LogowanieNawigacjaTrybunał Konstytucyjny
Prezydent RP - aktualnościSejm RP - NewsZ Kancelarii Premiera
Strony partii politycznych obecnych w Sejmie VIII kadencji(w układzie alfabetycznym) Książki w promocjiPO — AktualnościPSLZNPBelferBlogBLOGI POLITYCZNE„Skrót myślowy” — blog Janiny ParadowskiejGra w klasy — blog Adama SzostkiewiczaNowe wątki na forum DPN |
AktualnościA co jeśli Rosja spróbuje? Tak mógłby wyglądać atak na NATOScenariusz nie zakładał marszu rosyjskich wojsk na Zachód ani otwartej konfrontacji z całym Sojuszem. Chodziło o ograniczone, punktowe uderzenie w jedno z państw bałtyckich – takie, które można przedstawić jako incydent lub lokalny kryzys. To właśnie zejście poniżej progu pełnoskalowej wojny czyniło przebieg gry szczególnie niepokojącym. Symulacja potwierdziła, że kluczową rolę odgrywałby czas, liczony w godzinach i dniach. Wystarczający, by stworzyć „fakt dokonany” bez konieczności trwałego zajmowania terytorium i zmusić sojuszników do debaty nad tym, czy doszło już do ataku zbrojnego, czy wciąż mamy do czynienia z kryzysem możliwym do rozwiązania politycznie. Najbardziej niepokojący wniosek nie dotyczył potencjału militarnego NATO, lecz mechanizmu decyzyjnego. Nawet przy formalnych gwarancjach bezpieczeństwa pierwszą reakcją Sojuszu mogłoby być wahanie – nie z braku woli obrony, lecz z obaw przed eskalacją i sporów o proporcjonalność odpowiedzi. To właśnie ta polityczna zwłoka okazała się największym sprzymierzeńcem strony atakującej. Ograniczona agresja nie doprowadziłaby do rozbicia NATO czy zdobycia jego terytorium, lecz mogłaby sparaliżować proces decyzyjny i podważyć wiarę w szybkie, jednoznaczne gwarancje bezpieczeństwa. A stąd już tylko krok do przyśpieszonej erozji Sojuszu. Czytaj też: Podstęp Rosjan. Zmuszają Ukraińców do bratobójczej walki Pytanie o to, czy Rosja chciałaby zaatakować państwo NATO, często prowadzi do fałszywych wniosków, bo automatycznie kojarzy się z wojną totalną i katastrofalnymi konsekwencjami. Tymczasem ograniczony atak nie podlega tej samej logice, co pełnoskalowy konflikt. Nie chodzi w nim o militarne zwycięstwo, lecz o kalkulację polityczną, w której potencjalne zyski przewyższają ryzyko eskalacji. Rosyjskie myślenie strategiczne opiera się na przekonaniu, że Zachód – mimo przewagi militarnej – jest ostrożny, proceduralny i podatny na polityczne wahania. W takim ujęciu możliwym celem nie jest pokonanie NATO, lecz podważenie jego wiarygodności. Da się to osiągnąć nie frontalnym uderzeniem, lecz działaniem, które zmusza sojuszników do długiego zastanawiania się, czy i jak reagować. Kluczowym warunkiem byłoby – patrząc z rosyjskiej perspektywy – wrażenie osłabienia spójności Zachodu. Nie musiałoby ono mieć realnych podstaw militarnych. Wystarczyłby obraz Sojuszu podzielonego, zajętego własnymi problemami i niechętnego podejmowaniu trudnych decyzji. Spory polityczne, napięcia transatlantyckie czy zmęczenie społeczeństw kryzysami mogłyby zostać w rosyjskiej kalkulacji uznane za sygnał, że reakcja NATO będzie spóźniona lub niejednoznaczna. Istotna jest także asymetria w postrzeganiu ryzyka. Dla Zachodu eskalacja oznacza groźbę wojny na dużą skalę, dla Rosji bywa narzędziem nacisku. W takiej logice wystarczyłoby założenie, że odpowiedź NATO będzie stopniowa, ostrożna i obudowana konsultacjami. Eskalacja nie byłaby więc aktem irracjonalnej agresji, lecz narzędziem kontrolowanej presji – obliczonym na grę na czas i sondowanie reakcji. Nie bez