mln ton w 1989 r. do mniej niż 1,2 mln ton w 2025 r. Wydobycie w rejonie Ostrawy rozpoczęło się pod koniec XVIII wieku i zmieniło tę część Austro-Węgier w wysoce uprzemysłowiony region imperium Habsburgów. Po przejęciu w 1948 r. władzy przez Komunistyczną Partię Czechosłowacji znaczenie regionu w gospodarce kraju jeszcze wzrosło. W 1989 r. w branży pracowało 100 tys. osób. Kopalnie utrzymywały kluby sportowe, finansowały wypoczynek całych rodzin. Zmiany przyszły wraz z transformacją. Prawa rynkowe wymusiły likwidację kolejnych kopalń. Już w 1991 r. po 200 latach funkcjonowania zamknięto kopalnię Jindrzich. Następnymi były kopalnie Jan Szverma oraz Herzmanice, a także Ostrava i Odra. W połowie lat 90. w górnictwie pracowało około 50 tys. osób. W Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim po 2021 roku pozostała już tylko jedna kopalnia – CzSM w Stonawie, tuż przy granicy z Polską. Też miała zostać rychło zlikwidowana, ale jej funkcjonowanie przedłużyła wojna w Ukrainie. Po rosyjskiej agresji zapotrzebowanie na węgiel kamienny wzrosło, a ceny poszybowały. Ta sytuacja nie trwała długo i władze zdecydowały, że ostateczne zakończenie wydobycia nastąpi na początku 2026 r. W zlikwidowanej kopalni ma pracować jeszcze kilkaset osób demontujących urządzenia, zasypujących korytarze i sztolnie, a także przygotowujących CzSM do nowej roli. Planowane jest bowiem wykorzystanie występującego w kopalni metanu, który z uwagi na swoje palne właściwości był przekleństwem, a nie nadzieją. Zobacz także: Wydobyto ostatnią tonę węgla. Kopalnia kończy działalność 4 lutego br. w Stonawie odbędzie się symboliczna uroczystość wydobycia na powierzchnię ostatniego wagonika z węglem z CzSM, z Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego i całej Republiki Czeskiej. W Ostrawie górnicy w uroczystych strojach w towarzystwie orkiestr przemaszerują spod ratusza do katedry. Zostanie tam odprawiona msza święta w intencji ofiar górniczych. Kategorie: Telewizja
Nowa odsłona „Polski na TAK!”. Zaproszenie dla Seniorów z Uniwersytetów Trzeciego Wieku!Telewizja Polska oraz Polskie Radio zapraszają słuchaczy Uniwersytetów Trzeciego Wieku z całego kraju do udziału w ogólnopolskiej akcji „Polska na TAK!” – projekcie promującym aktywność obywatelską, solidarność społeczną, współpracę międzypokoleniową oraz poczucie przynależności do wspólnoty narodowej. Do kiedy można wziąć udział i jak się zgłosić? Sprawdź w artykule!
Kategorie: Telewizja
Czesi zamykają ostatnią kopalnię węgla kamiennegoCzesi wycofują się z wydobycia węgla kamiennego. Zamykają właśnie ostatnią kopalnię z powodu braku odbiorców tego surowca. Wydobycie na tych terenach trwało od 250 lat, a w szczytowym momencie pracowało w branży 100 tysięcy osób.
Kategorie: Telewizja
Seniorzy powinni jeść codziennie. Ratuje stawy, oczyszcza jelita, wzmacnia odporność i usuwa toksyny z organizmuZ wiekiem organizm potrzebuje coraz więcej wsparcia, zwłaszcza jeśli chodzi o trawienie, odporność i układ kostno-stawowy. Jest jeden prosty element diety, który może realnie poprawić codzienne funkcjonowanie seniorów i wcale nie chodzi o drogie suplementy.
Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa
Niepokojąca wizja jasnowidza Jackowskiego. "Putin dostanie, co chce"Jasnowidz Krzysztof Jackowski od dłuższego czasu dzieli się politycznymi wizjami. Tym razem snuje czarną wizję dotyczącą losów Rosji, USA a co za tym idzie także Polski. W rozmowie z "Super Expressu" mówi wprost o zagrożeniu dla naszego kraju. "Putin dostanie, co chce" - wieszczy Jackowski.
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
Ceny gazu gwałtownie rosną. Nadciąga kolejna falaOd początku roku ceny gazu poszły bardzo mocno w górę i wszystko wskazuje na to, że wzrostowa tendencja może się utrzymać. Kluczowe znaczenie będą miały m.in. tempo zużycia surowca na cele grzewcze i przemysłowe, stan zapasów, dostępność dostaw LNG oraz uwarunkowania geopolityczne - informuje "Rzeczpospolita".
Kategorie: Portale
Szklanka rano przed śniadaniem, pomoże obniżyć cukier. Naukowcy sprawdzili ten prosty nawykOsoby zmagające się z podwyższonym poziomem cukru we krwi doskonale wiedzą, że znaczenie ma nie tylko to, co jemy, ale również to, co pijemy każdego dnia. Coraz częściej uwagę zwraca prosty poranny rytuał, który może wspierać organizm w lepszej kontroli glikemii. Ten nawyk zainteresował również naukowców.
Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa
Za śmieci płacą 21 zł miesięcznie. To wciąż możliweGdy w wielu gminach opłata za odpady przekracza 40–50 zł, w podsiedleckiej gminie Przesmyki po podwyżce wyniesie 21 zł, a kompostujący zapłacą 16 zł.
Kategorie: Portale
QUIZ. Podajemy trzy nazwiska, odgadnij imię. Uważaj na ostatnie pytanieW tym quizie podajemy trzy nazwiska a zadaniem polega na odgadnięciu imienia, które łączy te trzy znane osoby. Nie będzie trudno, ale uważaj na ostatnie pytanie.
Marta Kawczyńska
Kategorie: Prasa
Bardzo trudny QUIZ dla bystrych. Jak dobrze znasz synonimy? Prawdziwy test dla mistrzów polszczyznyMasz nosa do słów? Kochasz bawić się językiem i potrafisz bez wahania wskazać właściwy synonim, nawet jeśli brzmi podchwytliwie? Ten quiz to wyzwanie stworzone właśnie dla Ciebie! Przed Tobą zestaw pytań, które sprawdzą nie tylko Twoją wiedzę, ale też wyczucie językowe. Sprawdź, czy faktycznie jesteś mistrzem polszczyzny i baw się przy tym świetnie! Gotowy? No to zaczynamy!
Marzena Sarniewicz
Kategorie: Prasa
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i Świat
PortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 25 tygodni temu
18 lat 8 tygodni temu