znaczenia pozostaje także czynnik psychologiczny. Rosyjska strategia opiera się na przekonaniu, że Zachód reaguje dopiero wtedy, gdy zostaje do tego zmuszony. Każda opóźniona lub niejednoznaczna reakcja wzmacnia to przeświadczenie i zachęca do kolejnych testów. Na tę kalkulację nakłada się kontekst wojny przeciwko Ukrainie. Długotrwały konflikt zużywa rosyjskie zasoby i zwiększa pokusę zmiany reguł gry. Nawet ograniczone uderzenie w państwo NATO mogłoby przenieść punkt ciężkości konfrontacji, zmusić Zachód do myślenia o własnym bezpieczeństwie i otworzyć pole do rozmów na warunkach korzystniejszych dla Moskwy – nie poprzez zwycięstwo militarne, lecz przez presję polityczną. Czytaj też: Ukraiński front to śmiertelne połączenie starej i nowej wojny Ograniczony atak wymierzony w jedno z państw bałtyckich nie zaczynałby się od wystrzału. Na długo przed pojawieniem się wojska narastałaby presja informacyjna. Kanały powiązane z rosyjską propagandą rozpowszechniałyby przekaz o rzekomych prowokacjach, zagrożeniu bezpieczeństwa regionu czy konieczności „ochrony” określonych grup. Równolegle pojawiałby się chaos informacyjny – sprzeczne doniesienia, półprawdy i dezinformacje, których celem byłoby wytworzenie niepewności. W tym samym czasie w państwie będącym celem pojawiałyby się problemy pozornie niezwiązane z bezpieczeństwem: awarie łączności, zakłócenia transportu czy przerwy w dostawach energii. Każde z tych zdarzeń można byłoby tłumaczyć przypadkiem lub błędem technicznym. Dla władz byłby to moment szczególnie trudny. Społeczeństwo oczekiwałoby wyjaśnień, ale brakowałoby jednoznacznych dowodów agresji. Zbyt ostra reakcja groziłaby oskarżeniami o eskalację, zbyt ostrożna – wrażeniem słabości. W tej przestrzeni niejednoznaczności ograniczony atak nabierałby tempa. Dopiero na tym tle pojawiałyby się działania fizyczne: punktowe uderzenia w infrastrukturę lub logistykę, prowadzone przez siły specjalne, sabotażystów lub „niezidentyfikowane grupy”. Każdy incydent z osobna byłby ograniczony, ale razem zaczynałyby paraliżować normalne funkcjonowanie państwa. Kluczowe byłoby tempo. Ograniczony atak zmuszałby decydentów NATO do reagowania w warunkach niepełnej informacji. Ruszałyby procedury sojusznicze i konsultacje, lecz nie byłyby one projektowane pod sytuację, w której granica między pokojem a wojną zostałaby celowo rozmyta. W tym momencie agresor próbowałby stworzyć „fakt dokonany” – niekoniecznie poprzez trwałe zajęcie terytorium, a przez czasową kontrolę nad wybranym obszarem lub punktem. Równolegle narastałaby presja dyplomatyczna: apele o „deeskalację” i „dialog”, w których każda zdecydowana reakcja Zachodu przedstawiana byłaby jako eskalacja. Najtrudniejsze pytania pojawiałyby się właśnie wtedy: czy byłby to już atak zbrojny, czy wciąż seria incydentów? Ograniczony atak zostałby zaprojektowany tak, by nie dawał jednoznacznych odpowiedzi, a każda godzina wahania działałaby na korzyść agresora. Gdy sytuacja zostałaby wreszcie nazwana wojną, podstawowy cel mógłby być już osiągnięty. W scenariuszu ograniczonego ataku Rosji na wschodnią flankę NATO, Polska niemal na pewno nie byłaby celem pierwszego uderzenia. Z punktu widzenia logiki konfliktu byłaby jednak kluczowym zapleczem operacyjnym, od którego zależałaby realna zdolność Sojuszu do obrony państw bałtyckich. To właśnie ta rola – logistyczna, transportowa i koordynacyjna – czyniłaby Polskę jednym z głównych obiektów presji, nawet bez bezpośredniego naruszenia jej granic. Pierwsze skutki kryzysu byłyby odczuwalne niemal natychmiast w obszarach krytycznych dla przerzutu wojsk i sprzętu. Szczególną wrażliwość wykazywałyby węzły kolejowe i drogowe, infrastruktura portowa i lotniskowa, systemy łączności oraz energetyka. Każde zakłócenie – nawet krótkotrwałe – nabierałoby znaczenia strategicznego, ponieważ przez terytorium Polski przebiegałby główny korytarz wsparcia dla wschodniej flanki NATO. W logice ograniczonego ataku nie byłoby konieczne trwałe unieruchomienie tej infrastruktury. Wystarczyłoby czasowe obniżenie zdolności państwa do pełnienia roli gospodarza dla wojsk sojuszniczych. Opóźnienia w przerzucie sił, zakłócenia w systemach dowodzenia i koordynacji czy niejasności kompetencyjne między instytucjami przekładałyby się na realne spowolnienie reakcji Sojuszu. W tym sensie Polska stawałaby się celem pośrednim – nie po to, by ją zająć, lecz by ograniczyć jej funkcję w kluczowej fazie kryzysu. Równolegle prowadzona byłaby presja społeczna i informacyjna. Kampanie dezinformacyjne koncentrowałyby się na podważaniu sensu zaangażowania Polski, kosztów solidarności sojuszniczej i ryzyka eskalacji. Uzupełniałyby je działania demonstracyjne i prowokacyjne, formalnie mieszczące się poniżej progu agresji: incydenty graniczne lub pokazowe ruchy wojsk po drugiej stronie granicy, będące spójną próbą wymuszenia ostrożności i spowolnienia decyzji. Ograniczony atak przestaje być atrakcyjny tam, gdzie przeciwnik reaguje szybko, spójnie i bez wahań. Wspomniana na wstępie symulacja nie obnażyła słabości militarnej NATO, lecz jego podatność na zwłokę decyzyjną. Kluczowe nie są więc demonstracje siły ani gotowość do eskalacji za wszelką cenę, lecz odebranie agresorowi tego, co w takim scenariuszu najcenniejsze: czasu, niejednoznaczności i politycznego chaosu. Dla NATO oznacza to konieczność odejścia od schematycznego myślenia o odstraszaniu. Same deklaracje solidarności nie wystarczą, jeśli proces decyzyjny pozostanie długi i podatny na paraliż. Ograniczony atak – co jasno pokazała niemiecka gra wojenna – testuje nie liczbę dywizji, lecz zdolność do szybkiego uznania, że doszło do sytuacji nieakceptowalnej i wymagającej wspólnej reakcji. Z perspektywy Polski wnioski są jeszcze bardziej konkretne. Jako państwo frontowe i logistyczne zaplecze wschodniej flanki nie może ona traktować takiego scenariusza jako ćwiczenia teoretycznego. Odporność państwa musi być rozumiana szerzej niż gotowość wojska – jako sprawność instytucji, jasność procedur, zdolność komunikacji z obywatelami i ochrona infrastruktury krytycznej. Ograniczony atak żywi się wątpliwościami i decyzyjną zwłoką. Tam, gdzie państwo potrafi jasno tłumaczyć sytuację i szybko podejmować decyzje, pole manewru agresora gwałtownie się zawęża. Najgorszym sygnałem jest niepewność co do tego, kto i kiedy bierze odpowiedzialność. Ostateczny wniosek jest zatem prosty. Zarówno w Polsce, jak i w całym NATO, kluczowe jest zbudowanie systemu zdolnego reagować na niejednoznaczność. Taki system nie eliminuje ryzyka konfliktu, ale sprawia, że jego rozpoczęcie przestaje być opłacalne. A w świecie, w którym wojny coraz częściej zaczynają się od małych kroków, to właśnie brak opłacalności pozostaje najskuteczniejszym mechanizmem odstraszania. Czytaj też: Przesmyk suwalski pod ochroną NATO. Rutte ostrzega Rosję Kategorie: Telewizja
Nawrocki i PiS uderzają w Czarzastego. Co się działo na RBN?Pierwszą z nich był program SAFE, unijny instrument finansowy przewidujący niskoprocentowe, długoterminowe pożyczki dla państw członkowskich na cele obronne. W puli znajduje się 150 miliardów euro przeznaczonych na rozwój przemysłu obronnego w Unii Europejskiej. Polska ma być największym beneficjentem tego mechanizmu, może otrzymać 43,7 miliarda euro. Pożyczka ma zostać uruchomiona na preferencyjnych warunkach, a jej spłata, co istotne, ma rozpocząć się dopiero za dekadę i potrwać aż 40 lat. Prezydent Nawrocki w jawnej części posiedzenia, ograniczonej do jego wystąpienia, podkreślał jednak, że mimo euforii obozu rządowego wiele kwestii wciąż nie zostało Polakom w wystarczający sposób wyjaśnionych. Kolejnym punktem obrad RBN była kwestia Rady Pokoju Donalda Trumpa, do której Polska otrzymała zaproszenie. To inicjatywa prezydenta Stanów Zjednoczonych, która pierwotnie miała zajmować się sytuacją w Strefie Gazy po rozejmie między Hamasem a Izraelem. Dziś jednak coraz częściej mówi się, że jej mandat mógłby zostać rozszerzony także na sprawę Ukrainy. Samo przedsięwzięcie budzi niemałe kontrowersje. Do udziału zaproszeni zostali m.in. Władimir Putin, Aleksandr Łukaszenko czy Viktor Orbán. Największe państwa europejskie patrzą na tę inicjatywę z wyraźnym sceptycyzmem, obawiając się zarówno jej formuły, jak i politycznych konsekwencji. Do tej pory wydawało się, że prezydent i rząd prowadzą w tej sprawie ostrożną, dość zręczną grę, nie deklarując ani jednoznacznej zgody na udział, ani twardej odmowy wobec Waszyngtonu. Jednak w ostatnich dniach z obozu prezydenckiego i części opozycji płyną coraz wyraźniejsze sygnały, że Polska powinna zaproszenie przyjąć. Karol Nawrocki w jawnej części posiedzenia RBN podkreślał, że nie otrzymał od rządu jednoznacznej rekomendacji w tej sprawie. Tymczasem premier Donald Tusk jeszcze przed RBN wyraźnie deklarował, że Polska nie przystąpi do prac w ramach Rady Pokoju. I dochodzimy do punktu trzeciego, od początku najbardziej elektryzującego politycznie. Chodzi o wschodnie kontakty Włodzimierza Czarzastego, a konkretnie o jego znajomość ze Swietłaną Czestnych – Rosjanką posiadającą również polskie obywatelstwo. O sprawie mniej więcej dwa tygodnie temu pisała „Gazeta Polska”. Tyle że trudno mówić tu o sensacyjnym odkryciu, bo już w 2023 roku szczegółowo opisywał ją Tomasz Piątek w jednej ze swoich książek. Informacje dotyczące udziałów pani Czestnych w spółce, w której współudziałowczynią jest także żona marszałka, są jawne i publicznie dostępne. I tu pojawia się pytanie kluczowe: dlaczego właśnie teraz ta historia, znana opinii publicznej od kilku lat, stała się dla PiS i prezydenta Karola Nawrockiego tak istotna? Gdy w 2019 roku Włodzimierz Czarzasty został wicemarszałkiem Sejmu, sprawa ta nie budziła sprzeciwu PiS. Również jesienią ubiegłego roku, gdy obejmował funkcję marszałka Sejmu – choć PiS był przeciw jego kandydaturze – argument wschodnich powiązań nie został przez opozycję podniesiony. Dziś natomiast słyszymy, że chodzi o „standardy bezpieczeństwa państwa” i konieczność rzetelnego wyjaśnienia sprawy – jak podkreślał w części jawnej posiedzenia Karol Nawrocki. Można więc postawić pytanie (i zostawiam je otwarte) czy to przypadek, że temat wraca właśnie teraz. W tym samym czasie, gdy PiS i prezydent uderzają w Czarzastego, z marszałkiem zrywa relacje amerykański ambasador Thomas Rose, o czym pisałam w ubiegłym tygodniu. Prezydent Karol Nawrocki najwyraźniej wyciągnął wnioski z Rady Gabinetowej, którą zwołał na początku swojej kadencji. Zapowiadał wówczas, że takie spotkania będą odbywać się co miesiąc. Skończyło się na zapowiedziach. Tym razem podczas RBN część jawna ograniczyła się wyłącznie do wystąpienia prezydenta, a dalsza dyskusja toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Co działo się przez niemal sześć godzin? Tego dowiadujemy się z mniej lub bardziej oficjalnych rozmów z uczestnikami rady. Włodzimierz Czarzasty – jak sam przyznał – nie odnosił się do stawianych mu zarzutów. Tłumaczył, że „nie uczestniczy w ustawkach”, gdyż nawet jeśli musi przebywać w miejscu, gdzie ktoś próbuje taką ustawkę zorganizować, on brał w niej udziału nie będzie. W jego imieniu głos zabrał minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, który – według relacji marszałka – miał przedstawić pełną informację w sprawie. Wszystko wskazuje jednak na to, że temat Czarzastego będzie przez obóz prezydencki i PiS kontynuowany. Z raportu kolektywu Res Futura wynika, że tym razem emocje w internecie są w dużej mierze skierowane przeciwko marszałkowi. A przecież jeszcze tydzień wcześniej, gdy ambasador Rose publicznie uderzył w Czarzastego, dominowały odwrotne reakcje – aktywna część użytkowników platform cyfrowych stanęła po jego stronie. Póki co lider Nowej Lewicy sprawia wrażenie człowieka, który cieszy się z tego, że znalazł się w centrum politycznej burzy. *** Dwa dni po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w piątek, Sejm przyjął ustawę o SAFE. Za głosowało 236 posłów, przeciw było 199, cztery osoby wstrzymały się od głosu. Odrzucono poprawki zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość. Premier Donald Tusk na portalu X napisał: „Maski opadły. PiS i Konfederacja zagłosowały przeciwko programowi SAFE, czyli przeciw bezpieczeństwu Polski, przeciw nowoczesnej armii, przeciw polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości”. Opozycja odpowiada: chodzi o brak przejrzystości w wydatkowaniu środków oraz ryzyko, że instrument finansowy może w przyszłości stać się narzędziem politycznego nacisku na Polskę. PiS przywołuje tu analogię do KPO, twierdząc, że podobne mechanizmy już widzieliśmy. I w tym miejscu pojawia się pytanie kluczowe: co zrobi prezydent Karol Nawrocki? Jeszcze półtora czy dwa tygodnie temu można było zakładać, że ustawę podpisze. Bezpieczeństwo i obronność to obszar, w którym wyborcy niezależnie od sympatii politycznych oczekują współpracy ponad podziałami. Prezydent mógłby wystąpić w roli strażnika strategicznego interesu państwa. Ale polityka to także emocje. A te, jak pokazują analizy Res Futury, w przestrzeni internetowej przechylają się obecnie w stronę narracji PiS. W sieci dominuje sceptycyzm wobec programu SAFE. Gdyby więc pojawiło się prezydenckie weto, nie byłoby to dziś zaskoczeniem. Ale skoro mowa o wetach… W czwartek wieczorem Karol Nawrocki zawetował dwie kolejne ustawy. Po raz kolejny powiedział „nie” ustawie o kryptowalutach oraz zawetował ustawę o języku śląskim. Tym samym liczba jego wet od początku kadencji wzrosła do 25. Krytycy Karola Nawrockiego już od dłuższego czasu próbują przykleić prezydentowi etykietę „wetomatu”. Kluczowe będzie to, czy ta łatka zacznie funkcjonować także w oczach własnego elektoratu. Bo jedno jest pewne, Karol Nawrocki na pewno myśli o drugiej kadencji i dalszej karierze politycznej. A to wymaga zdolności do poszerzenia elektoratu. Karolowi Nawrockiemu powinno więc zależeć na tym, żeby nie był kojarzony wyłącznie z blokowaniem. *** I na koniec – trochę politycznych ploteczek. W Prawie i Sprawiedliwości wybuchł kolejny spór, a w jego centrum znalazł się Ryszard Terlecki. Jeden z najbardziej doświadczonych polityków tej formacji, znany z tego, że bywa szczery do bólu i nie zawsze trzyma się sztywno partyjnej linii. To on pytany przez Justynę Dobrosz-Oracz z TVP, przyznał, że sprawa Zbigniewa Ziobry „topi” Prawo i Sprawiedliwość. Tym razem Arleta Zalewska z TVN chciała zapytać Terleckiego właśnie o wątek Ziobry. Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, do rozmowy wkroczył Sebastian Kaleta (bliski współpracownik byłego ministra sprawiedliwości) i zasugerował, by Terlecki w tej sprawie się nie wypowiadał. Dodał, że to on chciałby zabrać głos. Terlecki skwitował to krótko: „Może czegoś się dowiemy”. Kilka dni później Radosław Wit z TVN24 zapytał Terleckiego wprost, jak ocenia zachowanie młodszego kolegi. Odpowiedź była chłodna: nie bardzo mu się to spodobało, nie każdy jest dobrze wychowany. Padło nawet określenie, że była to „gów***ria” ze strony Kalety. Dopytywany, czy wybaczy, odparł, że tak. I to wystarczyło, by na platformie X rozpętała się burza. Politycy PiS zaczęli publicznie opowiadać się po jednej ze stron. Jedni bronili Terleckiego, podkreślając jego doświadczenie i polityczną drogę, jakiej wielu może tylko pozazdrościć (do tego grona zalicza się m.in. Mateusz Morawiecki). Inni w mniej lub bardziej zawoalowany sposób dawali do zrozumienia, że młodsze pokolenie ma dziś w partii coraz więcej do powiedzenia. Jeśli ktoś sądził, że wraz z powrotem Jarosława Kaczyńskiego do zdrowia atmosfera w PiS się uspokoi, chyba mocno się pomylił. Kategorie: Telewizja
Sekrety udanych związków na całe życie. Jak parom udaje się być szczęśliwie zakochanym przez 50, 60, a nawet 70 latKiedy myślimy o miłości na całe życie, nieodmiennie przychodzą nam na myśl pary staruszków, trzymających się za ręce na spacerze w parku. Wieczna miłość. Związek na całe życie. Badania psychologiczne i socjologiczne ujawniają, co odróżnia długotrwałe związki od tych, które nie przetrwają.
Ewa Kranz
Kategorie: Prasa
To koniec korzystnych rozwiązań dla nauczycieli. Od 1 września nie będą już obowiązywaćCzęść nauczycieli może stracić godziny ponadwymiarowe. 4 marca przestaną obowiązywać przepisy ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, zgodne z którą dyrektor w określonych przypadkach może przydzielić nauczycielowi liczbę godzin ponadwymiarowych przekraczających ustawowy limit określony w Karcie Nauczyciela.
Agnieszka Maj
Kategorie: Prasa
Śledzie proboszcza to przepyszny hit. Wyjątkowe połączenie smakówPrzepisów na śledzie jest wiele. Warto więc raz na jakiś czas zrezygnować z klasyki, czyli śledzia z cebulą lub w śmietanie, i spróbować czegoś nowego. Śledzie proboszcza to przysmak, który po pierwszym kęsie podbija podniebienia. Smaki są tu idealnie zrównoważone. Podajemy przepis. Takie śledzie będą świetne na imprezę. W czasie Wielkiego Postu będziecie się nimi zajadać.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Bardzo trudny quiz geograficzny. 15/15 dla nielicznychTen quiz geograficzny jest naprawdę trudny. Dotyczy zagadnień na poziomie szkoły średniej. To już nie podstawówka – i sama znajomość kontynentów oraz wykucie nazw stolic na pamięć nie wystarczy. Potrzeba znacznie obszerniejszej wiedzy. Posiadasz ją? Pamiętasz jeszcze lekcje geografii z liceum? Powodzenia!
Piotr Kozłowski
Kategorie: Prasa
Pyszny obiad na sobotę. Podajemy przepis, Ty gotujesz. Polędwiczki à la WellingtonNa sobotę przygotujemy obiad wykwintny i prosty do zrobienia. W sam raz na 14 lutego, czyli święto zakochanych. Proponujemy polędwiczki à la Wellington. Mięso jest delikatne i kruche.
Beata Zatońska
Kategorie: Prasa
Hotelowy gigant ogłasza niewypłacalność. Co z obiektami w Polsce?Revo Hospitality Group, jeden z największych niezależnych operatorów hotelowych w Europie, złożył wniosek o ogłoszenie niewypłacalności dla 140 podmiotów wchodzących w skład grupy. Firma zarządza m.in. markami Vienna House oraz Amber Baltic w Międzyzdrojach. Jak podaje propertynews.pl, głównymi przyczynami kryzysu są drastyczne wzrosty cen energii, kosztów pracy oraz zbyt szybka ekspansja po pandemii. Mimo problemów finansowych w Niemczech i Austrii, polskie hotele na razie pracują normalnie. Dowiedz się, czy Twoja rezerwacja jest bezpieczna i jakie plany ma zarząd giganta do lata 2026 roku.
Olga Skórko
Kategorie: Prasa
"Bankowanie snu" robi furorę w sieci. Naukowcy studzą entuzjazmCoraz więcej osób próbuje przechytrzyć zmęczenie, zmieniając podejście do odpoczynku. Zamiast nadrabiać niedobór snu w weekend, pojawił się nowy trend: wcześniejsze "gromadzenie" zapasu. Bankowanie snu zdobywa popularność w mediach społecznościowych, ale w świecie nauki wywołuje spore wątpliwości.
Paula Nowak
Kategorie: Prasa
Domowe sposoby na obniżenie trójglicerydów zaczynają się w kuchni. To codzienne gotowanie ma największy wpływ na wyniki badańPodwyższone trójglicerydy to problem, który dotyczy coraz większej liczby Polaków. Często nie dają objawów, ale zwiększają ryzyko chorób serca i miażdżycy. W wielu przypadkach można je obniżyć dzięki domowej kuchni – bez głodówek i skomplikowanych diet.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
Schab pieczony na Wielkanoc. Soczysty, równy i idealny na zimnoSchab pieczony na Wielkanoc to jedna z tych potraw, które muszą udać się bezbłędnie. Mięso nie może być suche ani włókniste, a po wystudzeniu powinno kroić się w równe plastry. Kluczem jest odpowiednie przygotowanie mięsa, czas marynowania oraz spokojne pieczenie. Ten przepis prowadzi krok po kroku przez cały proces.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
Kluski śląskie z PRL. Sprężyste, równe i zawsze udane – przepis krok po krokuKluski śląskie z PRL musiały być powtarzalne i niezawodne. Robione z trzech podstawowych składników, bez dodatków i udziwnień, miały być sprężyste, jasne i równe. Ten przepis skupia się wyłącznie na technice przygotowania – tak, aby kluski zawsze wychodziły tak samo.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
Kluski śląskie z PRL. Sprężyste, równe i zawsze udane – przepis krok po krokuKluski śląskie z PRL musiały być powtarzalne i niezawodne. Robione z trzech podstawowych składników, bez dodatków i udziwnień, miały być sprężyste, jasne i równe. Ten przepis skupia się wyłącznie na technice przygotowania – tak, aby kluski zawsze wychodziły tak samo.
Katarzyna Kania
Kategorie: Prasa
Igrzyska Olimpijskie. Program sobota 14 lutego. O której skoki narciarskie? Zobacz, kiedy startują Polacy?Polscy sportowcy na igrzyskach olimpijskich we Włoszech zdobyli już dwa medale. W sobotę 14 lutego biało-czerwoni będą mieli kolejne szanse, by stanąć na podium. Najbardziej liczymy na udane występy Kacpra Tomasiaka na skoczni narciarskiej i Damiana Żurka na torze lodowym.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Igrzyska Olimpijskie. Program sobota 14 lutego. O której skoki narciarskie? Zobacz, kiedy startują Polacy?Polscy sportowcy na igrzyskach olimpijskich we Włoszech zdobyli już dwa medale. W sobotę 14 lutego biało-czerwoni będą mieli kolejne szanse, by stanąć na podium. Najbardziej liczymy na udane występy Kacpra Tomasiaka na skoczni narciarskiej i Damiana Żurka na torze lodowym.
Michał Ignasiewicz
Kategorie: Prasa
Dziki zachód na przyłączach? Marek Duk z PSE: nie walczymy z biznesem, wycinamy "zombie"– Trzeba to ucywilizować, bo na obecnej sytuacji tracą przede wszystkim odbiorcy, a w szerszym wymiarze także gospodarka – mówi Marek Duk, dyrektor Departamentu Rozwoju Systemu w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych. Operator nieprzerwanie stoi na stanowisku, że ustawa sieciowa jest niezbędna, by uwolnić miejsca do przyłączania nowych źródeł energii lub odbiorców.
Kategorie: Portale
Niedziela handlowa 15.02.2026 roku - handel bez zakazu, zakupy w Lidlu i Biedronce, w galeriach, wszystkie sklepy otwarte w niedzielę 15 lutego czy tylko Żabka?Druga niedziela lutego to dobry czas na zakupy: jedni kończą ferie zimowe, a inni - w trzeciej turze - je zaczynają. Nim nadejdzie kolejna fala mrozów, przejściowe ocieplenie także służy nadrabianiu zaległości w obowiązkach. Ale czy to niedziela handlowa i otwarte sklepy ułatwią zrealizowanie tych planów?
Zbigniew Biskupski
Kategorie: Prasa
Niedziela handlowa 15.02.2026 roku - handel bez zakazu, zakupy w Lidlu i Biedronce, w galeriach, wszystkie sklepy otwarte w niedzielę 15 lutego czy tylko Żabka?Druga niedziela lutego to dobry czas na zakupy: jedni kończą ferie zimowe, a inni - w trzeciej turze - je zaczynają. Nim nadejdzie kolejna fala mrozów, przejściowe ocieplenie także służy nadrabianiu zaległości w obowiązkach. Ale czy to niedziela handlowa i otwarte sklepy ułatwią zrealizowanie tych planów?
Zbigniew Biskupski
Kategorie: Prasa
Nowe Renault wjeżdża do Polski. Silnik 1.2 zapewnia 1450 km zasięgu. Ceny?Stało się coś, co rzadko oglądamy na naszym rynku. Polacy oszaleli na punkcie nowego Renault Clio i kupują je całkowicie w ciemno. Widziałem tę nowość na żywo i już wiem, skąd wziął się szał. Ten stylowy mieszczuch jest zaskakująco oszczędny, a dzięki nowemu silnikowi z LPG zapewnia niemal 1500 km zasięgu na jednym tankowaniu
Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa
Nowe Renault wjeżdża do Polski. Silnik 1.2 zapewnia 1450 km zasięgu. Ceny?Stało się coś, co rzadko oglądamy na naszym rynku. Polacy oszaleli na punkcie nowego Renault Clio i kupują je całkowicie w ciemno. Widziałem tę nowość na żywo i już wiem, skąd wziął się szał. Ten stylowy mieszczuch jest zaskakująco oszczędny, a dzięki nowemu silnikowi z LPG zapewnia niemal 1500 km zasięgu na jednym tankowaniu
Tomasz Sewastianowicz
Kategorie: Prasa
|
Sondaże polityczneAnkietaStudio Opinii
TVN24 - wiadomości, KrajGazeta Wyborcza — kraj
wnp.pl Informacje z otoczenia przemysłu
TOK.fm - Najważniejsze informacje z Polski
TVN24 Biznes i ŚwiatPortaleTVP.Info
300polityka
Dziennik
Wirtualnemedia.pl
CzęstochowaZ serwisów lokalnych Urząd Miasta CzęstochowyDziennik Zachodni - Częstochowa
Gazeta.pl — Częstochowa
wCzestochowie.pl
Częstochowa - samorząd
|
Ostatnie odpowiedzi
15 lat 27 tygodni temu
18 lat 10 tygodni temu